Jak zrobić strój pająka?

Zauważyłam, że jak się ma dziecko w szkole to często trzeba kombinować i wymyślać jakieś plastyczne twory, bo a to kostium trzeba zrobić, a to jakąś pop-up książkę, a to story-box czy ozdobny kapelusz i dużo, dużo innych rzeczy. A już na pewno trzeba zbierać wszelakie przydasie. Każde pudełko, wstążka, guzik czy folia mogą się kiedyś przydać. Często jest niestety tak, że akurat nie mam w domu potrzebnej rzeczy i maszeruję po sklepach. Ale nie narzekam bo akurat lubię takie rzeczy, tym bardziej, że jest to też fajny sposób na spędzenie czasu z dzieckiem.

I tak też było i tym razem. Na zakończenie okresu, kiedy dzieci uczyły się o owadach, zorganizowano Owadzi Bal i jak się już domyślacie, każde dziecko musiało być za jakiegoś robala przebrane. Artur oczywiście od razu stwierdził, że chciałby być pająkiem.

Do zrobienia kostiumu pająka nie trzeba dużo rzeczy, jakaś tektura, dwa kawałki gumki, które będą robiły za szelki, czarna farba i pędzelki, czarna opaska za jednego funta, pistolet z gorącym klejem i sztuczne oczy, które też są do nabycia w Funciaku.

Muszę też wspomnieć, że wytycznymi od nauczycieli było zrobienie kostiumu głównie przez dziecko, a rodzice mieli tylko je wspierać. Dlatego ten kostium może nie jest najpiękniej wykonany, ale w dużej mierze zrobiony jest przez pięciolatka (dwulatek też machał pędzlem).

No i czy ten pająk nie jest fajny?






Prezent na Dzień Ojca


Koszulkę z narysowaną ulicą oraz innymi charakterystycznymi dla niej obiektami mój mąż dostał rok temu na Dzień Ojca, ale jako, że zdjęcia zrobiłam dopiero podczas testowania prezentu, to wpis przywołuję dopiero teraz. Na zdjęciach jest też malutki Aaronek, który już wtedy świetnie bawił się w jeżdżenie pojazdami po tacie.

Nie będę tutaj specjalnie opisywać, jak zrobić taką koszulkę. Oczywiście polecam marker permanentny, który się nie spiera, wtedy koszulka będzie służyć dłużej. Pomysł również podpatrzony gdzieś w sieci, ale warto go odgapić, bo gwarantuje masaż i odpoczynek tacie, a dzieciom wspaniałą zabawę.





A w tym roku prezent na Dzień Ojca wygląda tak :)


Pastelowe notesiki

Ostatnio coraz częściej wracam do mojego hobby. Jest mi teraz łatwiej cokolwiek zrobić bo mam w naszej sypialni moje własne biurko, półeczki nad nim, które mieszczą wszystkie moje bibeloty i bardzo fajną, wygodną lampkę, która wspomaga moją pracę nawet w nocy (i jest prezentem od męża :) Może kiedyś Wam pokażę mój kącik w całej okazałości. A tymczasem, chwalę się notesami, które zrobiłam dla bliskich mi osób.










Bukiet ze słodyczy




Pomysł ten widziałam już jakiś czas temu w sieci, ale jakoś nie było okazji, żeby go zrobić. I w końcu przyszedł czas na dziesiąte urodziny mojej chrześnicy. Stwierdziłam, że spróbuję go wykonać.

Do zrobienia takiego bukietu niezbędny jest pistolet do klejenia na gorąco. Poza tym, potrzebujemy czterech pudełek ze słodyczami i dużo słodyczy. Niestety najbardziej sprawdzają się wszelkie słodkości typu guma rozpuszczalna czy żelki. Piszę niestety bo nie wszystkie dzieci lubią tego typu słodycze. Mój starszy syn na przykład toleruje tylko słodycze z czekolady. Jeśli chcecie zrobić bukiet tylko z czekoladowych wyrobów musicie uważać bo czekolada lubi się rozpuszczać pod wpływem gorącego kleju.


Jeśli już mamy wszystkie potrzebne rzeczy to sklejamy pudełka tak, żeby utworzyć "wazon". Spód zrobiłam z tektury. Do każdego słodycza doklejamy patyk do szaszłyków. Później układamy kompozycję w naszym wazonie, obwijamy wszystko folią i kokardą i bukiet gotowy.








P.S. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że nie jest to najzdrowszy prezent świata, ale przecież to były dziesiąte urodziny! A Jubilatka była z bukietu bardzo zadowolona :)

Menu na urodziny


 
Nie będzie to tym razem menu typowe dla alergika, bo Aaron może już jeść jajka, ale mimo wszystko przepisy są bez mleka czy nabiału. Ogólnie nie szalałam w kuchni jakoś specjalnie, toteż przepisów nie będzie dużo. Tak naprawdę na urodzinach były tylko cztery osoby dorosłe i troje dzieci, więc sami rozumiecie, że nie miałam pola do popisu :)

Na sam początek podałam obiad i tutaj postawiłam totalnie na klasykę, schabowe kotlety, pieczone ziemniaczki, buraki, marchewka i gotowana fasolka szparagowa.

A z dań na zimno na stole można było znaleźć:

Tarta warzywna z tofu. Przepis TUTAJ
Przyznam szczerze, że to było moje pierwsze "spotkanie" z tofu i byłam miło zaskoczona. Dlatego wprowadzę ten produkt do mojej kuchni jeszcze nie raz.


Hummus, niestety kupny, ale znalazłam taki z dobrym składem i kupuję go bardzo często. Do hummusu były kukurydziane chipsy i dużo warzyw.


I ostatnia zimna przystawka, pasta słonecznikowa, przepis TUTAJ. Pasta wyszła naprawdę pyszna i polecam ją każdemu. Do pasty upiekłam chlebek. Taki zwykły na drożdżach i białej mące, ale pachniał cudownie i ta chrupiąca skórka, mniam :)


Na deser był oczywiście jego wysokość tort. Biszkopt tym razem zrobiłam z jajami, z przepisu, z którego korzystam od lat i zawsze wszystkim go polecam. Przepis TUTAJ
Biszkopt nasączyłam wodą z cukrem i sokiem z cytryny, pierwszą warstwę posmarowałam też wiśniową konfiturą. Zamiast bitej śmietany użyłam ubitego mleka kokosowego z puszki. Pisałam już nie raz lub podawałam linka, jak dobrze ubić taką śmietanę. Tort był pyszny, a najlepszym dowodem na to jest fakt, że mój kompletnie "beztortowy" mąż zjadł dwa kawałki.


Ze słodkich wypieków pokusiłam się jeszcze o zrobienie babeczek czekoladowych z coca-colą. Są mięciutkie i wilgotne i upiekłam je już nie po raz pierwszy. Nie ozdabiałam ich żadnym kremem bo Artur nie lubi takich udziwnień. Przepis TUTAJ


Zrobiłam też wegańskie szyszki, które robi się bardzo szybko, ale mam wrażenie, że też bardzo szybko znikają. Niestety moje szyszki nie chciały przybrać pięknego kulistego kształtu, dlatego włożyłam masę do papilotek na muffinki. Na drugi dzień, kiedy już zastygły miały stałą konsystencję. Być może zrobiłam za rzadką masę korówkową, powinnam trzymać ją trochę dłużej na ogniu. Przepis TUTAJ Ja dodałam jeszcze do masy trochę kakao.


Oczywiście tradycyjnie już na stole znalazły się także kubeczki z sezonowymi owocami. 


To już wszystko, jak sami widzicie, nie było tego dużo, ale mam nadzieję, że goście nie wyszli ode mnie głodni :)

Inne nasze urodzinowe przepisy:
TUTAJ
TUTAJ
TUTAJ