Aaron ma dwa lata!



Wiem, że czas szybko mija i nie wiadomo kiedy, te dzieci rosną jak opętane. Ale uwierzcie mi, te drugie i kolejne dzieci rosną jeszcze szybciej. Nie wiem jak to możliwe, ale doświadczyłam tego na własnej skórze. I nadszedł dzień, kiedy na pytanie, ile Aaron ma lat, odpowiadam, chociaż sama w to nie wierzę, że ma 2 lata.

Bardzo żałuję, że nasze początki były takie trudne, pełne płaczu i nieprzespanych nocy, a wszystko przez alergię, która nie dawała spokoju mojemu noworodkowi. A kiedy już osiągnęliśmy względny spokój, dotarliśmy się i utarliśmy sobie pewną rutynę to i owszem, starałam się cieszyć każdą chwilą, robiłam mnóstwo zdjęć, zapamiętywałam najdrobniejsze szczegóły, ale... czas się nie zatrzymał. Niestety.

No i mam teraz takiego Dwulatka. Przyznam szczerze, że zrobił się z niego fajny chłopiec. Potrafi się bawić sam dosyć długo, nie wisi mi już na nodze (przynajmniej nie codziennie), nie drze się o każdą głupotę, nie płacze tak dużo, jak kiedyś. Bardzo dużo rozumie, dogaduje się z nami w swoim języku i potrafimy często wspólnie wypracować jakiś kompromis. Nauczył się też cierpliwie czekać i nie awanturować się od razu, jeśli nie dostaje czegoś w tej sekundzie. Co tu dużo mówić, fajny gość z niego jest!

Uwielbia bawić się autkami, ulicą i parkingiem. I bardzo lubi wagoniki, przyczepia i odczepia bez końca. Długo potrafi też zabawić przy wiertarce i innych takich związanych z majsterkowaniem. Chętnie też bawi się kuchnią, kroi drewniane warzywa i owoce i karmi mnie tymi swoimi obiadami. I książki lubi, ku mojej uciesze, najbardziej te z serii "Mały chłopiec" i "Basia i Franek". Bajki oczywiście też lubi, a jedną z najbardziej ulubionych są Teletubisie.

A co mój Dwulatek potrafi? Historia z pieluchą i smoczkiem jeszcze przed nami, aczkolwiek nie powiem, bo kilka kup i sików znalazło się już w muszli klozetowej. Chociaż to jest bardziej kwestia wysadzania go, a nie, że kontroluje swoje potrzeby fizjologiczne. Ale wszystko przed nami, tym bardziej, że zaczyna się robić ciepło. Ale za to potrafi pić z kubka, jeść łyżką i widelcem i uwaga! - Aaron potrafi jeździć na hulajnodze. Jeździć, skręcać i po prostu hulać na niej jak nie dwulatek. A nauczył się jeździć na hulajnodze starszego brata dwa miesiace temu. Co prawda, wolałabym, żeby zaczął od rowerka biegowego, a ewentualnie później inny taki sprzęt, ale niestety jak się ma starsze dzieci to nie jest łatwo uchronić dziecko od pewnych rzeczy.

Aaron też bardzo grzecznie zasypia w swoim łóżeczku, siedzę przy nim i trzymam go za rączkę dopóki nie zaśnie. Bardzo lubię te chwile. Artura też tak usypiałam i pamiętam, że najpierw byłam zirytowana, że muszę tak z nim siedzieć żeby usnął, a później jak już nie potrzebował naszego towarzystwa do zasypiania, to bardzo mi tego uścisku małych rączek brakowało.

Jeśli chodzi o gusta kulinarne to Aaron jest z tych wszystkojedzących, z małymi wyjątkami. Niestety nadal źle reaguje na nabiał. Jakiś czas temu zaczęłam powoli wprowadzać mu jogurty i żółty ser, ale niestety skończyło się to mega wysypką i suchymi płatami skóry w okolicach łokci i pach. Wszystko zniknęło, kiedy znów odstawiłam nabiał. Od czasu do czasu podaję mu tylko naleśniki na jajkach i jakieś tam placuszki czy ciasto. Ale widzę, że Aaron powoli wyrasta z tej alergii, nie jest już ona tak bardzo agresywna jak kiedyś.

Mogłabym snuć jeszcze o tym moim wspaniałym dziecku długie opowieści, ale muszę kończyć i iść świętować z nim kolejne mijające godziny i dni.


Synku mój, nigdy się nie zmieniaj. 
Bądź zawsze taki odważny i ciekawy świata. 
I żeby uśmiech nigdy nie schodził 
z tej Twojej radosnej buźki.





 

Dwa sposoby na kulki mocy

Jeśli obserwujecie mnie na Instagramie to zdążyliście już pewnie zauważyć, że moim ostatnim przysmakiem są daktyle nadziewane masłem orzechowym. Obojętnie jakim, chociaż najbardziej preferuję masło z orzeszków ziemnych z kawałkami orzechów.


Zaraz po tej przekąsce uwielbiam też kulki mocy i często je robię bo przygotowuje się je naprawdę szybko, a są dosyć syte i skutecznie zaspokajają moją zachciankę na coś słodkiego.
Przepisów na kulki przerobiłam już całkiem dużo, jedne smakowały mi bardziej, drugie trochę mniej, dlatego postanowiłam Wam przedstawić dwa rodzaje, które są naprawdę dobre.



Podwójnie czekoladowe kulki mocy

Przepis stąd KLIK

Suche składniki:
3/4 szklanki wiórków kokosowych
3/4 szklanki płatków owsianych
2 łyżki kakao
2 łyżki zmielonych nasion lnu
1/4 szklanki groszków czekoladowych lub pokrojona w małe kawałki gorzka czekolada (ja użyłam tego drugiego)

Mokre składniki: 
3/4 szklanki masła orzechowego, bez soli i cukru
1/4 szklanki syropu klonowego (myślę, że tutaj można użyć też syropu z agawy lub syropu z daktyli)


W dużej misce wymieszaj suche składniki. W mniejszej misce podgrzej w mikrofalówce lub w kąpieli wodnej masło orzechowe, aby było rzadkie i łatwo się rozprowadzało z suchymi składnikami.
Następni wymieszaj wszystkie składniki razem, di uzyskania jednolitej masy. Roluj małe kuleczki, układaj na tacy lub talerzu i włóż na 2 godziny do lodówki. Później możesz już tylko cieszyć się ich smakiem.
Ogólnie przechowuję je w lodówce, w zamkniętym pojemniku. Ale biorę na każdą wycieczkę w torebkę jednorazową i nigdy mi się jeszcze nie rozwaliły.


Kolorowe Trufle

Pierwotny przepis TUTAJ (ja go trochę zmodyfikowałam) 


Składniki:
300 g daktyli bez pestek (może być pół na pół z morelami)
100 g orzechów nerkowca
1-2 łyżki słodkiego syropu (z daktyli, agawy)
2 łyżki kakao
1 łyżeczka cynamonu
szczypta kardamonu
1 duża łyżka oleju kokosowego

Do obtaczania można użyć kakao, cynamon, curry, mielone suszone owoce, wiórki kokosowe i co Wam tam w duszy gra)

Do miksera wkładamy daktyle, kakao, orzechy, słodki syrop i przyprawy. Miksujemy. Na koniec dodajemy roztopiony olej kokosowy i jeszcze trochę miksujemy.

W małych miseczkach przygotuj wszystkie sypkie przyprawy, w których chcesz obtoczyć trufle, może być to tylko kakao jeśli nie masz czasu na zabawę :)

Roluj w dłoni małe kulki, obtaczaj je w przyprawach i wkładaj do małych papilotek. Ja niestety dopiero całkiem niedawno obkupiłam się w małe papilotki, ale można je opakować też w papier do pieczenia pocięty w kwadraty. Bardzo fajnie przedstawiła to Alicja na swoim blogu.

Te trufle także przechowuję w lodówce. Kilka też zamroziłam by móc cieszyć się nimi w chwili, kiedy czasu brak na siedzenie w kuchni.


Nie ukrywam, że ciągle robię kulki z różnych przepisów. Jest też tak, że robię je po prostu z tego, co akurat mam w domu. Zachęcam do spróbowania i inspirowania się :)


Książki rozwijające kreatywność od Usborne

Muszę Wam pokazać nasze nowe odkrycie książkowe. To znaczy nie są to książki do czytania, ale takie, przy których też można spędzić długie popołudnia i rozwijać kreatywność w nieskończoność.
Tadam, oto i one!


Pierwsza z nich to "Rubber Stamp Activities". Oprócz kilkudziesięciu stron do uzupełniania posiada z boku kolorowe tusze i małe stempelki, za pomocą których dziecko wykonuje polecenia i tworzy ilustracje. Jest to, można by rzec, najnowszy "wynalazek" wydawnictwa Usborne. Kolejna, którą opiszę jest już trochę starsza i zapewne bardziej znana.

Przyznam szczerze, że nie mogłam się już doczekać, kiedy oddeleguję Aarona na drzemkę i zasiądę z pierworodnym przy tejże książeczce. I powiem Wam, że przepadliśmy. Naprawdę jest to świetny pomysł nie tylko na miło spędzony czas w domu, ale także i w podróży czy gdzieś w poczekalni u lekarza. Książka ma bardzo grubą okładkę i posiada wszystko co potrzebujemy. Ach, zapomniałabym, chusteczka jest jeszcze bardzo ważna, żeby po każdym użyciu wytrzeć stempelek i ewentualnie zamoczyć go w innym tuszu. Ja na początku o tym zapomniałam (chociaż na pierwszej stronie jest wyraźnie o tym wspomniane) i nasze tusze troszkę się przybrudziły.












Drugiej książeczki, która nazywa się "Fingerprint Activities" jeszcze nie pokazywałam Arturowi, bo nie chcę go zasypywać w tym samym czasie podobnymi książkami, ale jestem pewna (i dlatego też ją zakupiłam), że i przy tej spędzimy bardzo miło i twórczo czas. Wydaje mi się nawet, że ta będzie trochę prostsza i mogłabym nawet zaryzykować i podarować ją Aaronowi za parę miesięcy.

Jak możecie zauważyć na zdjęciach poniżej, założenie książki jest podobne, tylko zamiast stempelków, znajdziemy ogrom pięknych, kolorowych tuszy i dziecko za pomocą odcisków palców uzupełnia ilustracje. 









To co mnie zachwyciło w tych książkach to bardzo pomysłowe ilustracje, które rewelacyjnie wykorzystują użycie czy to odcisków małych palców czy stempelków. Ryby, pieski, gąsienice, biedronki, dinozaury, balony i mnóstwo innych rzeczy można wyczarować tylko za pomocą odcisków palców. No i tych kart pracy jest naprawdę sporo, książka zapewne wystarczy na długo. Poza tym, można tworzyć w niej także swoje ilustracje i dorysowywać wszystko, co tylko podpowie dziecku wyobraźnia.

Te pomysły, jak wykorzystać odciski palców do tworzenia różnych zwierząt czy przedmiotów na pewno jeszcze nie  raz wykorzystam w innych pracach i zabawach. I już widzę ogromne stemple zrobione z ziemniaków i farb, wyskrobię tylko kilka kształtów, koło, kwadrat, trójkąt i jakaś "łezka" i będziemy tworzyć multum różnych rzeczy. No naprawdę książka obudziła we mnie chęć tworzenia.

Jednym słowem, bardzo fajne książeczki nie ograniczające dziecięcej kreatywności. Gorąco polecam.


Co kupiłam na AliExpress? /2

Poprzedni wpis o moich zakupach na AliExpress tak Wam się podobał, że postanowiłam znów pokazać co ostatnio nabyłam u Majfrendów.


Dosyć słynne skarpetki liski lub wilczki. Jakościowo jestem zadowolona, bardzo dobrze zachowują się też po praniu. Najpierw zamówiłam tylko brązowe, ale jak tylko te doszły stwierdziłam, że warto zainwestować w jeszcze jedną parę. 

 Link TUTAJ






Szare spodenki z kotkiem na pupie. Wyglądają i leżą bardzo dobrze. Mają wąskie nogawki i ogólnie są na szczupłe maluszki. Mój syn jest bardzo drobny, praktycznie wszystkie spodenki muszę mu zaszywać w pasie, te na szczęście były szyte jakby na miarę. Niestety nie pokusiłam się o kolejne sztuki ponieważ materiał jest dość sztucznawy i cieniutki, chociaż nie zmechaciły się i bardzo dobrze zachowują się po wielokrotnym praniu.

Link TUTAJ




Jaja dopasowanki. Było ich 6 sztuk, niestety jaja są w ciągłym użytku i byłam w stanie zlokalizować tylko te załączone na obrazku. Na początku ciężko jest roczniakowi czy nawet dwulatkowi otwierać te jaja, ale po pewnym czasie się wyrabiają i jest lepiej. Ogólnie bardzo fajna zabawka, nie tylko dla młodszych dzieci bo Artur też miał czas zafascynowania jajami.

Link TUTAJ



Czapka i komin w krokodyle. Niestety w czapce Aaron nie pochodził zbyt długo bo była na styk, a teraz zjeżdża mu z głowy. Natomiast w kominie chodzi cały czas, bardzo go lubimy oboje. Materiał fajny w dotyku, nie trąci sztucznością jak spodenki, jest trochę rozciągliwy.

 Link Tutaj

Bransoletki na rękę dla dzieci z bajki Pidżamersi. To znaczy u nas ta bajka nazywa się PJ Masks i chłopcy za nią szaleją. Dlatego stwierdziłam, że zamówię im taką głupotę. Oczywiście cieszy się uznaniem.
Link niestety już nie działa, chociaż kupowałam je całkiem niedawno.



Naklejki na ścianę. Nie wiem, jak trzymają się na ścianie, ale mają dobre opinie na grupie FB, w której ludzie polecają różne rzeczy z AliExpress. Ja nie kupiłam tych naklejek z myślą o ozdabianiu ścian, tylko różnych przedmiotów. Na przykład na pojemnikach z Ikea, w których przechowujemy kredki, trzymają się wspaniale. Nie wiem, gdzie jeszcze umieszczę te gwiazdki, ale na pewno znajdę zastosowanie.

Link Tutaj




Figurki z tej samej bajki, o której wspomniałam wyżej. Figurki są w miarę dobrze wykonane, niektóre mają nawet ruchome głowy. Chłopcy bardzo lubią odgrywać nimi różne sceny lub w ogóle wykorzystywać je do innych zabaw, tj. rzucanie nimi w kręgle :p

 Link TUTAJ




Widelczyki do lunchboxu. Kupiłam je z myślą o lunchu, który czasem pakuję Arturowi na różne wycieczki. Tak, żeby sobie zjadł pomidorka czy gruszkę bez ubrudzenia łapek. Malutkie, poręczne i mieszczą się do każdego pudełka.

Link Tutaj



Ostatni mój zakup to naklejki,  które można kolorować i na nich pisać. Zamówiłam je z myślą o kalendarzu Artura, który tworzymy na początku każdego miesiaca, a o którym pisałam tutaj KLIK


Link TUTAJ




Poprzedni wpis o zakupach na AliExpress TUTAJ