Mój pierwszy dzień w nowym kraju

Startujemy... mam miejscówkę przy oknie... patrzę jak polska ziemia robi się coraz mniejsza i ginie za chmurami. Czuję gulę w gardle, podniecenie miesza się ze strachem...  W sercu robi się jednak cieplej, kiedy w obcym kraju strażnik sprawdza mój dowód osobisty i z uśmiechem mówi "Welcome".

W drodze do domu mojej siostry mijamy całe centrum Londynu.  Jest pięknie. Wszystko takie czyściutkie, zadbane. Jadę autobusem i czuję się jakby zamiast okna był monitor ultra HD, 4K czy coś w ten deseń, w którym puszczony jest film dokumentalny o Londynie. I niestety czar pryska, kiedy dojeżdżamy do dalszych stref miasta. Mnóstwo śmieci, brzydkie, stare chodniki z dziurami, sklepy już bez pięknych, ociekających smakiem i pomysłowością wystaw tylko zwykłe okienne wystawki, a niejednokrotnie też obklejone zwyczajnie plakatami.

Idę ulicą i czuję się, jakbym przyjechała na jakiś światowy zjazd wszystkich narodowości. Mnóstwo różnych barw i zapachów. Ludzie pochodzący z ciepłych krajów pachną dosłownie jeszcze tamtejszym słońcem. Wszystko wokół mnie wiruje, nie mogę się nadziwić. Wgapiam się we wszystko, co mijam po drodze. Ludzie poubierani nie w to, co wypada czy narzuca moda, ale w to, co jest zgodne z ich tradycją, stylem, może muzyką, a w większości przypadków w to, co jest po prostu wygodne. Pod sklepem stoi gość w krótkich spodenkach, japonkach, sweterku i na głowie ma najprawdziwszą uszankę z futra. Za chwilę mijam kobietę ubraną w szlafrok, a na głowie ma zakręcone wałki. W uszach rozbrzmiewa kilkadziesiąt, ba! setka nawet różnych języków. Gwarno, kolorowo, niby obco, a jednak tak swojsko i radośnie.

Jestem w tutejszym markecie. Ożeż ależ oni mają asortyment! I znów czuję się jak dziecko z trzeciego świata... połowę warzyw i owoców to ja na oczy w życiu nie widziałam.
Stoimy w końcu z siostrą w kolejce do kasy, rozmawiamy po polsku, się wie. Przychodzi nasza kolej. Zostajemy obsłużone, siostra wskazując na jednorazówkę pyta:
- Can I have one?
Ekspedientka odpowiada:
- Tak, proszę.

I wchodzę do Funciaka, kupuję moje ukochane jeszcze wtedy Maltesers za jednego funta i paczkę Pringlesów na przegryzkę. Moje podniebienie czuje się rozpieszczone. Co prawda jeszcze mam ten nawyk przeliczania wszystkiego na złotówki, ale szybko przestaję myśleć tym tokiem. Pan kasjer zdaje się w ogóle nie spieszyć. Zresztą ludzie w kolejce też czekają jakoś tak cierpliwie i bez pochrząkiwania. Wszyscy wydają się być tacy sympatyczni i szczęśliwi.


Londyn mnie urzekł! Nie tylko w pierwszym dniu, ale do dzisiaj potrafię się nim zachwycić. I choć po trzech latach życia tutaj moje zauroczenie tym miastem zmieszało się z szarą rutyną dnia codziennego, to i tak twierdzę, że Londyn to cudowne miejsce. Ale... i właśnie o to jedno "ale" jestem bogatsza... Londyn nie jest odpowiednim miastem, żeby w nim mieszkać na dłużej, ale fajnie by było mieć go gdzieś niedaleko i móc go często odwiedzać.












Wpis powstał w ramach projektu wiosennego organizowanego przez Klub Polki na Obczyźnie


http://klubpolek.pl/

5 komentarzy:

  1. Piękne zdjęcia. Już 3 lata?? Ale ten czas leci..

    OdpowiedzUsuń
  2. Hej, fajnie to wszystko opisałaś. Nie mieszkałam nigdy w Londynie ale zgadzam się iż to mijasto kolorowe,gwarne i wielu możliwości. Anglia urzeka wolniejszym tempem, otwartoscia na wielokulturowość. Pozdrawiam z Southampton ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. mówisz Anglia, wszyscy myślą Londyn. a według mnie tak naprawdę jest Londyn i ... Anglia. ale lubię oba te klimaty. i uczę się ich nadal...

    OdpowiedzUsuń
  4. Londyn nie na naszą kieszeń:)Tam nigdy nie moglibyśmy pewnie domu kupić. Szaleństwo cen.
    Nie lubie wielkich miast. Mieszkamy teraz w małym miasteczku, w mniejszym niż poprzednio.
    Jest przytulnie, wszędzie blisko, jakoś tak więcej zieleni, przestrzeni. Naprawdę się tutaj odnajduję.
    Może w końcu kiedyś nas odwiedzicie to zobaczycie sami:))) Zapraszam:D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj niestety ceny w Londynie za kupno czy wynajem są kolosalne. Myślimy o przeprowadzce, ale jeszcze nie teraz. Byliśmy już nawet u znajomych, którzy mieszkają właśnie w takim małym miasteczku, żeby zobaczyć jak tam życie płynie. Podobało mi się :) No musimy się w końcu poodwiedzać :)

      Usuń