Druga przeprowadzka na emigracji

Z różnych przyczyn musieliśmy poszukać sobie nowego lokum. Wiem, zabrzmiało trochę dyplomatycznie, ale gdybym miała opisywać wszystko, to nie skończyłabym do wieczora, a i czytać mało komu by się chciało taki długi post. Ogółem mówiąc, przeciekający dach, wilgoć, landlord, który ociągał się z naprawą czegokolwiek i bardzo mały pokój Artura zmusiły nas do przeprowadzki. Niestety znaleźć coś innego było ogromnym problemem. I im więcej mieliśmy wymagań, tym gorzej było nam coś znaleźć. A bo ustawne pokoje, a bo ogród, a bo blisko szkoły, a bo blisko pracy, a bo miejsce parkingowe, a żeby nie na zadupiu... no wiecie jak to jest. Ale niestety, po dłuższym czasie poszukiwań i jednym złym doświadczeniu, gdzie już mieliśmy zapłacony holding deposit i landlord się wycofał, zminimalizowaliśmy listę wymagań. No i nie oszukujmy się, limit za wynajem też mieliśmy ograniczony. Nawet przez chwilę zaczęliśmy zastanawiać się czy nie wyprowadzić się z Londynu,  pojechaliśmy do znajomych poza stolicę coby rozeznać się w sytuacji, ale stwierdziliśmy, że jeszcze trochę pomieszkamy tutaj.

W końcu znaleźliśmy nasze lokum. To znaczy, z  racji tego, że mąż nie mógł non stop brać wolnego, żeby oglądać mieszkania i chodzić po agencjach, ja znalazłam to mieszkanie, obejrzałam, podjęłam decyzję, załatwiłam wszystkie potrzebne papiery, a mąż zobaczył je dopiero jak podpisaliśmy umowę i dostaliśmy klucze. Ale spodobało mu się, uff :)

No i zagnieżdżamy się na nowym. Czeka nas jeszcze dużo pracy, ale mieszkanie już jakoś wygląda.  Pewnie banalnie to zabrzmi, ale nie jest łatwo z dwójką małych dzieci. Nie ukrywam, że dużo osób nam pomogło. Jestem wdzięczna, że mam wokół siebie tak dużo pomocnych duszyczek.

Z jednej strony fajnie jest się przeprowadzać, pozbyć się nadmiaru bagażu i bibelotów, zrobić gruntowny przegląd rzeczy. Ale z drugiej strony zaczynam tęsknić do czegoś stałego, na dłużej, najlepiej czegoś swojego. I wierzę, że jeszcze kiedyś tak będzie. A tymczasem, mam nadzieję, że tutaj "zabawimy" na dłużej i chyba podświadomie chcę to miejsce zaczarować, żeby było bardziej nasze i jak nigdy dekoruję i urządzam się na dobre.

Cały czas jestem na Instagramie i tam możecie mnie podglądać.  (mordoklejka_i_rodzinka)

A tymczasem zostawiam kilka zdjęć i wracam do moszczenia się na nowym.


Chłopcy w końcu mają wspólny pokój i duże biurko przy którym spędzają większość czasu.  Lubią też razem spać. Kącik Artura jest już prawie skończony, Aaron musi jeszcze trochę poczekać.





Moja kuchnia i moje królestwo. Nie na darmo Artur o kuchni mówi "pokój mamy". Tak, uwielbiam gotować, piec i tutaj przebywać.






8 komentarzy:

  1. piękny pokój mamy :)))) chłopaki słodziaki

    OdpowiedzUsuń
  2. Pieknie! Zaczepilam cie na Instagramie -- my jestesmy tutaj: https://www.instagram.com/famwithoutborders/

    Ola

    OdpowiedzUsuń
  3. Bardzo podoba mi sie ppsciel chlopcow....gdzie mozna taka kupic?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kupiłam ją w Tesco, ale ponad dwa lata temu :( Ogólnie Tesco ma bardzo fajne wzory pościeli :)

      Usuń
  4. ale fajnie, trzymam kciuki zeby teraz bylo super!

    OdpowiedzUsuń
  5. oby na dłużej. i bez grzyba.
    pięknie się zapowiada...

    OdpowiedzUsuń
  6. Och, my też tacy Nomadzi. Ale u nas nie zapowiada sie na stabilizację. Powodzenia i pozdrowienia z Yorkshire :)

    OdpowiedzUsuń