Co u nas?

Aaron mimo, że odstawiłam Go od piersi, jest nadal strasznym pieszczochem, który absorbuje całkowicie mój czas. Ale nie sposób mu odmówić, czaruje tym swoim uśmiechem i oczyskami. Nadal potrafi wykrzyczeć i wypłakać to, czego chce. Nie odpuszcza i koniec. Często nawet Artur mu ulega, żeby tylko nie słyszeć jego pisków. Ale niestety, jak to bywa wśród rodzeństwa, często jest też tak, że ani jeden, ani drugi nie chce odpuścić i ryczą za jedną zabawką. Staram się rozwiązywać te spory w miarę sprawiedliwie, a jednocześnie wiem, że tak będzie już zawsze. Nie mogę też stsle narzekać bo potrafią fajnie bawić się razem, lubią spędzać czas ze sobą, a najbardziej uwielbiają się razem kąpać.
Jeśli chodzi o mocno zauważalne kroki w rozwoju Aarona to na pewno jest to jedzenie łyżeczką i picie z kubeczka bez polewania się. Naprawdę świetnie sobie w tych czynnościach radzi. Mówi nadal bardzo mało, aczkolwiek da się w tej jego mowie doszukać odpowiedników naszych wyrazów. No i chyba powoli zaczyna wychodzić z alergii. Nie reaguje już negatywnie na jaja. Czasem, raz w tygodniu daję mu też jakiś jogurt czy coś, co ma w składzie mleko i nie ma też żadnych alergicznych oznak. Wszystko idzie w dobrym kierunku i ogromnie cieszą mnie takie zmiany na plus.

Artur świetnie sobie daje radę w szkole, uwielbia pisać wyrazy, przepisywać, a o rysowaniu już nie wspomnę bo to uwielbiał od zawsze. Od września planuję zapisać Go na jakieś zajęcia artystyczne dla małych miłośników malowania i rysowania. Niestety czasem jest tak, a zwłaszcza po weekendzie, że nie chce mu się iść do szkoły i bardzo nad tym ubolewa, czasem popłakuje, że nie może zostać ze mną i Aaronem w domu. Ale jak po niego przychodzę to jest cały w skowronkach i dumny z siebie bo dostał jakąś odznakę czy gwiazdkę za dobre osiągnięcia. Od września chodzi też na basen, bardzo mu się tam podoba i chociaż do grudnia nie widać było jakichś specjalnych efektów nauki pływania, tak w ostatnim miesiącu naprawdę "zaskoczył" nas wszystkich i nawet instruktor stwierdził, że za dwa-trzy tygodnie przeniesie Go na głębszy basen.

Ja znów zaczynam "wychodzić" do ludzi, a raczej do angielskiej społeczności bo polskich znajomych mi tutaj nie brakuje. Już w wakacje zaczęłam chodzić na playgroups do Childrens Centre, a tydzień temu zapisałam się też na kurs angielskiego. Co prawda, na razie będą to tylko dwie godziny raz w tygodniu i na ten czas oddam Arona do żłobka, ale od września planuję znów wrócić do szkoły i skończyć to, co zaczęłam dwa lata temu, a z powodu porodu nie dokończyłam. Niestety jak się ma tak długą przerwę w ciągłym mówieniu i obcowaniu z językiem to człowiek bardzo dużo zapomina. Tak więc, muszę znów odkurzyć szare komórki i trochę zainwestować w siebie. Tym bardziej, że dzieci rosną i wkrótce trzeba pójść do pracy.

A tak podsumowując, jesteśmy w trakcie przeprowadzki, ale myślę, że o tym powstanie jakiś oddzielny wpis bo jest co opisywać.
Więc, stay tuned!

1 komentarz:

  1. Czyli wszystko na plus :-) I to najważniejsze!

    OdpowiedzUsuń