Winter Wonderland w Londynie

O tym magicznym miejscu, które jest organizowane w okresie świątecznym w Hyde Parku w Londynie, usłyszałam pierwszy raz dwa lata temu, ale dopiero w tym roku udało nam się je odwiedzić. I jestem pewna, że wrócimy tam za rok bo Winter Wonderland jest cudownym wydarzeniem, które można wpisać w kalendarz adwentowy.

Oczywiście jeśli ktoś nie lubi tłocznych i hałaśliwych przestrzeni to na pewno nie będzie zachwycony. Ale kiedy po zmroku wszystkie światła zaczynają oświetlać park, zewsząd czuć zapach wanilii, pieczonych naleśników, grzanego wina i jabłek w karmelu to naprawdę wszelkie inne niedogodności stają się mniej upierdliwe.





My do Winter Wonderlandu zawitaliśmy przed godziną 16:00, nie staliśmy w żadnych kolejkach coby do parku się dostać. Aczkolwiek przy wejściu było dość dużo ludzi i żeby tam wejść czekaliśmy może około 5 minut. Wszystko też dlatego, że przy wejściu w celu zapewnienia bezpieczeństwa podczas imprezy, trzeba było pokazać zawartość swojej torby i co niektóre osoby były przeszukiwane.



Ogólnie Winter Wonderland to takie gigantyczne wesołe miasteczko, które oprócz licznych karuzeli, jednego z największych na świecie rollercoaster i koła widokowego, posiada także lodowisko, cyrk, Magiczne Królestwo Lodu,  mnóstwo kramików z różnymi rzeczami, słodycze, maskotki, handmade i co tam jeszcze dusza zapragnie.



















Jest też ognisko, przy którym można się ogrzać lub upiec sobie mashmallows. Oprócz tego, że na każdym kroku są budki z naleśnikami, pizzą i burgerami, grzanym alkoholem czy churros, jest też ogromne miejsce, gdzie można kupić coś, usiąść i zjeść. Słyszałam, że w Bavarian Village wieczorami gra głośna muzyka i ludzie sobie tańczą.








Oczywiście można było też spotkać się ze Świętym Mikołajem, od którego dzieci dostają darmowy, mały podarunek. Mikołaj przyjmuje od 10:00 do 18:00. My niestety do niego nie dotarliśmy, ale Artur odwiedził Fabrykę Zabawek, gdzie oprócz toru przeszkód i śmiesznych luster można było zobaczyć jak pracują elfy i Święty Mikołaj. Wiele elementów było ruchomych i wszystko bardzo podobało się Arturowi. Spodobało mu się tak bardzo, że wypatrzył sobie kolejny taki dom, z licznymi atrakcjami, ale niestety było tam kilka elementów strasznych (spadająca winda, rzeczka z kamieniami po których trzeba było przejść, jakieś dziwne odgłosy) i Artur wyszedł co prawda z tego uradowany, ale też i wystraszony.











Samo wejście do parku nie kosztuje, ale oczywiście za każdą atrakcję trzeba zapłacić. No i niestety są to ceny bardzo turystyczne, ale tego można było się spodziewać po takim miejscu.
Tak jak pisałam wcześniej, pobyt w tej magicznej krainie bardzo nam się podobał i mam taką cichą nadzieję, że odwiedziny tego miejsca staną się taką naszą małą, świąteczną tradycją. Ach, tylko co do jednego mam zastrzeżenie, już nigdy nie kupię tam grzanego wina. To co dostałam w kubeczku nawet nie zasługuje na tą nazwę. To był po prostu ciepły sok o aromacie grzanego wina. Najdroższy sok, jaki wypiłam dotychczas w swoim życiu.


Jeśli chcecie znać więcej szczegółów, wejdźcie na stronę parku KLIK

1 komentarz: