Książki na świąteczny i zimowy czas


Skrzat nie śpi
Astrid Lindgren, Kitty Crowther
Wyd. Zakamarki 

Kiedy biorę do ręki tą pięknie wydaną książkę z materiałowym grzbietem od razu przenoszę się w pewien mroźny wieczór, do obory moich dziadków, gdzie babcia zabrała mnie tylko raz. Ona doiła krowy, a ja siedziałam na ciepłym kocu, opatulona drugim. Pamiętam spokojne odgłosy zwierząt, ciepło, które od nich biło i babcie, która ze skupieniem wykonywała swoją pracę. Pamiętam jakby to było wczoraj. I kiedy czytam fragment o skrzacie, który dogląda zwierząt  w mroźną noc, to wiem, co on dokładnie czuje.

"Skrzat nie śpi" to bardzo spokojna, wyciszająca, a także magiczna lektura na długie, białe i zimne wieczory. Być może tekstu nie ma za wiele jak dla pięciolatka, a i wartkiej akcji też tam brakuje, ale Artur wsłuchiwał się w rytmiczność tej opowieści jak zaczarowany.  Skrzat nie śpi bo w nocy, kiedy już wszyscy ludzie śpią, czuwa nad całą zagrodą. Dogląda zwierząt, pociesza je i rozmawia z nimi po skrzaciemu. I pomimo tego, że skrzat jest bardzo stary, nikt go nie widział, ale ludzie wiedzą o jego istnieniu.

Artur po przeczytaniu książki stwierdził, że dziś w nocy będzie tylko tak trochę spał, a trochę czuwał bo chce zobaczyć skrzata, który do niego przyjdzie i otuli go kołdrą.
I wiecie co? Nie dziwię się mojemu synowi, po tej książce też mam ochotę uwierzyć w skrzaty.








Kevin sam w domu - Na podstawie scenariusza Johna Hughesa
Tłumaczenie: Wojciech Orliński
Ilustracje: Kim Smith
Wyd. Znak 

Kto nie wyobraża sobie świąt  Bożego Narodzenia bez Kevina w telewizyjnym ekranie?  A kto na widok tego filmu odwraca wzrok i pojękuje, że "znowu ten Kevin"?  Myślę, że i zwolennicy i przeciwnicy Kevina powinni zainteresować się tą książką, a nawet podarować ją swoim dzieciom.

Artur w tamtym roku po raz pierwszy obejrzał Kevina i tak mu się spodobał, że obiecałam sobie, że w tym roku sprezentuję mu też książkę. No i to był strzał w dziesiątkę.
Książka "Kevin sam w domu" jest naprawdę pięknie wydana, twarda oprawa, grube porządne strony, cudne ilustracje i niegłupi tekst.
Nie będę nawet pisać o czym jest dana książka bo tą historię każdy bardzo dobrze zna, ale wiedzcie, że książka choć krótka, zawiera naprawdę najważniejsze wydarzenia z filmu i jest trafnym jego streszczeniem.










Goście na Boże Narodzenie
Tekst i ilustracje: Sven Nordqvist

Wydawnictwo Media Rodzina

Historii o staruszku Pettsonie i jego kocie Findusie jest wiele i wszystkie zapewne są wspaniałe.
"Goście na Boże Narodzenie" to jedna z niewielu książek, gdzie po przeczytaniu każdej strony wpatruję się przez dłuższy czas w ilustrację i popadam w zachwyt. A i Artur mnie nie ponagla tylko wgapia się razem ze mną.
W tej części biedny Pettson tuż przed świętami ulega drobnemu wypadkowi i rani sobie nogę. Nie jest w stanie się poruszać, a tym samym nie może iść do sklepu na świąteczne zakupy, nie może iść do lasu po pachnący świerk, ani na strych po ozdoby świąteczne. O porządkach i całodziennym gotowaniu już nie wspomnę. Ale to nic, bo święta zawsze na swój sposób są wyjątkowe. A jeśli nie traci się wiary i nadziei to i dobrzy ludzie znajdą się wokół.
Kiedy po przeczytaniu zapytałam Artura, który fragment najbardziej mu się podobał, stwierdził że ten, gdzie kotek myje podłogę. Chcąc pociągnąć dalej temat pytam, czy podobała mu się choinka Pettsona i Findusa, a on bez zmrużenia oka nawet stwierdził, że nasza ładniejsza. Się wie!









Wpis powstał w ramach projektu Przygody z książką

https://dzikajablon.wordpress.com/2016/02/16/przygody-z-ksiazka-4-zaproszenie-do-udzialu-w-projekcie/

Przedświątecznie

Święta Bożego Narodzenia lubię najbardziej ze wszystkich wydarzeń w roku. I odkąd na świecie pojawił się Artur, a później Aaron, te święta kocham jeszcze bardziej. Uwielbiam zapach świąt, rozświetlone świecami i światełkami pomieszczenia i ulice, kupowanie i pakowanie prezentów, wspólne pieczenie pierniczków, kolędowanie, lepienie pierogów w domowym zaciszu, realizowanie kalendarza adwentowego z synem,  zaszczepianie w nim tradycji i przekazywanie wiedzy na temat narodzin Jezusa. I nie chodzi tylko o tą całą materialną otoczkę świąt, bo owszem jest piękna i magiczna, ale ja znajduję w tym wyjątkowym czasie także spokój, wewnętrzne oczyszczenie i radość. Ten cały klimat sprawia, że patrzę na świat i siebie innymi, lepszymi oczami.

Nie będzie mnie już tutaj przed świętami (wpadnę tylko z zaplanowanym już dużo wcześniej wpisem książkowym w ramach projektu). Idę rozkoszować się ich magią i ciepłem. Zostawiam Was z migawkami z naszego przedświątecznego życia i życzeniami.

Polecę cytatem z Muminków
"Im jest się mniejszym, tym Boże Narodzenie jest większe"

Kochani życzę Wam, aby dziecięca radość nie opuszczała Was nie tylko w święta, ale i w całym, nowym roku. Bądźcie mali w te święta... a będzie pięknie. 

























Możecie podglądać mnie także na Instagramie, szukajcie mnie pod nazwą: mordoklejka_i_rodzinka

Zimna porcelana czyli ozdoby na choinkę i przywieszki do prezentów



Zazwyczaj przed świętami robiliśmy ozdoby z masy solnej, a później je kolorowaliśmy czy dekorowaliśmy różnymi serwetkami. Niestety angielski, wilgotny klimat nie sprzyja takim solnym wyrobom i tracą one szybko na swej "suchości" i żywotności. Dlatego w tamtym roku postanowiłam zrobić zimną porcelanę, o której zrobiło się już dosyć głośno w "internetach". I o dziwo, dekoracje z tej masy przetrwały cały rok i posłużą nam także i w tym roku.

Zdradzę Wam przepis na dwa rodzaje masy, moim zdaniem oby dwie są szybkie w przygotowaniu, ale ta zwana "zimną porcelaną" bardzo szybko schnie i jest mi bardziej bliska.


Zimna porcelana (przepis STĄD):
- szklanka mąki kukurydzianej (tak zwanej corn flour)
- 1/2 szklanki PVA glue (nie mam pojęcia czy wikol da radę, ale powinien)

Można zwiększyć lub zmniejszyć proporcje. Najważniejsze to użyć jednej części kleju i dwóch części mąki. Masę po prostu wyrabiamy najpierw w misce, później na blacie. Gotową masę wałkujemy i wyciskamy za pomocą foremek ozdoby. Masa schnie bardzo szybko, dlatego już na drugi dzień można dekorować ozdobami prezenty lub choinkę. Do masy można też dodać brokat lub po wyschnięciu pokolorować ozdoby. Ja użyłam niektórych moich wyrobów jako winietki do prezentów i napisałam na nich imiona.









Masa z sody oczyszczonej i mąki ziemniaczanej:
- szklanka sody oczyszczonej
- 1/2 szklanki mąki ziemniaczanej
- 3/4 szklanki wody


Wszystkie składniki umieszczamy w rondelku i podgrzewamy na małym ogniu, dopóki masa nie zacznie delikatnie odchodzić od garnka i nie będzie mieć konsystencji puree ziemniaczanego. Ale pilnujcie tego momentu, żeby to była koniecznie konsystencja puree, bo jeśli ją "przegrzejecie" będzie trudniejsza w obróbce.
Zdejmujemy z ognia. Przykrywamy rondelek  ściereczką i czekamy, aż trochę przestygnie. Przekładamy masę na blat, wyrabiamy podsypując mąką ziemniaczaną i wyciskamy ozdoby  za pomocą różnych foremek.
Gotowe ozdoby schną dość długo, 2-3 dni. Ale im dłużej schną, tym masa staje się coraz bardziej biała.