Jak Krzyś i Bryś zdobywali halo

Opowiem Wam dzisiaj o książce, po której Artur zaczął podpytywać, czy nie mógłby mieć psa. Albo chociaż inne zwierzątko, które byłoby jego przyjacielem. I wcale się nie dziwię, że akurat po tej książce  zaczęły padać takie pytania i zrodziły się marzenia o psie-przyjacielu. Bo właśnie ta książka opowiada o bardzo pięknej przyjaźni między Krzysiem i jego psem Brysiem.

Przyjaciele spędzają ze sobą każdą wolną chwilę, uwielbiają swoje towarzystwo i wspólne zabawy. Jest tylko jedno ale, każdy dzień się kiedyś kończy i Krzyś musi iść do domu, a pies zostaje najczęściej na wycieraczce. Jakby tego było mało, tata Krzysia opowiada mu piękne historie na dobranoc i chciałby, żeby jego przyjaciel też mógł ich posłuchać. Problem w tym, że Krzyś następnego dnia rano nie pamięta już dokładnie opowieści i nie może ich powtórzyć przyjacielowi. Dlatego marzy o telefonie komórkowym dla siebie i oczywiście dla Brysia, żeby mogli do siebie wieczorem zadzwonić.

Rzecz jasna, rodzice absolutnie nie zgadzają się na kupno telefonu komórkowego dla syna, a co dopiero dla psa. Więc Krzyś i Bryś postanawiają poszukać innego rozwiązania. Będziemy obserwować mnóstwo wyzwań, pomysłów, rad od innych zwierząt, aż w końcu marzenie przyjaciół spełni się. Oczywiście nie tak, jak to sobie założyli, ale... czy to ważne?

Jest to naprawdę piękna, magiczna historia o wielkiej przyjaźni i wspaniałych, dziecięcych marzeniach, które potrafią obudzić w dziecku ogromną wyobraźnię. Książka wydana jest również przepięknie, ma twardą, matową oprawę i cudowne ilustracje, jakby wycięte ze starej książki. Bardzo miło się ją czyta, bohaterowie codziennie napotykają na mnóstwo przygód, akcja jest wartka i potrafi zaciekawić nie tylko małego czytelnika. Książka nie posiada rozdziałów, ale można podzielić ją spokojnie na części podczas czytania, chociaż my połknęliśmy ją w dwa wieczory.

A i dla mnie książka miała przesłanie, warto mieć marzenia i starać się realizować je ze wszystkich sił bo tak naprawdę one zawsze, wcześniej czy później, bardziej lub mniej, może nawet nie w ten sposób, jaki oczekujemy, ale się spełniają.


Jak Krzyś i Bryś zdobywali halo
Katarzyna Matejek, Ewa Beniak-Haremska
Wyd. Bis








Wpis powstał w ramach projektu Przygody z książką

https://dzikajablon.wordpress.com/2016/02/16/przygody-z-ksiazka-4-zaproszenie-do-udzialu-w-projekcie/



Dziękuję Wydawnictwu Bis za przekazanie egzemplarza recenzenckiego.

Pamiętnik z wakacji

W końcu udało mi się zrobić album z naszych wakacji. Jest to nie tylko album ze zdjęciami, ale także opisami i krótkimi komentarzami dotyczącymi spędzonego czasu, odwiedzonych miejsc i ludzi, którzy są nam oczywiście bliscy. W tym roku niestety bardzo krótko byliśmy w rodzinnym mieście, dlatego i zdjęć z rodziną mamy malutko.

Takie dzienniki robię zawsze z myślą o chłopcach, którzy Polskę i swoją rodzinę znają tylko właśnie z takich wyjazdów i ze zdjęć. Album zrobiony jest z kopert. Lubię wykorzystywać w tym wypadku koperty bo album wtedy posiada bardzo dużo kieszonek i wysuwanych kart, na których można ukryć bilety, rachunki i opisy.

Jeśli chcielibyście zobaczyć krok po korku jak stworzyć album z kopert to odsyłam Was do mojego  wpisu KLIK

A poniżej dzienniczek wydarzeń z tegorocznych wakacji




















Cudowna książka na długie, jesienne wieczory

Autorem książki, o której dzisiaj pokrótce opowiem, jest Tomasz Szwed, który jest powiedziałabym człowiekiem renesansu, autor, kompozytor, piosenkarz i psychoterapeuta. Nie dziwię się więc, dlaczego książka niesie mądre przesłania, działa kojąco i posiada w zestawie płytę z przepięknymi utworami.

Jesień w Klinice Małych Zwierząt w Leśnej Górce jest drugą częścią opowieści o leśnych zwierzątkach, które wspierają się wzajemnie, pomagają sobie ale także, żeby nie było tak nudno i sielankowo, potrafią się poróżnić i pokłócić. Książka posiada dziesięć rozdziałów, z których każdy porusza jakąś inną historię z życia zwierzątek zamieszkałych w lesie lub pracujących w Klinice.

Dzięki tej niezwykle ciepłej i wzruszającej książce, dziecko dowie się jak ciekawy jest zawód lekarza, sanitariusza czy nawet kucharki, która pracuje w jadłodajni "Smaczne jedzonko". Oprócz tego, książka uczy przyrody, przekazuje mnóstwo wiadomości o tym, co leśne zwierzęta lubią jeść, porabiać, gdzie mieszkają, jak przygotowują się do zimy i wiele, wiele innych ciekawych informacji. No i przede wszystkim, książka ma cechy bajki terapeutycznej. Pomaga pokonywać strach i lęk nie tylko przed szpitalem i personelem medycznym, ale także dziecko utożsamiając się z poszczególnymi bohaterami książki, może pokonać swoje własne słabości. Każdy rozdział kończy się ciepłym i mądrym przesłaniem.

Książka posiada twardą oprawę i dosyć grube, solidne stronice. Zilustrowana jest również przepięknie, ciepłe, pomarańczowo-żółte kolory przepełniają książkę jesiennym klimatem.
I na koniec petarda, jakby powiedział Modest Amaro. Płyta, która jest dołączona do książki, jest wręcz cudowna. Nie jest to typowa dziecięca melodia, która mnie osobiście niekiedy "uwiera" w ucho. Jest to muzyka przyjemna, spokojna z fajnym tekstem, którą chce się słuchać i do niej wracać.

Razem z Arturem pochłonęliśmy kolejną książkę grubego kalibru, którą czyta się rozdziałami. Naprawdę wstyd mi, że nie wierzyłam w mojego syna i wcześniej nie proponowałam mu takich książek, bo myślałam, że zwyczajnie będzie znudzony. Ale nie! Połknął bakcyla i codziennie domaga się nowych, długich opowieści. Na szczęście, mamy duże zapasy, które będziemy Wam sukcesywnie pokazywać.

Jesień w Klinice Małych Zwierząt w Leśnej Górce
Tomasz Szwed, ilustracje Aneta Krella-Moch
wyd. Bis











Dziękuję Wydawnictwu Bis za przekazanie egzemplarza recenzenckiego. 

Pierwszy kalendarz dla ucznia


Odkąd Artur rozpoczął pierwszy rok szkolny i zajęcia w szkole pływania, nieustannie zadaje pytania. A mianowicie pyta, kiedy idzie do szkoły?, a czy jutro też idzie do szkoły?, a kiedy idzie na basen?, a pod koniec tygodnia pyta zniecierpliwiony, kiedy będzie wolne? i kiedy tata będzie cały dzień w domu? No i nie było przebacz, musiałam znaleźć jakieś rozwiązanie, które odciążyłoby mnie od ciągłego tłumaczenia, za ile dni jest basen czy wolne od szkoły.

Do zrobienia kalendarza potrzebujemy:
- kalendarz (karty z kalendarza najlepiej rozmiaru A4). Można wydrukować na przykład stąd KLIK
- mazaki, długopisy lub kredki
- magnes lub naklejka wielorazowego użytku
- ewentualnie naklejki



Zrobienie takiego kalendarza-organizera to banalna sprawa. Pod koniec każdego miesiąca bierzemy nową kartę z kalendarza na następny miesiąc i ją wypełniamy. Ważne jest, żeby zrobić go wspólnie z dzieckiem. Artur sam decydował jak oznaczymy dni wolne, ferie i basen.



Akurat u nas w październiku wiele się dzieje, bo jest half-term, tak zwana przerwa od szkoły, odwiedzają nas dziadkowie i są imieniny Artura, których nie świętujemy jakoś specjalnie, ale zapewne upieczemy coś słodkiego.


Magnes oznacza dzień dzisiejszy. Nasz kalendarz jest przyczepiony na lodówkę, ale jeśli macie naklejki wielokrotnego użytku, które można przyklejać i odklejać, taki kalendarz może wisieć gdzieś w pokoju dziecka. Fajnie sprawdziłaby się też tablica korkowa, która mam wrażenie, odchodzi już w zapomnienie.



Tak więc, codziennie Artur przesuwa magnesik do przodu, na kolejny, dzisiejszy dzień. Po przesunięciu magnesu od razu opowiada co będzie dziś robił i ewentualnie liczy razem ze mną, ile jeszcze zostało do przyjazdu dziadków. Na początku miał problem, w którą stronę przesuwać magnes, ale narysowałam mu strzałki i problem rozwiązany. A kiedy pyta mnie o basen czy weekend mówię mu, że kalendarz prawdę mu powie.


Pomysł podpatrzyłam jak zawsze na wspaniałomyślnym Pinterest :)