Ile kosztuje wyprawka do szkoły w Anglii?

Pamiętam, kiedy zbliżał się rok szkolny i rodzice zawsze dostawali palpitacji serca i kurczowo trzymali się za portfele. Później pamiętam też, kiedy już byłam dorosła i zawsze pod koniec sierpnia moi znajomi biadolili ile to muszą wydać na wyprawkę, a ja cieszyłam się, że nie mam jeszcze swoich dzieci.

I przyszedł ten czas, kiedy mój pierworodny syn idzie do szkoły. Ale mam to szczęście, że nie mieszkam w Polsce i wyprawienie dziecka do szkoły finansowo mnie nie boli. Właściwie muszę skupić się tylko na ubraniach. Żadnych książek, plecaków, przyborów plastycznych czy zeszytów. Tylko mundurek i zestaw na zajęcia sportowe. I jeszcze naklejki i wszywki z imieniem i nazwiskiem dziecka, coby ubrania nie poginęły, ale ja dwa lata temu, kiedy Artur rozpoczynał przygodę z przedszkolem, zakupiłam taki zestaw w ilościach hurtowych TUTAJ  Dlatego w tym roku mam wydatek z głowy.

Na zebraniu, które odbyło się w lipcu dostałam wskazówki, czego dokładnie będę potrzebować, żeby przygotować dziecko do szkoły.


Tak więc, zakupiłam bluzę i kardigan w turkusowym kolorze z logo szkoły (każdy po 11 funtów), kilka polówek, koszul i podkoszulek (ta część garderoby była najtańsza, bo średnio dałam za jedną 1,5 - 2 funty), cztery sztuki szarych spodni (po 3,5 - 4 funty każde), czarne buty (10 funtów) i szara teczka z logo szkoły (5 funtów).


Na zajęcia sportowe kupiłam T-shirty (4 sztuki - już nie pamiętam dokładnie ile kosztowały, ale chyba jeden kosztował trochę ponad funta), 2 pary granatowych spodenek za 3 funty komplet, czarne buty (ceny też nie pamiętam, ale coś około 3-5 funtów) i jasnoniebieski worek za 1,8 funta.


Oprócz tego kupiłam dwie granatowe kurtki, jedną przeciwdeszczową na cienkiej podszewce na wczesną jesień i drugą grubszą, myślę, że spokojnie nada się na ciepłe, angielskie zimy (każda kosztowała 10 funtów). Muszę jeszcze kupić granatową  lub czarną czapkę i szalik - obstawiam, że taki komplet "osłabi" mój portfel o jakieś 5 - 7 funtów.


Nie mam jeszcze zakupionych krótkich szarych spodenek, które Artur będzie mógł zakładać wiosną i latem, ale mam jeszcze trochę czasu. Poza tym, jak wiadomo, rzeczy się niszczą (szczególnie buty) lub robią się za małe, więc w ciągu roku liczę się z kolejnymi wydatkami, ale nie oszukujmy się, nie są to wysokie ceny. Owszem, jeśli chce się ubrać dziecko w firmowych sklepach typu Next czy M&S to te ceny na pewno będą dużo wyższe. Ja nie mam zamiaru przepłacać na takich ubraniach. Dlatego moje zakupy poczyniłam w Tesco, Lidl i Asda. Jedyne co, to następnym razem kupię Arturowi trochę lepsze buty, z prawdziwej skóry, bo jakby nie było, będzie w nich "kisił" nogi przez ponad 6 godzin.

O posiłki i cały ekwipunek dotyczący pożywienia, typu lunchbag, pudełka czy bidony nie muszę się na razie martwić bo przez pierwsze dwa lata (albo trzy, nie jestem pewna) dzieci mają darmowe obiady i owoce w szkole.

Tak więc, jak widać wyprawienie dzieci do szkoły w Anglii nie jest finansowo takie straszne. Owszem, trzeba kupić specjalne, z góry narzucone ubranie, ale tak czy inaczej musiałabym jakieś odzienie dla dziecka kupić, przecież nago i tak by nie poszedł do szkoły.

Artur rozpoczyna rok szkolny 15 września. Już nie może się doczekać. Oby ten zapał nie minął zbyt szybko.

12 komentarzy:

  1. A co z książkami? Dzieciaki już w tym wieku jakoś się uczą? Nie ma u Was obuwia na zmianę w szkole? I jaj długo takie dzieciaki mają jakieś zajęcia?:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Książki i wszelkie materiały potrzebne do nauki zapewnia szkoła. W drugim semestrze będziemy dostawać jedną książkę na tydzień (ponoć) do czytania, do domu. Zajęć typu lekcje 45-minutowe tutaj nie istnieją. W ogóle klasa wygląda zupełnie inaczej niż w Polsce. Nie ma ławek, są stoliki 4-5 osobowe, jest dywan, na którym dzieci często siedzą i słuchają pani lub piosenek i jest dużo takich jakby "stacyjek" z różnymi zajęciami (malowanie, jakaś masa do ugniatania, instrumenty, klocki itp). Na zebraniu pani mówiła, że do przerwy śniadaniowej, zajęcia są intensywniejsze, dzieci poznają litery i cyfry, coś tam piszą. Później jest słuchanie jakiś historii lub apel. A po lunchu czyli po 13:00 są zajęcia już takie luźniejsze - i wtedy dzieci korzystają właśnie z tych stolikowych zabaw i jakby w doświadczeniu poznają to, czego nauczyli się rano i usłyszeli na apelu. Czyli tak sobie to wyobrażam, że jeśli bawią się klockami to muszą zbudować daną liczbę lub literę, lub posegregować je kolorami. Tak mniej więcej to wygląda. No i jest jedna lekcja, która jest wyodrębniona od tego całego dnia i są to zajęcia sportowe. Dzieci nie zmieniają obuwia, tylko na ten właśnie sport :)

      Usuń
    2. A jeszcze tutaj dzieci dużo czasu spędzają na świeżym powietrzu, bez względu na pogodę. To mnie trochę martwi bo oni lubią taki zimny chów - mam nadzieję, że Artur nie będzie często chorował :/

      Usuń
    3. Tez sie martwilam, ale zupelnie niepotrzebnie. Adas mial w zeszlym roku 100% obecnosc w szkole. Dostal nawet nagrode za to - £5 voucher do wydania w WHSmith ;) 2 razy mial lekkiego wirusa z katarem i wyzsza temp., ale za pierwszym razem czul sie na tyle dobrze, ze mogl isc do szkoly (bo ze zwyklym przeziebieniem dzieci musza przyjsc do szkoly, a ja tez widzialam, ze dziecko nie jest bardzo chore, wiec nie zrobie mu tym krzywdy), a za drugim razem zaczal chorowac w czasie swiatecznej przerwy :)

      Usuń
    4. Tak jak piszesz, bardzo fajnie to wygląda u Was ;-)) Tz szkoła :-))

      Usuń
    5. Ach bo jeszcze Aniu zapomniałam, bo o tym powstanie inny post, ale dodam, że każde dziecko w Anglii chodzi do szkoły od 9 rano do 15 (jest jakaś różnica 15 minutowa, inne chodzą na 9:15 i później kończą). No ale ogólnie jak zobaczysz dziecko w tych godzinach na ulicy to znaczy, że jest na wagarach :)

      Usuń
  2. Nie wiem, jak u was, ale zwykle w szkolach dzieci musza jednak przyniesc bidon z woda (szkola zapewnia ewentualna "dolweke"), a lunchbox przydaje sie w sytuacjach wycieczek i uroczystosci, bo czasem zdarza sie, ze nie ma wtedy obiadu szkolnego. W drugm polroczu musielismy tez dawac przekaski z domu (owoce lub warzywa). Co do mundurka, to tez staramy sie szukac tanszych, ale zdecydowanie spodnie z Sainsburys byly strzalem w 10, jesli chodzi o jakosc. Polowki, spodenki na w-f z Aldi tez daly rade, ale zdecydowanie lepsza jakosc mialy te kupione ze szkoly. Jesli myslimy o tym, zeby dziecko poslac na dodatkowe zajecia sportowe, tez warto wczesniej pomyslec o stroju i butach, szczegolnie przy okazji wyprzedazy ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ok, dzięki za rady :) Wszystko zapewne wyjdzie jeszcze "w praniu" :) Ale jakby co to bidon i lunchbox mam w domu, a nawet kilka bo lubię takie bibeloty :)

      Usuń
  3. Wszystko takie eleganckie. Super, że nie jest to wielkim obciążeniem dla rodzica.
    U nas Gabi zawsze miała dodatkowy , taki swój bidon a później kubek termiczny z herbatką domową gdyby chciała pić. Mimo iż w szkole chodziła na obiady i dostawali jakieś tam soczki. Jednak zwłaszcza w lecie chciałam mieć pewność , że zawsze będzie miała picie pod ręką.

    OdpowiedzUsuń
  4. W Polsce też się dużo zmienia, książki dla uczniów są darmowe. Trzeba kupić tylko zeszyty i wyprawkę plastyczną, piórnik itd. Ubrania to oczywista sprawa :) I pierwsze klasy też mają lekcje krótsze, nie mają oceń ani zadań do. Bardzo się pozmieniało w szkole nie "naszych czasów" ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że z tymi zadaniami domowymi to zależy od szkoły, bo mojej kuzynki córeczka w pierwszej klasie miała tyle zadawane do domu, że zdążyła już znienawidzić szkołę :/ A jak pracowałam w domu dziecka to tam też uczniowie z nauczania początkowego mieli dużo zadawane - czasem aż ja łapałam się za głowę.

      Usuń
  5. Jestem nauczycielką w szkole i przyznam, ze to zupełnie co innego niż za moich czasów.Mój synek chodzi do przedszkola niepublicznego w Polsce (ale nie prywatnego), moja siostra pracuje w Anglii i muszę przyznać, ze niemal wszystkie zajęcia są porównywalne.Tymczasem kiedy wprowadzam sama angielskie zasady na lekcjach burzą się rodzice!Zazdroszczę wyprawki, nie mogę się doczekać kiedy nasz kraj do tego dojrzeje.

    OdpowiedzUsuń