Artur idzie do szkoły

Kiedyś oglądałam kabaret i tam jeden pan opowiadał, że jak jego rodzice chcieli zapisać go do szkoły to szukali takiej, która znajdowała się najbliżej domu. I wtedy rodzice odbyli następujący dialog:
- Ale najbliższa, to przecież szkoła specjalna? - mówi matka
- Łiii, no to co, przynajmniej będzie najlepszy. - odpowiada ojciec

Ja na szczęście nie brałam pod uwagę szkół specjalnych, ale wybierając szkołę dla Artura ważna była dla mnie odległość. Teraz do przedszkola jego tempem idziemy 20 - 25 minut, ja sama idę 15, jak dobrze przyspieszę to i w 10 minut dojdę. Oczywiście jeśli pada deszcz to jeździmy autobusem, ale wtedy pakuję Aarona w nosidło, bo rano autobusy są tak zatłoczone, że nie mam szans wsiąść z wózkiem. Moim zdaniem, te 20 minut na pieszo to jest maksymalny czas, jaki może zajmować przejście do lub ze szkoły.

Najbliższą szkołę mamy jakieś 5 minut spacerkiem i jak tylko się tu wprowadziłam, od zawsze twierdziłam, że poślę tam moje dziecko. Ale niestety jak się okazało przy składaniu dokumentów, szkoła ta jest tylko oddziałem, której główna siedziba jest 30 minut, jak nie dalej od nas. Na dodatek poinformowali mnie, że nie gwarantują Arturowi miejsca w szkole blisko mnie. Może być tak, że dostanie się do tej dalszej. Tak więc postanowiłam poszukać innych szkół. A tą wpisałam na drugim miejscu.

Nie wiem jak jest teraz w Polsce, ale tutaj w Anglii wypełniając formularz aplikacyjny trzeba wymienić szkoły jakie nas interesują, w kolejności preferencji, czyli szkołę na której najbardziej nam zależy wpisujemy na pierwszym miejscu.

Dodatkowo, oprócz odległości, moje kryteria wyboru szkoły zawęziłam sprawdzając ranking szkół w OFSTED. No i znalazłam szkołę najlepszą, outstanding, do której mamy 20 minut. Tą wpisałam na pierwszym miejscu. Szukałam szkoły, która stoi wysoko w rankingu bynajmniej nie ze względu na to, że mam bardzo inteligentnego syna i chcę, żeby był najlepszy. Absolutnie. Oczywistym jest, że dla każdej matki jej dziecko jest najmądrzejsze, ale nie o to chodzi. Biorę takie rankingi pod uwagę ponieważ żyjemy w Londynie, gdzie jest ogromna wielokulturowość i różne zwyczaje i zachowania. A w szkole, która ma bardzo dobrą ocenę, panuje rygor i ta różnorodność jest trzymana w ryzach, które ustanawia regulamin. Wiem, że może być ciężko, ale chcę żeby Artur miał dobre wzorce zachowania, nawet w szkole (wiadomo, że dzieci bardzo dużo uczą się od rówieśników) i był przede wszystkim bezpieczny.

Dwa tygodnie temu dowiedziałam się, że Artur dostał się do tej właśnie szkoły. Dostałam list, dokumenty do wypełnienia i wszelkie informacje, tj. na temat mundurków, stroju na zajęcia sportowe, darmowych obiadów i wszystkich przerw w roku szkolnym. A 7 lipca idę na zebranie, gdzie zapewne dowiem się dużo innych rzeczy.

Tak więc, niedługo będę miała małego ucznia w domu, który pójdzie do szkoły 7 września i będzie tam codziennie od 9:00 do 15:15. Ciekawa jestem jak sobie poradzi?Ach ten wrzesień, zawsze u nas przynosi jakieś zmiany i nowe etapy w życiu.

6 komentarzy:

  1. Super! Powodzenia dla Artura, na pewno da sobie świetnie radę :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Szok! Przecież Artur i Marta to ten sam rocznik, a ona do szkoły idzie dopiero we wrześniu 2018 roku, we wrześniu 2017 zamierzam ją dać do zerówki w szkole. Nie wyobrażam sobie, żeby już teraz musiała iść, choć pewnie by dała radę. Powodzenia dla Arturka i pozdrawiamy :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Tak, tutaj dzieci wcześniej zaczynają edukację, ale ten system działa od lat i oni są przygotowani na edukację tak małych dzieci - nie tak, jak w Polsce. Zresztą nie jest to też taka typowa nauka i siedzenie w ławkach przez 6 godzin. W Polsce córka mojej kuzynki chodzi do pierwszej klasy i przynosi tyle pracy domowej, że muszą siedzieć do późnego wieczora i to odrabiać - dziecko płacze wręcz na książkami. Tutaj nie słyszałam jeszcze o takich sytuacjach w przypadku nauczania początkowego. Dlatego nie martwię się samym faktem, że idzie do szkoły, tylko ogólnie - nowe miejsce, nowe doświadczenie, nowi koledzy. U mnie często jakaś zmiana przynosi stres i niepokój :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Artur to mądry chłopak i jestem pewna, że sobie poradzi :) w końcu to Twój syn a to zobowiązuje ;)

      Usuń
  4. O, to Artur i moja cora sa chyba z tego samego rocznika (2011?). Ja wasnie jestem w trakcie zapisyania Starszej do zerowki. Mieszkamy w Stanach i tutaj dzieci tez zaczynaja szkole jako 5-latki. Ale u nas panuje rejonizacja, chyba ze zapisuje sie dziecko do szkoly prywatnej. Dlatego wiedzialam, do ktorej szkoly pojda dzieci, juz w momencie kupna domu. U Was szkoly maja ranking, a u nas bardziej miasteczka. My mielismy szczescie (bo kupujac dom nie mielismy jeszcze dzieci) i trafilismy w swietny rejon z jednymi z najlepszych szkol w naszym Stanie. Ale znam wiele przypadkow, kiedy ludzie przeprowadzaja sie przed rozpoczeciem przez dzieci szkoly, wlasnie zeby znalezc sie w "lepszej" miejscowosci. :)
    Za to mam caly stos papierow do wypelnienia (rowniez zeby dowiesc, ze mieszkam pod moim adresem :D), a jeszcze wiecej czeka mnie w sierpniu. U nas rok szkolny zaczyna sie juz 29 sierpnia, a wczesniej zalatwia sie autobus szkolny, oplaty za posilki i inne pierdoly. ;)

    Powodzenia dla Artura! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, Artur jest z 2011 roku :) Powodzenia również dla córeczki :)

      Usuń