10 miesięcy

Dość spóźnione podsumowanie dziesiątego miesiąca Aarona, ale niestety przez wyjazd do Polski nie mogłam zrobić tego wcześniej. To znaczy mogłam, ale kurcze, kto by siedział przed laptopem, będąc w ojczyźnie na urlopie?

Tak więc mały Aaron miedzy dziewiątym, a dziesiątym miesiącem życia nauczył się wstawania. Robi to zwinnie i szybko. Na początku było to bardzo kłopotliwe bo kiedy już wstał to puszczał się jedną rączką, żeby coś sobie wziąć lub odchylał się, żeby coś obejrzeć i zaliczał non stop upadek. Musiałam cały czas go asekurować. Poważnie też rozpatrywałam decyzję o założeniu kasku na główkę. Ale od niedawna upadki zdarzają się coraz rzadziej. Aaron jednak nie odpuszcza i nadal stojąc trzyma się czegoś tylko jedną ręką, a czasem nawet stoi chwilę bez trzymanki i albo zalicza upadek albo przypomina mu się o asekuracji i przytrzymuje się mebli.

Generalnie Aaron to żywe srebro. W dodatku bardzo roześmiane i pogodne srebro. Jest cholernie odważny, niczego się nie boi, a już na pewno nie upadków. Ma ogromne parcie na chodzenie, co doprowadza mnie, biedną matkę do stanów przedzawałowych. I nie, to nie jest tak, że jak się ma drugie dziecko, to człowiek już jest przyzwyczajony i odpuszcza. Takie dziecko to ja mam po raz pierwszy. Artur był inny, ostrożny, rozważny i nie doprowadzał mnie do palpitacji serca. Aaron robi to non stop. Jestem prawie pewna, że zacznie chodzić na roczek. Świetnie radzi sobie z chodzeniem przy łóżku i chodziku. Sam też pięknie siedzi i siada z czworakowania.

Nadal karmię piersią i nadal nie mogę uwierzyć w to, że mi się udało. Pomimo silnej alergii synka i mnóstwa wyrzeczeń z mojej strony, nadal daję mu to, co najlepsze i najzdrowsze. Najpierw walczyłam o trzy miesiące, później minęło sześć miesięcy... teraz jest już dziesięć. Planuję karmić do roku, ale z doświadczenia już wiem, że plany swoje, a życie swoje. A no i chyba nie muszę mówić, że Aaron w ciągu dnia już nie ssie piersi w pozycji leżącej? W pozycji siedzącej też bardzo rzadko. Zazwyczaj jest to pozycja na czworaka lub inna zaczerpnięta z dyscypliny jaką jest joga.

No i mamy trzeciego i czwartego zęba. Górną, lewą jedynkę i dwójkę. Na Wielkanoc mieliśmy żywego, rozkosznego królika :) Ach, no i doczekałam się z ust kolejnej pociechy słowa "mama". Wzrusz!






6 komentarzy:

  1. Ale on jest boski! ☺

    OdpowiedzUsuń
  2. Ale on jest boski! ☺

    OdpowiedzUsuń
  3. Cudny jest!!!
    Myślę że drugie dziecko jest przeciwieństwem pierwszego, bo u nas jest to samo!
    Olek odważny jest bez zahamowań, uśmiechnięty zawsze, łobuzuje ile wlezie... czyli całkowite przeciwieństwo statecznej, rozważnej Mai ;-)
    Najlepszego dla Was :-)

    OdpowiedzUsuń
  4. Cudowny! pięknie się zmienia.

    OdpowiedzUsuń