Rozszerzanie diety u dzieci karmionych piersią



Nie napiszę tutaj żadnego artykułu opartego na mądrościach z jakichś źródeł. Owszem, mogłabym, ale takich artykułów znajdziecie mnóstwo w internecie. Ale biorąc pod uwagę fakt, że kilka osób pytało mnie, jak rozszerzam dietę, skąd biorę inspirację na obiadki i że w ogóle mi się chce gotować dwie łyżki marchewki, to postanowiłam co nieco opisać.

Przede wszystkim ważne jest, żeby rozszerzać dietę po 6 miesiącu życia u dzieci karmionych piersią. Nie ma jednoznacznych wytycznych WHO co do dzieci karmionych mieszanką, ale opisane są momenty, kiedy dziecko jest fizycznie gotowe do przyjmowania nowych pokarmów (siedzi stabilnie z podparciem, zanika odruch usuwania ciał obcych z ust, potrafi sięgnąć przedmiot przed nim leżący i trafić nim do buzi). No nie ma przebacz, takie umiejętności w większości dzieci nabywają w okolicach 6 miesiąca. Wiem, że niektóre mamy powiedzą: "a ja tam dałam mojemu dziecku pierwszy obiadek w 4 miesiącu życia i nic mu nie jest." Nic mu nie jest teraz, ale nie wiadomo jak takie wczesne rozszerzanie diety wpłynie na jego dalszy rozwój. Być może będzie miał później problemy z nadwagą, alergią lub po prostu z żołądkiem. Ja też zaczęłam Arturowi rozszerzać dietę w 5 miesiącu (to był jego 4 miesiąc korygowany) i żałuję, że tak się pospieszyłam, bo on naprawdę nie był na to przygotowany. Nie był fizycznie dojrzały do przyjmowania pokarmów, a co za tym idzie, jego układ pokarmowy też nie był gotowy, bo natura jest taka, że człowiek jak i inne stworzenia, rozwija się harmonijnie, zgodnie. 

Kolejną ważną rzeczą jest to, żeby nie skupiać się na zastępowaniu jednego posiłku mlecznego obiadkiem czy deserkiem. Na początku podajemy dziecku łyżkę stołową, góra dwie przecieru warzywnego czy owocowego i absolutnie nie możemy tego traktować jako osobny posiłek. Ja proponuję nowe smaki Aaronowi po prostu kiedy jest wyspany i w miarę najedzony. Głodny Aaron to wijący się i płaczący Aaron, który myśli tylko o piersi, a nie o jedzeniu z łyżeczki jakiejś nieznanej papki. Nawet teraz, kiedy zjada całkiem sporą ilość na raz, około 4-5 łyżek stołowych, najpierw podaję mu pierś, a po około pół godzinie obiadek. Moje mleko jest dla niego podstawą, a inne, nowe produkty są tylko dodatkiem. Myślę, że pierwsze dwa miesiące rozszerzania diety tak właśnie będą wyglądać.

Chociaż nie ukrywam, że staram się zachować już w miarę stałe pory jedzenia nowych posiłków. I tak około 12:00- 13:00 podaję Aaronowi obiadek z odrobiną mięsa ugotowanego osobno, ponieważ zupki na wywarze mięsnym można podawać po 8 miesiącu. Około 16:00 - 17:00 proponuję synkowi 2-3 łyżki stołowe przecieru owocowego z kaszą manną lub inną zawierającą gluten (zalecane jest na początku pół łyżeczki glutenu). Oprócz tego czasem dam mu chrupka kukurydzianego. Poza tym moje mleczko do woli, kiedy tylko zapragnie. Czasem jest tak, że zje tylko owoce, a obiadku zje dwie łyżeczki (lub na odwrót), ale kompletnie się tym nie przejmuję bo wiem, że i tak nadrobi sobie przy piersi.

Warto też pamiętać przy rozszerzaniu diety, a zwłaszcza u dziecka z alergią, żeby wprowadzać pojedynczo warzywa i owoce w odstępach 3-5 dni i obserwować dziecko. Ja zaczęłam od marchewki, później ziemniak, jabłko, dynia, pasternak i tak dalej. Jak już widziałam, że Aaron załapał o co chodzi z tym jedzeniem z łyżeczki i nie reaguje alergią na nowe produkty, zaczęłam różne kombinacje przecierów.

Samodzielnie przyrządzam obiadki i deserki dla Aarona. Nie jestem jakąś zagorzałą przeciwniczką słoiczków i na pewno czasem po nie sięgnę w razie wypadku, ale wolę jednak sama ugotować. Lubię to i daje mi to satysfakcję. I naprawdę nie gotuję połowy marchewki czy pietruszki codziennie, tylko 2-3 sztuki, zalewam małą ilością wody, gotuję, blenduję, dodaję oliwę z oliwek, jedną porcję zostawiam na dzisiaj, drugą na następny dzień, a resztę mrożę w małych pojemniczkach. Teraz kiedy Aaron je więcej, przygotowuję różne kostki smakowe, mrożę i codziennie komponuję różne obiadki i deserki.

Ugotowane jabłka w niewielkiej ilości wody, zblendowane i poporcjowane.


Poniżej marchewka z pasternakiem. Kostki po zamrożeniu wkładam do podpisanej torebki. 



Ugotowana na parze pierś z kurczaka, zblendowana i zamrożona w pojemnikach do kostek lodu. Obecnie Aaronowi na jeden obiadek przypada pół takiej kostki.



Ugotowany zielony groszek z porem i przetarty przez sito (groszek ma nieprzyjemne łuski, z którymi mój blender nijak nie potrafi się rozprawić). 



A tak wygląda skomponowany obiadek: kostka brokułowo-marchewkowa z kostką mięsną.  


Polecam mój stary post o kostkach smakowych, który nadal cieszy się dużą popularnością wśród czytelników KLIK TUTAJ

A inspirację czerpię z  książki Annabel Karmel's "New Complete Baby and Toddler Meal Planner". Jak już wypróbuję więcej przepisów w niej zawartych, opiszę ją szczegółowiej.




14 komentarzy:

  1. Anonimowy1/11/2016

    bzdura. zapytaj własną matkę kiedy zaczęła podawać Tobie pokarm inny niż mleko. Ja swoją pytałam przy okazji ustalania diety dla mojego 4miesięcznego synka. Wiesz co się dowiedziałam? Po ukończeniu 1 miesiąca życia podawano już maluszkom parę kropli soku z marchwi bądź jabłka. Gdy miałam skończone 5 miesięcy dostałam już pierwszą jałową zupę buraczkową. Moja mama od 30 lat jest w służbie zdrowia. Acha - nie mam/nie miałam: anemii, otyłości, alergii, chorób układu pokarmowego i innych. To od kiedy można/należy podawać dziecku "pierwszą marchewkę" zależy od dziecka i matki ale nie można im wpajać że to jest złe.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Argument typu "30 lat temu" do mnie nie przemawia. Nauka i badania idą do przodu, stare informacje się zwyczajnie zdeaktualniają. 30 lat temu mama uspokajała mnie smoczkiem umoczonym w cukrze. To była dopiero bzdura!

      Usuń
    2. Anonimowy1/12/2016

      Ale żołądek nie ewoluuje aż tak. Nie chodzi mi o to by tak jak moja mama (która notabene ciągle się doszkala i nie ma 60lat) karmić dziecko sokiem z marchwi po ukończeniu miesiąca tylko o to by nie wmawiać i nie narzucać. Znasz zasadę BLW? Idąc Twoim tokiem myślenia że poznawanie przez dziecko nowych smaków przy karmieniu piersią jest idealne dopiero po 6 miesiącu, to BLW już w ogóle będzie wcieleniem diabła. Z jednym się zgodzę - by nie zastępować mleka innym posiłkiem, a pozwolić dziecku na inny smak gdy jest wypoczęte i w miarę najedzone.

      Usuń
    3. Ale ja przecież niczego nie narzucam, napisałam tylko, jakie są zalecenia WHO i że bardzo się z nich cieszę. Oczywiście, inni mogą mieć inną opinię i postępują jak chcą. Ja wyraziłam tylko swoje zdanie, co o tym myślę. Spokojnie. Znam BLW i z tego co wiem, to powinno się tą metodę zacząć, kiedy dziecko potrafi stabilnie, samodzielnie siedzieć. Zdaje mi się, że mało jest dzieci, które ładnie, samodzielnie siedzą w 4-5 miesiącu. Tak więc, przed 6 miesiącem życia nie tylko układ pokarmowy i system trawienny nie są przygotowane na rozszerzanie diety. Dziecko wcześniej nie jest gotowe też z innych względów, nie potrafi samo siedzieć, nie potrafi przeżuwać pokarmów, raczej nie trafia jeszcze jedzeniem do buzi. Dlatego ten 6 miesiąc jest taki przełomowy i zapewne stąd te zalecenia WHO.

      Usuń
  2. świetnie to wszystko wygląda, pomyślę na pewno o tym sposobie mrożenia jak zaczniemy rozszerzać dietę młodego, a powiedz mi ile można mrozić takie obiadki?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czytałam że takie obiadki można trzymać do 3 miesięcy. Niektóre źródła podają że nawet do 6 miesięcy. Ja wykorzystuję swoje nie dłużej niż w ciągu 2 miesięcy :)

      Usuń
    2. Czytałam że takie obiadki można trzymać do 3 miesięcy. Niektóre źródła podają że nawet do 6 miesięcy. Ja wykorzystuję swoje nie dłużej niż w ciągu 2 miesięcy :)

      Usuń
  3. Młoda dostała pierwsze jabłko w wieku 4 miesięcy, Młody nawet tyle nie miał. Nic im nie ma, jedzą normalnie, nigdy niczego blenderem nie robiłam, dostają kawałki i nikt nigdy się nie zadławił. Ja wiem, że WHO coś tam wymyśla (nie mówię tego w złym kontekście), ale ja się tego nie trzymałam i w żadnym wypadku nie mam problemów z dziećmi. Jeśli ktoś chce się do tego dostosować, dostosowuje się, kto uważa inaczej - robi swoje :) w końcu jesteśmy ludźmi rozumnymi i dorosłymi i każdy z nas ma swój sposób na dzieci i bardzo dobrze, bo tak byłoby nudno :) te pojemniczki masz genialne :) można wiedzieć gdzie je kupiłaś? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiście, każdy ma prawo postępować jak uważa za słuszne. Ja jestem "posłuszna" WHO bo jednak to co "wymyślą", opierają na aktualnych badaniach :)
      Pojemniczki kupiłam w tutejszej drogerii, na dziale dziecięcym. Ale myślę, ze w Polsce znajdziesz je nawet w Tesco - ja mam firmy Nuby i Tommee Tippee.


      Usuń
    2. Jakos ciezko mi uwierzyc Dorota, ze 4-miesiecznemu oseskowi wreczylas po prostu kawal jablka. I co, pogryzlo? :D

      Usuń
    3. Agata a łyżeczki w domu nie masz? ciężko zeskrobać? konieczny od razu blender? :) takowego urządzenia nawet w domu nie posiadam, bo mi niepotrzebny :)

      P.S. czytanie ze zrozumieniem się kłania :) bo nie napisałam, że dostawali kawałki, tylko dostają - czas teraźniejszy, nie przeszły :) pozdrawiam

      Usuń
    4. Ewelina muszę ich poszukać, bo czasami by się takie coś przydało :) dziękuję za odpowiedź :)

      Usuń
  4. Nasze rozszerzanie diety wygladalo prawie identycznie. Tez mrozilam porcyjki w pojemniczkach, tak zeby obiadki byly na caly tydzien. U nas, z racji, ze pracowalam i musialam odciagac mleko, dosc szybko (okolo 8-9 miesiaca) wprowadzilismy zmiksowane zupki, z mieskiem, wrzywami, kasza, itp. Tylko my rozszerzanie diety zaczelismy troche wczesniej. Corka miala skonczone 5 miesiecy, a syn 4. Mlodszy nadawal sie swietnie do zalecen WHO, bo przez jakies pierwsze dwa miesiace wypychal wszystko jezykiem i dlawil sie najmniejsza grudka. :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Anonimowy2/06/2016

    Ja również wprowadzałam nowości co 3-5 dni jedną rzecz. Różnica taka, że korzystałam ze słoiczków Humany np marchewka czy jabłko. Dziecko z alergią więć i mleko było Humana HA czyli dla alergików i ostrożnie z nowościami. Ale dziś mały ma już prawie dwa lata i alergii póki co brak.

    OdpowiedzUsuń