Dwa lata na emigracji

Kiedy zdecydowałam się wyjechać z kraju i zamieszkać na obczyźnie, postanowiłam dać sobie dwa lata na zaaklimatyzowanie się na nowej ziemi. Myślałam, że po tak długim czasie będę potrafiła powiedzieć, czy chcę tutaj zostać na zawsze. Z doświadczenia już wiem, że ile bym sobie nie dała czasu, to i tak nie jestem w stanie podjąć nieodwracalnej decyzji "na zawsze". Na dzień dzisiejszy chcę zostać, ale nie twierdzę, że na stałe. Nie wiem, co przyniosą kolejne lata. Patrząc na to, co dzieje się na świecie, ciężko mi cokolwiek planować.

Oczywiście jednym z największych minusów emigracji jest tęsknota. Za rodziną, przyjaciółmi, smakami i ulubionymi miejscami. Właściwie nie ma dnia, żebym nie pomyślała o kimś, kto został w ojczyźnie, czy to o mamie, o babci, koleżance. Najbardziej boli mnie fakt, że nasi rodzice rzadko widują swoje wnuki, nie towarzyszą im w tym ważnym okresie dorastania. Widzę, że Artur tęskni za babcią, chciałby się z nią częściej bawić i rozmawiać. Niestety Skype nie jest w stanie zastąpić prawdziwej relacji. Nie wspomnę już o tym, że nas też nie ma przy rodzicach. I boję się okrutnie jak to będzie później, kiedy rodzice będą coraz starsi.

Pomimo wielkiej tęsknoty emigracja dała mi bardzo dużo. Przede wszystkim, poczucie spokoju i równowagi. Pomijam kwestię finansową, o którą nie trzeba się tak martwic jak w Polsce. Tutaj zawsze znajdzie się jakieś dobre rozwiązanie, nikt nie ma bezpodstawnych pretensji, ludzie są sympatyczni i pomocni. Nigdy nie zapomnę, kiedy w bardzo deszczowy dzień czekałam na autobus. Niestety przystanek był niezadaszony, a skryć się można było tylko pod dachem budynku, który stał nieopodal. Niestety miałam wózek, a tam trzeba było wejść po schodach. No i parasolki też nie miałam. Podszedł pan, dał mi parasolkę, a sam skrył się pod dachem budynku. Taki mały, piękny gest, który rozgrzał moje serce.

Poza tym, to tutaj zrobiłam swoje pierwsze pierogi i kopytka. Może to śmieszne, ale jak ma się małe dzieci i chce się im pokazać kawałek tradycji to pierogi na Wigilijnym stole muszą się znaleźć. Nauczyłam się też minimalizmu. Myśl o kolejnych przeprowadzkach skutecznie uzdrowiła mnie ze zbieractwa i kupowania niepotrzebnych rzeczy.

Emigracja mnie zmieniła. Odpuściłam, wyluzowałam i jest mi z tym bardzo dobrze. Zaraziłam się tutejszą tolerancją i otwarciem na inność. Nie martwię się już tym, co ludzie i rodzina powie. Żyję w zgodzie z własnymi przekonaniami i wygodą, a jeśli komuś to nie odpowiada, to wysyłam delikwenta po tabletkę na ból dupy.
Czytałam niedawno moje stare wpisy o emigracji i natknęłam się na takie zdanie:
"Jedna część mnie chce zamieszkać tutaj, podczas gdy druga część chciałaby wracać do Polski. Myślę, że tak będzie już zawsze."
No i nie myliłam się. Od dwóch lat, nadal się to nie zmieniło. Jak jestem tutaj to myślę o Polsce, o tym kiedy tam pojadę, kiedy odwiedzę rodzinę i ulubione miejscówki. Ale kiedy jestem już w Polsce od razu przypominam sobie, dlaczego stąd wyjechałam i chcę jak najszybciej wracać.

Minęły dwa lata. Co dziś mogę powiedzieć o mojej emigracji? Nie żałuję. To była dobra decyzja.

11 komentarzy:

  1. Najważniejsze, że nie żałujesz :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Podziwiam i może nawet zazdroszczę tego spokoju, ktory wylewa sie z tego wpisu:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Pewnie nie ma czego żałować, bo zawsze można spakować się i wrócić ☺ Trzeba o korzystać z życia i cieszyć się tym, co tu i teraz. My wróciliśmy 3lata temu i też nie żałuję tej decyzji. Tam było dobrze, wygodnie, ale tu nam lepiej, bo jest wokół rodzina i przyjaciele. Tam byliśmy samotni. Teraz jesteśmy szczęśliwi. I cieszę się, że ty również tam w Londynie znalazłaś szczęście i spokój ☺

    OdpowiedzUsuń
  4. dobrze że nie żałujesz i mimo wszystko nie wracacie

    OdpowiedzUsuń
  5. Najwazniejsze, ze jestes szczesliwa.
    Mi leci juz 11 rok na obczyznie... po tylu latach przychodzi wielka ochota na powrot do domu, do Polski.

    OdpowiedzUsuń
  6. rozdarcie jest najgorsze... pociesze Cie jesli napisze iz latwiej jest gdy ma sie swoj dom, swoj kawalek podlogi?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tak, brakuje mi tu właśnie takiego mojego miejsca :)

      Usuń
  7. Najwazniejsze, ze nie zalujesz. :)

    Mi w tym roku stuknelo 12 lat. I tez uwazam, ze emigracja byla dobrym pomyslem. :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Najważniejsze, ze jesteście szczęśliwi i wam się układa :)))

    OdpowiedzUsuń
  9. Zgadzam się z Tobą "Nie martwię się już tym, co ludzie i rodzina powie. Żyję w zgodzie z własnymi przekonaniami i wygodą" to jest ok.

    OdpowiedzUsuń
  10. Dawno tu nie bylam i wlasnie "przelecialam" przez wszystkie Twoje wpisy z ostatnich miesiecy az trafilam tutaj :) Ciesze sie, ze sie znalazlas na emigracji, ze doceniasz te pozytywy i przemiane na dobre, pomimo normalnej tesknoty. Powiem tez ze z powrotami tez jest ciezko. Po powrocie do Polski czegos juz brakuje, tez sie czlowiek czuje jak jedna noga tu a druga tam. Ja wrocialm do Polski po moich pierwszych dwoch latach i mialam zalamke. Nie mogalam sie dostosowac. Wszystko mnie irytowalo i porownywalam do emiracji. Wiec zebralam sie u wyjechalam juz na dobre. Wlasnie stuknelo 15 lat :)
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń