O karmieniu piersią bez lukru

O tym, że karmienie piersią to piękny obrazek, ale tylko w czasopiśmie dla młodych mam, dowiedziałam się już trzeciej nocy, kiedy synek "nie dał się odłożyć" do łóżeczka nawet na kilka minut i bardzo głośno (nawet nie wiedziałam, że noworodki mogą tak mocno ryczeć) informował mnie, że chce ssać. I ssać. I ssać. A ja marzyłam tylko o tym, żeby się położyć i odespać wszystkie okołoporodowe wydarzenia. W ciągu dnia też nie było lepiej, bo on spał sobie w najlepsze przy cycu, a ja mogłam tylko pomarzyć o zmrużeniu oka na siedząco. Nie karmiłam jeszcze na leżąco bo bardzo ciągnęły mnie szwy, kiedy leżałam na boku (ze szpitala wyszłam wieczorem na drugi dzień  po cesarce).

Poza tym, ból obkurczającej się macicy i ciągle zasysanych sutków był tak upierdliwy, że aż robiło mi się słabo na myśl o kolejnych karmieniach.
Myślałam też o niedalekiej przyszłości, kiedy moja mama wróci już do Polski, a ja zostanę sama z "wiszącym przy cycku" noworodkiem i czterolatkiem, którego trzeba nie tylko zaprowadzać do przedszkola, ale zapewnić mu wikt i opierunek. A wszystko w duecie z bólem brzucha po cesarce. Oby tylko jakoś przetrwać do tej 17:30 kiedy do domu wraca mąż. Wizja mojego losu zapowiadała się marnie co powodowało, że przez pierwszy tydzień ryczałam po kątach.

Dwa tygodnie po porodzie zaczęłam karmić Aarona na leżąco i w końcu trochę odsapnęłam. Nie musiałam go już odkładać do łóżeczka. Tak jak zasnął w moim łóżku podczas karmienia tak go zostawiałam i sobie spał. Czasami towarzyszyłam mu podczas tej przyjemnej czynności. Bałam się spać z nim w nocy. Bardzo. Ale Mila poniekąd mnie namówiła. Nie żałuje, że jej posłuchałam. Zaczęłam w końcu się wysypiać i uśmiechać.

Niestety ten błogostan nie trwał wiecznie bo pojawiło się zapalenie piersi. Na początku myślałam, że to Artur przyniósł jakieś choróbsko z przedszkola bo chodził zagilany. Ale nie ma tak dobrze. Ból mięśni, dreszcze, wysoka gorączka i rwący ból w piersi to tysiąc razy gorsze niż przeziębienie. A żeby było jeszcze koszmarniej do Aarona przyszła kolka. Przychodziła i męczyła go prawie codziennie od 19:00 do 23-24:00. A my głowiliśmy się tylko jak mu pomóc i co jeszcze możemy zrobić, żeby tak nie cierpiał.

Z dnia na dzień było tylko gorzej. Aaron płakał też po każdym posiłku, a na jego twarzy widać było wyłącznie ból. Ucinał sobie krótkie drzemki i wybudzał się z płaczem. Podczas karmienia był niespokojny, prężył się, łykał powietrze, cmokał i płakał. Z bezradności rozkładałam ręce. Czułam się winna. Wiedziałam, że karmieniem piersią zadaję mu ból. Tysiąc myśli kłębiło się w mojej głowie: może źle go przystawiam? może źle się odżywiam? może powinnam podać butlę i skrócić to jego cierpienie? Nie miał żadnych objawów alergii pokarmowej oprócz kolki. Nie miałam pojęcia co robić. Czułam się bardzo, bardzo bezsilna. Poddałam się. Podałam Aaronowi mleko modyfikowane z butelki. Niestety albo i stety po zaproponowaniu mu silikonu nie wiedział co to jest? Lizał, trochę ssał, aż w końcu wypluwał i płakał. Wiem doskonale, że gdyby wtedy tego smoka zassał to dziś już nie karmiłabym piersią. Tym bardziej, że znów znokautowało mnie zapalenie piersi. Na szczęście, nauczona już doświadczeniem, szybko zareagowałam i wykurzyłam choróbsko.

Odrzucenie butelki przez synka dodało mi znów sił. Postanowiłam dać sobie jeszcze jedną szansę. Poszłam do poradni laktacyjnej i spędziłam tam dwie godziny. Pani poobserwowała mnie i synka, skorygowała moją postawę przy karmieniu piersią, sprawdziła wędzidełko i była świadkiem rozpaczy Aarona bezpośrednio po karmieniu. Zaniepokoiła się trochę, ale powiedziała, że jest malutki, ma słabo wykształcone jelita i że taki płacz może się zdarzać. Najważniejsze, że przybierał na wadze. Dała mi też namiary na inną poradnię, ale tam niestety mieli urlop.

Skorygowanie postawy przez doradcę trochę pomogło. Aaron był spokojniejszy bo mniej łykał powietrza. Ale nadal się męczył, a ja nie czerpałam przyjemności z karmienia.
Zapisywałam w notesie wszystko co zjadłam. Po tygodniu moje zapiski absolutnie nic mi nie podpowiadały. Aaron popłakiwał bez względu na to czy coś zjadłam lub nie. Oczywiście brałam pod uwagę warzywa wzdymające, słodycze, orzechy, owoce i inne, które są na czarnej liście. W końcu dostałam olśnienia. Wszystkiemu winny był nabiał. Po odstawieniu mleka, jogurtów, lodów i serów po kilku dniach wreszcie był spokój.

I w końcu przyszedł czas, że zakochałam się w karmieniu piersią. Uwielbiam jak mój synek zasysa pierś, zamyka błogo oczy, pomrukuje, wtula się mocno we mnie, składa rączki przed sobą i odpływa. Nadal lubi wisieć na cycu, ale teraz karmienie to sama przyjemność. Owszem mogłabym zrobić w tym czasie duuużo innych rzeczy, ale przecież jeszcze zdążę. Niedługo mój malutki synek urośnie i pobiegnie w świat, a ja będę po raz tysięczny wycierać kurz z półki, na którym stoi zdjęcie mojego ssaka i przypominać sobie jakie piękne to były chwile i ile bym dała, żeby cofnąć czas i znów poczuć ten słodki zapach główki mojego synka. Delektuję się na zapas.




14 komentarzy:

  1. Oo rany! Faktycznie nie było Wam łatwo! A jak wpadłaś na to, że to nabiał?! Ja nie wiem czy ot tak by mi się udało coś wymyślić by dziecku pomóc.. Podziwiam to raz. I dwa - fajnie, że to napisałaś. Bo właśnie wszędzie widać słodki obrazek mamy uśmiechnietej i Bobasa itp a to wcale takie różowe nie jest zawsze..

    www.swiat-wg-anuli.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jakoś przez tydzień nie jadłam nabiału, może jakiś tam plaster sera żółtego ale tak to nie miałam w ogóle ochoty. I bardzo zachciało mi się twarożku ze szczypiorkiem, zjadłam solidną porcję a wieczorem i na drugi dzień rano Aaron załączył syreny i wtedy mnie olśniło że to ewidentnie musi być nabiał. To był przypadek tak naprawdę.

      Usuń
    2. Jakoś przez tydzień nie jadłam nabiału, może jakiś tam plaster sera żółtego ale tak to nie miałam w ogóle ochoty. I bardzo zachciało mi się twarożku ze szczypiorkiem, zjadłam solidną porcję a wieczorem i na drugi dzień rano Aaron załączył syreny i wtedy mnie olśniło że to ewidentnie musi być nabiał. To był przypadek tak naprawdę.

      Usuń
  2. Piękny wpis...mi nikt nie powiedział że będzie tak ciężko....męczyliśmy się okropnie..myślałam, że to bedzie tak zawsze wyglądać - płacz i nerwy dlatego się poddałam, zawsze będę żałować, że nie przetrwałam tych pierwszych miesięcy...szkoda, że wtedy nie przeczytałam takiego wpisu...mam nadzieję, że jakaś młoda mama go przeczyta i weźmie do serca...bo na początku jest strasznie ciężko, ale później nastaje spokój:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Dobrze, że odkryłaś ten nabiał :) Wielu miłych chwil przy karmieniu, kochana :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Jestem naprawde pelna podziwu, ze po takich przezyciach nie rzucilas karmienia piersia! Bylabys w 100% usprawiedliwiona!

    Ja mialam ogromne szczescie, bo moje dzieciaki pieknie ssaly, a mi nawet przy Starszej jakos tak naturalnie przyszlo przystawianie. Owszem, brodawki szczypaly niemilosiernie przez jakies 3 tyg. ale smarowalam lanolina i szybko przeszlo. Z Bi mialam maly zastoj, ale obylo sie bez zapalenia piersi. Dzieciaki nie mialy ani kolek, ani alergii pokarmowych. Bajka po prostu! Dlatego ja zawsze pieje peany pochwalne na temat karmienia piersia. Gdybym przeszla taka droge jak Ty pewnie zupelnie inaczej bym spiewala... :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz moja mama była u nas przez dwa tygodnie i widząc co się dzieje powiedziała, że ona w takim wypadku to już dawno podałaby butelkę. Moja mama, która jest wręcz fanatyczką karmienia piersią. Aż zaczęłam mieć wyrzuty sumienia, że tak się uparłam na to karmienie piersią. No ale na szczęście jest coraz lepiej. Tylko lodów mi brak :(

      Usuń
  5. Ewelina, podziwiam, naprawde! Dobrze, ze udalo wam sie ustabilizowac sytuacje! W koncu mozesz spokojniej cieszyc sie maluchem i karmieniem piersia :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Wytrwała jesteś.
    U nas było bardzo podobnie. Kolki rozpoczęły się już w drugim dniu życia toto. Tak jak Ty, nie wiedziałam, że noworodek może tak płakać głośno:) Przestraszyliśmy się, że coś jest nie tak, dwa razy byliśmy z nim na pogotowiu. Wszędzie nam mówiono, że dzieci tak mają, a na kolki w tak wczesnym wieku nic nie mogli nam dać. Później próbowaliśmy tutejszych specyfików... Płacz się nasilał.

    Bardzo trudny to był czas. Bardzo. Bardzo. Bardzo.
    Byłam wtedy zupełnie sama. Bo mój J. ciągle pracował.
    W końcu teściowa zaniepokojona moimi skargami hehe pobiegła do apteki w Polsce, tam pani powiedziała jej o delicol. I on dopiero uratował nam życie.

    Trudno mi sobie wyobrazić, że karmienie piersią może być przyjemne. Wierzę Ci. Znam wiele mam z podobnym zdaniem. Jednak dla mnie to była najgorsza część początków mojego macierzyństwa.


    Super, że wytrwałaś i teraz możesz się cieszyć wspólnymi chwilami:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gdyby wtedy Aaron załapał butlę to skończyłabym swoją karierę karmienia piersią z taką samą opinią co Ty - że karmienie piersią nie jest fajne. Na szczęście dziecko wiedziało, że natura najlepsza :)

      Usuń
  7. Pamiętam że też miałam przejścia z karmieniem, ale z czasem cieszyłam się że nie muszę wstawać i robić butelki :-) Pierwsze karmiłam krótko, szybko się poddałam ale drugie i trzecie karmiłam do 13-15 miesięcy z czasem dzieci same zajęte innym jedzeniem zapominały o piersi a ja im na siłę nie wciskałam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tak, nie wstawanie w nocy i nie robienie mleka bardzo sobie chwalę :)

      Usuń
  8. Anonimowy9/15/2015

    Popłakałam się czuytając to. U nas problemy inne, ale dużo sił i motywacji dał mi twój wpis. dziękuję! Ania

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo się cieszę, że mogłam Ci pomóc tym wpisem. Dużo sił życzę. Pozdrawiam cieplutko.

      Usuń