Gadu Gadu

Rysujemy, malujemy. Artur bierze do ręki fioletowy mazak i mówi:
- Weź ten lózowy i narysuj fiatek.
Strofuję Go od razu: Arturku to jest fioletowy nie różowy.
Artur patrzy się chwile na mnie i na poważnie pyta:
- Ojej mamo, skąd ty tyle wies o kololach?


I znów malujemy, jak co dzień. Mówię: Artur pomaluj ten domek.
Słyszę odzew: Nie, ty pomaluj, ty tutaj jesteś malownicym.


Obac Mamusiu co ci namalowałem. To jest Anktaltyda.
- O piękna! A kto mieszka na Antarktydzie?
- No misie polarne, polarne lamparty i klóliki.


Artur żegna się z wujem, który cały dzień się nim opiekował i mówi:
- Dziękuję, że byłeś moim opiekacem.


Nie mam w zwyczaju dawać dziecku pieniędzy do zabawy, ale tak ładnie mnie prosił, chciał tylko chwilę pooglądać. No i uległam, dałam. Wracam po nie za jakiś czas, a tam pustki na stoliku.
Po chwili szukania mówię: Artur, znajdź te pieniążki, które Ci dałam.
W odpowiedzi słyszę bardzo zrelaksowany głos syna:
-  Dobla, bez paniki.


Wchodzimy do centrum handlowego. W nozdrzach daje się odczuć nieprzyjemny zapach. Artur łapie się za nos i krzyczy:
- O fuj, ale tu śmierdzi. Tak śmierdzą moje kupy!


Bawimy się w Arturowym pokoju. Po chwili słyszymy kwilenie Aarona. Artur nasłuchuje i z poważną miną rzecze:
- Mamo słysę jakieś dzidziusiowe odgłosy z łózecka.


Kwiatki z niespodzianką na zakończenie roku przedszkolnego

W piątek Artur miał zakończenie roku przedszkolnego. Był dmuchany zamek, malowanie twarzy, bardzo głośna muzyka i poczęstunek. Kiedy przyszedł koniec imprezy Artur bardzo rozpaczał i to nie z powodu końca roku, ale dlatego, że musiał wyjść z zamku. Czeka nas teraz ponad miesiąc błogiego lenistwa, a od 4 września znów poranne wstawanie i gonitwa.

Postanowiłam zrobić z Arturem mały gift dla nauczycieli w ramach podziękowania za opiekę i miło spędzony czas w przedszkolu.

Do zrobienia kwiatków wykorzystaliśmy:

- biały blok techniczny
- czerwona farba, pędzelek
- nożyczki
- zielony karton (u nas falisty)
- zielone patyczki
- pistolet do klejenia na gorąco (myślę, że klej Magic też da radę)




Najpierw dziecię odbija swoje łapki na kartonie.



Jak wyschnie, wycinamy.



Następnie z zielonego kartonu wycinamy listki.



I sklejamy wszystkie elementy w całość tak, aby powstał kwiatek.



Z tyłu do kwiatka przyczepiłam batonik i kawę.



Nauczyciele byli zachwyceni więc zamierzony efekt został osiągnięty :) Takie kwiatuszki robi się naprawdę szybko. To znaczy ja je robiłam przez cały tydzień, etapowo, ponieważ mam w domu małego "kolkowego" chłopczyka. Ale w innym przypadku zrobiłabym je w jeden dzień. Polecam.

Artur starszym bratem



Kiedy wróciłam z Aaronem do domu ze szpitala, Artura jeszcze nie było. Pół godziny później przywiozła go moja siostra. Jaka była jego reakcja? Kiedy tylko przekroczył próg domu, od razu wystartował z prędkością światła w stronę wózka, gdzie leżał jego braciszek, w celu obejrzenia go. Popatrzył, zachwycił się jego maleńkością i poszedł do swojego pokoju.

Często zagląda do łóżeczka, leżaczka czy wózka. Chce przytulać i całować. Prosi mnie, żeby położyć Aarona obok niego. Kąpie go razem z nami i mówi "Pamiętajcie, trzeba delikatnie".

Pierwszy reaguje na jego płacz. Najpierw mówi mi, że dzidziuś płacze po czym zakrywa uszy i idzie do swojego pokoju. Raz było nawet tak, że kiedy Aaron zaczął płakać (przechodzimy etap kolek), Artur rozpłakał się razem z nim. Na szczęście płacz braciszka nie przeszkadza mu w nocy. Tak samo jak mojemu mężowi... najwyraźniej faceci już tak mają.

Kiedy pyta, czy się z nim pobawię i słyszy w odpowiedzi, że dopiero jak nakarmię Aarona, idzie bez słów sprzeciwu do swoich zajęć. Chyba mnie bardziej jest przykro z tego powodu niż jemu.
Często, kiedy karmię Aarona, przychodzi z budowlami z klocków lub swoimi rysunkami i opowiada mi co zbudował lub narysował. Historie te nie mają końca, a ja nie narzekam na nudę.

Uwielbia chodzić z wózkiem na spacery. Droga do i z przedszkola stała się jakaś krótsza i przyjemniejsza. I wszystkie rysunki i zbudowane z klocków auta pokazuje małemu braciszkowi mówiąc słodkim głosem jakim i my odzywamy się do najmniejszego "Zobac Alonku".

Wydaje mi się, że Artur polubił swoją nową rolę. Według niego fajnie jest być starszym bratem. Bardziej przeżył fakt, że byłam "chora" niż to, że pojawił się ktoś jeszcze w naszym domu. Nie zauważyłam jak dotąd żadnych oznak zazdrości. Wiem, że frustracja może przyjść, kiedy dzidziuś zacznie się przemieszczać i brać do buzi wszystko, co będzie w zasięgu jego rączki, ze skarbami znajdującymi się w pokoju Artura włącznie. Zobaczymy, co przyniesie czas. Być może Artur już czuje w kościach zbliżające się zagrożenie bo ostatnio słyszałam od niego takie oto przemyślenie:


- Mamo wies, nie mozemy mieć jus więcej dzidziusiów. Jest mama, tata, dzidziuś i starszy brat i wystarczy ok? Bo nie mamy nawet łózka dla drugiego dzidziusia.


Album z kopert

Właściwie ni to album, ni to notes. Takie dwa w jednym. Żeby uchwycić ulotne chwile w zdjęciach, cytacie, przytoczonej rozmowie. Ten wytwór powstał kiedy byłam jeszcze w dwupaku, na okoliczność urodzin bliskiej mi osoby, bardzo artystycznej duszy zresztą, która uwielbia moje scrapki... a ja uwielbiam tworzyć dla niej.







Album z kopert powstał tym samym sposobem, co dzienniczek z wakacji o którym pisałam TUTAJ
Znajdziecie tam również mały tutorial jak skleić koperty, żeby powstał album z kieszonkami.