Blogowe spotkanie

W niedzielę spotkałam się z Mirką z bloga Świadomość M. Wypiłyśmy kawę, zjadłyśmy razem obiad, pogadałyśmy sobie i podziwiałyśmy tańczące smoki, bo akurat spotkałyśmy się w dzielnicy Chinatown i trafiłyśmy na Chiński Nowy Rok.

Mirka jest trzecią osobą, którą najpierw poznałam poprzez bloga a później pogadałam z nią twarzą w twarz. Zabawne jest to, że kiedy mieszkałam w Polsce i prowadziłam bloga nigdy nie miałam okazji spotkać się osobiście z inną blogerką. Wystarczyło wyjechać do Londynu :) Świat jest jednak bardzo mały.

Niestety nie mam żadnych fotek z tego spotkania. Dwa poniżej są autorstwa Mirki, pozwoliłam sobie je opublikować.




A tutaj kilka fotek przepiśnika i notatnika, który powstał specjalnie dla miłośniczki czerwieni :)






Życzenia starszego brata

Byliśmy na USG połówkowym całą rodziną. Artur był bardzo podekscytowany, że zobaczy dzidziusia na monitorze. W gabinecie podczas "podglądu" siedział cicho i obserwował. Wychodzimy z gabinetu szczęśliwi, podziwiając jeszcze fotkę z USG, tylko Artur stanął lekko zniecierpliwiony pośrodku korytarza i pyta:
- No to gdzie ten dzidziuś?


Artur patrzy na mój brzuch, dotyka go i pyta:
- A tatuś tego dzidziusia będzie nas odwiedzał?

(żeby nie było - tatuś jest tylko jeden!)



I znów rozmawiamy o dzidziusiu, o tym jak zmieni się nasze życie, tłumaczę, że taki dzidziuś to na początku będzie tylko spał i płakał, bo nie będzie umiał nic mówić... i tutaj Artur przerwał moje wywody i rzekł:
- To ulodź takiego niepłacącego blata.

Yyyy, czy może któraś wie, jak urodzić niepłaczące dziecko? A dla mojego syna to jeszcze najlepiej jakby od razu grało w piłkę i mówiło.

No i ten tego, dochodzę do wniosku, że mój syn jednak nie jest jeszcze w ogóle przygotowany na przyjście rodzeństwa. Oj będzie się działo.

W wielkim skrócie

Pod koniec stycznia przyjechała do nas moja mama. Wybawiła Artura i Zuzię, nalepiła pierogów, poznała trochę angielskich przysmaków, przegadała ze mną kilka długich nocy i pojechała zostawiając dziwną pustkę. Na szczęście kilka godzin później przyjechali nowi goście, kuzynka mojego męża z córkami i łatwiej było mi znieść tą tęsknotę po wyjeździe mamy.

Poza tym, mieliśmy też w Londynie kilka godzin śniegu, ale niestety na ulepienie bałwana zwyczajnie zabrakło materiału. W tłusty czwartek, coby tradycji stało się zadość, upiekliśmy wspólnie z Arturem oponki serowe. Najedliśmy się też pączków, które udało mi się cudem zdobyć w Lidlu. Nie wiem, skąd Ci tutejsi ludzie wiedzą o tłustym czwartku i o mani ich kupowania akurat w tym dniu? Niestety brakuje mi smaku prawdziwego pączka z lukrem, z jasną otoczką, które przy nagryzieniu przyjemnie się sklejają. Mniam.

Artur nadal uwielbia chodzić do przedszkola i niechętnie z niego wychodzi. Dzisiaj zaczynamy tydzień ferii, a w powietrzu czuć już zapach zbliżającej się wiosny. Cieszy mnie to bardzo, bo prawie już nie dopinam swojej zimowej kurtki i to nie z powodu przejedzenia, jak to ostatnio stwierdził mój pierworodny. Tak, brzuszek rośnie i raduje oko, a ja czuję się teraz bardzo dobrze.

Poniżej kilka migawek.





 



Taką fajną układankę "wyhaczyłam" w Lidlu



Artur ostatnio pokochał nożyczki - a ja drżę o wszelki przybytek, kiedy Artur znajduje się w otoczeniu z takim wyposażeniem.


Nadal czytam po nocach dzięki mojemu Kindlowi. Tym razem jest to "Dziwny przypadek psa nocną porą".



Proszę Państwa, Jego Okrągłość Brzuch!


Talia kart z wyznaniem... czyli prezent na Walentynki

Przyznam szczerze, że Walentynki mogłyby dla mnie nie istnieć. Nie są dla mnie żadnym ważnym dniem do którego specjalnie się przygotowuję. Nigdy nie wychodzimy w tym dniu na miasto czy do kina bo zwyczajnie nie lubimy tłumów. Jest tyle innych dni w roku, które można w ten sposób spędzić. Zazwyczaj przygotowuję coś dobrego na kolację i siedzimy w domu przy winku.

W tym roku, oprócz dobrej strawy, postanowiłam zrobić mały prezencik dla męża. Bardzo możliwe, że to mój odmienny stan tak mnie uwrażliwił na ten dzień ;) Oczywiście zostałam natchniona przez odpowiednie strony internetowe i wykonałam książeczkę z talii kart, w której znajdują się 52 powody, dla których Go kocham.
Taki albumik mój mąż może mieć zawsze przy sobie i ewentualnie jakby chciał "pyknąć" jakąś partyjkę w karty z kolegami to proszsz. Jest tylko jedno ale, niektóre wyznania są nieco krępujące dla osób trzecich :)

Etap powstawania książeczki
 


A poniżej kilka niegorszących wyznań i prezencik w całości