Hity 2014 roku

Absolutnie nie będą to muzyczne czy filmowe hity. Postanowiłam pokazać wszystkie zabawki, ewentualnie gadżety, które bardzo wiernie towarzyszyły nam w mijającym roku. Są to rzeczy, które się sprawdziły i bardzo przypadły do gustu Arturowi.

  • Mata z jezdnią.  Na jednej stronie ma nadruk wycinka jakiegoś miasteczka, a na drugiej stronie jest tor wyścigowy. W większym stopniu eksploatowana jest ta strona z jezdnią. Mata towarzyszy Arturowi praktycznie przy każdej zabawie, biorąc pod uwagę budowle z klocków, tory czy po prostu pojazdy. Matę można złożyć jak dziecięce ubranko i spakować ją do torby. My zabraliśmy ją do Polski na wakacje. Jedynym minusem jest fakt, że mata bardzo się zmechaciła od jeżdżenia po niej różnymi pojazdami i od prania.





  • Klocki Lego Duplo. Nie muszę tutaj właściwie nic pisać. Te klocki bez wątpienia znalazłyby się i na Waszej liście hitów.



  • Ciastolina. Uwielbiamy ją oboje. Był czas, że Artur potrafił "wysiedzieć" przy niej ponad godzinę. Teraz już coraz krócej się nią zabawia, ale nadal z taką samą częstotliwością do niej wraca. I ani do coolindy, ani do masy solnej Artur nie pała tak wielką miłością jak do ciastoliny.





Shopping list, Orchard Toys. Bardzo często w nią gramy. Mamy też inną grę tej firmy, ale ta przysłowiowo bije ją na głowę. Gra polega na uzupełnieniu wózka zakupami, które znajdują się na liście. Karty z produktami są odwrócone obrazkiem do dołu dlatego bardzo przypomina mi to grę w memory. Jeśli ktoś odkrył nasz produkt, trzeba zapamiętać, gdzie leży. Im więcej graczy, tym gra jest ciekawsza. Muszę też pochwalić tą grę za jej jakość.






Gąsienica, Manhattan Toy. Gra polega na budowaniu gąsienicy z kolorów, które wyrzucimy kostką. Oczywiście ta gra też towarzyszyła nam podczas podróży na wakacje, bo jest naprawdę minimalnych rozmiarów.



Kierowcy, gra Trefl. Artur tą grę dostał całkiem niedawno, bo na Gwiazdkę, ale już widzę, że podbiła nie tylko jego serce. W wielkim skrócie mówiąc, gra polega na uzbieraniu 4 żetonów. Ale żeby je zdobyć trzeba wcielić się w jeden z sześciu pojazdów, pomyśleć, w którą stronę skierować swój pionek i wrócić do bazy, aby zmienić auto. Wbrew pozorom bardzo fajna i ciekawa gra. I znów plus za jakość.






Mini memorki Ocean, CzuCzu. Uwielbiamy oboje. Dla mnie zbyt łatwe, dla Artura z dnia na dzień też coraz łatwiejsze. Wiem, że trzeba będzie pomyśleć o memorach z większą ilością obrazków, ale w mijającym roku ta gra nas nie opuszczała.


Puzzle. W tym roku Artur pokochał puzzle, ku mojej uciesze. Mamy całkiem niezły zestaw puzzli, ale mimo to mój syn ciągle sięga po Thomasa.



Farby w sztyfcie PlayColor. Towarzyszyły nam w roku 2013 i w 2014 i na pewno będą nam towarzyszyć w nowym roku. Łatwo się spierają i zmywają. No i można malować nimi bez końca.



Pojemniki Sistema i Bento Lunch Box. Pojemniki, które rewelacyjnie sprawdzają się na piknikach, wycieczkach czy w przedszkolu i szkole. Nie przeciekają i nie otwierają się podczas podróży. Dla nas są niezawodne.






Resoraki. Oczywista oczywistość. Są codziennie w użytku. Panoszą się po całym domu. Znajduję je w najmniejszych zakamarkach, w swojej torebce, w pralce, w butach.


Nie wspomniałam nic o książkach, ale zestawienie ulubionych pozycji literackich robiłam już nie raz, więc postanowiłam je pominąć.




Poświątecznych kilka słów

Święta minęły szybciej niż własnoręczne zrobienie 200 pierogów. Przynajmniej tak mi się wydaje. Bo w kuchni spędziłam cztery dni (nie tylko na lepieniu), a świąt było raptem dwa dni plus wigilijny wieczór. Ależ przecież nie narzekam. Nadal uwielbiam te święta, razem z tym całym przygotowywaniem.

To już drugie święta za nami spędzone na emigracji. Zaczynam się powoli przyzwyczajać do tej kapusty w słoiku, którą zakupuję w supermarkecie na polskiej półce i do przysyłanych darów w paczce z Polski, w której znajduje się nierafinowany olej rzepakowy, miód ze wsi i opłatek.

Z jednej strony cieszę się, że spędzam święta tutaj. Po swojemu. Na spokojnie. W gronie najbliższej rodziny. W Polsce wiecznie byliśmy rozrywani. Chcieliśmy odwiedzić wszystkich i wszyscy chcieli żebyśmy do nich przyjechali, ale tym samym w ciągu jednego dnia odwiedzaliśmy dwa-trzy domy. Nawet Wigilie mieliśmy trzy. Nie lubiłam tych "objazdowych" Wigilii. W tej pogoni zawsze gubiłam ten urok i spokój świąt.
Z drugiej jednak strony tęsknię za rodziną, za maminymi pierogami i za tym polskim, świątecznym klimatem.

Zdaję sobie sprawę, że obecność mojej najbliższej rodziny i rodziny mojej siostry sprawiają, że święta są nadal świętami. Wesołymi, radosnymi i pysznymi. No i w końcu spokojnymi i magicznymi.