Planowanie posiłków na cały tydzień

Jestem osobą zorganizowaną. Nie boję się zaryzykować tego stwierdzenia. Bardzo często słyszałam i słyszę od innych słowa uznania, że na wszystko mam czas i potrafię wszystko ze sobą pogodzić. Wiem, że nie do końca mogę się z tym zgodzić, bo przecież jeszcze tyle wyzwań przede mną. Ale nie mogę sobie zarzucić braku organizacji i pamięci o ważnych sprawach. Na bieżąco ogarniam chałupę, mąż i dziecko nie chodzą głodni, codziennie jeżdżę do szkoły, uczę się pilnie i odrabiam lekcje. A wieczorami lub po nocach "dłubię" sobie w scrapkach. Jakoś to wszystko utrzymuję we względnym ładzie.

Dlatego postanowiłam, że podzielę się z Wami moim jednym sposobem dobrej organizacji. Będzie to rzecz o posiłkach i o tworzeniu tygodniowego menu.


  • Najważniejszym punktem jest stworzenie tabeli z dniami tygodnia. Można zrobić sobie wypaśną tabelkę na komputerze z pięknymi dodatkami, można odręcznie machnąć za pomocą linijki. Ja raz kiedyś popełniłam zwykłą tabelkę w wordzie i tylko drukuję ją według potrzeb.  
  • W każdy piątek lub sobotę rano biorę czystą tabelę, wpisuję daty i patrzę jak wygląda nasz następny tydzień, kiedy jeździmy do college i przedszkola, kiedy mamy jakąś wizytę lub odwiedziny gości.
  • Następnie robię przegląd lodówki, zamrażalnika i szafek i w tworzeniu menu staram się wykorzystać to, co mam.
  • Przeglądam moje książki kucharskie, zeszyt i internet (mam swoje ulubione strony, z których często korzystam) i myślę, na co ewentualnie mam ochotę (czasem pytam męża, co by zjadł w następnym tygodniu). Oczywiście biorę też pod uwagę możliwości jedzeniowe Artura.
  • Staram się ustalić menu tak, żeby jeden dzień był dniem bezmięsnym, jeden (lub dwa) rybnym, a reszta to raczej kurczak, czasem wołowina lub wieprzowina.
  • Kiedy wypada bardzo pracowity dzień planuję obiad na dwa dni lub wpisuję danie bezmięsne, które nie wymaga dużej obróbki czasu (jakiś makaron z warzywami lub zapiekanka z brązowym ryżem, risotto z cukinią lub po prostu makaron z pesto lub szpinakiem).
  • Jeśli mam jakiś "lżejszy" dzień w tygodniu robię danie które wymaga dłuższego posiedzenia w kuchni i zazwyczaj jest to jakaś nowość z kulinarnych stron internetowych.
  • Raz w tygodniu staram się też upiec jakieś muffiny, ciasto lub chleb bananowy nadające się też do zamrożenia. Dzięki temu połowę wypieku mrożę i odmrażam według potrzeb (na drugie śniadanie do szkoły lub na podwieczorek dla Artura)

  • Po wypełnieniu tabelki robię listę zakupów i w sobotę lub czasem też w niedzielę kupuję to co potrzebuję na cały tydzień, oprócz warzyw i owoców które według potrzeb dokupuję w tygodniu.
  • Muszę też przyznać, że często, kiedy w "Lidlowej" ofercie są produkty z różnych krajów i inspiracje Pascala i Okrasy, korzystam z tej okazji i gotuję według ich przepisów.
  • W niedzielę zazwyczaj nie planuję żadnych dań oprócz śniadania. Niedziela jest u nas zazwyczaj dniem spontanu lub wielkiego lenia.
  • Oczywiście zdarza się tak, że jakiś dzień się "przesunie" lub danie w danym dniu "wypadnie", jak to w życiu bywa, nic nie da się zaplanować na tip-top.

Na koniec zdradzę Wam jeszcze kilka trików, które często wykorzystuję w kuchni:
- drugie życie kurczaka - jest to zasada którą uwielbiam. Polega ona na tym, że jednego dnia jest pieczony kurczak lub udka, a następnego dnia wykorzystuję mięso, które zostało do risotta, sałatki lub do pasztetu bez pieczenia.
- mięso maceruję dzień wcześniej - czy to jakaś pierś w pesto,  czy pałki z kurczaka czy kurczak. Wieczorem szybko myję mięso, robię odpowiednią marynatę, wkładam do naczynia żaroodpornego, nakrywam folią i wstawiam do lodówki. Na następny dzień wystarczy tylko włożyć do piekarnika i zrobić jakąś do tego sałatę i kuskus.
- jeśli o kuskusie mowa to jest to bardzo wdzięczny dla mnie produkt. Szybki, prosty i smaczny. Często też dodatkiem do mięsa pieczonego są pieczone warzywa - obieram dzień wcześniej (jeśli wiem, że w danym dniu nie będę miała czasu) pasternak, marchew, ziemnaki i buraki, kroję na grube frytki i przechowuję w lodówce, w pojemniku do następnego dnia. Na drugi dzień wykładam na blaszkę i zapiekam w tym samym czasie co mięso. I podaję z sosem czosnkowym z jogurtu, który robi mój mąż w 2 minuty.

Szczerze mówiąc bardzo przyzwyczaiłam się do tego cotygodniowego menu i nie wyobrażam sobie  funkcjonować inaczej. Jeśli nie mam zaplanowanych posiłków czuję się kompletnie zagubiona. Polecam wypróbować ten patent, jeśli jeszcze nie prowadzicie tygodniowego menu. 






14 komentarzy:

  1. Fantastycznie, myślałam, ze rozpisywanie menu na cały tydzień to jakiś anachronizm. Robimy tak od wielu lat, ale niektórzy się z nas podśmiewają :)

    OdpowiedzUsuń
  2. świetny pomysł ! dużo można przyoszczędzić z takimi rozpiskami. Jak kiedyś uda się Nam samym zamiszkać , chętnie spróbowałabym ,czy sprodziłoby się u mnie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak zapomniałam o tym wspomnieć - oszczędzamy w ten sposób nie tylko czas ale i pieniądze :)

      Usuń
  3. Świetny pomysł dla pracującej/ wiecznie zabieganej mamy :). Zgapię na pewno!
    Lista już się piszę ;).

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja zazwyczaj tez planuje w weekend menu na caly kolejny tydzien , ale nie zapisuje tego nigdzie, nie robie tabelki po prostu pamietamm Robimy wieksze zakupy na caly tydz w sobote i wtedy wiem co bede gotowac w kolejnych dniach. Nie mam problemu z zapamietaniem potraw na kilka dni ;-) Ale taka tabelka to tez fajny pomysl!

    OdpowiedzUsuń
  5. To jest lunch i obiad? Te dwa wiersze poniżej śniadania? Ja planuję tylko obiady, reszta według ochoty :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, można tak powiedzieć - czasem jest to obiad i kolacja. Kiedyś planowałam tylko obiady, ale teraz przed szkołą nie mam czasu na wsłuchiwanie się w moje zachcianki.

      Usuń
  6. Musze Ci powiedzieć, że bardzo mi zaimponowałaś. My teraz mieszkamy z moimi rodzicami i mam ten komfort, że w tygodniu gotuje moja mama, a ja tylko w weekendy ale kiedy mieszkaliśmy sami też planowałam menu z wyprzedzeniem. Może nie tak dokładnie jak Ty ale ze względów logistycznych (Hania była mała i nie zawsze mogłam wyskoczyć po zakupy, a mój mąż pracował długo) i finansowych uważam to za bardzo dobre rozwiązanie. Często też gotowałam jednego dnia jakąś bazę w ilości podwójnej żeby drugiego zmienić dodatki i powstawało inne danie. Miałam tez swoje sprawdzone zasady, że np. ziemniaków na kluski czy kopytka nie gotowałam specjalnie tylko dzień wcześniej gotowałam podwójna porcję, gotowane mięso którego nie jedliśmy, a zostało np. z rosołu mroziłam i robiłam farsze do pierogów czy krokietów. Ogólnie jestem fanką mrożenia różnych rzeczy na krótki czas. Bardzo lubię korzystać z podobnych porad i pomysłów jak Twoje bo cenie sobie mój czas i pieniądze. Poza tym planując posiłki z wyprzedzeniem łatwiej zadbać o to żeby dieta była urozmaicona i wartościowa, co zwłaszcza przy dzieciach jest bardzo ważne. Fajny wpis.

    OdpowiedzUsuń
  7. Wow ;-) Podziwiam Cię za organizację i wytrwałość, za to że Ci się chce ;-)
    U mnie zwykle spontan całkowity (a efekty bardzo różne;-))

    OdpowiedzUsuń
  8. Też tak planuję, chociaż wszystko z reguły mam ... zaplanowane w głowie!! Na piśmie jakoś lepiej mi to wygląda, bo zdarza się, że zapomnę kupić jakiś składnik.
    Z dużym wyprzedzeniem kupuję produkty "suche" typu kasze, ryż, makarony, jak i "ciężkie" - mąki. I lubię to swoje planowanie :) choć zdarza mi się też "dzień niechcieja" i wtedy gotuje Mąż :D

    OdpowiedzUsuń
  9. Zanspirowalas mnie! Serio! :)

    OdpowiedzUsuń
  10. ooo jak pięknie!!!! ja to mam z głowy, bo mój mąż je trzy razy dziennie kurczaka z ryżem/kaszą lub makaronem :]

    OdpowiedzUsuń
  11. :) jak widać, jeśli tylko się chce, można zorganizować sobie różne obszary, co kto lubi :) ja do kuchni nie zaglądam, ale w podobny sposób tylko z tabelką z excela organizuję sobie naukę :))

    OdpowiedzUsuń
  12. ja tez czesto planuje, musze tabelke zrobic bedzie latwiej :)

    OdpowiedzUsuń