Książki dla małych miłośników motoryzacji

 Dzisiaj w ramach projektu Przygody z książką pokażę Wam kilka książek z pojazdami w roli głównej. Jako że Artur wybitnie uwielbia wszelkie środki transportu nie mogło ich zabraknąć w naszej biblioteczce.

Na pierwszy rzut idzie książka wyjątkowa, najnowsza, ale pokochana już od pierwszego razu, przez nas oboje Snów kolorowych, placu budowy Sherri Duskey Rinker, Tom Lichtenheld. Uwielbiamy ją za piękne ilustracje, krótkie i wyciszające teksty i bardzo mądre przesłanie.
Tylko tutaj możemy zobaczyć jak wielkie budowlane maszyny jedna po drugiej zasypiają niczym dzieci, z kołderką, pluszowym misiem czy kołysanką. Po każdym pracowitym dniu, wszyscy bez wyjątku, nawet wszelkie pojazdy zostawiają swoją pracę i obowiązki i idą spać, żeby nabrać sił na kolejny dzień. Dzięki tej książce Arturowe słownictwo i wiedza poszerzyła się także o temat maszyn pracujących na budowie.






Uwielbiam Basię i jej brata. Te książki mogę kupować w ciemno. Książka Basia, Franek i samochody wydawnictwa Egmont jest z nami od dawna. To dzięki niej Artur nauczył się odgłosów wozu strażackiego, karetki i wyścigówki. Gorąco polecam.






Kolejna ciekawa pozycja w naszej biblioteczce to książeczka z puzzlami Pojazdy, wydawnictwa Zielona Sowa. Na każdej stronie są kolorowe ilustracje przedstawiające różne środki transportu, krótki tekst i układanka. Nasza książka jest już dość mocno nadwyrężona, ale to z powodu jej wszechstronności.




Tą serię na pewno każdy już zna, ale warto o niej wspomnieć. Książeczki z serii Mały Chłopiec wydawnictwa Olesiejuk są z nami prawie od urodzenia Artura i nadal są w codziennym użytku. Pisałam już kiedyś, że nie pałam jakąś szczególną miłością do tych książeczek, ale kiedy widzę jak często syn po nie sięga to nie mam serca ich nie czytać czy kupować. Dzieciom naprawdę te książeczki bardzo się podobają.




Kolejna seria z pojazdami w roli głównej, tym razem wydawnictwa Martel. Te książeczki bardziej przypadły mi do gustu, ale w sumie nie chodzi tutaj o mnie. Bardzo fajne kartonowe książeczki z przyjemnymi ilustracjami opowiadające o funkcjach i obowiązkach każdego z pojazdów.





Na deser zostawiłam Auta wydawnictwa Babaryba. Książka nie posiada tekstu, ale posiada piękne szczegółowe ilustracje, dzięki którym można snuć opowieści bez końca. W poznaniu małych bohaterów książki pomoże nam krótki opis na tylnej okładce. Poza tym, na każdej stronie jest tłoczno, gwarno i bardzo ciekawie.









Wpis powstał w ramach projektu Przygody z książką




Mumia na Halloween

W tym roku również planujemy wesoło spędzić Halloweenowy wieczór. Postanowiłam zrobić dwa rodzaje słodko-strasznych podarunków dla dzieci, ale niestety moje zdrowie ostatnio podupadło, więc na chwilę obecną udało mi się tylko wykonać z Arturem mumie.

Do ich wykonania potrzebne są:
- rolki po papierze toaletowym
- bandaż lub gaza
- biała farba, pędzelek (no chyba, że posiadacie białe rolki)
- naklejane oczy
- klej, polecam Magic
- kołka do podklejenia rolek
- słodycze

Wykonanie mumii jest banalnie proste. Artur z uwielbieniem oddał się malowaniu rolek na biało. Następnie podklejamy dół mumii, coby słodycze nam nie wyleciały. Obklejamy białą rolkę bandażem, naklejamy oczy, wkładamy maksymalnie możliwą ilość słodyczy i viola. Mumia gotowa!





Autobusem przez Londyn

Droga z domu do szkoły i przedszkola zajmuje mi rano około 40 minut, po południu 30 minut. Zawsze korzystamy z pierwszego piętra autobusu, gdzie Artur może podziwiać całą okolicę i pojazdy i dzięki temu nie pyta co pięć minut, kiedy wysiadamy.
Ja też postanowiłam skorzystać z tych widokowych podróży i popstrykałam kilka fotek telefonem.  Tak wygląda Londyn, po którym przemieszczam się dwa razy dziennie. Tak, to jeszcze Londyn.












































Rozmówki polsko-angielskie

Artur chodzi po domu i podśpiewuje:
- ap en dałn... ap en dałn
Tata przerywa małemu artyście i pyta:
- A wiesz co to znaczy up en dałn?
Artur nadal w rytm jakiejś melodii odśpiewuje odpowiedź:
- Aj dont noł, aj dont noł.

Artur siedzi na przedszkolnej ławeczce podczas gdy ja zmieniam mu buty. Jego mała koleżanka podchodzi do niego i mówi:
 - Artu kam.
Artur z niecierpliwością w głosie odpowiada:
- Jus idę, jus idę, tylko zmieniam buty.

Artur wraca z przedszkola, wbiega do pokoju, chwyta słonika w rękę i podskakując, jakby odkrył conajmnej Amerykę woła:
- To elefan, elefan!

A ja niedługo rzucę mój college bo i po co mi znajomość języka angielskiego, skoro rośnie mi mały tłumacz?





Książki kucharskie dla dzieci

Wspólne gotowanie z dzieckiem sprawia, że chętniej ono zjada przygotowane posiłki, poznaje nowe smaki, zapachy i struktury, a co za tym idzie rozwija zmysły, uczy się też nazw owoców, warzyw i innych wszelkich produktów. Wiem, że czasem brakuje pomysłu na smaczną i dziecinnie prostą potrawę. Dlatego chciałam dzisiaj zwrócić Waszą uwagę na książki kucharskie dla dzieci, z których zawsze czerpię inspirację.

Niestety nie mam żadnej polskiej wersji, ale jestem pewna, że znajdziecie coś fajnego na polskich półkach. Ja też mam w planach, przy następnej wizycie w Polsce, rozejrzeć się za jakąś fajną pozycją kucharską. Tymczasem, pokażę Wam dwie książki jakie posiadamy i często z nich korzystamy.

"Cookbook for Boys" Abigail Wheatley to książka, która podzielona jest na trzy części, gdzie znajdują się przepisy na przekąski, dania główne i desery. Przepisy są proste i nie wymagają dużego nakładu czasu. Czynności jakie należy wykonać opisane są krok po korku i ładnie zilustrowane. Wszystko z myślą o dzieciach, które uczestniczą w przyrządzaniu potraw.





Z tej książki też po raz pierwszy dowiedziałam się, że do Chilli con carne warto dodać kakao lub gorzką czekoladę. Oczywiście przetestowałam już ten patent - kakao nadaje naprawdę fajnego charakteru tej potrawie.




Bardzo podoba mi się też mała ściąga znajdująca się na górze każdej strony z przepisem. Dzięki temu dziecko, które jeszcze nie umie czytać może poznać główne składniki potrawy i przygotować je samemu wyjmując na przykład z lodówki czy szafki.
Kiedy Artur podrośnie zrobimy też naszą małą książkę kucharską z ulubionymi potrawami, która będzie opierała się właśnie na takich rysunkach. Na chwilę obecną Artur nie przepada ani za kolorowaniem ani za rysowaniem. Ale chętnie odgaduje, co przedstawiają małe rysuneczki i mówi gdzie dany składnik trzymamy w naszej kuchni.



Drugą książkę już raz pokazywałam na moim blogu, kiedy robiłam ciasteczka bakaliowe TUTAJ. 
Jest to książka "The ultimate Children's Cookbook" i jest o wiele "grubsza" i bogatsza w przepisy niż poprzednia. Podzielona jest na siedem rozdziałów, które zawierają przepisy na śniadania, przekąski, główne dania, desery, wypieki, napoje i potrawy na przyjęcia. Uwielbiam w tej książce to, że posiada mnóstwo łatwych i smacznych przepisów, których wykonanie zobrazowane jest krok po korku na zdjęciach.

 






 To właśnie przepis na te ciasteczka znajdziecie we wcześniejszym moim wpisie -  tutaj




Na końcu lub początku obu książek zawarte są też wskazówki jak przygotować dane produkty, różne triki kulinarne oraz jak wygląda cały kuchenny sprzęt. Bardzo fajna podpowiedź dla totalnie początkujących kucharzy, a w tym i dzieci.
  


A teraz, żeby ślinka Wam jeszcze bardziej pociekła po brodzie, pokażę Wam trzy przepisy z owych książek.

Fish Pie

Składniki:
  • 100 g kremowego serka, typu mascarpone lub philadelphia. Według mnie ricotta też się nadaje
  • 150 g ryby bez ości i skóry
  • 100 g krewetek (ja zamiast krewetek użyłam wędzonego łososia)
  • 3 cebulki dymki lub biała część pora
  • opcjonalnie sól (wędzony łosoś jest dość słony wiec ja ją pominęłam)
Puree ziemniaczane:
  • 350 g ziemniaków
  • 10 g masła
  • 2 łyżki mleka
  • od siebie dodałam jeszcze 2 łyżki startego sera żółtego cheddar
  • opcjonalnie sól
Ziemniaki obrać i ugotować. Odcedzić, dodać masło, mleko i rozbić tłuczkiem lub mikserem. Dodać ser żółty. Wymieszać.

Do miski włożyć pokrojoną na małe kawałki rybę, łososia lub krewetki, cebulkę oraz ser i ewentualnie sól i pieprz. Dokładnie wymieszać i wykładać do naczynia żaroodpornego. Rybny farsz przykryć puree ziemniaczanym. Zapiekać 35 - 40  minut w 180 st.




Jambalaya

Składniki:
  • 2 łyżki oliwy
  • 3 pojedyncze piersi z kurczaka
  • 1 duża posiekana cebula
  • 200 g wędzonej szynki
  • 2 duże zmiażdżone ząbki czosnku
  • 1 czerwona papryka, pokrojona w kostkę
  • 1 łyżeczka suszonej papryki
  • 1 pokrojona papryczka chilli (opcjonalnie)
  • 1 łyżeczka suszonego tymianku
  • 700 ml ciepłego wywaru warzywnego lub z kurczaka
  • 3 łyżki pokrojonych pomidorów z puszki - ja dodałam jeden normalny pomidor
  • 250 g brązowego ryżu
  • 50 g zielonego groszku (pominęłam)
  • sól i pieprz do smaku
1. Ryż wypłukać pod bieżącą wodą na sitku.
2. Pokroić kurczaka i szynkę.
3.W garnku rozgrzać oliwę, zeszklić cebulkę i następnie dodać kurczaka. Trzymać na ogniu około 8 minut.
4. Dodać szynkę, czosnek, czerwoną paprykę i chilli. Gotować 2 minuty. Następnie dodać suszoną paprykę, tymianek, ryż, bulion i pomidory.
5. Gotować na małym ogniu, od czasu do czasu mieszając, pod przykryciem, około 35 minut. Ryż powinien być miękki a bulion całkowicie się wchłonąć



Pesto z makaronem i brokułami

Właściwie ten przepis sobie daruję, bo chyba każdy wie, jak zrobić bazyliowe pesto. Polecam tylko pomysł z książki, żeby pod koniec gotowania makaronu dodać różyczki brokułu, coby razem z makaronem "doszły". I dodać je najnormalniej w świecie do dania.




Życzę Wam udanej zabawy w kuchni. Smacznego!

Wpis powstał w ramach projektu Przygody z książką

http://dzikajablon.wordpress.com/2014/09/09/przygody-z-ksiazka-nowy-projekt-blogowy/