Polak Polakowi wilkiem

Urząd Miasta. W dość długiej kolejce po odbiór dowodów osobistych stoi małżeństwo z małym dzieckiem. Zniecierpliwione niemowlę zaczyna płakać. Pani pracująca w owym miejscu bardzo stanowczo i niemiło informuje rodziców:
- Proszę wyjść z tym dzieckiem bo my tu nic nie słyszymy.

Autokar zmierzający w kierunku nadmorskiej miejscowości. Wsiadam z synkiem z dwoma biletami w ręku - każdy, bez względu na wiek, kosztuje tak samo. Tym samym należą nam się miejsca siedzące. I oczywiście są, ale już tylko pojedyncze, bo każdy się porozsiadał ze swoimi plecakami. Chodzę jak głupia z małym dzieckiem na ręku i proszę, czy może ktoś mógłby mi ustąpić bo ja muszę usiąść z synkiem. Moja prośba wszystkich przerosła. Niektórzy udawali, że śpią, rozłożeni na dwóch siedzeniach. Inni patrzyli na mnie z politowaniem. Poszłam bezczelnie naskarżyć na wszystkich do kierowcy autokaru. I dopiero wtedy, po zdecydowanym tonie kierowcy i drobnej roszadzie pasażerów, mogłam usiąść obok swojego małego dziecka. Alleluja!

Ryneczek. Stoisko z butami. Pan grzecznie pyta sprzedawczynię (zapewne też właścicielkę tego stoiska):
- Czy te buty są ze skóry?
- A czy buty ze skóry mogą kosztować 70 zł?- wrogo odkrzyknęła pani. Jeśli chciała wystraszyć potencjalnego klienta to jej się udało.

Ośrodek wypoczynkowy nad morzem. Po szybkiej przepierce kilku Arturowych koszulek powiesiłam je na sznurkach i przypięłam swoimi spinaczami do bielizny. Wieczorem idę zebrać ubranka i co widzę? Spinacze są, owszem, ale zapięte są na praniu innego urlopowicza. A ubranka Artura wiszą sobie samotnie na sznurku lub leżą na ziemi. Bez komentarza.

Supermarket, ulica, park, autobus. Artur ma okres buntu. Często zdarza mu się płakać i sprawdzać granice na ile może przeciwstawić się rzeczywistości czy naszym poleceniom. Normalne dla każdego dziecka w tym wieku. Trzymam wtedy Artura na rękach, a on wtulony lub nie, cały czas głośno płacze. A co robią ludzie którzy akurat znajdują się w otoczeniu? Linczują mnie wzrokiem. Cmoktają, krzywią się, wgapiają się we mnie. Oceniają mnie jako wyrodną matkę lub Artura jako rozbrykane dziecko. W każdej takiej sytuacji czułam się strasznie poniżona. W Anglii nie czuję nigdy takiego złowrogiego wzroku na sobie kiedy Artur płacze.

Dworzec kolejowy w Gdańsku. Kupujemy bilety. W pospiechu wsiadamy do pociągu z małym dzieckiem, wózkiem i wielką podróżną torbą. Szczęśliwi, że zdążyliśmy, zajmujemy miejsca. Przychodzi konduktor i sprawdza nasze bilety. Przybiera od razu bardzo niemiły wyraz twarzy. Niegrzecznie informuje nas, że powinniśmy te bilety skasować na peronie przed wejściem do pociągu. Czuję, że mierzy nas tą samą miarą co gapowiczów i oszustów. Jest mi źle. Skąd mogłam wiedzieć? Jestem turystką i nie zauważyłam nigdzie żadnej informacji na temat kasowania biletów. Nie widziałam też żadnych kasowników na peronie. Poza tym, w moim rodzinnym mieście to konduktor w pociągu kasuje bilety. A nawet jeśli to była moja wina, bo nie dopatrzyłam kasowników, czy zasługuję na takie traktowanie?

Podczas trzytygodniowego pobytu w Polsce doświadczyłam więcej nieżyczliwości ze strony ludzi niż podczas jedenastomiesięcznego życia na obczyźnie. Jak widać bilans wychodzi marnie. Nie wiedziałam, że to powiem, ale już po tygodniu pobytu w Polsce zatęskniłam za Londynem.

20 komentarzy:

  1. Wow, faktycznie nie Polacy się nie zaprezentowali z dobrej strony :) Ja chyba nie zwracam na to wszystko uwagi może przywykłam do życia tu i doszłam do tego że z wielkim uśmiechem i jeszcze większą stanowczością można wiele zdziałać ja w autobusie bym nie szła do kierowcy tylko z uporem maniaka drążyła sprawę sama :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kiedyś też tego nie zauważałam... aż pewnego dnia zamieszkałam w Londynie i zdziwiłam się ile dobra i uśmiechów dostaję od innych ludzi. Na początku było to dla mnie dziwne, ale bardzo szybko to pokochałam.

      Usuń
  2. Smutne :(
    Ale swoją drogą... hmm... miałaś jakiegoś koszmarnego pecha do ludzi :/

    OdpowiedzUsuń
  3. A ja z przykrością dodam, że też obserwuję narastającą frustrację i niechęć ludzi względem siebie a wiesz z czego to wynika? Nie ma pracy, a jak jest to kiepska, ludzie są obładowani obowiązkami, problemami, gonitwą i już nie za lepszym jutrem a za przetrwaniem w naszym kraju. 10 lat temu kiedy po raz pierwszy poszłam do pracy moja wypłata wynosiła 1380 zł netto za 7 godzin pracy, do tego premia! Miałam 20 lat, zaczęłam studia i cieszyłam się ogromnie, bo wiedziałam że teraz może to tak niewiele ale za kilka lat kiedy zdobędę upragnione wykształcenie, nabędę doświadczenia i rozeznania zarobię przecież więcej :) O NAIWNOŚCI MŁODEJ OSÓBKI!!!
    Minęło 10 lat, dobiłam pięknej 30-stki, mam rodzinę, mam wykształcenie, nawet kota mam :D taki burżuj jestem i chcę wrócić do pracy po macierzyńskim i wiesz co, stawiki jakie proponują to 1380 zł na umowie śmieciowej z perspektywą żadnej premii i jeszcze cwanym uśmiechem ciesz się dziewczyno! My płacimy przynajmniej najniższa na normalnym etacie!
    Znajomy stracił prace, szukał więc jej ponad 8 miesięcy w Polsce bo tu rodzina, żona, mały synuś i stawki jakie mu proponowali to 8 zł !!!!!!!!!! 8 zł !!!!! Przecież za to się nie da wyżyć przy cenach jakie trzeba ponosić za utrzymanie!!!!
    W końcu wyjechał i mieszka na chwile obecną na obczyźnie bo nasz kraj nie jest krajem dla młodych, nie jest też krajem dla starych ludzi, staje się za to krajem frustratów.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, doskonale zdaję sobie sprawę z czego to wynika. Tak jak piszesz, niskie zarobki, walka o przetrwanie... a o urlopie można tylko pomarzyć. I frustracja rodzi frustrację. Bo kiedy spotyka się sympatycznych i pomocnych ludzi to aż chce się człowiek odwdzięczyć i podać to dobro dalej.

      Usuń
  4. Skąd ja to wszystko znam. Mogłabym napisać cd. do Twojego postu...

    OdpowiedzUsuń
  5. tylko ręce załamywać. Albo mamy pecha do ludzi i takich spotykamy, albo (nie wiem co gorsze) rzeczywiście to kraj frustratów. Druga teoria jest bardzo możliwa, sama mam jeden stres za drugim, frustracja tylko narasta, a wakacje przestają być dobrym odpoczynkiem tylko kolejnym stresem. Gdybym nie była jedynaczką i rodzice by mnie tak bardzo nie potrzebowali też bym rzuciła to i wyjechała. Pamiętam jak jest w Anglii, zwykłam na studiach pracować w wakacje tam i powiem szczerze, że tam różowo też nie jest, ale - no właśnie, tam nawet biedakowi pomogą, nawet "biedak"ma lepszy standard życia niż taki polski "średniak". Nie miałam macierzyńskiego, pracowałam jak głupia z niemowlakiem na jednym ręku, a drugą ręką obsługiwałam komputer. Wszystko po to aby mnie nie zwolnili, abym była potrzebna, i co? i tak mnie kopnęli, bo przyszła "znajoma" i byłam pierwsza na wylocie, bo mi umowa się kończyła. Serio, nigdy więcej dla żadnego pracodawcy tak się już nie poświęcę. Teraz bezrobocie. Pięćset złotych i to tylko przez pierwsze 3 miesiące, potem stówa mniej. Ręce załamałam i wciąż mi się płakać chce jak o tym myślę.
    I jeśli jest więcej takich ludzi jak ja, to się nie dziwię, że wszyscy są frustratami. ALE - nie tłumaczyłabym nikogo z tego autobusu - tu nie ma wytłumaczenia, to po prostu okrutne zachowanie było. Podobnie jak Pani w urzędzie.

    OdpowiedzUsuń
  6. O jakże doskonale Cię rozumiem! Ja się już nauczyłam, będąc tutaj, walczyć o swoje w Polsce. Jak jestem
    u rodziców, to w sklepie stoję w kasie i pakuję zakupy tak długo jak potrzebuję i mam gdzieś, ze kasjerka mnie popędza na przykład. I o cudze też walczę. Kiedyś, Wojtek miał jakieś pół roku, jechałam w Polsce autobusem miejskim. W autobusie na miejscu na wózki stoi mój wózek i około 50letnia kobieta. Wchodzi młoda - sporo młodsza ode mnie - dziewczyna z niemowlakiem w wózku i dwulatkiem "luzem" i grzecznie prosi kobietę, żeby ustąpiła jej miejsca. Babsztyl odburknął coś i stoi dalej. Jak się wydarłam, to mnie cały autobus słyszał... Nauczyłam się od murzyńskich mam :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :D A ja się będę uczyć od Ciebie, O!

      Usuń
  7. O masz...ale trafilas;(

    OdpowiedzUsuń
  8. Wiem, ze wiele osob bedzie moze sie oburzac tym, jak to widzisz, ale niestety wlasnie tak jest, ze czasem pewne rzeczy lepiej widac z dystansu. Po ostatnich "wakacjach" w Polsce (a bylo to dwa lata temu) nie mialam ochoty wracac tam wcale, nawet w odwiedziny. I miedzy innymi z powodu spraw, o ktorych pisalas. Zatesknilam dopiero w tym roku i znowu mam ochote na odwiedziny starych katow, ale to juz chyba dopiero w przyszlym roku :)
    Mozemy sobie zaprzeczac ile chcemy, ale prawda jest taka, ze bardzo czesto wstydze sie za naszych rodakow. Wstydze sie, gdy jestem w Polsce, wstydze sie gdy widze nie raz "naszych" tutaj. Zamiast zaprzeczac, wole sie zmieniac. Czesciej sie usmiecham, jestem zyczliwsza, bardziej otwarta. Jeszcze duzo mi brakuje do chatty chatty Angielki, ale na pewno moj "kompleks Polki" jest mniejszy. nie wstydze sie mowic, ze jestem z Polski (choc moj maz zartowal, ze lepiej mowic, ze pochodze z Czech ;)), ale staram sie pokazywac, ze "co zlego to nie my" :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Bardzo to smutne;( I podobnie jak Ty doświadczam takich przykrości, mam tylko nadzieję, że wobec innych ja tak nie postępuję, nie krzywdzę, nie oceniam... będąc Polką.

    OdpowiedzUsuń
  10. Przykre, ale prawdziwe. Nagminnie niestety mam sytuację z płaczem Małej i za każdym razem jestem mierzona wzrokiem, komentowana itd. Ba! Teraz gdy mam już brzuszek i widać ciążę, usłyszałam, że kolejny bachor w drodze, a z jednym sobie nie radzi. Bez komentarza. Bardzo też nie lubię sklepów i kas pierwszeństwa, bo co z tego, że są skoro nikt tego nie respektuje? Przyszłam w Tesco do takiej, patrzę - 3 panów stoi, więc myślę sobie, że zaraz mnie przepuszczą, bo w ciąży i z małym dzieckiem. Zapomnij! Udawali, że mnie nie widzą a sufit nagle mega interesujący się stał. Podeszłam bezczelnie do kasy i pytam pani, czy mam stać za tymi panami, czy mnie obsłuży bez kolejki, powiedziała, że przed nimi. Gdy wykładałam towar na ladę, słyszałam komentarze tych gości, że też sobie brzuch zrobią i domagać się przywilejów będą. Obudziła się moja złośliwość i normalnie trzy razy bym już spakowała zakupy, a tu ledwo co się ruszałam, jeszcze specjalnie pin źle wbiłam i udawałam, że zapomniałam. Wiem, było to wredne, ale gdy usłyszałam, że powinno się sterylizować kobiety (!) miałam ochotę gości wymordować. Znieczulica, chamstwo i tyle.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Normalnie brak mi słów. Polska to chyba nie jest kraj dla matek z dziećmi. Niestety :/

      Usuń
  11. Polacy są okropni!!! naprawdę! typowy Polak- a sama się do takiego "typowca" zaliczałam- jest wredny, nieuprzejmy itd. Mam porównanie- mieszkam w Irlandii i tu sa ludzie zupełnie inni. ZUPEŁNIE! pewnie, ze sa wyjątki, ale tu człowiek jest uśmiechnięty, w urzędach ludzie są po to by pomóc, a Państwo nie traktuje Cię jak potencjalnego złodzieja.. i nawet jezeli "hi, how are you" jest udawane bo w nosie mają Twoje samopoczucie, to wolę takie udawanie niż szczere chamstwo.

    OdpowiedzUsuń
  12. Muszę przyznać ci rację, niestety. Choć podczas tegorocznych wakacji w Borach Tucholskich spotkałam się z czystą ludzką dobrocią. Ludzie byli mili i uśmiechnięci, i krępowało ich bardzo, gdy mówiłam, ze dziękuję za to, czy tamto, za to, że są tacy dobrzy... dla nich to było oczywiste. Pierwszy raz w życiu byłam otoczona tyloma życzliwymi osobami. Na długo to zapamiętam.

    OdpowiedzUsuń
  13. Smutne ale prawdziwe :( coż na obczyznie równiez się wstydze niejednokrotnie za rodaków :/

    OdpowiedzUsuń
  14. Jak ja bym chciała stąd uciec.....Ja nie wiem czemu, ale mam strasznego pecha do ludzi i też trafiam na samych wrednych i niemiłych osobników! Najgorsze gdy mam dobry humor, staram się być miła i cierpliwa a tu taki pojawi się na horyzoncie co z góry założył sobie, że komuś spieprzy dzień! Ostatnio do frustracji doprowadza mnie przebywanie wśród ludzi, a najgorsze jest to, że boję się, że sama taka niedługo się stanę bo ile można być miłym kiedy wkoło takie paskudy łażą :(

    OdpowiedzUsuń
  15. Temat rzeka. Nie wiem ile jeszcze pokoleń musi wymrzeć, żeby odczuć zmianę w relacjach międzyludzkich.

    OdpowiedzUsuń