Jaki będzie ten wrzesień?

Ze strachem patrzę w kartki kalendarza i odliczam ostatnie dni sierpnia. Chciałabym pobyć jak najdłużej tu i teraz i nie myśleć, o tym, co czeka mnie we wrześniu. Tak, bo tradycyjnie już, od kilku lat, wrzesień u mnie jest szalonym miesiącem, który niesie ze sobą jakieś zmiany. A wraz z nimi niepokój, obawy, podekscytowanie, nieprzespane noce, radość i inne mieszane uczucia.

W tym wrześniu akurat mam trzy daty, które wzbudzają we mnie duże emocje.

1 września - trzecie urodziny Artura. To zdecydowanie będzie radosny dzień, pełen refleksji, uśmiechów i przytulańców. W tym roku po raz pierwszy postanowiłam zrobić tematyczne przyjęcie urodzinowe. Będą auta i wozy strażackie. W każdej wolnej chwili wycinam proporczyki, ozdabiam buteleczki i robię pompony. Uwielbiam takie zajęcia. W tym roku jest inaczej, bo Artur bardzo świadomie oczekuje Tego dnia. Ja też nie mogę się już doczekać.

2 września mam spotkanie rekrutacyjne w Collegu w sprawie kursu języka angielskiego. I o ile bardzo cieszę się, że w ogóle dostałam się do tej szkoły i nie będę musiała się już tułać po różnych ESOL'ach, o tyle czuję wielki stres na myśl o tym, czy ja  sobie tam poradzę? Jak to w ogóle będzie? I czy na pewno jest miejsce w żłobku dla Artura? Bo ogólnie składałam podanie o miejsce na kursy dzienne, 15 godzin w tygodniu ze żłobkiem dla synka, ale jak oni to rozważyli to nie mam pojęcia. Zaprosili mnie po prostu na wypełnienie papierów, test oceniający poziom mojego angielskiego, rozmowę z nauczycielem i inne papierkowe sprawy. Ale nie napisali dokładnie, jak takie kursy są zorganizowane. Zapewne dowiem się wszystkiego na miejscu (jeśli w ogóle coś zrozumiem ;)
Boję się niesamowicie.

I po tym stresującym dniu, który mam nadzieję skończy się dla mnie szczęśliwie, nastąpi poszukiwanie mieszkania. Bo 24 września kończy nam się umowa wynajmu naszego studia, w którym na razie się gnieździmy i jakoś dajemy radę, ale chcielibyśmy poszukać trochę większej o jeden pokój przestrzeni. Wstępnie już zaczęliśmy się rozglądać, ale za tydzień wzmożemy nasze poszukiwania o 200%. Mam nadzieję, że z pozytywnym skutkiem.
A jeśli już znajdziemy jakieś nowe gniazdko przyjdzie intensywny czas przeprowadzki, meblowania i zagnieżdżania się. Czy ja już mówiłam, że nie cierpię przeprowadzek? Tak, mówiłam, rok temu. I za jakieś dwa-trzy lata znów o tym napiszę. Bo przyszedł mi do łba taki pomysł, żeby jeszcze z parę razy się przemieścić z całym dobytkiem.

Wrześniu przybywaj! Oprócz tego, że już nie śpię po nocach i obgryzam paznokcie to w ogóle się ciebie nie boję. Nie boję się ciebie!




20 komentarzy:

  1. powodzenia! u nas wrzesień też jest urodzinowy: syn i mąż będą świętować :) pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aj my mamy jeszcze 7 rocznicę ślubu, ale jakoś ta przeprowadzka przyćmiła tą datę :) Pozdrawiam.

      Usuń
  2. Oj, przeprowadzka... I dla mnie ten temat jest całkiem świeży, choć, na szczęście, mam go już za sobą (tjaaa, do następnego razu ;)). Same przenosiny, pakowanie, przewożenie, czy rozpakowywanie dobytku, fakt, do najmilszych nie należą, ale już urządzanie i dopieszczanie nowego gniazdka to dość przyjemne czynności :). Przynajmniej dla mnie. Też tak masz?

    Z kursem na pewno dasz sobie radę! Mam nadzieję, że wszystko będzie po Twojej myśli! (Btw. za każdym razem jak czytam u Ciebie wzmianki o różnych kursach języka angielskiego, zdaję sobie sprawę, że i ja powinnam nad nim trochę posiedzieć, bo... wydaję mi się, że nic a nic nie pamiętam :/).

    Pozdrowienia dla Ciebie i Arturka.

    P.S. Książeczki wyglądają na rewelacyjne. Będę musiała się za takimi rozejrzeć!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Taak urządzanie i dopieszczanie to też moje najlepsze czynności w całej tej przeprowadzce :)

      Usuń
  3. Powodzenia, dasz rade :-)

    OdpowiedzUsuń
  4. O, widzę, ze książeczki od nas w stałym użyciu :) A jakbyście jednak chcieli zmienić council, to mieszkanie obok nas nadal jest wolne :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak książeczki wyjmuję zgodnie ze zbliżającym się wydarzeniem. Podróż samolotem już zaliczyliśmy :)
      A jeśli chodzi o mieszkanie to zależy nam bardzo, żeby był w "naszym" council'u... no i ode mnie mam bliżej do mojej potencjalnej szkoły :)

      Usuń
  5. Trzymam kciuki, żeby imprezka się udała, żebyś dała radę z kursem, no i żebyście znaleźli idealne mieszkanko dla Was :)

    OdpowiedzUsuń
  6. W tym roku i u nas wrzesień będzie baaardzo emocjonujący. Poród, przedszkole, wizyta moich rodziców....Tyle, że przeprowadzkę mam za sobą;) Nie zazdroszczę... Ale trzymam kciuki:) I za kurs, którego gratuluję i za nowe gniazdko:) Moooocno trzymam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj będzie się działo... poród przebija wszystko :)
      Trzymam kciuki również za Was :)

      Usuń
  7. trzymam mocno kciuki :)

    OdpowiedzUsuń
  8. To rzeczywiście wrzesień zapowiada się intensywnie. Mam nadzieję, że w październiku napiszesz, że wszystkie sprawy ułożyły się po Twojej myśli. Przyjęcie zapowiada się naprawdę fajnie, dekoracje piękne! Robisz je w tajemnicy przed Arturem?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oby tak było, że w październiku napiszę z wielką ulgą, że wszystko dobrze się poukładało :)
      A dekoracje robię w tajemnicy, zazwyczaj jak już Artur śpi albo kiedy się sam bawi - wycinałam przy nim proporczyki i w ogóle nie był zainteresowany tym, co robię :) A pokój całkowicie udekorujemy w sobotę wieczorem, żeby rano w niedzielę miał frajdę.

      Usuń
    2. O to będzie miał super niespodziankę jak się obudzi :) Trzymam kciuki za wszystkie plany!

      Usuń
  9. Nawet nie wiesz kiedy Ci ten wrzesień zleci - zobaczysz :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, wszystko mija, "nawet najdłuższa żmija" :)

      Usuń
  10. Od przeprowadzek jeszcze gorsze są remonty, czeka mnie od września, ale damy radę, bo kto jak nie my:) Poza tym zawsze coś się dzieje i jest na co czekać:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tak, zgadzam się, remonty to już w ogóle porażka :) Ale już po remoncie to buzia się cieszy na widok odświeżonego mieszkanka.

      Usuń