Ach, cóż to były za wakacje! Spy Day - 7

Wróciliśmy w środę wieczorem. Wypoczęci, opaleni i rozleniwieni do tego stopnia, że ciężko było nam wrócić do codziennych obowiązków.

Pierwszą część naszych wakacji w Polsce spędziliśmy we Władysławowie, w dobrze znanym nam już ośrodku. Szum morza, orzeźwiający wiatr, ciepły piasek i bezkres horyzontu to wszystko, czego mi było potrzeba do naładowania akumulatorów i odzyskania spokoju. Były też pyszne lody świderki, rejs statkiem, pierwsza wakacyjna przyjaźń, wielka zjeżdżalnia i gofry, które Artur pokochał.

Kwaterę mieliśmy z wyjściem na zielony ogród i stół, przy którym łapaliśmy pozostałości dnia. A na ścianie wisiał obraz, który według Artura przedstawiał pożar. Moim zdaniem to jesień była, ale "ars est celare artem". 

Odwiedziliśmy też bardzo dziwny dom, w którym wszystko było do góry nogami. Do dzisiaj, na samą myśl o tej wizycie kręci mi się w głowie i żołądek podchodzi do gardła. Już nigdy, przenigdy, nie wejdę do takiego zwariowanego domu.

A pogoda? Zaczęło się od deszczu, a skończyło na nieznośnym upale, który wyganiał nas nawet z plaży... słońce paliło nam skórę. Ale i tak żal było wyjeżdżać.


















Po morskich wakacjach mąż wrócił do Londynu, a ja z Arturem zostałam jeszcze kilka dni dłużej u mamy. To był bardzo miły czas spędzony z rodzinką i znajomymi. Udało mi się nawet spotkać z koleżanką ze studiów, która mieszka w Danii. I non stop zajadałam się polskim chlebem i śliwkowym crumble. Poza tym, wszystkie place zabaw, pociągi, borówki i maliny na dziadkowych krzakach i wszelkie pojemniki z wodą były nasze.



Dość długo przygotowywałam się psychicznie do powrotu, ponieważ pierwszy raz miałam jechać sama z Arturem w tak długą podróż. Jednak nie taki diabeł straszny jak to się mówi. Daliśmy radę. Artur był nadzwyczaj spokojny. W samolocie jak tylko wdrapał się na fotel, zapiął pasy i zapytał: "Mamusiu jesteś juś dotowa? Staltujemy?"
Podczas turbulencji, kiedy wciskałam paznokcie u nóg w podłogę, Artur zaśmiewał się w głos, po czym uciął sobie godzinną drzemkę.

W pociągu porządnie się posilił, popodziwiał widoki i pod koniec podróży zaczął krzyczeć na cały wagon "Tatusi sisiś mnie, jade ciebie!", "Sisiś mnie tato!", "Ciekaś a nas?".
Tak więc tego, mam cudownego syna.




Na koniec szybki quiz - znajdź trzy różnice  :)


Wpis podciągam do Spajdeja - o którym możecie więcej przeczytać TUTAJ


18 komentarzy:

  1. Ale Artur urosl i sie zmienil przez ten czas! Mieliscie super wakacje bedzie co wspominac :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie, jak on urósł!!! Też mnie to zdziwiło :)))
      A zdjęcia z wakacji piękne, więc i wspomnień cudownych na pewno cała masa.
      Buziaczki :***

      Usuń
    2. Może to dlatego, że obcięłam mu włoski na bardzo krótko :) Ale i owszem, trochę mu się urosło :)

      Usuń
  2. Można by ogladac i ogladać....

    OdpowiedzUsuń
  3. Piękne zdjecia - zróbcie dzienniczek/pamiętnik!! :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Taak mamy taki zamiar. Specjalnie zbierałam na ten cel różne bilety itp :)

      Usuń
  4. Zmienił się nie do poznani i bardzo "wydoroślał" :)))

    OdpowiedzUsuń
  5. super wakacje! ależ Artur się zmienił, wydoroślał :)

    OdpowiedzUsuń
  6. bardzo podoba mi się to twoje zorganizowane jedzenie. jakkolwiek sama bym tak chciała, trzy pary rąk zawsze rozbebeszą wszystko, co sobie posegreguję
    mój mąż też zawsze ciągnął do władka, tym razem jednak zmusiłam go do zmiany decyzji i... mówi, że jeszcze nigdy tak nie wypoczął na urlopie z dziećmi. na szczęście nie musieliśmy sprawdzać "trzech różnic" na własnej skórze ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. My pierwszy raz byliśmy we Władku w trójkę i mam właśnie takie wrażenie, że w innym, spokojniejszym miejscu wypoczęłabym jeszcze bardziej. Muszę to koniecznie sprawdzić... za rok.

      Usuń
  7. Takie powroty do kraju muszą być chyba wyjątkowe co?
    Ps. Mam nadzieję, że tym razem skrzyneczka dotarła bez turbulencji ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Tak, skrzyneczka dotarła. Dziękuję bardzo. Niedługo będę się nią chwalić :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Dobrze, ze wrociliscie cali, zdrowi i zadowoleni :-)
    Arturek przesliczny :-) i rzeczywiscie wyglada jakby nagle strasznie urosl.. czyzby ta fryzurka go tak "wyciagla"?
    Pozdrawiam cieplutko :-)
    Ps. Many identyczne pociagi :-)

    OdpowiedzUsuń
  10. Ja obstawiam pożar. Dobrze, że już jesteście!

    OdpowiedzUsuń
  11. A jak nazywa sis osrodek? Chetnik side tam wybiore jesli jest godly polecenia

    OdpowiedzUsuń
  12. Ośrodek nazywa się po prostu Pokoje Gościnne u Mariusza :) http://www.umariusza.com.pl/index.php
    Moim zdaniem bardzo fajna miejscówka.

    OdpowiedzUsuń
  13. świetna ta walizeczka z jedzeniem. czy to jest "lodówka"?bo ja to wszystko luzem wrzucam do torby, a potem otrzepuję z piachu, więc szacun :) chętnie się dowiem skąd takie dzielone pudełka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, ta walizeczka to lodówka kupiona tuż przed wyjazdem za połowę ceny w Tesco.
      A te pudełka to Laptop Lunches... uwielbiam je - można kupić tutaj - http://twojlunchbox.pl/pudelka-sniadaniowe-laptop-lunches/431-pudelko-sniadaniowe-laptop-lunches-jagodowo-kolorowe.html

      Usuń