Jedziemy na wakacje!

Zaplanowaliśmy to już na początku maja. Kupiliśmy bilety do Polski, zarezerwowaliśmy kwatery we Władysławowie. I tylko dni pozostało nam odliczać. To już tylko jeden dzień, a ja nadal nie mogę się doczekać. Stęskniłam się. Za rodziną, znajomymi i prawdziwym, polskim chlebem. Tutaj nigdzie takiego nie ma.

Postanowiliśmy, że ten urlop spędzimy w naszym kraju. Najpierw jedziemy całą trójką nad morze.  Pierwsze nasze takie wakacje. Rodzinne. Artur cały czas mówi o "plazi" i że chce być "golaś". I codziennie się pyta, czy jest już spakowany.

Po tygodniu plażingu mąż wraca do Londynu, a my z Arturem będziemy gościć się u rodzinki i znajomych. Wracamy 30 lipca w związku z tym, ogłaszamy przerwę w nadawaniu.

Ahoj!


Tęcza! - Przyroda pod lupą

Tradycyjnie już, zajęcia na temat przyrody z moim Prawietrzylatkiem rozpoczynam od przeczytania jakiejś książki, która porusza dany temat i wprowadza nas w odpowiedni nastrój. Tym razem jest to historia pt, "Elmer i tęcza".



Tęcza to jest taki wdzięczny temat, bo poza tym, że maluch pozna nowe zjawisko meteorologiczne to nauczy się jeszcze, bądź utrwali kolory. Po przeczytaniu lektury z Elmerem w roli głównej opowiedziałam Arturowi kiedy zazwyczaj możemy zaobserwować tęczę na niebie. No i nie obdarłam dziecięcej wyobraźni z bajkowych faktów. Przecież ten Elmer naprawdę może czasem pomóc tęczy w odzyskaniu kolorów.



Później postanowiliśmy zrobić swoją tęczę z ulubionej przez Artura ciastoliny. Pomogła nam w tym książka Erica Carle "Let's paint a rainbow".









Później zrobiliśmy tęczowe lody motylki i dużo innych fajnych rzeczy, jakie można wyczarować z ciastoliny. 




Kolejnym etapem była sensoryczna zabawa kolorami tęczy. Niestety nie znalazłam nigdzie niebieskiej galaretki, ale myślę, że te cztery kolory usatysfakcjonowały mojego syna. Taka zabawa bardzo mu się spodobała. Chociaż na początku niechętnie dotykał tych ruszających się i drżących kwadracików.






Na koniec naszych zajęć przypomniałam Arturowi co to jest tęcza, kiedy ją możemy zaobserwować i zaproponowałam mu grę w dopasowywanie kolorowych pomponików.





Zdaję sobie sprawę, że mało jest przyrody w tych naszych tęczowych zajęciach, ale trudno jest Prawietrzylatkowi zapodać więcej informacji na temat tęczy. Mam nadzieję, że wpis zostanie zaliczony do projektu Przyroda pod lupą.

A żeby trochę jeszcze się zrehabilitować napiszę, że prawdziwymi kolorami tęczy są (wyliczając od zewnątrz łuku) czerwony, pomarańczowy, żółty, zielony, niebieski, indygowy i fioletowy.   

http://www.kreatywnymokiem.pl/search/label/Przyroda%20po%20lup%C4%85

Gry na piknik, podróż lub inne wojaże

Korzystając z okazji, że mamy już wakacje, czas pikników, wycieczek i wszelkich podróży pokażę Wam dwie fajne gry, które udało mi się ostatnio "wyhaczyć" w sklepach.



Pierwsza to Gąsienica, która zaskoczyła mnie swoimi rozmiarami. Pudełko (rozmiary w cm 10x6) jest na tyle malutkie, że bez problemu schowamy je w małą przegródkę dziecięcego plecaka czy "na upartego" do kieszeni spodni. Wszystkie elementy gry są wykonane z drewna.
Reguły gry są proste, mój Prawietrzylatek daje radę. Wystarczy dopasowywać tułów gąsienicy według wyrzuconego koloru. I oczywiście "kto pierwszy, ten lepszy!" :)

Grę kupiłam na eBay ale można kupić też na przykład TUTAJ




Drugą grę kupiłam w Mothercare i nazywa się "House that Jack built". Niestety nie znalazłam jej w żadnym wysyłkowym polskim sklepie, ale powinna być w polskim Mothercare.
Gra jest też niewielkich rozmiarów i potrafi zająć rodzinkę na kilka chwil. Wystarczy zakręcić strzałką, odnaleźć taki sam kształt i zacząć budować swój domek. Gra może trwać w nieskończoność bo jeśli trafi nam się znak "x" trzeba oddać wszystkie uzbierane do tej pory elementy domku.
Gra niestety jest mniej trwała od Gąsienicy, ponieważ wykonana jest z tektury. 





A Wy jakie gry niewielkich rozmiarów możecie nam polecić?


Lato! - Przyroda pod lupą


Pomysł tego tematu zrodził się podczas czytania książeczki z serii "ABC uczę się..." kiedy to Artur stwierdził, że "teś chcię być na plazi i lobić babki piachu". A że mamy już Lato i niedługo nawiedzimy polską plażę stwierdziłam, że warto podrożyć temat tej pory roku.





Sięgnęłam też po znaną wszystkim książkę "Lato na ulicy Czereśniowej".


Podczas oglądania i czytania obu tych książek, zwróciłam Artura uwagę na pogodę podczas tej pory roku, jak ludzie są ubrani i co robią.


Oczywiście nie pominęłam też charakterystycznej dla tej pory roku - burzy. Artur zna już to zjawisko, ale dla przypomnienia opowiedzieliśmy co się dzieje podczas burzy, jak wygląda niebo i co najlepiej zrobić, żeby być bezpiecznym.




Nie mogło zabraknąć też przysmaków Lata - truskawek, czereśni i lodów!





Na koniec jeszcze krótkie przypomnienie, jaką mamy pogodę podczas Lata i jak zazwyczaj się ubieramy.


Kolejnym etapem naszej przygody z Latem było dopasowanie ubrań zimowych i letnich do odpowiedniej szafy.
Na początku Artur miał problemy z zapamiętaniem, która szafa jest z letnimi ubraniami, a która z zimowymi, dlatego umieściłam przy każdej szafie charakterystyczny dla danej pory roku symbol. Artur umieścił też w szafie letniej sweter i bluzę, pomimo, że pierwotnie ubrania te były dopisane do szafy zimowej. Ale zgadzam się z synkiem, latem też nosimy cieplejszą odzież. Poza tym, Artur nie miał większych problemów - wiedział, że szalik i rękawiczki nosimy zimą a spodenki latem ;)

Ubranka i szafy wydrukowałam STĄD.  Ich autorem jest Sergio Palao  i są one objęte darmową licencją CC (BY-NC-SA)





Po tej zabawie przyszedł czas na kolejną dopasowywankę. Tym razem na obrazku mamy walizkę i rzeczy, które można spakować na wakacje. Przy "pakowaniu" wybranej rzeczy przez Artura omawialiśmy dany element. Wspomniałam też, że przed każdym wyjściem na słońce trzeba się posmarować kremem i nosić czapkę lub kapelusz.

Układankę tą posiadam z czasopisma "Nauczycielka Przedszkola".


Pierwszymi rzeczami, jakie Artur wybrał był zestaw do nurkowania i ręcznik z mydełkiem. Bardzo dobry wybór :)



No to ten tego... jesteśmy spakowani!


Na koniec planowałam wspólnie zrobić lody truskawkowe, ale niestety nasze zdrowie podupadło i intensywnie się leczymy, więc zostało nam skonsumowanie samych truskawek. Ale lody sobie "odbijemy" - nad morzem!



Wpis powstał w ramach projektu - Przyroda pod lupą (szczegóły TUTAJ)