List do Taty

Zawsze od wszystkiego była mama. Nigdy Ty. Bo nie tak nas ubrałeś, bo nie tak nas umyłeś, bo nie tak nam ugotowałeś. Nie tak, jak chciała mama. Zaraziłam się tym. Izolowałam się od Ciebie. Miałam to wpojone od dziecka - bać się Ciebie, czuć respekt, nie przeszkadzać. Wiem, że nie byłeś idealny. Nikt nie jest. Ale wtedy patrzyłam na Ciebie oczami mamy.

Były gorsze i lepsze dni. I te koszmarne też - wasze rozstanie. Trzymałam tylko jedną stronę. Nie rozumiałam co się dzieje. Później przyszła kilkuletnia przerwa, która ciągle nie dawała mi spokoju. Chciałam mieć z Tobą kontakt. Mimo wszystko. Pewnego dnia obudziłam się z tego marazmu. Byłam już po ślubie, rok... może dwa. Moje dorosłe życie pozwoliło mi spojrzeć na tą sytuację z boku. Swoimi oczami.

Wiem, że można spóźnić się z przebaczeniem... czasem nawet o całe życie. Zadzwoniłam. Nie potrzebowaliśmy dużo słów. Przyjedź, porozmawiamy, wiem, chcę, przepraszam.

Ile nieprzełamanych opłatków? Ile nieprzedyskutowanych idei? Ile niezjedzonych obiadów? Ile niezłożonych życzeń? Niepoleconych książek, nieodbytych rozmów telefonicznych, nieudzielonych porad? Nieprzetańczone wesele, niepobłogosławione głowy zakochanych...

Niczego już nie wrócę. 

Mogę tylko wspominać... właśnie w taki dzień.
Miłość do książek, którą mnie zaraziłeś. Byłeś w stanie kupić mi każdą, o którą poproszę. Coniedzielne śniadanie - smażona cebulka z chlebem. Do dziś pamiętam jej smak. Najlepsze ferie zimowe na Piaskowej Górce, z której zjeżdżało się na sankach. "Dżem" i "Pink Floyd", którymi mnie raczyłeś. Prace domowe, które prawie za mnie robiłeś. Rysunek żołnierzy, za który dostałam piątkę. Zegarek na ręku, który był taki sam, jak u Świętego Mikołaja. Bary Mleczne, do których tylko Ty mnie zabierałeś. "Krzyżaków", które mi szczegółowo streściłeś bo słabo rozumiałam tą lekturę. Szkolne wycieczki, na które zawsze miałeś pieniądze... "jedź, jedź, zwiedzisz trochę Polski" mówiłeś.

Dziękuję, że zrozumiałeś. Bez wypominań, bez oglądania się za siebie. Idziemy znów jedną drogą.
I tylko jednego żałuję. Że ciężko jest wyznać nam miłość. Tak trudno mówić otwarcie o uczuciach.  Mam nadzieję, że zdążę Ci kiedyś jeszcze powiedzieć, że Cię kocham.

8 komentarzy:

  1. Poplakalam sie czytajac.. Ja nie zdazylam pogodzic sie i wybaczyc, a teraz juz za pozno.. Dzis moge jedynie isc zapalic znicza w Jego swieto..

    OdpowiedzUsuń
  2. ja zawsze powtarzam "lepiej późno niż wcale" :) cieszę się, że wyciągnęliście do siebie ręce :) to prawda, czasu się nie cofnie, ale można zrobić wiele, by przyszłość była lepsza i tego Wam życzę :) buziaki

    OdpowiedzUsuń
  3. Pięknie to napisałaś.
    Ja mało znałam mojego ojca, rodzice się rozstali..
    ale przy łożu śmierci, kiedy cierpiał wyznaliśmy sobie całą naszą miłość.
    Zdążyłam. w nocy zmarł.

    OdpowiedzUsuń
  4. Pięknie napisane.
    To prawda, że trudno o uczuciach mówić. Ale życzę Tobie, aby w końcu padło to "kocham". Sobie też tego życzę ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Wzruszyłaś mnie ogromnie, czuć, ze każda litera sercem pisana :)) Życzę wam nowego jutra :)))

    OdpowiedzUsuń
  6. Czasu nie cofniemy ale może to i dobrze, bo podobno nic nie dzieje się bez przyczyny. Teraz los podarował Wam drugą szansę i życzę żebyście jej nie zmarnowali.

    OdpowiedzUsuń
  7. życie jest jak teoria chaosu -podobno " trzepot skrzydeł motyla może wywołać tornado" - tylko tych dobrych chwil Wam zycze i tornada pozytywnych uczuc :*

    OdpowiedzUsuń
  8. Anonimowy6/28/2014

    piękne...........Mój zmarł kiedy miałam 7 lat....to było 47 lat temu..........dzisiaj jak myślę zadaję sobie pytanie jakim byłby Tatą??? czy dzisiaj byłabym bardziej silna Jego siłą??? wychowałam sama już dziś dorosłych synów-ich Tata mieszka dwie ulice dalej- nie zabiegał o bycie Tatą- Moi Panowie są bardzo okaleczeni przez niedorosłość i brak odpowiedzialności w kwestii ojcostwa....ciepło pozdrawiam- Megi

    OdpowiedzUsuń