Jeden poziom, dwa języki

Artur całkiem zgrabnie składa zdania. Chociaż często gubi zaimki, przyimki i tym podobne mniej ważne części mowy. Ale co tam, najważniejsze, że sens wypowiedzi jest zrozumiany.

- To mój baka. (To moja bajka)
- To domek siada. (To domek sąsiada)
- Nie ce siku, kuję mamusiu. (Odpowiedź na moje pytanie: Arturku chcesz siku?)
- Mamusiu, daj kepuciu, plosię.(oczywiście mowa o ketchupie).
- Ja siołałem atko. (Ja schowałem autko)

Zadziwia mnie zasięg jego słówek. Owszem niektóre słowa bardzo śmiesznie przekształca, ale tak słodko mu to wychodzi. Jeszcze nieumiejętnie używa czasów. Ale udaje mu się już odmieniać przez przypadki.

I tak sobie myślę, że Artur jest dosłownie na takim samym etapie mowy polskiej, co ja angielskiej. Dogaduję się właśnie jak Prawietrzylatek. Wypowiadam się tylko prostymi zdaniami. Zapewne śmiesznie wypowiadam niektóre słowa. Używanie czasów w ogóle przemilczę. A no i te wszystkie przyimki, które zupełnie inaczej używamy w języku polskim. Masakra jakaś. Ale jakoś sobie radzę.

Nadal chcę tutaj żyć i mieszkać. W zeszły poniedziałek pojechałam nawet na wycieczkę do ZOO zorganizowaną przez Family Learning. Obawiałam się trochę tego wypadu... no bo strach wypuścić się hen daleko w Londyn jako jedyna Polka, na dodatek ze słabą znajomością języka, z grupą angielskich (lub anglojęzycznych) mam. Ale, ale! Dałam radę! I czuję od jakiegoś czasu, że zrobiłam postępy. Nauka nie poszła w las. Jestem bardziej pewna siebie, więcej rozumiem i potrafię pogadać o przysłowiowej "dupie Maryni".

A żeby kuć żelazo póki gorące, to zapisałam się do collegu na ESOL, na 14 godzin w tygodniu ze żłobkiem dla Artura. Wszystko jest jeszcze w powijakach, bo na razie złożyłam tylko podanie i czekam na odpowiedź, ale mam nadzieję, że sprawa zakończy się pozytywnie. Jeśli nie, to od nowego roku szkolnego dalej będę zaliczać okoliczne Children's Centres.
Powiem szczerze, że te wszystkie lata nauki angielskiego w liceum i na studiach są niczym w porównaniu do samego pobytu w Anglii.



5 komentarzy:

  1. Mój brat mieszka w Anglii 8 lat. Kiedy byłam jeszcze panną jeździłam tam do pracy na wakacje i pamiętam, że rozmawianie było dla mnie największą traumą. Jak mogłam to się nie odzywałam chociaż mam też za sobą kilka lat "nauki" angielskiego. Pewnego razu trafiłam na zmianę, gdzie pracowali sami mężczyźni i jedna angielka i wtedy się odblokowałam. Chyba ośmieliło mnie to, że ku mojemu zdziwieniu ona wszystko (no prawie) rozumiała i nie kazała mi non stop powtarzać. Potem już jakoś szło, a ja myślałam sobie "o matko, najwyżej się pośmieją ze mnie" i "spikałam" :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Faaajnie Artur gada:) Ja osobiście uwielbiam słuchać takiej dziecięcej mowy:D A co do angielskiego, to pomimo kursów jedynie jestem w stanie zrozumieć co do mnie mówią, ale odpowiadając zapominam języka w gębie. I pracując zawsze wolałam chińskie wycieczki - z nimi szło się dogadać na migi:D

    OdpowiedzUsuń
  3. Super sobie oboje radzicie brawo ! :-)

    OdpowiedzUsuń
  4. Opanujesz wszystko. Życie cię zmotywuje... I brawo dla Artura :*

    OdpowiedzUsuń