Pierwsza wizyta w bibliotece

Jakiś czas temu myślałam nad zapisaniem Artura do biblioteki. Mieszkamy chwilowo na bardzo małym metrażu i nie jestem w stanie pomieścić wszystkich książek, które nam się podobają i chcielibyśmy spędzić z nimi choć kilka wieczorów. Dlatego w końcu wybraliśmy się do biblioteki. Tam to dopiero są zbiory! Wszystkie książki mogą być nasze na trzy tygodnie, z możliwością przedłużenia.




Bardzo pozytywnie odbieram pierwszą wizytę w bibliotece. Szczerze mówiąc, odwlekałam ten wypad z obawy, że językowo nie podołam, ale nie było tak źle. Artur dostał swoją osobistą kartę członkowską, dwie piękne książeczki na dobry start i torbę na ramię, z którą będziemy chodzić do biblioteki. No i co mnie bardzo zdziwiło, możemy korzystać nie tylko z tej jednej biblioteki, gdzie wyrabialiśmy kartę, ale ze wszystkich, które mieszczą się w danym okręgu, a jest ich aż dziesięć.



Ogólnie możemy wypożyczyć po 15 książek na głowę! Pan się mocno zdziwił, kiedy podeszłam do niego tylko z czterema sztukami. Nie no sorry, wielbłądem to ja nie jestem, a bibliotekę mam tak blisko, że mogę tam chodzić co parę dni i wymieniać książki. Poza tym, w tym oddziale nie ma polskich książek, wiec postanowiłam zostawić sobie miejsce na karcie, coby pojechać do dalszej biblioteki i wyposażyć się w książeczki po polsku.

No i jest jeszcze jeden powód, dlaczego wzięłam tylko 4 książki, a nie na przykład 6. W sali dla dzieci, gdzie są regały z książkami, są także stoliczki i mnóstwo poduch rozłożonych na podłodze, coby sobie przycupnąć i się zrelaksować z dziecięciem przy książce. I wszystko odbyłoby się tak, jak nakazuje reguła biblioteki, gdyby nie to, że w owej sali, dwóch chłopców (polskich) rzucało się tymi poduszkami, zagłuszając piękną ciszę biblioteki. Oczywiście Artur nie mógł sobie darować takiej zabawy i dołączył do "demolki". Wzięłam go "na bok", wytłumaczyłam po co się przychodzi do biblioteki, zainteresowałam książeczkami i Artur usiadł przy mnie 2 sekundy po czym znów dołączył do kolegów, tym razem do biegania pomiędzy regałami. Dlatego wybrałam na szybko 4 książki, wzięłam Artura za rękę i przeczuwając zbliżającą się zagładę, po prostu stamtąd uciekłam. Wrócę za kilka dni na pewno... mam nadzieję, że nasze wizyty i wizyty chłopców już nigdy się nie zsynchronizują.
A oto książki, z którymi pospiesznie ewakuowałam się z biblioteki. Najciekawsza okazała się ta o urodzinach Spota, która ma otwierane okienka.

Muszę się też przyznać, że na przyspieszoną wizytę w bibliotece miała wpływ moja obecność na kursie Family Learning. Bo w tym semestrze, oprócz kursów ESOL, rzuciłam się też na darmowy, sześciotygodniowy kurs organizowany w Children's Centre. Ogólnie kurs ten ma za zadanie zintegrować rodzinę, umocnić relacje i przede wszystkim pokazać rodzicom jak uczyć dziecko przez zabawę. No i certyfikat dostanę, który jest mile widziany w mojej późniejszej karierze, jaką zamierzam tutaj rozpocząć - czyli pracę z dziećmi.

Chodzę tam z Arturem w każdy poniedziałek, na pięć godzin. Opieka nad maluchem i lunch też są wliczone w darmowy pakiet. Dwa zajęcia już za mną. Po każdym kursie wychodzę obładowana w świetnie pomoce dydaktyczne. Jak dotąd, jestem bardzo zadowolona. Obawiałam się czy to na pewno dobry pomysł iść na taki kurs z moją lichą znajomością angielskiego, ale jak na razie podążam za myślą naszej trenerki. Połowa rodziców uczęszczających na kurs to też obcokrajowcy, gdzie angielski jest ich drugim językiem, więc nie jestem sama. Przez kilka kolejnych zajęć będziemy robić Story Sacs, czyli Historie w Sakiewkach. Zawsze chciałam zgłębić temat tych "bogatych" woreczków. Będziemy pracować na książce pt "Handa's surprise", którą dostałam na pierwszych zajęciach.





No to tego... jakby nie paczeć, ukulturalniamy się!


11 komentarzy:

  1. Super, że pomimo bariery językowej bierzesz udział w tych zajęciach, to świetny sposób na naukę, ja najwięcej uczyłam się, gdy pracowałam z Anglikami, teraz jest gorzej bo w mojej obecnej pracy większość to Polacy i już nauka tak mi nie idzie, będę się ratować College'm. Też mamy tę czerwoną torebkę z tym, że my książki bierzemy ze szkoły, czytamy, robimy notatki w specjalnym zeszyciku, oddajemy i za kilka dni czeka na Nas nowa - tak jest w Pre-schol, Starsza córka też dostaje książki ze szkoły, starszaki mają taki codzienny home learning, na koniec tygodnia,dzieci, które czytały codziennie biorą udział w losowaniu nagród a dodatkowo zbierają house point-y. Ogólnie jestem pozytywnie zaskoczona tymi wszystkimi szkolnymi akcjami. Dzisiaj ,np. była sprzedaż ciasteczek. A Wy kiedy zaczynacie przygodę ze szkołą?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, chodzę wszędzie gdzie się tylko da. Nie chcę być niepełnosprawna językowo, to mi bardzo przeszkadza w tutejszej egzystencji :)
      A jeśli chodzi o szkołę to jest właśnie problem (chociaż dla nich to żaden problem, oni twierdzą, że Artur jest w świetnej sytuacji bo będzie najstarszy w klasie), bo Artur urodził się 1 września 2011... a dzieci urodzone do 31 sierpnia 2011 zaczynają przygodę z przedszkolem od tego września. Z tym, że Artur nie załapał się wiekowo. Artur może zacząć chodzić do przedszkola od stycznia lub kwietnia (jak wiesz, tutaj są 3 semestry, wiec od któregoś, następnego semestru), na początek 15 godzin w tygodniu. Od następnego września zacznie już chodzić na cały dzień. Kwestię jego pójścia do przedszkola teraz, w tym roku jeszcze rozważam. Bo Artur chodzi do żłobka w Children's Centre, podczas gdy ja chodzę na ESOL. Spędza tam 8 godzin tygodniowo - więc jakby nie było, kontakt z dziećmi i samą "instytucją" żłobka czy przedszkola też :)

      A jeśli chodzi o szkołę to wiem, co tam się dzieje :) Moja chrześnica ma 7 lat i chodzi do szkoły. Kiedy są jakieś akcje czy festyny zawsze w nich bierzemy udział. W ten piątek też pod szkołą sprzedawali ciastka i muffiny :) Pieniądze ze sprzedaży przeznaczone są na środki dydaktyczne czy zeszyty dla dzieci... no bo przecież tutaj nie ma czegoś takiego jak wyprawka, wszystko, oprócz mundurku zapewnia szkoła :) Bardzo mi się podoba taka organizacja.

      Usuń
    2. ...a to macie placek z tą datą, mój mały w zeszłym roku też chodził tylko 2 razy w tygodniu, od września chodzi normalnie 30h tygodniowo (15h za darmo, drugie 15 trzeba płacić). Racja wyprawka do szkoły, z tego co sama pamiętam zawsze była kosztowna i nie dosyć, że trzeba było to wszystko kupić to jeszcze codziennie targać do szkoły w wielkim plecaku... też jestem za- taką organizacją.

      Usuń
  2. Toto jak miał 2mc. dostał swoją pierwszą teczkę z książkami od health visitor:)
    Kartę w bibliotece ma od 3mc. życia. A że mamy blisko to bardzo chetnie tam chodzimy.
    Tak samo jak u Was są poduchy, kanapy. miękkie kolorowe dywany i mnóstwo zajęć dla dzieciaków.

    Tutaj biblioteka potrafi zachęcić:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, to prawda, biblioteki, szkoły czy nawet Kościoły prowadzą bardzo dużo fajnych zajęć.

      Usuń
  3. 15 książek na głowę? O mamo!
    My do biblioteki też chodzimy. Mateusz ma swoją kartę i sam wybiera sobie książki, które chce zabrać.
    Tylko problem z oddawaniem jest, bo Mati płacze za każdą książką, którą musi oddać ;)

    Świetne macie te zajęcia z dziećmi, ale nie wiem czy moje dziecko zniosłoby 5h zajęć ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzieci mają zajęcia w innych salach lub na placu zabaw i właściwie przez większą część bawią się więc uwierz mi, że nawet Roczniaki się nie nudzą i dają radę :)

      Usuń
  4. U mnie synek tez uwielbia biblioteke podobnie jak Ty bylam zaskoczona ze moge chodzic do wielu bibliotek w okolicy z jedna karta :) A ksiazeczki z pieskiem Spot uwielbiamy!!

    OdpowiedzUsuń
  5. Super !
    Torba na książki mi się bardzo podoba :)
    Rzeczywiście się ukulturalniacie :P

    OdpowiedzUsuń
  6. Nasza biblioteka nie dawała takich toreb, a teczki. Wasza lepsza;)
    U nas ze względu na ciąże wszystko spowolniło, ale zaczynamy znów odwiedzać bibliotekę;) U nas jeszcze się tak głupio poskładało, że Hania miała drzemki w godzinach kiedy organizowane były zajęcia - czyli między 1-3, co też nas wyłączyło na jakiś czas. Teraz od jakiegoś czasu znów jest bez drzemek, więc licze na to, że w końcu uda się nam wyjść na zajęcia:)

    OdpowiedzUsuń
  7. Super! Moj 4 miesieczny synek tez dostal ksiazeczki z SureStart. Bardzo fajna inicjatywa. Do biblioteki wypad ze starszym tez odwlekam ale bardziej z uwagi jego zywiolu, on w miejscu nie usiedzi. Musze sie przelamac!

    OdpowiedzUsuń