Dopiero teraz poznaję prawdziwą historię świata

Emigracja postawiła na mojej drodze wiele nowych znajomości z innymi kobietami.

Jedna jest z Afganistanu. Ludzie kopią tam tunele z domu do domu, żeby nie chodzić po ulicach... żeby uniknąć śmierci. Cała rodzina jej brata została wystrzelana podczas spożywania obiadu. Mówi, że wróci do swojego kraju na starość, kiedy będzie gotowa na śmierć.

Jedna jest z Angoli. Nie mieszka już tam 15 lat. Ostatni raz w swoim kraju była 8 lat temu. Kiedy przyjechała do Londynu nie potrafiła pisać i czytać. Chciałaby wrócić do swojej ojczyzny, ale "nie ma do czego".

Jedna jest z Algierii. Została "wydana" przez swoich rodziców za męża Algierczyka, który od 18 lat mieszka w Londynie. Jej małżeństwo zostało zaaranżowane, kiedy miała 14 lat. 3 lata temu dowiedziała się, że musi zamieszkać na obczyźnie. Mówi, że bardzo kocha swojego męża, ale serce zostawiła w Algierii.

Jedna jest z Kosowa. Często pokazuje mi filmiki nagrane telefonem ze swoją córeczką, ubraną w narodowy strój, tańczącą do ich tradycyjnej muzyki. Widać jej dumę... radość ukrytą w cichym przytupywaniu nogą w rytm ojczystej muzyki. Cały czas ma nadzieję, że Kosowo zacznie istnieć gospodarczo i będzie mogła wrócić do swojego kraju - "Inszallah" - dodaje.

Teraz dopiero poznaję prawdziwą historię tego świata. Historię wypisaną w oczach tych kobiet... w ich wspomnieniach i tęsknocie.




Spy Day - 4

Przyznaję się bez bicia, że ten spajdej nie jest typowym spajdejem... raczej spaj miesiąca. Bo tyleż było pięknych dni w kwietniu... słonecznych, świątecznych, zielonych, smacznych. I mogłabym tak jeszcze wyliczać bez końca. Ale jednego mi zabrakło. Prawdziwego pikniku, który marzy mi się od dawna.

Maj! Maj będzie piknikowy. A tymczasem zostawiam Was z fotkami.
























http://lucy-i-spolka.blogspot.fr/2014/02/february-spy-day.html

Oto jest Londyn


Książkę "Oto jest Londyn" Miroslava Saska nabyłam podczas wizyty w Polsce. Kupiłam ją niby dla Artura, ale tak naprawdę to nam, rodzicom, przyniosła o wiele więcej frajdy. Bo zwiedzanie Londynu w towarzystwie tej książki to świetna zabawa. Powstała ona ponad 50 lat temu co powoduje, że z jeszcze większym zapałem i entuzjazmem szukamy i porównujemy opisane w niej budynki i miejsca.


Nie będę pisać, jaka to ta książka jest fajna, jaka ciekawa i że ma przyznany tytuł "Najlepszej Ilustrowanej Książki Roku". Sami o tym zdecydujecie. Ja pokażę Wam tylko, Londyn wczoraj i dziś. Czyli nasze zwiedzanie z książką Saska w ręku.

Słynny teatr Drury Lane... w którym podobno straszy.




Kościół Świętego Pawła, zwany też kościołem aktorów. Niestety słynny targ warzywno-owocowy, który widnieje na ilustracji książki został przeniesiony do dzielnicy w południowo-wschodnim Londynie. A w dniu naszego zwiedzania kościół był nieco zakryty przez scenę. 




Plac Piccadilly Circus. W książce jest pokazany nocą... piękny i kolorowy. Nigdy o tej porze tam nie byłam, ale na pewno nadrobię tą stratę.




Brama prowadząca na Plac Defilad Gwardii Konnej, której strzegą gwardziści.




Czerwone, piętrowe autobusy są niemal symbolem Londynu. Niestety nie zgłębiłam tematu dokładnie i nie wiem ile ich jest obecnie, ale 50 lat temu było ich około sześciu tysięcy i na pewno różniły się od tych dzisiejszych. Nie posiadam aktualnie zdjęcia tego pojazdu, bo codziennie widzę mnóstwo autobusów i nie czułam potrzeby pstrykania im fotek. Ale mam zdjęcie mojego osobistego kierowcy, który akurat prowadzi jeden z "piętrusów".





A poniżej autobus turystyczny, tak zwany "otwarty" w którym można poczuć wiatr we włosach i zwiedzić "kawał" Londynu.


Pałac Westminster jest siedzibą brytyjskiego parlamentu. Dawno temu był to pałac królewski. Znajduje się w nim ponad tysiąc pomieszczeń (!), sto klatek schodowych i prawie pięć kilometrów korytarzy. Budynek posiada trzy wieże, największą z nich jest Victoria Tower. Jednak najsłynniejszą wieżą jest Elizabeth Tower, znaną jako Big Ben.






Trafalgar Square to plac, na którym jest bardzo tłoczno i zarazem przepięknie. Na samym środku stoi Kolumna Nelsona, a za nią widać narodową galerię sztuki - National Gallery.




Na czwartym cokole, na którym co kilka miesięcy stają nowe rzeźby, znajduje się niebieski kogut, który bardzo nas zaintrygował. Jak się okazuje, kogut poruszył też innych i nawet był źródłem wielu nieporozumień. Niektórzy twierdzą, że kogut jest symbolem Francji i nie powinien stać u boku Nelsona, który walczył z Napoleonem. Według autorki rzeźby, Kathariny Fritsh, jej kogut to symbol odrodzenia i siły. Mnie zaintrygował nie z powodu swojej wymowy, ale ogólnie nie wpasował się jakoś w otoczenie tego miejsca.
 



Podczas zwiedzania, ponadprogramowo natrafiliśmy na dwa ciekawe sklepy. Jeden z kapeluszami:


A drugi to istny raj dla łakomczuszków... musiałam tam wejść.




To jeszcze nie koniec wycieczki bo książka przedstawia jeszcze wiele innych, ciekawych miejsc. Ale nie byliśmy w stanie zwiedzić ich w ciągu jednego dnia. Powstaną kolejne części tego wpisu... niebawem.

Wyspa Gier

Szukasz jakiś nowych gier do pogrania? Sprawdź nasze cotygodniowe zestawienie i znajdź coś ulubionego dla siebie!

Podobają Ci się gry z kategorii Puzzle&run? Wypróbuj zatem „Wybór”. Jack jest zakochany. Dziewczyna, w której się zakochał, nie odwzajemnia jednak jego uczucia. Zobaczmy czy da się to zmienić! Pomóż Jack’owi zdobyć serce dziewczyny w tej zabawnej platformówce.

„Rzucający oszczepem”, jak sama nazwa wskazuje, polega na rzucaniu oszczepem. Wcielasz się w olimpijskiego sportowca, którego zadaniem jest rzucanie oszczepem tak daleko o ile to możliwe. Masz pięć prób aby pobić wyniki swojego przeciwnika. Ustaw maksymalną siłę, kąt i prędkość!

Gry z kategorii Ninja zawsze były popularne na WyspaGier.pl. Czy graliście kiedyś w „Cień Twego Ninja” i się wam spodobał? Wtedy z pewnością spodoba się Wam „Cień Twego Ninja 2”.  Ninja przemierza nocny świat, pod drodze wykonuje różnego rodzaju misje. Na każdym poziomie dostajesz zadanie: np, pierwszym celem jest uwolnienie przynajmniej jednego więźnia i odzyskanie osiemnaście gemów, które zostały skradzione przez wrogi klan samurajów. Kiedy zbierzesz niebieski gem wtedy staniesz się niewidzialny (na 3 sekundy). Kiedy zbierzesz za to gem czerwony możesz używać teleportacji. Pod wpływem pomarańczowych gemów możesz wykonywać super skoki. Zdobywaj bonusowe przedmioty i spróbuj dotrzeć do wyjścia.. żywy!

Czy podobało Ci się „Niebo zombi”? W takim razie zagraj także w „Niebo zombi 2”! Niegdyś spokojne miasto zamieniło się w prawdziwą masakrę a niebezpieczeństwo wcale jeszcze nie minęło. Teraz musisz ruszyć w trasę, spróbuj dotrzeć do Area 51, ostatni bezpieczny punkt ewakuacyjny. Kieruj samochodem o ile to możliwo wzdłuż opuszczonych budynków i strzelaj do każdego kto w Ciebie celuje. Zbieraj na swej drodze paliwo, punkty naprawcze, pieniądze oraz inne bonusy.

Czy jesteś prawdziwym bohaterem ? Nurkowie zaginęli gdzieś pod wodą a Ty, ze swoją żółtą łodzią podwodną, ruszasz im na ratunek. Poszukiwania nie będą łatwe: jeśli trafi cię laser - Game Over! Większość czarnych skał jest twarda ale każdy poziom zawiera ukryte miejsce, które możesz znaleźć poprzez nawigowanie pomiędzy skałami - w ten sposób dotrzesz do ukrytych miejsc. Możesz skorzystać z białych powierzchni aby stać się małym albo dużym dzięki czemu zajrzysz  do niedostępnych miejsc. Spróbuj zgarnąć po trzy gwiazdki i odblokuj bonusowe poziomy!



*Wpis sponsorowany. Wpis nie jest mojego autorstwa.

Jajeczka, ciasteczka i życzenia

Przeżyłam już pierwsze Boże Narodzenie na obczyźnie. Przyszedł czas i na Wielkanoc. Bardzo lubię te święta, aczkolwiek tutaj nie odczuwam zbyt mocno klimatu tych świąt. Nie ma pisanek, mazurków, bukszpanu i dyngusówek. Właściwie gdyby nie polski sklep nie kupiłabym koszyczka, bukszpanu i białej kiełbasy. A gdyby nie polski kościół, święconka nie byłaby święconką, bo tutaj nie ma tradycji świecenia pokarmów.

Mimo wszystko, cieszę się z tych świąt. Dzięki temu, że mam tutaj siostrę, a mąż ma brata, spędzimy je na pewno bardzo rodzinnie. Oprócz rzeczy typowo świątecznych, zakupiłam dzisiaj koc piknikowy i zestaw do robienia wielkich baniek. Jeśli pogoda nam pozwoli, w poniedziałek zorganizujemy sobie pierwszy, rodzinny piknik.

A tymczasem, w wolnych chwilach zarażam swojego synka klimatem tych świąt. Zrobiliśmy na przykład jeszcze takie kartki:



I upiekliśmy pyszne, maślane ciasteczka, które są tak kruche, że niektóre nie wytrzymały procesu ozdabiania lukrem. Przepis pożyczyłam od niezawodnej Doroty z Moich Wypieków.



Składniki:
  • 250 g miękkiego masła
  • starta skórka z dwóch cytryn
  • 100 g cukru pudru
  • 1 jajo
  • 1 łyżka zimnej wody
  • 335 g mąki pszennej
Wszystkie składniki zagnieść (za mnie zrobił to robot kuchenny). Gotową masę schłodzić w lodówce przez około pół godziny. Ciasto rozwałkować na 3-4 mm grubości, obficie podsypując mąką. Wycinać ciasteczka. Piec około 5 minut (ja piekłam do zarumienienia brzegów) w 190 st.

Ciasteczka spokojnie wytrzymają do świąt w szczelnie zamkniętym pudełku. Najlepiej takim, które posiada kłódkę lub jakiś trudny do zapamiętania szyfr dostępu.






Kochani,
 życzę Wam zdrowych, 
radosnych i spokojnych 
Świąt Wielkanocnych 
oraz bardzo mokrego Dyngusa.


Do po świętach!