Powrót i głowa pełna przemyśleń

Wczoraj, późnym wieczorem, wróciliśmy z Polski. Samolot wystartował z takimi turbulencjami, że w głowie miałam już same czarne myśli. Lot bardzo się wydłużył. Ale szczęśliwie jesteśmy już w domu. I chociaż jeszcze nie jestem do końca rozpakowana, w lodówce mam praktycznie tylko światło, a w mieszkaniu panoszy się dwutygodniowy bałagan, siedzę i piszę... coby z głowy nie uciekły przemyślenia.

W domu mojej mamy czułam się tak, jakby czas nie miał tam wstępu. Codziennie zasypiałam pod pościelą pachnącą żelazkiem. Zajadałam się kopytkami, zrazikami w sosie i pierogami. W niedzielne poranki rozbrzmiewała z radia msza święta. Babcia cichutko krzątała się po domu... jak zawsze. I ten znak krzyża robiony na chlebie przed pokrojeniem. Tęskniłam za tym.

Czas spędzony z rodziną i znajomymi był wspaniały. Jednego wieczoru zaczęłam czytać Arturowi wyliczanki Pana Pierdziołki, które upolowałam w antykwariacie. Po chwili przyszła moja babcia i usiadła obok mnie wsłuchując się z zaciekawieniem. Zaraz po tym, przyszła moja mama i usiadła z mojej drugiej strony. Czytałyśmy te wyliczanki z naszego dzieciństwa zaśmiewając się na cały dom... Wspomnienia tak piękne pachną.

Jeśli chodzi o moje miasto, to rozmyślania mam już trochę mniej radosne. Wcześniej tego nie zauważałam, nie miałam porównania, ale teraz zdecydowanie mogę powiedzieć, że Łódź to miasto starych ludzi. Gdzie są ci wszyscy młodzi? No i gdzie te dzieci? Przez cały tydzień mogłam na palcach u rąk policzyć dziecięce wózki które mijałam... młodych ludzi też jak na lekarstwo.

Poza tym, ceny produktów i kultura kierowców nadal pozostawia wiele do życzenia. Wysokości cen nie będę komentować. Szkoda moich nerwów. Ale zjawisko, gdzie przechodzę przez jezdnię na pasach z myślą "przejedzie mnie, czy nie przejedzie?" "zdążę przejść, czy nie zdążę?" mogłoby ulec zmianie. Mój mąż, jako kierowca, też potwierdza, że brakuje uprzejmości na polskich drogach.

I nadal twierdzę, że w Polsce mniej ludzi się uśmiecha. Mniej jest życzliwości, tolerancji, optymizmu i kolorów. Anglia tętni życiem. Jest tutaj mnóstwo młodych ludzi i jeszcze więcej dzieci. Starsi ludzie też są, oczywiście, ale nie są tak zasępieni i zaszczuci strachem o przyszłość. Na dzień dzisiejszy wiem jedno, emigracja była dobrą decyzją.


Znikopis z funciaka i półgodzinny spokój w samolocie



Nie ma to jak przejażdżka ciufcią!


U dziadka na działce z rówieśnikiem Guciem





Doda!


Przebieranki z kuzynką


Ostatnia noc



Drogę powrotną uprzyjemniały:





Jesteśmy na miejscu!





17 komentarzy:

  1. Do tego wszystkiego doprowadza nasz rząd niestety, jak tak dalej pójdzie nikt nie będzie chciał mieszkać w Polsce :(

    OdpowiedzUsuń
  2. ehhh ta nasza Polska ...
    a jakie rady na podróż samolotem z dzieckiem ???

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jutro napiszę o tym kilka słów :)

      Usuń
    2. O to nie mogę się doczekać bo i ja wybieram się z Alą do UK :) Ciekawa jestem jak nam to wyjdzie:)

      Usuń
  3. o tak ja gdy tylko chleb mam rozpocząć robię znak krzyża, tak jak robiła to moja babcia, robię to powoli i z namysłem. taki mój hołd dla niej, nikt takiej jajecznicy nie robi jak ona. No i to prawda tu w Polsce ludzie są nieszczęśliwi i mam czasami wrażenie, że tak są do tego przyzwyczajeni, że gdy już coś się ułoży to i tak nie potrafią się z tego cieszyć, no oczywiście nie wszyscy ale....

    OdpowiedzUsuń
  4. znikopisem to wczoraj moja młoda się namiętnie bawiła :)
    wykolegowała siostrę i miała radochę ja nie wiem :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Anonimowy3/18/2014

    tak jak sam zauważyłaś zycie w polsce jest cięzkie ceny powalają a płaca marna. mój mąż pracuję ciężko 6 dni w tygodniu i zarabia 2000zł z czego ponad 1000 to opłaty. ja jestem z malutką w domu. i z czego sie cieszyć??? że nie stać nas praktycznie na nic po zakupie pieluszek mleka i rzeczy dla małej zostaje 700zł na cały miesiąc a jeszcze trzeba odliczyć z tego pieniążki na paliwo. jedynym powodem do usmiechu jest to że jesteśmy zdrowi. nie dziw sie więc że polacy są smutni. polska rzeczywistość załamuję

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Znam polską, szarą rzeczywistość, jeszcze tak niedawno sama się z nią zmagałam. I wiem dlaczego Polacy są smutnym i sfrustrowanym narodem - nie dziwię się, tylko stwierdzam fakty.

      Usuń
  6. W tym naszym kraju piękne są tradycje, gdyby nie trudne realia żyło by się super... Ale jest jak jest czyli ciężko. Młodzi jeszcze jakoś sobie radzą, starsi już nie mają sił...
    Artur jak zwykle cudowny :)
    Zapraszam do siebie na rozdawajke.

    OdpowiedzUsuń
  7. Fajnie, że wyjazd się udał i miłe wspomnienia będą :) Na pewno będziecie tęsknić, ale skoro Wam dobrze tam na emigracji to nie ma co żałować tylko się cieszyć z dobrego wyboru.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tęsknota za najbliższymi to nieodłączny element emigracji, ale nic, absolutnie nic na to nie poradzimy :(

      Usuń
  8. Trochę Cię podziwiam, że potrafiłaś się zadomowić na obczyźnie. Ja po pięciu latach pobytu w Belgii z wielką radością wracałam może nie tyle do kraju co do bliskich:)
    Pozdrawiam serdecznie i zapraszam do siebie:))

    OdpowiedzUsuń
  9. Kurcze to ja mam szczęście bo na moim osiedlu dzieciaków i wózków za trzęsienie :) z tym marudzeniem i smutną miną to niestety prawda ale ja mam nadzieje, że kiedyś to się zmieni :) pozdrawiam Agata z akukuuu

    OdpowiedzUsuń
  10. haha też tak miałam gdy przyjeżdżałam do Polski z Irlandii, zawsze w oczy rzucali się nieuśmiechnięciu ludzie, teraz już się do tego przyzwyczaiłam;) we Wrocławiu same mamy z dziećmi, na placu zabaw tłoczno;)

    OdpowiedzUsuń
  11. Mam dokładnie takie same odczucia.... I z jednej strony czułam żal wyjeżdżając, a z drugiej ogromną ulgę po powrocie do Anglii.

    OdpowiedzUsuń