Dziecko w samolocie

Dzieci różnie przeżywają lot samolotem. Artur zazwyczaj dobrze znosi takie podróże. Raz tylko jedyny wymiotował, ale był wtedy przeziębiony i ogólnie czuł się okropnie. Moja siostra podaje mojej chrześnicy lek łagodzący chorobę lokomocyjną i zakleja jej pępek plasterkiem. My na szczęście (przynajmniej na razie) nie mamy takiego problemu. Rzekłabym nawet, że to ja gorzej znoszę lot od mojego synka.

Podczas startu i lądowania zatykają się nieprzyjemnie uszy z powodu szybko zmieniającego się ciśnienia. I to właśnie wtedy na pokładzie samolotu słychać najwięcej płaczu. Warto w tych dwóch momentach podać dziecku coś do picia lub żucia (niemowlętom można podać pierś lub butelkę z mlekiem/wodą, starszym pociechom np.: lizaka/cukierka/gumę).

Jeśli chodzi o prowiant to spokojnie można wnieść do samolotu jedzenie dla dziecka. Obecnie Artur jest już na tyle duży, że przygotowuję mu tylko kanapki, owoce i ewentualnie mus owocowy czy jogurt w tubce. Wcześniej były to słoiczki z obiadkiem/owocami i mleko w proszku. Czasami (wszystko zależy od strażnika) musiałam odkryć słoiczek i spróbować zawartości. Jeśli chodzi o picie to w bidonie można przewieźć tyle płynu ile pomieści dana butelka (oczywiście zdarza się tak, że musimy spróbować przy strażniku danego napoju).  Natomiast soczki o pojemności większej niż 100 ml odpadają w przedbiegach. Kiedyś straciłam trzy soczki w kartoniku ze słomką - od tamtej pory zapas picia robię już po odprawie, w sklepach wolnocłowych.

Kiedy Artur był mniejszy zawsze brałam do samolotu kocyk, bo na pokładzie temperatury bywają różne. Teraz ubieram go po prostu "na cebulkę". A jeśli zdarzy mu się drzemka przykrywam go swoją kurtką. Zdecydowanie wolę zabrać więcej zabawek czy książeczek zamiast kocyka. Warto rozejrzeć się, jeszcze na długo przed podróżą, za nowymi, ciekawymi zabawkami. Nie muszą być drogie, czasem mała "pierdółka" potrafi zaciekawić dziecko na długie minuty. Można postawić też na ulubioną, sprawdzoną zabawkę czy książkę. U nas świetnie sprawdził się znikopis (Artur wcześniej nie miał z nim do czynienia). Polecam też wszelkie książeczki z naklejkami czy zadaniami i zagadkami. Pamiętajmy jednak, żeby zabawki nie były grające... coby nie irytować innych podróżujących. Przed podróżą zadbałam także, aby nasze telefony były maksymalnie naładowane, a na karcie znalazła się jakaś nowa bajka, tak aby w chwili kryzysu wspomóc się nią.

Warto też, przed zajęciem swoich miejsc i przed startem, spakować do małej torebki lub dziecięcego plecaczka, rzeczy, które będą potrzebne "tu i teraz", czyli picie, przekąski i zabawki. Doświadczenie nauczyło mnie, że nie zawsze mamy szybki dostęp do bagażu podręcznego, który znajduje się w luku nad naszymi głowami. Dlatego, pakując się w domu, odkładam wszystkie najpotrzebniejsze rzeczy w małą torebkę, którą na pokładzie trzymam na kolanach lub między siedzeniami.

Artu leciał samolotem pięć razy. Z perspektywy czasu muszę stwierdzić, że im dziecko starsze, tym łatwiej się z nim podróżuje. Odkąd synek skończył 2 latka, siedzi już na swoim fotelu i uwielbia podróżować na tej swojej "przestrzeni". Jak tylko zajmie swoje miejsce, zapina sobie pasy (z niewielką pomocą rodzica) i zadowolony czeka na start samolotu. Mam nadzieję, że tak będzie już zawsze.









4 komentarze:

  1. Anonimowy3/20/2014

    Zamierzamy lecieć w maju, córka będzie miała wówczas 23 miesiące. Jest bardzo ruchliwa, żeby nie powiedzieć nadpobudliwa :-). Liczę jednak na to, że nowe miejsce ją zaciekawi i nie będzie tak najgorzej. Pozdrawiam Marta

    OdpowiedzUsuń
  2. O nas to czeka dzisiaj, wszystko już spakowane mamy, Pierwszy raz będziemy lecieć gdy Miłosz sam będzie siedział na swoim siedzeniu, spał raczej nie będzie bo to pora nie Jego, więc trochę "zajmowaczy" musiałam zabrać:) Pierwszy raz jak Miłosz leciał i samolot startował wbiło nas w fotele a Miłosza we mnie bo u mnie siedział to inne dzieci płakały a on się śmiał:) Pozdrawiamy :)

    OdpowiedzUsuń
  3. tak, zabawki i prowiant to podstawa :) ja się jeszcze modlę żeby usnął :D

    OdpowiedzUsuń
  4. O matko 2 ostatnie zdjęcia wymiatają!! Ja się boję... Myślałam, analizowałam i nie przełamię się... Trudno no, nie dam rady :/

    OdpowiedzUsuń