Nie jestem idealną matką i nie mam idealnego dziecka

Pewnie połowa z Was, czytając mojego bloga, myśli, że jestem matką idealną. Mam głowę pełną pomysłów na nowe zabawy. Mam anielską cierpliwość i siedzę całymi dniami w klockach, kredkach, farbach i książeczkach. I na dodatek gotuję zdrowe potrawy.

Otóż nie! Nie jestem matką idealną. Codziennie rano, zaraz jak tylko nakarmię dziecko gęstą owsianką, włączam mu bajki, a sama oddaję się rytualnemu piciu kawy. I nie czytam mu w tym czasie nad uchem książeczek, tylko bezczelnie wgapiam się w monitor laptopa, coby wyczytać coś ciekawego w internecie i ewentualnie się zainspirować. W ciągu dnia także zostawiam dziecko na pastwę losu, w otchłani zabawek i klocków, coby ćwiczyć angielski / scrapować / sprzątać / gotować / malować paznokcie / układać włosy /itp. Dziecko wie, że matka jest wyrodna i potrzebuje swojej przestrzeni, czasu tylko dla siebie, dla swoich pasji. 

Jakby tego było mało, zostawiam syna cztery razy w tygodniu, po dwie godziny, w żłobku... a sama w tym czasie, beztrosko oddaję się edukacji. Na dodatek są to trzy różne żłobki, więc funduję dziecku podwójny, a nawet potrójny stres. Dziecko nie zawsze chętnie chce zostawać w tych miejscach... wszystko zależy od żłobka, od opiekunek i jego samopoczucia. 

Z zawodu jestem pedagogiem i uwielbiam pracę z dziećmi. Mogę śmiało stwierdzić, że wszystkie moje pobudki do wszelkich zabaw z moim synem wynikają z czystego egoizmu. Lubię przekazywać mu wiedzę, ćwiczyć z nim, rozwijać zmysły... a najbardziej lubię prace plastyczne. Mimo wszystko, nie zadręczam go całymi dnami odgórnie zaplanowanymi zabawami. Dziecko też nie jest idealne i potrzebuje swojej przestrzeni. Nie może być, a nawet nie chce być, zakładnikiem moich marzeń, wyidealizowanego świata, który stworzyłam gdzieś tam sobie w głowie.

Nie jestem też idealną kucharką i dietetyczką. Owszem, z wiekiem jestem coraz bardziej świadoma tego, co jemy, ale nie daję się zwariować. Moje dziecko je słodkie jogurty, białe bułki, mleczną czekoladę i parówki z ketchupem - bo najzwyczajniej w świecie to lubi. Oczywiście zachowuję rozsądny umiar w dozowaniu tych przyjemności. Ale jakby nie było, grzechy dietetyczne popełniam, jak na nieidealną matkę przystało.

Poza tym, nie śpię z moim dzieckiem. Świadomie i z własnego wyboru nie chcę z nim spać. Nie lubię, kiedy małe bose stópki wbijają mi się w żebra, mała pupa, w obsikanym pampersie kładzie mi się na głowie, a pulchne rączki zabierają mi poduszkę spod głowy. Jest jedno ale... Ale syn i tak każdej nocy uprawia wędrówkę ludów i przychodzi do nas spać. Z tym, że ja wtedy jestem w bardzo głębokiej fazie NREM...  i jestem kompletnie nieświadoma tego zdarzenia. Pozwalam mu na to, mimo wszystko, bo nie mam siły w środku nocy go odprawiać do łóżeczka. Bywa też tak, że rano zastanawiam się jak i kiedy to małe wpełzło do naszego łóżka.


Pewnie połowa z Was, czytając mojego bloga myśli, że mam idealne dziecko. Że samo całymi dniami siedzi w swoim kąciku i się bawi. Zawsze jest uśmiechnięte. Na nic nie narzeka. Wspaniale radzi sobie w nowych, życiowych sytuacjach. I że potrafi siedzieć pół dnia przy zabawach "stolikowych". 

Otóż nie! Moje dziecko nie jest idealne. Jest wspaniałym, małym człowiekiem, który miewa gorsze i lepsze dni. Owszem, częściej się uśmiecha niż płacze. Owszem, jest bardziej cierpliwy, niż niecierpliwy. Bardziej grzeczny, niż niegrzeczny. Ale nie jest idealny.

Są takie dni, że potrafi pół dnia siedzieć przy ciastolinie lub godzinę czytać ze mną książki, ale są też dni, że już po przeczytaniu dwóch stron idzie sobie pobiegać po domu, a o zabawach plastycznych w ogóle nie chce nawet myśleć. Potrafi też, pomalować kredą wykładzinę, farbą swoje ukochane autka, długopisem nos i policzki. Nie zasypia sam w łóżeczku... tylko musi rodzica swojego trzymać za rękę, najlepiej jeszcze miętosząc jego obrączkę.

W sklepie biega miedzy regałami, do ludzi stojących przed nami w kolejce krzyczy "sio - sio!". Rozpacza za niekupionym autkiem. Za tatą, który wyszedł do pracy. Za mamą, która zostawia go w żłobku. Gryźć ludzi też potrafi. I przylać dziecku jakiemuś, które niekoniecznie mu w czymś zawiniło. I nie je samodzielnie. Tylko kilka pierwszych kęsów czy łyżek, a później już mu się nie chce. I nadal śpi w pieluszce. I spacery czy dłuższe wyprawy też wspomagane są pieluchami.

I choruje ostatnio dosyć często, ale wierzę, że to tylko chwilowa reakcja na przebywanie w skupisku żłobkowych dzieci. Potrafi też zrobić focha z przytupem. Położyć się na podłodze i wyć jak wilk do księżyca. I pluje zdrowymi przekąskami typu suszone owoce. A jego ulubione słowo to "NIE".


Wbrew pozorom, nie jestem idealną matką i nie mam idealnego dziecka. Ale czy w ogóle takie wytwory istnieją?

31 komentarzy:

  1. jeśli za ideał ma się matkę przyklejoną do dziecka i dziecko z anemią, to owszem, istnieją ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Wiesz co? Uważam, że jesteś matką idealną - świadomą siebie, swojego dziecka, postępującą ze zdrowym rozsądkiem. Matka musi mieć swoją przestrzeń i dziecko musi mieć swoją przestrzeń. Idealna matka to tak, która potrafi znaleźć równowagę i przyznać się do słabości. Nie znoszę kobiet, które uważają się za "matki idealne" i wszystkowiedzące, a jak coś powiesz to obraza na całego ! Buziaki dla Was

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, bardzo budujące i trafne słowa.
      Buziaki również dla Ciebie.

      Usuń
  3. Dziękuję za ten wpis. Nawet nie wiesz, jak bardzo... :* Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  4. A widzisz ja myślę inaczej, jestem idealna matką dla mojego dziecka, a on jest dla mnie idealnym synem...Dlaczego? Bo żadne z nas nie zamieniło by tego drugiego na nikogo innego na świecie...
    p.s. też mamy gorsze dni...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację... nie pomyślałam o tej zamianie... u nas też nie ma absolutnie mowy o żadnych zamianach na inną matkę/dziecko :)

      Usuń
  5. Wiele z nas właśnie o Was taką 'idealną' opinię bo piszesz często o dobrych rzeczach. Nie przeczytam u Ciebie o tym jak Artur ludzi w kolejce przegania czy maluje dywan kredą:)
    Mimo wszystko wydaje mi się być radosnym i potrafiącym się czymś dłużej zajać dzieckiem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem właśnie, że dużo czytelników patrzy na mnie przez pryzmat tych dobrych wpisów na blogu. Dostałam też kilka maili z zapytaniem - jak być takim idealnym? Miedzy innymi, dlatego powstał ten wpis.
      Fajnie, że ktoś postrzega mnie za "wzór", chciałoby znać mój złoty środek, ale ja go niestety nie mam - bo nie jesteśmy idealni :)

      Usuń
  6. ale właśnie jesteście idealni, dla siebie. stworzenie dla siebie.
    w pełni akceptujecie i odgadujecie swoje potrzeby.,
    i to jest ten ideał, a nie spędzanie z dzieckiem 24h/dobę i faszerowanie go jedynie kiełkami i żywnością bio.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, ja na pewno mogę powiedzieć o moim synku, że dla mnie jest idealny... lepszego syna sobie nie wymarzyłam ;) Masz rację.

      Usuń
  7. hehe, uśmiałam się czytając ;) a to dlatego, że moje przedpołudnia wyglądają podobnie. Mati zjada śniadanie, po czym włączam bajki. Ja w tym czasie buszuję po necie i piję herbatkę ;) a co do spania, to wypisz wymaluj sytuacja taka, jak u nas :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Jakby było idealnie to by było nudno:)

    OdpowiedzUsuń
  9. Wg mnie nie ma :) Bo jesteśmy tylko ludźmi nie robotami.
    Czytając tego posta czułam jakbym czytała o sobie i swoim dziecku. Co do spania mam IDENTYCZNIE idę spać z Mężem wstaję z Miłoszem i nie wiem nawet kiedy wlazł do łóżka. U nas też jest gonitwa po sklepach, Miłosza ucieka a my go gonimy jak musi iść po sklepie za rękę to jest wrzask na cały sklep. Dlatego wybieramy sklepy z wózkami :P Jest spokój:)
    Też jestem pedagogiem i tez uwielbiam takie prace tylko niestety mój syn nie:P i to od wielkiego dzwonu uda mi się go zainteresować jakimiś manualnymi zabawami innymi niż kredki i farby. A i tak szybko się nudzi:) A ja zostaję sama i się "bawię" a On biega po domu jak tajfun od jednej zabawki do drugiej:)
    Matka nieidealna pozdrawia nieidealną matkę :) Miłego weekendu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nieidealna matka dziękuje nieidealnej matce :*

      Usuń
  10. Istnieją, ale tylko na facebookowych zdjęciach ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie, na zdjęciach wszystko może być idealne :)

      Usuń
  11. fajny wpis:) jak dla mnie to właśnie jest ideał :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Paradoksalnie, dla mnie Ci bardziej nieidealni są właśnie idealniejsi ;D (jeśli ktokolwiek oprócz mnie jest w stanie to pojąć ;)).
    Precyzując, to co jest przez większość uznawane za ideał, mnie akurat dla odmiany nijak nie przekonuje!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podążam za Twoją myślą i rozumiem ją :)

      Usuń
  13. nie ma na świecie ideałów - nie oszukujmy się :) jesteśmy tylko ludźmi i każdy z nas ma swoje dobre i złe chwile :) pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Uff jaka ulga, że jednak nie jesteś matką idealną, a Artur idealnym dzieckiem ;) Możemy sobie przybić piątkę ;)

    OdpowiedzUsuń
  15. Ej, ale po co mają takie istnieć? Bo ja nie wiem ;) Jesteś człowiekiem i Twoje dziecko też. To wystarczy :) i nadaje pełne prawo do fochów, ochów i achów ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja nie mam potrzeby być idealną matką, chcę być tylko szczęśliwą matką i mieć szczęśliwe dziecko. Ale niektóre osoby tak mnie właśnie postrzegają, jako idealną. Dlatego chciałam napisać kilka słów sprostowania :)

      Usuń
  16. Każda z nas była matką idealną dopóki nią naprawdę nie została :)

    OdpowiedzUsuń
  17. A w życiu, normalna kobitka z Ciebie, nawet bardziej w tę idealna stronkę się przekrzywiasz :)

    OdpowiedzUsuń
  18. Heheh u nas podobnie. Do perfekcji nam daleko, ale lubię to.

    OdpowiedzUsuń
  19. Ależ masz idealne dziecko - bo Twoje! I Ty jesteś jego idealną matką, zapewniam Cię, że nie chciałby innej :)

    OdpowiedzUsuń