Wyzwanie foto - Zabawka

Czy Moleskine może być zabawką? Jak najbardziej tak. Czy to kalendarz, czy notes, szkicownik, terminarz, adresownik... warto mieć taki gadżet. Bo przenosi w zupełnie inny świat, bo mobilizuje do zatrzymywania chwil, kreatywnego myślenia, bo ma piękne aksamitne, kremowe kartki, bo ma szerokie zastosowanie, bo istnieje na świecie od dwustu lat, bo korzystał z niego Ernest Hemingway, bo ma klimat, bo posiadanie go to szpan w bardzo dobrym guście bo... mogłabym tak jeszcze długo.

Podobno zafascynowanie Moleskinem odbywa się w kilku fazach. Najpierw go gdzieś widzimy, u znajomego, gdzieś na blogu może i zaczynamy się tym tworem interesować. Później przychodzi faza posiadania swojego Moleskina... faza wąchania stron, strach przed zapisywaniem go. Ja właśnie jestem na tej fazie :) A kolejny etap to chyba już tylko miłość i pragnienie posiadania więcej Moleskinów. 

Wiem jedno - już mam pierwszy prezent, który wpiszę na następną gwiazdkową łiszlistę. 




Inne zabawki możecie podziwiać TUTAJ
 
*Wpis absolutnie nie jest sponsorowany.




20 komentarzy:

  1. Zgadzam się. Uwielbiam takie gadżety - też Chcę :-)

    OdpowiedzUsuń
  2. mnie kultowość moleskina w ogóle nie rusza. uwielbiam go, bo jest graficznie i jakościowo idealny. w tym roku mam, dzięki paulinie, czerwony, co jeszcze bardziej koresponduje z tym, co mi w duszy gra

    OdpowiedzUsuń
  3. hmmm ciekawa zabawka :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ciekawe, choć mnie osobiście zupełnie nie bierze coś takiego ... ani kultowość, ani szpan na mnie nie działają ... ale obiektywnie bardzo ładna zabawka!
    pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Zawsze dziwiło mnie to jaranie się moleskine;) Miała go moja siostra i ubóstwiała. Dla mnie to notes jak notes, w dodatku bez kratek;p
    Chociaż pewnie m.in to działa inspirująco na twórczość... która w nim powstaje. Ciekawa jestem co tam zapisujesz bądź malujesz;ppp

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem jak to było kiedyś, ale teraz Moleskine są też w kratkę i linię. No ale najlepsze są gładkie. Ja to najbardziej się jaram kalendarzami :) Ale notes też bym pewnie pokochała :)

      Usuń
  6. ale numer... w pierwszej chwili nie wiedziałam zbytnio o czym mowa, by niedługo później odkryć, że mam takowąż zabawkę i używam jej nawet :DDD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to teraz już wiesz, co posiadasz :)

      Usuń
  7. Mnie też ogarnia strach przed zapisaniem nowego notesu :)
    Ale najgorzej jest na koniec roku, kiedy okazuje się że nie udało się przezwyciężyć tego strachu ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie no, trzeba ten strach przezwyciężyć i pobrudzić swojego Moleskina, żeby odzwierciedlał Ciebie i cały przeżyty rok :)

      Usuń
  8. super, nigdy wcześniej nie słyszałam o moleskine, ile kosztuje takie cudo?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cena zależy od wielkości i rodzaju Moleskine, ale waha się w granicach 30 - 80 zł. Typowy kalendarz A5 w twardej oprawie kosztuje 60-80 zł. W połowie stycznia ceny kalendarzy tanieją - z wiadomej przyczyny :)

      Możesz je obejrzeć sobie dokładniej tutaj - http://sklep.czulybarbarzynca.pl/moleskine-c-34.html?utm_campaign=moleskine&utm_content=2F&utm_medium=trafficmoleskine&utm_source=moleskinepl

      Usuń
  9. jestem w pierwszej fazie :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Ciekawe - ale nie miałam więc trudno mi się wypowiedzieć :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Aja lubię jak mój kalendarz stopniowo się wypełnia... :)
    Mam co prawda małą, tanią wersję kalendarza, ale za to z Londynem na okładce :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Kurczę...i znowu wyjdzie, że ja zupełnie niedzisiejsza. W ogóle nie wiem, o co kaman. Musiałam poczytać w wujku google;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie martw się, jeszcze dwa lata temu też nie wiedziałam o jego istnieniu... człowiek odkrywa codziennie jakieś nowości :)

      Usuń
  13. A my się cieszymy, że doszedł :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Kurczę, nie wiedziałam co dostałam i leżał sobie. Nawet myślałam ze po co mi dwa kalendarze:D
    Człowiek nawet nie wie co ma w domu:D

    OdpowiedzUsuń