Spy Day / 1

Wczoraj mieliśmy rodzinny obiad. Siedzieliśmy, rozmawialiśmy, dzieci gdzieś w kącie układały sobie puzzle. I nagle z radia popłynęła piosenka, która wzbudziła falę wspomnień. Zaczęło się od dyskoteki w podstawówce, gdzie im było ciemniej i głośniej, tym lepiej. Później, zaczęłyśmy z siostrą wspominać znajomych z podstawówki i ze szkoły średniej. Zahaczyłyśmy też wspomnieniami o kolonie i obozy.

A później pomyślałam sobie, że ten czas tak szybko leci. Chciałabym być znów małą dziewczynką, która siedzi u babci przy stole, zajada się chlebem z miodem i wsłuchuje w odgłosy trzaskających iskier w piecu. Przecież jeszcze tak niedawno zdawałam maturę. A ten ślub... ja w bieli, on w czerni i dwa małe złote krążki... I pamiętam jak leżałam na stole operacyjnym, wyjmowali małego chłopczyka z mojego brzucha... malutka dupeczka i mocno zarysowany kręgosłup odbijał się w lampie operacyjnej. I takie małe, dwukilogramowe pacholę trzymałam w ramionach.

... ale to już było... tara tata tam...

I to poczucie, że każda chwila jest nam dana raz w życiu, raz jeden, nigdy więcej.

Dlatego ku pamięci, żeby wspomnienia jeszcze bardziej pachniały i nie rozmazywały się tak szybko ustawiam się w szeregach akcji Spy Day. Taki jeden dzień w miesiącu, zwykły, niezwykły, rodzinny, wyjątkowy, godzina po godzinie, zdjęcie po zdjęciu, dla potomności ... żeby było co oglądać podczas wcierania maści na reumatyzm. Kiedyś tam. I żeby zaspokoić poczucie pewności, że panuję nad upływającym czasem (o naiwności ma!)


 Szczegóły zabawy TUTAJ



Mój zwykły dzień zaczynam około 7:00 - 8:00. Piję kawę i czytam blogi. Artur je owsiankę i ogląda bajkę. Zdjęć brak, bo zbyt rano, zbyt ciemno i zbyt wcześnie.

9:00 ogarniam powierzchownie mieszkanie i robię śniadanie, a dziecko się bawi.



9:30- 10:00 na śniadanie najlepszy omlet na świecie, z wędzonym łososiem i suszonymi pomidorami.


Żeby nie było, dziecko też coś je.


11:00 wychodzimy na spacer i drobne zakupy... paragon, który przypadkowo gra rolę pierwszoplanową zdradza sklep, w którym robię zakupy najczęściej.


13:00 po wymyśleniu Arturowi jakiejś zabawy - tym razem pudełko z wyciętymi okienkami i drzwiami, zaczynam przygotowywać obiad.



14:00 obiad zjemy wszyscy razem kiedy mąż wróci z pracy, a tymczasem zjadam resztki z wczoraj, czyli brokuły w mielonych migdałach i hummus... z mięsa nic się nie ostało. Artur zjada zupę... też z wczoraj.


14:30 Jeszcze chwila zabawy, rysowania, czytania książeczek...


... i o 15:00 wychodzimy do szkoły po Zuzię. I kawa u mojej siostry.


 18:00- 18:30 mąż wraca z pracy. Wszyscy "obiadujemy".


I tu następuje mała luka w dniu... ale załóżmy, że dziecko jest już wypieszczone przez tatę, wybawione, nakarmione i wykąpane. Po 20:00 zasypia. A my relaksujemy się przy pistacjach i filmie lub serialu.

23:00, 24:00 i później... cały świat śni już sny, moja głowa leży już na poduszce, ale oczy jeszcze nie są zamknięte... czytają...



21 komentarzy:

  1. no i słowa dotrzymałaś :)
    kradnę przepis na omlet, jakoś mi to zestawienie nie przyszło samoistnie do głowy. i żeby kaszę gotować w sosie z mięsa też nie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To jest soczewica, ale kaszę gryczaną też tak gotuję. Uwielbiam potrawy jednogarnkowe :)

      Usuń
    2. ja też, szczególnie zimą i szczególnie w domu pełnym innej roboty

      Usuń
  2. czyzby pistacje z Lidla? ;) Mniam!

    OdpowiedzUsuń
  3. Nasz "zwykły" dzień wygląda mniej więcej podobnie bardzo ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Jak robisz taki omlet? Akurat mam łososia i pomidory, chętnie bym zrobiła jutro;)
    Soczewicę ostatnio też kupiłam i kminię co z niej zrobić.

    Lidl jest super hihi też go lubię;p

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na łyżce oliwy przesmażam około 4 cm białej części pora, pokrojonego w półokręgi, razem z 3 pokrojonymi suszonymi pomidorami. W misce mieszam 2 jaja z 2 łyżkami wody i 2 płaskimi łyżkami mleka w proszku (można zastąpić to po prostu 2 łyżkami mleka). Wylewam na patelnię masę jajeczną, układam łososia, na to trochę startego sera, przykrywam i zapiekam. Można wstawić na 5 minut doi nagrzanego piekarnika, jeśli patelnia nadaje się do takich celów :) To jest 1 porcja... taka porządna :)

      Usuń
    2. Pycha. Dodałam do zakładek, w weekend próbuję:)

      Usuń
  5. genialne! Takie proste... a jakie inspirujące... też zacznę! I to już jutro ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. mmm ten omlet z łososiem skradł moje podniebienie, choć narazie tylko w wyobraźni, ale muszę się o taki pokusić:)) a widzę, że oglądaliście Wilka z Wall Street :) też widziałam:))

    OdpowiedzUsuń
  7. I po co u weszłam? Jest 23:23, przeczytałam o pistacjach i wrąbałam właśnie całą paczkę! Ja swojego spajdeja pokażę w środę ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jestem bardzo ciekawa :)
      A pistacje są zdrowe, o każdej porze dnia... i nocy.

      Usuń
  8. AA! Gdzie oglądaliście film? macie na komputerze czy gdzieś w internecie? ; P

    OdpowiedzUsuń
  9. hahaha maść na reumatyzm, wspaniała relacja z dnia, same pyszności gotujesz, a ten omlet wygląda obłędnie! wilk z walstreet strasznie mi się podobał, a tobie? ja jestem uzależniona od ogladania filmów:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dla mnie był trochę wydłużony... skróciłabym go o kilkanaście dobrych minut :)

      Usuń
  10. mnaimusnie jak zawsze u WAs :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Niestety, lata lecą, a czasu nie cofniemy, więc trzeba się cieszyć tym co tu i teraz :-) Omlet brzmi przepysznie :-)

    OdpowiedzUsuń
  12. Dni tak szybko przemykają, że ani się człowiek obejrzy a z rana robi się wieczór, z początku miesiąca koniec, a ze stycznia grudzień :)

    OdpowiedzUsuń