Poznaję swoje ciało - zabawy dla dzieci


"Rączki robią klap, klap, klap
Nóżki tupią tup-tup-tup
Tutaj swoją główkę mam
A na brzuszku bam-bam-bam."

- Artur, pokaż, gdzie chłopiec ma brzuch?
- Bziuch tu.



"Leciały motylki przez pole, przez las
a jeden motylek na nosek Ci wlazł"

- Gdzie masz nosek?
- Tu, bip.



- A gdzie Bolek ma nosek?
-Tutam



- A gdzie Bolek ma włosy?
- Siosi tutam.



"Buzia robi am-am-am
Oczy patrzą tu i tam
Tutaj swoje uszy mam
A na nosku sobie gram."




- Artur, teraz zrobimy chłopczyka.
- Kak! Buzia, siosi, oki.









- Czego jeszcze brakuje chłopcu?
- Bupy.




- A teraz zrobimy dziewczynkę. Jakiego koloru będzie miała włosy?
- Ziuzi!










Książeczka: Nocnik nad nocnikami, A. Frankel
O minach pisałam już TUTAJ. Materiały mam od mamy Bogny TUTAJ
Ludziki do wyklejenia TUTAJ


Poniosłam porażkę pedagogiczną

Jest wczesny wieczór. Czytam książeczki z moim synkiem. Akurat w jednej z nich główny bohater to tata. Artur pokazuje na okno i mówi:
- Tata tam.
- Tak synku, tata jest w pracy, ale zaraz wróci do domu.
Artur usłyszawszy to zerwał się na równe nogi, machnął ręką w kierunku kuchni i krzyknął:
- Mamo, am-am tati!
Powoli zaczęłam wstawać z krzesła pytając:
- Mam iść zrobić tacie obiadek?
Artur już pchając mnie do kuchni krzyknął:
- Kak!

Zrobiłam wieczorną owsiankę mojemu dwulatkowi. Stawiam miskę przed mężem na biurku i mówię do synka:
- Tatuś Cię nakarmi, a ja idę się umyć.
Artur zgłasza sprzeciw. Stanowczy. Próbując zepchnąć męża z krzesła krzyczy:
- Tata myju myju, sio sio!
A kiedy już mąż wstał, Artur podbiegł do krzesła, uderzył w nie z całej siły i powiedział:
- Mama tu! Am-am ja!

Artur ogląda bajkę. Ja zaczynam rozmawiać przez telefon z moją mamą. Podświadomie zaczynam głośniej mówić, coby tam w tej Polsce dobrze mnie było słychać. Nagle czuję klepanie w udo. Patrzę w dół i widzę synka wymachującego rączkami jakby odganiał muchy. Dwulatek z lekkim poirytowaniem pokazuje mi kuchnię i mówi:
- Sio sio tam! Baja!


Gdzie popełniłam błąd?

Spy Day / 1

Wczoraj mieliśmy rodzinny obiad. Siedzieliśmy, rozmawialiśmy, dzieci gdzieś w kącie układały sobie puzzle. I nagle z radia popłynęła piosenka, która wzbudziła falę wspomnień. Zaczęło się od dyskoteki w podstawówce, gdzie im było ciemniej i głośniej, tym lepiej. Później, zaczęłyśmy z siostrą wspominać znajomych z podstawówki i ze szkoły średniej. Zahaczyłyśmy też wspomnieniami o kolonie i obozy.

A później pomyślałam sobie, że ten czas tak szybko leci. Chciałabym być znów małą dziewczynką, która siedzi u babci przy stole, zajada się chlebem z miodem i wsłuchuje w odgłosy trzaskających iskier w piecu. Przecież jeszcze tak niedawno zdawałam maturę. A ten ślub... ja w bieli, on w czerni i dwa małe złote krążki... I pamiętam jak leżałam na stole operacyjnym, wyjmowali małego chłopczyka z mojego brzucha... malutka dupeczka i mocno zarysowany kręgosłup odbijał się w lampie operacyjnej. I takie małe, dwukilogramowe pacholę trzymałam w ramionach.

... ale to już było... tara tata tam...

I to poczucie, że każda chwila jest nam dana raz w życiu, raz jeden, nigdy więcej.

Dlatego ku pamięci, żeby wspomnienia jeszcze bardziej pachniały i nie rozmazywały się tak szybko ustawiam się w szeregach akcji Spy Day. Taki jeden dzień w miesiącu, zwykły, niezwykły, rodzinny, wyjątkowy, godzina po godzinie, zdjęcie po zdjęciu, dla potomności ... żeby było co oglądać podczas wcierania maści na reumatyzm. Kiedyś tam. I żeby zaspokoić poczucie pewności, że panuję nad upływającym czasem (o naiwności ma!)


 Szczegóły zabawy TUTAJ



Mój zwykły dzień zaczynam około 7:00 - 8:00. Piję kawę i czytam blogi. Artur je owsiankę i ogląda bajkę. Zdjęć brak, bo zbyt rano, zbyt ciemno i zbyt wcześnie.

9:00 ogarniam powierzchownie mieszkanie i robię śniadanie, a dziecko się bawi.



9:30- 10:00 na śniadanie najlepszy omlet na świecie, z wędzonym łososiem i suszonymi pomidorami.


Żeby nie było, dziecko też coś je.


11:00 wychodzimy na spacer i drobne zakupy... paragon, który przypadkowo gra rolę pierwszoplanową zdradza sklep, w którym robię zakupy najczęściej.


13:00 po wymyśleniu Arturowi jakiejś zabawy - tym razem pudełko z wyciętymi okienkami i drzwiami, zaczynam przygotowywać obiad.



14:00 obiad zjemy wszyscy razem kiedy mąż wróci z pracy, a tymczasem zjadam resztki z wczoraj, czyli brokuły w mielonych migdałach i hummus... z mięsa nic się nie ostało. Artur zjada zupę... też z wczoraj.


14:30 Jeszcze chwila zabawy, rysowania, czytania książeczek...


... i o 15:00 wychodzimy do szkoły po Zuzię. I kawa u mojej siostry.


 18:00- 18:30 mąż wraca z pracy. Wszyscy "obiadujemy".


I tu następuje mała luka w dniu... ale załóżmy, że dziecko jest już wypieszczone przez tatę, wybawione, nakarmione i wykąpane. Po 20:00 zasypia. A my relaksujemy się przy pistacjach i filmie lub serialu.

23:00, 24:00 i później... cały świat śni już sny, moja głowa leży już na poduszce, ale oczy jeszcze nie są zamknięte... czytają...



Jak się szczepi dzieci w UK?

Kiedy przeprowadziliśmy się do Londynu, Artur miał skończone dwa lata i zaliczone wszystkie szczepienia według kalendarza szczepień. Tylko bilansu dwulatka nie zrobiliśmy, bo na wizytę trzeba było czekać miesiąc.
Po przyjeździe do UK i rejestracji w pobliskiej przychodni zostaliśmy zaproszeni z Arturem na wizytę u pielęgniarki. Sympatyczna pani popatrzyła na kartę szczepień w książeczce zdrowia, policzyła coś na palcach i powiedziała, że brakuje jeszcze dwóch szczepionek - przeciw zapaleniu płuc i opon mózgowych i  na odrę, świnkę, różyczkę. I zapytała, czy Artur dobrze się dziś czuje i czy może dać mu te szczepionki? 

Trochę byłam zszokowana tym pytaniem. No bo jak to? Szczepienie bez wcześniejszego badania lekarskiego? Bez osłuchania? Wystarczy tylko moja opinia, że dziecko nie kaszle, nie ma gorączki? 
W Polsce kiedy szłam szczepić dziecko, spędzałam w przychodni pół dnia. Najpierw był szczegółowy wywiad, później badanie lekarskie, później szczepienie, później godzina obserwacji dziecka, oględziny miejsca po szczepieniu, wpis w książeczkę i w końcu szczęśliwy powrót do domu. I to wszystko działo się w trzech różnych pokojach. A tutaj wystarczy tylko święte słowo matki, że dziecko czuje się dobrze?

Dlatego byłam taka zdziwiona. Pielęgniarka widziała moje zmieszanie i powiedziała, że mogę się nie zgodzić na te szczepienia, ale wtedy będę miała problem z "wysłaniem" Artura do przedszkola czy szkoły, bo niektóre placówki przyjmują tylko zaszczepione dzieci. (O tym przekonałam się już tydzień później, kiedy zapisywałam Artura do żłobka i praktycznie pierwsze pytanie jakie padło, dotyczyło karty szczepień). 

Oczywiście, zgodziłam się... nieprzyzwyczajona do takiej szybkiej akcji, przytaknęłam tylko głową. Kłucie w jedną nogę, kłucie w drugą nogę, chwila płaczu, proszę się ubrać. A i proszę przyjść za jakieś dwa tygodnie, jak dziecko będzie czuło się dobrze, to zaszczepię go jeszcze na pneumokoki. 

No i byliśmy w zeszłym tygodniu. I Artur został zaszczepiony trzecią, ostatnią dawką na pneumokoki. Bez żadnych opłat bo tutaj ta szczepionka jest obowiązkowa i refundowana. W Polsce nie szczepiłam Artura ani na pneumokoki, ani na rota i tym podobne. Z różnych względów... finansowych niestety też. 

Artur po wszystkich szczepionkach czuł się dobrze. W nagrodę za odwagę dostał autka. W takiej sytuacji nie mógł czuć się inaczej :) Teraz kolejne szczepienia za półtora roku. Czyli trochę wcześniej niż w Polsce. Ja też czuję się spokojna. Podoba mi się takie podejście do małego pacjenta i jego matki. A właściwie nie tylko.

Jakiś miesiąc temu zostałam zaproszona przez przychodnię na cytologię. Robiłam ją całkiem niedawno w Polsce, ale oni chcieli, żebym zrobiła to, jak się wyrazili, "w tym kraju". Umówiłam się, poszłam. Jakież było moje zdziwienie, kiedy kazali mi wejść do tego samego pokoju, gdzie Artur był szczepiony. Ale to nic. Moje zdziwienie sięgnęło zenitu, kiedy w pokoju zobaczyłam pielęgniarkę, tą samą, która szczepiła Artura. To nie był ginekolog i nie było tam typowego, ginekologicznego łóżka. Ale cóż z tego? Badanie zostało normalnie przeprowadzone, a ja, pierwszy raz w życiu, podczas takiego "babskiego" badania czułam się jak człowiek. Jak szanowany człowiek. Nie zostałam w żaden sposób obdarta z intymności i komfortu. Po raz pierwszy w moim trzydziestoletnim życiu, gdzie na koncie mam niezliczoną ilość badań i zabiegów ginekologicznych... tutaj na obczyźnie potraktowali mnie jak kobietę i pozwolili mi zachować swoją godność.
Chyba zaczynam przekonywać się do służby zdrowia w UK.

Wyspa Gier

                                                                                                     *Wpis sponsorowany
 
Wszystkiego najlepszego i szczęśliwego Nowego Roku pełnego fajnych gier online. Z dumą prezentujemy Wam najfajniejsze gry na dobry początek 2014 roku.
 
Filiżanka cukru 2 to druga część zabawnej gry w “Filiżankę cukru”. Rysuj linie, które spowodują, że odpowiednia ilość cukru we właściwym kolorze trafi do filiżanki. Aby zmienić kolor cukru użyj filtra.

Odszukaj cukierek: udaj się na poszukiwania cukierka ukrytego na strychu a przy okazji w każdym etapie  spróbuj znaleźć trzy ukryte gwiazdki! Możesz przesuwać przedmioty, a także sprawiać aby znikały.
 
 

Zagraj w Naleśnikowe Rekordy i poznaj Conrada, biedaka ze specjalnym talentem: potrafi piec i obracać  naleśniki jak nikt inny. Czy pomożesz mu obrócić w powietrzu jak najwięcej naleśników? Upewnij się, że stoisz tuż pod naleśnikiem w momencie gdy spada na dół: tylko w ten sposób go złapiesz. Nie pozwól naleśnikowi się przypalić - obracaj go tak długo jak to tylko możliwe.

Krypra Zombi 2 jest ciekawą grą typu „Atak zombi”. Dwa ludziki kończą w jaskini z której próbują uciec. Muszą dostać się do wyjścia w każdym kolejnym poziomie.  Aby przeżyć pomagają sobie nawzajem, na przykład poprzec wciskanie przycisków do otwierania drzwi. Czy potrafisz doprowadzić ich do wyjścia wykorzystując wszystkie trampoliny i dźwignie?

Lubisz rzucać bomby? W takim razie zagraj w Rycerze z Bombami. Źli rycerze zaatakowali małą spokojną wioskę. Na szczęście tuż po napaści przybywają odważni rycerze, aby uratować zdesperowanych mieszkańców. Rzucają oni we wrogów bombami, ale mimo to przydałaby im się mała pomoc. Na co więc czekasz? Połącz siły z innymi rycerzam by uratować wioskę.

Tato i Syn 2. Pomóż temu wyjątkowemu tacie zaprowadzić syna do szkoły omijając niebezpieczeństwa! Na szczęście ojciec może chronić syna przed niebezpieczeństwami, którymi razem muszą stawić czoła. Dla przykładu może on kłaść się na kolcach, które zabiłyby jego synka. Może on także odpychać ciężkie przedmioty.

Jak widzicie jest mnóstwo gier dostarczających zabawy, więc wypróbujcie je wszystkie i zobaczcie jakich faworytów mamy w tym tygodniu.
 
 
*Wpis nie jest mojego autorstwa

Biszkopt z jabłkami

Zaryzykuję stwierdzenie, że biszkopt to ciasto lubiane przez wszystkie dzieci. A ten jest szczególnie skierowany do najmłodszych - nie posiada w składzie proszku do pieczenia. Wystarczy mu tylko mały zrzut z pięćdziesięciu centymetrów :)



Jabłka można zastąpić borówkami, gruszkami lub po prostu groszkami czekoladowymi. Kiedy Artur był młodszy piekłam ten biszkopt bez żadnych dodatków, kroiłam na mniejsze porcje i mroziłam. Dzięki temu miałam gotowy, pyszny podwieczorek czy drugie śniadanie.

Przepis znalazłam TUTAJ. Nie rozstaję się z nim nawet przy robieniu tortów. A recepturę na niego znam jak modlitwę... jestem w stanie wyrecytować ją nawet po rozbudzeniu z głębokiego snu.

Składniki (na tortownicę o średnicy ok. 26 cm):
  • 5 jaj
  • 3/4 szklanki mąki tortowej
  • 1/4 szklanki mąki ziemniaczanej
  • 3/4 szklanki cukru
  • szczypta soli
  • 2 średnie jabłka
Jabłka obrać, pozbawić gniazd nasiennych i pokroić w cienkie plasterki.
Wszystkie składniki na biszkopt powinny mieć temperaturę pokojową. Białka oddzielić od żółtek. Ubić je ze szczyptą soli na sztywno. Następnie, cały czas ubijając, dodawać porcjami cukier i żółtka. Mąki przesiać przez sito i delikatnie połączyć z masą jajeczną. Najlepiej do tej czynności użyć drewnianej łyżki.

Spód tortownicy wyłożyć papierem do pieczenia. Wylać masę biszkoptową do foremki, ułożyć jabłka* (trzeba uważać, żeby nie było ich zbyt dużo, żeby nie obciążyły biszkoptu). Tak przygotowane ciasto wstawić do nagrzanego piecyka do 180 st, na około 30 minut. Najlepiej do suchego patyczka.
Po tym czasie wyjąć biszkopt z piecyka i upuścić go w foremce z wysokości około 50 cm na podłogę. Następnie włożyć z powrotem do piecyka i przy uchylonych drzwiczkach pozwolić mu spokojnie wystygnąć.



* Autorem mozaiki jabłkowej na biszkopcie jest Artur.

Laurki na Dzień Babci i Dziadka

Pytam męża:
- Widziałeś, jakie laurki zrobiliśmy dla dziadków?
Mąż, który dopiero co wrócił z pracy, wydaje się być zorientowany:
- No widziałem jakieś ślimaki.
Nie wierzę - myślę sobie. Podstawiam mu jedno rękodzieło pod nos i mówię:
- Co to jest?
Mąż pewny odpowiada:
- No ślimak.
- Nie, to jest motyl - mówię i podstawiam mu pod nos kolejną laurkę, tym razem z żabą i pytam:
- A to, co to jest?
Mąż milczy. Boi się odezwać. Widać w jego oczach konsternację. Artur podskakując wykrzykuje:
- Baba, baba.
- Tak synku, to jest żaba - mówię i głaszczę go po główce. Z mężem nie poruszam już tematu laurek.

Na drugi dzień pokazuję laurkę z motylem mojej siostrze i pytam:
- Co to jest?
Siostra bez najmniejszego zastanowenia odpowiada:
- Ślimak.

Dziękuję, nie mam więcej pytań. 

Tak więc, na Dzień Babci i Dziadka zrobiliśmy laurki z odbitych rączek, bo Artur uwielbia je malować. Laurki są ze ślimakami i żabką. Chociaż moim zdaniem to są motylki. Poza tym, pomysł z motylkami widziałam gdzieś w internecie. Wyglądały tak samo jak nasze... i były motylkami.








Migawki Tygodnia

... a właściwie trzech tygodni... bo takie zaległości mi się porobiły.


Tak mój syn koloruje (oprócz "koguta" na dachu)



Wykorzystanie soczewicy nie tylko w kuchni



Babeczki szpinakowe - przepis TUTAJ


Poranny Artur


Nie ma to jak trafiony prezent na Gwiazdkę


Wypad do Muzeum Horniman. Wyciągnęła mnie tam Mila... a właściwie mnie rozdziewiczyła, bo to był mój pierwszy raz w londyńskim muzeum. Szczegóły u niej na blogu - KLIK





Moja wygrana na blogu Keep my moments. Wystarczyło obstawić datę narodzin jej synka. Strzeliłam w dziesiątkę!



Wygrana na blogu Hugo&Matylda



I komin dla Artura, wygrany na blogu Domowisko.
Kolor jest zajebisty - przepraszam za wyrażenie :)