Pierwsze Boże Narodzenie na obczyźnie

Rozwałkowuję ciasto na pierogi. Moje pierwsze od początku do końca. Te rozwałkowane placki takie nierówne mi wychodzą. Babcia to zawsze miała okrąglutkie... jakby cyrklem odrysowywała. A pamiętam jak robiła domowy makaron. Wielkie, okrągłe placki, cienkie jak pergamin, schły na łóżku. Jeden to zawsze piekłyśmy sobie z siostrą na piecu i zajadałyśmy z miodem. Ach, oby w przyszłym roku nie zabrakło babci przy wigilijnym stole. Oby nikogo nie zabrakło.

Kupuję kiszoną kapustę w słoiku. Znalazłam ją na polskiej półce w pobliskim markecie. Pan kasjer bierze słoik do rąk, czyta uważnie etykietę, patrzy na mnie z lekkim uśmiechem i pika produkt. W domu smakuję kapustę. Miękka i mało kwaśna. Ujdzie. Zaczyna tlić się we mnie mała iskra tęsknoty za prawdziwą, kiszoną kapustą. Może za rok...

A opłatek? Został przysłany w paczce z Polski. Razem z suszonymi grzybkami. I prawdziwym rzepakowym olejem. Nierafinowanym, nieoczyszczonym, o ciemnej barwie i charakterystycznym smaku... mojego dzieciństwa.

W końcu, po raz pierwszy od kilku lat spędzam Wigilię z siostrą. Cieszę się, że jestem tutaj. Z nią. I z naszymi rodzinami. Łamiemy się opłatkiem, zajadamy pyszności, wspominamy, śpiewamy kolędy, podziwiamy prezenty. Zuzia opowiada nam z przejęciem jak to w nocy podejrzała Mikołaja, który zostawiał prezenty pod choinką. Zastanawiamy się też, czy Zuziny kot zacznie mówić o północy. Jest wesoło i gwarno.

Artur od Mikołaja dostaje wyczekany domek, kolejkę i książki. I pieniążki w kopercie coby spełnić jeszcze inne, dziecięce marzenia. Wieczorem składa z lekkim ociąganiem kolejkę. Wcześniej absolutnie na to nie pozwala. Dotyka pudełka z cenną zawartością i mówi: Ciufcia ciekam. Tak synku, ciuchcia będzie na ciebie czekać - zapewnia tata. Na drugi dzień budzi się wcześnie rano, przed szóstą nawet. Zrywa się na równe nogi, podbiega do pudełka z kolejką i mówi: Ciekam. Daje się jeszcze namówić na kilka minut drzemki. Ale  przykładając główkę do poduszki, mamrocze: Ciufcia ciekam.

Piękne były te święta!

























25 grudnia... wczesne popołudnie... Londyn. I tak było cały dzień. Nie tylko na przystanku autobusowym.

13 komentarzy:

  1. No, to dobrze, że odłożył ciufcię... Wojtek wyjął nową straż pożarną z łóżka dopiero wtedy, jak się przekonał, że mamusia już się nie zmieści, a straż go nie przytuli...

    OdpowiedzUsuń
  2. Piękne święta! Mam nadzieję, że za rok uda Wam się je spędzić w Polsce, w jeszcze większym rodzinnym gronie :) Mam nadzieję, że jesteście tam szczęśliwi - ważne że razem! Prezenty cudowne, domek to sama bym chciała na gwiazdkę :)))

    OdpowiedzUsuń
  3. Cieszę się! Bo to najważniejsze, aby Święta były pełne miłości. Ściskam poświątecznie.

    OdpowiedzUsuń
  4. Artur jaki przystojniak:) Fajnie ze pierwsze swieta minely Wam w tak milej i rodzinnej atmosferze i wspaniale prezenty przyniosl Gwiazdor:))

    OdpowiedzUsuń
  5. Piękne święta i piękne prezenty :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Piękne święta mieliście:)

    OdpowiedzUsuń
  7. Najważniejsze, że Wasze! Najważniejsze, że piękne i razem :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Pięknie napisane, pięknie sfotografowane.
    Aż mnie w gardle ściska ze wzruszenia.
    Cudowne święta.

    OdpowiedzUsuń
  9. Razem zawsze jest dobrze :)

    OdpowiedzUsuń
  10. jaki szczęśliwy :-)

    OdpowiedzUsuń
  11. Wzruszyłaś mnie. A Artur - ale wyrósł...

    OdpowiedzUsuń
  12. Piękne były - bo wspólne - i dziecko przeszczęśliwe !

    OdpowiedzUsuń
  13. Jaki Arturek zadowolony, najważniejsze, że w Święta byliście razem:)

    OdpowiedzUsuń