Kalendarz scrapkowy

Przy okazji świątecznych zakupów, wyglądałam na półkach fajnego kalendarza na nowy rok. Niestety nic fajnego nie znalazłam za przystępną cenę. Dlatego kupiłam zwykły kalendarz w funciaku i ozdobiłam go po swojemu. Oto efekt mojej pracy.














P.S. A kiedy już zaczęłam wypełniać mój nowy, kolorowy kalendarz, okazało się, że wygrałam na blogu Hugo&Matylda kalendarz Moleskine, o którym marzyłam od dawna. Kiedy do mnie dotrze na pewno się nim pochwalę. 
Tak więc, jestem posiadaczką dwóch fajnych kalendarzy. Coś czuję, że rok 2014 będzie bardzo zorganizowany ;)

Pierwsze Boże Narodzenie na obczyźnie

Rozwałkowuję ciasto na pierogi. Moje pierwsze od początku do końca. Te rozwałkowane placki takie nierówne mi wychodzą. Babcia to zawsze miała okrąglutkie... jakby cyrklem odrysowywała. A pamiętam jak robiła domowy makaron. Wielkie, okrągłe placki, cienkie jak pergamin, schły na łóżku. Jeden to zawsze piekłyśmy sobie z siostrą na piecu i zajadałyśmy z miodem. Ach, oby w przyszłym roku nie zabrakło babci przy wigilijnym stole. Oby nikogo nie zabrakło.

Kupuję kiszoną kapustę w słoiku. Znalazłam ją na polskiej półce w pobliskim markecie. Pan kasjer bierze słoik do rąk, czyta uważnie etykietę, patrzy na mnie z lekkim uśmiechem i pika produkt. W domu smakuję kapustę. Miękka i mało kwaśna. Ujdzie. Zaczyna tlić się we mnie mała iskra tęsknoty za prawdziwą, kiszoną kapustą. Może za rok...

A opłatek? Został przysłany w paczce z Polski. Razem z suszonymi grzybkami. I prawdziwym rzepakowym olejem. Nierafinowanym, nieoczyszczonym, o ciemnej barwie i charakterystycznym smaku... mojego dzieciństwa.

W końcu, po raz pierwszy od kilku lat spędzam Wigilię z siostrą. Cieszę się, że jestem tutaj. Z nią. I z naszymi rodzinami. Łamiemy się opłatkiem, zajadamy pyszności, wspominamy, śpiewamy kolędy, podziwiamy prezenty. Zuzia opowiada nam z przejęciem jak to w nocy podejrzała Mikołaja, który zostawiał prezenty pod choinką. Zastanawiamy się też, czy Zuziny kot zacznie mówić o północy. Jest wesoło i gwarno.

Artur od Mikołaja dostaje wyczekany domek, kolejkę i książki. I pieniążki w kopercie coby spełnić jeszcze inne, dziecięce marzenia. Wieczorem składa z lekkim ociąganiem kolejkę. Wcześniej absolutnie na to nie pozwala. Dotyka pudełka z cenną zawartością i mówi: Ciufcia ciekam. Tak synku, ciuchcia będzie na ciebie czekać - zapewnia tata. Na drugi dzień budzi się wcześnie rano, przed szóstą nawet. Zrywa się na równe nogi, podbiega do pudełka z kolejką i mówi: Ciekam. Daje się jeszcze namówić na kilka minut drzemki. Ale  przykładając główkę do poduszki, mamrocze: Ciufcia ciekam.

Piękne były te święta!

























25 grudnia... wczesne popołudnie... Londyn. I tak było cały dzień. Nie tylko na przystanku autobusowym.

Słowo na Święta

Kochani życzę Wam szczęśliwych, 
kojących i wartych pamięci
Świąt Bożego Narodzenia!
Niech choinka pachnie dzieciństwem i lasem,
niech potrawy smakują jak nigdy, 
a Mikołaj będzie obładowany w piękne prezenty!


Na koniec kilka przedświątecznych migawek:











I jeszcze ostatnie Arturowe hity:





Słodkie Mikołaje i Renifery

Prezenty przynosi Mikołaj, bez wątpienia! Ale ponieważ idziemy na Wigilię do mojej siostry, pomyślałam że Artur mógłby podarował coś od siebie swojej kochanej Zuzi. Postanowiłam, że będzie to aniołek z rolki po papierze toaletowym ze skrzydłami z odbitych rączek Artura. Dałam Arturowi farby i rolkę i pokazałam, którym kolorem powinien pokryć rolkę. Ale Artur nie miał w planie malowania rolki na niebieski kolor... pomieszał wszystkie kolory z palety i podstawa aniołka wyszła szaro-czarna. Mało tego, zażądał więcej rolek do malowania.



Tak więc, zostawiłam Artura w przypływie czarnej ekspresji, a ja w tym czasie zrobiłam renifera... później zakleiłam jego dno i pomyślałam, że włożę tam jakiegoś batonika. A po chwili stwierdziłam, że zrobię takie drobne podarunki dla wszystkich. I tak powstała słodka drużyna :)









Miedzy Mikołajem a Reniferem powstała jeszcze lornetka. A właściwie jej prowizorka.



Omlet z kaszą jaglaną

Ostatnio dość często trafiałam na pochlebne artykuły o kaszy jaglanej. Być może to wszystko przez obecną zimową aurę. Po TYM wpisie nabrałam prawdziwej ochoty na jaglankę. No i złapałam bakcyla. Ta cudowna kasza zagościła u mnie nie tylko pod postacią słodkiego śniadania z suszonymi owocami, ale także króluje w gołąbkach*, sałatkach, zupach i omlecie. No i właśnie dziś o tym omlecie będzie mowa.



Składniki:
  • 6 czubatych łyżek ugotowanej kaszy jaglanej
  • 3 jaja
  • sól
  • bazylia
  • łyżka oleju
  • kilka pomidorków koktajlowych
  • starty żółty ser lub mozzarella
Nie będę pisać jak ugotować kaszę jaglaną bo chociaż jest się nad czym rozwodzić, to napisano o tym już tysiące tekstów. Odsyłam Was chociażby TUTAJ, TUTAJ lub TUTAJ. A TUTAJ Reni Jusis we własnej osobie opowiada jak ugotować kaszę. I to właśnie stąd zaczerpnęłam inspirację na mój omlet.


Jaja i kaszę zblendować na gładką masę. Powinna mieć konsystencję gęstej śmietany. Dodać odrobinę soli i szczyptę bazylii. Wylać na małą patelnię, na dobrze rozgrzany olej. Smażyć pod przykryciem po obydwu stronach. Bez obaw - omlet daje się łatwo przekręcić. Ma biszkoptową strukturę.

Pod koniec pieczenia omlet posypujemy serem. Na talerzu dekorujemy pomidorkami. 

Można także do środka omletu drobno wkroić plaster szynki i oliwki. Wtedy warto zmniejszyć ilość kaszy o jedną łyżkę. Ja jestem cały czas w trakcie eksperymentowania. Ostatnio dodałam też pieczarki, ale to tylko na mojej części bo Arturowi nie serwuję jeszcze grzybów. 

Smacznego!



*Przepis na moje gołąbki z kaszą jaglaną znajdziecie TUTAJ

Migawki Tygodnia

Tyle zabawek towarzyszy Arturowi podczas każdej kapieli



Ja też "zgłupiałam" na punkcie jaglanki



Zabarykadowany



Matka zmywa, a dziecko parkuje auta w suszarce



Makaron - Artur zjada pod każdą postacią



Świąteczny Londyn





Wyzwanie foto - Boże Narodzenie

Miało być zdjęcie opłatka, którym nie podzielę się w tym roku z niektórymi, bliskimi mi osobami. O kolejnych pustych miejscach przy stole już nie wspomnę... o kolejnym głosie, który ucichł.
Miało być o tym, że odliczam nasze życie w ilości przeżytych Wigilii. To jest już trzecia Wigilia Artura, nasza siódma małżeńska... pierwsza tutaj, na obczyźnie.
Boże Narodzenie to czas, kiedy zatrzymujemy swoje myśli nad palącym się lampionem, nad łamanym opłatkiem, nad parującą, aromatyczną herbatą. Ogrzewamy swoje serca wspomnieniami. Rozmyślamy.
Często szczęście i radość miesza się z nutą smutku.

Ponieważ mam raczej naturę optymistki, nie będę roztkliwiać się nad nieprzełamanym opłatkiem. Bo Boże Narodzenie to też choinka. Oprócz tej którą pokazałam kilka dni temu, powstała jeszcze jedna, z naszych odbitych rąk. Zdobi ona Arturowy kącik zabaw. Artur często do niej podchodzi, pokazuje poszczególne odbicia rąk i mówi "moje", "Ziuzi", "Mami".






Boże Narodzenie oczami innych zobaczycie TUTAJ

Wyzwanie foto - "P" jak...






Wiecie kto jest sprawdzą tego Płaczu?



Inne foto możecie podziwiać TUTAJ