Mocz atakuje

Artur siedzi na nocniku. Wychodzę na chwilę do kuchni. Wracam po ułamku sekundy dosłownie i widzę mojego pierworodnego syna pochylonego nad nocnikiem, który w pełni korzysta z ciekłego stanu skupienia moczu i zanurza w nim rączki, uskuteczniając ruchy jakie zwykły człowiek wykonuje podczas mycia rąk.

I nadchodzi ta chwila, kiedy zwykły człowiek po umyciu rąk, chce odświeżyć twarz. Mam wrażenie, że czas zatrzymuje się w miejscu. Artur w zwolnionym tempie zbliża do twarzy swoje rączki, z których leniwie opadają krople moczu. Potrafię wydusić z siebie tylko jedyne dwa wyrazy:
- Aaaaaarrrtuuur, nnniiiieeeeeee!!!
Wzdryga się. Czas zaczyna nabierać zwykłego tempa. Artur przerywa czynności związane z higieną osobistą.
Kurtyna.




Artur siedzi w swoim kąciku, bawi się autkami. Wykorzystuję okazję i idę do kuchni zrobić śniadanie. Wyjmuję z lodówki paprykę, masło i jaja. Myję i kroję paprykę. Wkładam kromki chleba do opiekacza. Jeszcze nie przyszedł? Idę do pokoju, ale staję tylko w drzwiach, nie chcę go rozpraszać. Jeździ sobie autkami po swojej macie... w swoim kąciku. Super. Wracam szybko do kuchni. Smaruję grzanki masłem. Myję i kroję szczypior. Rozgrzewam olej na patelni. Nasłuchuję. Cisza. Idę znów zerknąć, co robi. No jeździ sobie tymi autkami. Co prawda, widzę tylko głowę i kawałek jego rączki i autka. Ale to mi wystarczy, żeby zaspokoić sumienie i iść dalej do garów. Kładę paprykę na patelnię, wybijam w nią jajka. Zaczyna skwierczeć. Teraz to już na pewno przyjdzie... chociażby sprawdzić, co tak hałasuje? Nic. Nadal zaszyty jest w swoim kąciku. Wstawiam wodę na herbatę. Sprzątam naczynia z suszarki. Nie chowam tylko kubka. Wsypuję do niego na oko liście herbaty. O kończy się. Ciekawe, gdzie tutaj dostanę czerwoną herbatę? Idę zerknąć na mojego synka. Jaki on jest dzisiaj grzeczny. Tak pięknie się bawi. Zaparzam herbatę. Mam cudowne dziecko. Jeszcze nie przyszedł. Ach te jego autka. Wykładam jajka na grzankach. Posypuję szczypiorem, solę, pieprzę. Wszystko tak na spokojnie. Bez pospiechu. Bez Artura wiszącego i wołającego am-am. Żeby tak było cały dzień, taki grzeczny chłopiec. Biorę talerze. Idę do pokoju. I teraz widzę całą scenerię zabawy. Artur owszem leży na swojej macie, w swoim kąciku i jeździ autkami... po kałuży ze swojego moczu. Każde autko, każde kółko, każde podwozie zamoczone jest w żółtej cieczy.
Kurtyna!

23 komentarze:

  1. No wiesz, mocz jest zdrowy na cerę ! Nawet dermatolog radził mojej koleżance, że na problemy z trądzikiem i wogóle na gładką skórę to najlepsze jest przemywanie twarzy wacikiem nasączonym moczem. Widocznie już to wie ;))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widocznie wyczytał to w jakiejś gazetce :)

      Usuń
  2. jest mocz jest moc!

    a ja słyszałam, że niektórzy nawet piją mocz, także zastosowania moczu są niezmierzone :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Uśmiecham się pod nosem, bo skądś to znam ;) Emilia jeszcze lubiła potuptać w żółtej kałuży. Na szczęście Jej przeszło...

    OdpowiedzUsuń
  4. Anonimowy11/06/2013

    O ranyyy :| :P Ale zabawa przednia i mama miała chwilę dla siebie ;) pewnie gorzej ze sprzątaniem hehe..
    Pozdrawiam,
    www.swiat-wg-anuli.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  5. Hmmm....dobrze, że to tylko siku było ;-)

    OdpowiedzUsuń
  6. Hahhahahahaa:D Padłam:) Tylko nie zrób takiego błędu jak moja mama i nie zostawiaj Artiego samego jak kupę będzie robił:D Mocz to pikuś:P
    a czerwoną dostaniesz w polskim sklepie:D bez większego problemu:) Jak nie to pisz, u nas jest:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki, mam już herbatkę, kupiłam w polskim sklepie... ale fakt, nie znalazłam jej w tutejszych marketach typu Morison czy Sainsbury's

      Usuń
  7. Wojtek jak mu się zdarzy na podłogę zesikać a ja od razu nie zareaguje to robi :opm, opm" - jak w kałuży,,,

    OdpowiedzUsuń
  8. My mamy małą pauzę - ale kto wie czy do wiosny się ona nie przeciągnie :))))

    OdpowiedzUsuń
  9. No to miałaś nieźle sprzątania.. współczuję.

    Ps. Ja też uwielbiam czerwoną herbatę!

    OdpowiedzUsuń
  10. hahaha, u nas podobnie, tylko, że dzisiaj była kupka w majtkach i moje dziecko niezadowolone mówi mama o nie sisi;)

    OdpowiedzUsuń
  11. O matulu ale się uśmiałam haha :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Ja znam kilka przypadków, zabaw z kupą :) więc mocz to nic takiego :)

    OdpowiedzUsuń
  13. o jeeeej, ależ się uśmiałam :) świetny tekst życia wzięty. Chociaż nie będe się może przesadnie śmiać, nigdy nie wiadomo, kiedy mocz zaatakuje i u nas. Myślę, że pozdrowienie "niech moc(z) będzie z Wami" raczej nie jest tutaj zbytnio na miejscu :))) pozdrawiam cieplutko !

    OdpowiedzUsuń
  14. no mocz ma moc zastsowań przecież :)))) a tak na poważnie też się kiedyś cieszyłam z chwili ładnej zabawy a skończyłam z głębokimi rysami na telefonie :D ciche dziecko jest podejrzane! :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Teraz już wiem... cisza oznacza tylko jedno :)

      Usuń
  15. Hehehe, tak to bywa, gdy się dziecko odpieluchuje - czasem jednak cos tam wraca ;)

    OdpowiedzUsuń
  16. URYNOTERAPIA!!!!!!!!!!!!!!!!! Hahahahahahahahhah :D

    OdpowiedzUsuń
  17. Myślałam na początku, że żartujesz. Później z przerażeniem odkryłam, że to prawda. Nie wiedziałam, że dzieci mają takie fazy:) Mam nadzieję, że znajdziesz na to sposób.

    Poza tym widzę, że promieniejecie szczęściem tutaj w UK:) Super!

    btw. witamy z powrotem. Przepraszam za opóźnienie z wysyłką. Na pewno dotrze niedługo:)
    achh napiszę na maila dziś;)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ojej jak dobrze, że się odezwałaś. Miałam w głowie same czarne scenariusze, bałam się, że coś się stało Kevinowi ... nie rób tego więcej :)

      Usuń