Dobre bo polskie

Na kursie ESOL, na który chodzę od kilku tygodni, dowiedziałam się, że polskie sklepy cieszą się tutaj dużą popularnością wśród obcokrajowców. Miałam okazję przekonać się o tym już podczas pierwszej lekcji, kiedy "zachustowana" dziewczyna zapytała mnie skąd pochodzę, a na słowo Poland bardzo żywo zareagowała i powiedziała, że regularnie robi zakupy w polskim sklepie. Ba! Jej koleżanki też tam robią zakupy. Jak twierdzą, nasze produkty spożywcze są dobre i smaczne.

Ostatnio na zajęciach rozmawiałam z dziewczyną z Portugalii, która ma rocznego synka i była z nim w przychodni, u pielęgniarki ponieważ miał ostrą biegunkę spowodowaną bolesnym ząbkowaniem. Pielęgniarka poleciła jej iść do polskiego sklepu i kupić herbatkę dla dzieci. Niestety nazwy tego magicznego napoju nie pamięta... a ja do dziś zachodzę w głowę, co to za herbatka dla dzieci na biegunkę, którą można kupić tylko w polskim sklepie?

Właściwie fakt, że obcokrajowcom smakują nasze polskie produkty szczególnie mnie nie zdziwił. Mi też smakują nasze polskie wyroby. Ale wiadomość, że pielęgniarka poleciła kupić herbatkę dla dzieci w polskim sklepie powaliła mnie z nóg. 

Poza tym, na kursie języka angielskiego dla obcokrajowców można wynieść wiele innych, ciekawych doświadczeń. W grupie jest około 12 osób. Połowa z nich to kobiety z Maroka i Algierii. Są one bardzo otwarte i towarzyskie. Podczas rozmowy często łapią mnie za rękę lub klepią po ramieniu. Jedna z nich wita mnie zawsze słowami: heloł sister!
Myślałam, że te ukrywające się za chustami kobiety są niedostępne i stronią od towarzystwa. Okazuje się, że jest odwrotnie. To właśnie ja, na początku czułam się onieśmielona.

Zaintrygowało mnie jeszcze to, że dwie z nich bardzo dobrze mówią po angielsku. Zastanawiałam się nawet po co chodzą na taki kurs dla początkujących. Ale jak się okazało, one nie potrafią pisać ani czytać. Znają  tylko ten swój piękny, arabski alfabet, a języka angielskiego nauczyły się ze słuchu.

Na początku kursu, kiedy się poznawałyśmy, często pytały mnie, jaki jest mój drugi język? Kiedy odpowiadałam, że znam tylko polski były bardzo zaskoczone. I dopytywały z niedowierzania, jaki panuje język urzędowy w moim kraju? A ja ciągle tylko odpowiadałam, że polski. One mówią (nie piszą) w dwóch, trzech językach... język angielki jest ich trzecim lub nawet czwartym językiem.
No cóż, poliglotka ze mnie żadna. Czas nadrobić straty!

11 komentarzy:

  1. ciekawe co to za herbatka :) jak kiedyś byłam w Anglii, to też się wszyscy dziwili, że Polacy znają tylko jeden język, a jak zapytałam się obywatela Mauritiusa czy wie gdzie leży Polska, to prawie się na mnie obraził, bo przecież Oni geografii się uczą :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Anonimowy11/23/2013

    Zazdroszczę u mnie 80% to polki. Klechaja masakryczne. Dużo po polsku , zbyt dużo. Przesto dwie nasze Łotyszki i jeden Szwajcar czują się zarzenowani. APolki są na tyle beszczelne, że potrafia rozmawiać przez nie. Dziewczyny polki też są super, ale jak się chodzi na full-time to można się zmęczyć.
    Mam Kaia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na początku fakt, że jestem jedyną Polką w grupie trochę mnie zmartwił, a teraz cieszę się z tego... widzę same plusy, chociażby to, że żeby się czegoś dowiedzieć czy chociażby pogadać na przerwie muszę dukać (a tym samym ćwiczyć) mój angielski.

      Usuń
  3. Ja byłam na angielskim u mnie w mieście, ale poziom dla mnie jest za niski. Dziewczyny z Iranu i Iraku są bardzo sympatyczne to prawda, ale mimo tego nie będę chodziła, bo nie chcę sie językowo bardziej cofnąć:( nadrabiam na grupach dziecięcych rozmawiając z rodzicami:D

    OdpowiedzUsuń
  4. Mnie kiedyś zaczepiła Angielka z zapytaniem gdzie w uk można kupić polską chustę do noszenia dzieci. Trochę mnie zaskoczyła bo w sieci pełno sklepów z różnymi chustami.
    A drugi przypadek to moja koleżanka Hiszpanka i jej wielkie zamiłowanie do Michałków, które zawsze ode mnie dostawała. Kiedy się przeprowadziłam, poszła do polskiego sklepu i wydukała 'michałki please' :)

    Co do kursu to masz rację, ciesz się, że jesteś jedyną Polską- więcej musisz po ang mówić!

    OdpowiedzUsuń
  5. Może herbata z końskiego szczawiu? Albo herbata z suszonych czarnych jagód? One hamuja biegunkę, tylko nie wiem, czy dostępne sa w tych sklepach..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na pewno przy następnej wizycie poszukam owej harbatki.

      Usuń
  6. W takich grupach lepiej byc jedyną polką, bo silą rzeczy będziesz zmuszona dogadac się inaczej, chocby nogami, ale inaczej. Ale to szansa na pojscie do przodu z nauką języka. Pozdrawiam Bea

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja przyznam się, ze we Francji polskich sklepow jak na lekarstwo. Za to polskie produkty mozna znalezc w większych sklepach, ty że trzeba ich szukac w dziale żywnosc żydowska. Ale znajdziecie tam kiszone ogorki, kiszoną kapustę, buraczki z chranem, nasze slone paluszki. Wszysko rodem z Polski, tyle że koszerne. Ale smakuje dobrze. Pozrawiam hardaska

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, w marketach też są polskie półki... można kupić też kiełbasę podwawelską :) Ale ja wolę polskie sklepy, mam dwa pod nosem :)

      Usuń
  8. Dziękuje serdecznie za życzenia urodzinowe ;*
    Zapraszam do mnie na dzisiejszy post, a tymczasem ja biorę się za czytanie i oglądanie Twojego ;P

    OdpowiedzUsuń