Kalendarz Adwentowy dla dorosłych

Nazwa trochę kontrowersyjna, ale kalendarz naprawdę nadaje się tylko dla dorosłych, ponieważ jest z teiną. 



Do zrobienia kalendarza wykorzystałam 24 torebki herbat o różnych smakach. Zamiast teiny można zastosować też kofeinę. 



Do każdej torebki przyczepiłam wydrukowane cytaty i ponumerowałam je. Zamiast złotych myśli sławnych osobistości można wykorzystać dowcipy, wiersze lub afirmacje. Torebki z numerkami można jeszcze bardziej podrasować. Mój kalendarz jest skromny w szczegóły ponieważ Artur nie śpi już w ciągu dnia. 




Następnie ułożyłam torebki według numerków w pudełku po herbacie i zakleiłam je, uprzednio zrobiwszy w nim otwór, przez który będzie można codziennie wyjmować jedną saszetkę.




Oczywiście pudełko obklejamy i ozdabiamy według własnego upodobania.


Kalendarz zrobiłam dla Mili z którą wczoraj po raz pierwszy spotkałam się poza blogosferą. Nasi synkowie bardzo się polubili. A ja zakochałam się w Lusi, najmłodszej uczestniczce spotkania :)

Zainspirowałam się... no dobra, bezczelnie odgapiłam (za pozwoleniem) herbaciany kalendarz od Malko.

Kujonem być!

Dzisiaj byłam na ostatnich zajęciach ESOL w tym roku. Tydzień temu nauczyciel już zapowiedział, że to nie będą zwykłe lekcje i żeby każdy przyniósł coś do jedzenia. Oczywiście, z racji wielokulturowości, nie mogło to być nic z mięsem i alkoholem. Najlepiej jakieś tradycyjne danie naszego kraju. Jak się później okazało, nie mogło to też być nic co wymagałoby podgrzania. No więc kapusta z grochem odpadła w przedbiegach. Chwilę wahałam się jeszcze nad śledziem... bo to ryba przecież, a nóż widelec, będzie ktoś weganem?

Postanowiłam, że zrobię blok czekoladowy. Może nie jest to tradycyjny, polski deser, ale jest to smak mojego dzieciństwa. Pamiętam jak często błagałam mamę, żeby zrobiła tą czekoladę. I zawsze wylizywałam garnek. Ekhm... teraz też sobie nie odpuściłam. Pycha!

Nieskromnie przyznam, że blok zniknął w mgnieniu oka. Potrawy innych osób były bardzo ciekawe. Miałam okazję spróbować Brigadeiro, Tabuleh i innych egzotycznych potraw, których nazw już nie powtórzę. Ale jedno wiem na pewno... dziewczyny z Maroka gotują bardzo ostre potrawy. Jedną chciałabym powtórzyć u siebie w domu, z mniejszą zawartością tej "palącej" przyprawy.

Po przedstawieniu swoich potraw i skosztowaniu ich, Alex, nasz nauczyciel, opowiedział nam trochę jak Anglicy obchodzą święta Bożego Narodzenia. Nie mają oni kolacji wigilijnej. Zaczynają świętować 25 grudnia rodzinnym obiadem z indykiem w roli głównej. Na deser podawany jest pudding. Jest on niemalże tak ważny, jak tort na przyjęciu urodzinowym. Chociaż sam Alex przyznał, że świąteczny pudding można albo bardzo pokochać, albo bardzo znienawidzić. Muszę się przyznać, że dziś pierwszy raz spróbowałam i puddingu i Mince Pies i niestety zaliczam się do tej drugiej grupy ludzi. Może słowo nienawidzić to zbyt dużo powiedziane... ale wyroby te nie zaspokoiły mojego podniebienia.

Oczywiście w święta u Anglików są także prezenty i choinka. A na stołach, obok talerzy coś, czego my nie znamy... Christmas Cracker, czyli duży, kolorowy cukierek. Z tego, co zrozumiałam, dwie osoby chwytają za końce tego zawiniątka i starają się go rozerwać. Osoba, której uda się wyrwać większą część lub całość, wygrywa jego zawartość. Przyglądałam się z bliska takiemu cukierkowi w sklepie, nie wiedziałam czemu to ma służyć, a zawartość mnie nie zachęciła do jego kupna. Jakiś pierścionek z odpustu, składana korona i tekst - dowcip lub zagadka. Ale dziś już wiem, że dla Anglików jest to tradycyjny element świątecznego stołu.

Podczas kiedy my obchodzimy Drugi Dzień Świąt, Anglicy mają Boxing Day, czyli jedną, wielką wyprzedaż. Podobno w tym dniu do Londynu przyjeżdżają ludzie z całego świata coby się obkupić za grosze... znaczy się za funty. Hmmm, ja nie skorzystam z tej okazji... zostanę w tym dniu w domu z moją rodziną.

Na koniec całej tej imprezy każdy uczestnik dostał Certyfikat ukończenia kursu. Oczywiście w styczniu będzie można kontynuować naukę języka angielskiego.

A teraz wiadomość, która mnie bardzo zmotywowała do dalszej nauki. Podczas kiedy wszyscy już wychodzili, Alex podszedł do mnie i zapytał, czy chciałabym chodzić na kurs na wyższym poziomie, który on prowadzi, ale w innym Centre. Powiedział, że dobrze sobie radzę na tym poziomie i czas przeskoczyć trochę wyżej.

Czuję się wyróżniona... dosłownie tak, jak kiedyś, gdy w liceum dostałam świadectwo z czerwonym paskiem. Fajnie być kujonem :)




Wyspa Gier

                                                                                                                   * Wpis sponsorowany
Podobały Ci się w zeszłym tygodniu gry na WyspaGier.pl? Jesteś ciekawy, jakie nowe przygody się pojawiły? Wypróbuj gry, które są omówione w tym zestawieniu!

Golem to zabawna gra z rodzaju “Point & click”, w której pomagasz brązowej, glinianej postaci. Postaraj się rozwiązać problemy i uruchomić przedmioty we właściwej kolejności, aby utorować drogę Golemowi!


Wejdź do Zaginione Katakomby i postaraj się udostępnić jak najwięcej grobów, zbierając klejnoty. Nadepnij na przełącznik, aby otworzyć drzwi, okrągłe przełączniki natychmiast się podnoszą, kiedy na nie nadeptujesz, więc musisz położyć na nich jakiś przedmiot. Kolorowe okrągłe przełączniki wymagają przedmiotów w takim samym kolorze.

Lubisz grać w gry typu Tower Defense? Incursion 2: to druga odsłona Incursion! W krainie trolli, pająków i demonów, Targa Wrathbringer wydaje bitwę siłom ciemności. Wyślij różne oddziały żołnierzy do obrony Twojego państwa I do rzucania czarów, używaj broni i technik walki, aby pokonać wrogów.


Następna część gry Olbrzymia Marchew, Olbrzymia Marchew 2: Pustynia jest jeszcze zabawniejsza niż poprzednia! Nie pozwól potworom dotrzeć do Twojej gigantycznej marchewki! Możesz ulepszać swoją wieżę obronną, dzięki punktom zdobytym za wyeliminowanie przeciwników.

Opublikowaliśmy również inne fajne gry w pozostałych kategoriach.
Na przykład Bugongo to gra platformowa z udziałem dinozaurzycy o imieniu Bugongo. Jej jajo uciekło! Czy pomożesz jej je ochronić? Na drodze napotkasz wiele przeszkód i będziesz musiał zwalczać przeciwników, inaczej Bugongo I jej jajo będą zgubione. Złap również wszystkie monety!


Król Dżungli to gra puzzle pełna zagadek. Postaraj się rozwiązać jak najwięcej w określonym czasie! Kiedy zaczniesz grać, dowiesz się wszystkiego.
Likwidacja Pomocników Potwora 2 to ekscytująca gra, w której strzela się i robi sie uniki. Strzelaj do popleczników potworów i wymknij sie im wszystkim! Kiedy trafisz ich odpowiednio dużo, trafiasz na następny poziom. Zbieraj monety, aby kupować ulepszenia, zanim dotrzesz na wyższy poziom. Baw się dobrze! 

* Wpis nie jest mojego autorstwa.

Kolorowa ryba

Artur uwielbia rybę w takiej oprawie. A ja bez wyrzutów sumienia podaję mu ją z ryżem lub kuskusem. Dobrze też będzie smakować z drobnym makaronem.



Składniki dla 3-4 osobowej rodziny:

  • 3 filety z mintaja lub dorsza
  • czerwona i żółta papryka (może być też zamiennie zielona)
  • średnia cebula
  • cukinia
  • ząbek czosnku
  • łyżeczka czerwonej słodkiej papryki
  • pół łyżeczki ostrej papryki (można pominąć, jeśli dziecko nie przepada za ostrymi potrawami)
  • pieprz, sól i rozmaryn do smaku
  • 3 łyżki oliwy 
Filety ugotować na parze lub delikatnie poddusić na patelni. Podzielić na drobniejsze kawałki.
Cebulę obrać i pokroić w pióra. Paprykę obrać ze skóry i pokroić w paski. Czosnek przecisnąć przez praskę. Cukinię przekroić wzdłuż i usunąć za pomocą małej łyżeczki nasiona. Następnie pokroić ją w paski.

Warzywa można pokroić drobniej, według upodobań dziecka.

Na rozgrzanej patelni z oliwą zeszklić cebulę, następnie dodać paprykę, cukinię, czosnek i  przyprawy.
Dusić około 8-10 minut. Warzywa powinny nadal pozostać al dente. Jeśli będą bardzo przywierać można podlać odrobiną wody. Do tak przygotowanych warzyw dodajemy kawałki ryby, mieszamy wszystko ze sobą, chwilę zostawiając jeszcze na ogniu.

Kiedy smaki się połączą zestawiamy z ognia i zajadamy. Smacznego!

Dobre bo polskie

Na kursie ESOL, na który chodzę od kilku tygodni, dowiedziałam się, że polskie sklepy cieszą się tutaj dużą popularnością wśród obcokrajowców. Miałam okazję przekonać się o tym już podczas pierwszej lekcji, kiedy "zachustowana" dziewczyna zapytała mnie skąd pochodzę, a na słowo Poland bardzo żywo zareagowała i powiedziała, że regularnie robi zakupy w polskim sklepie. Ba! Jej koleżanki też tam robią zakupy. Jak twierdzą, nasze produkty spożywcze są dobre i smaczne.

Ostatnio na zajęciach rozmawiałam z dziewczyną z Portugalii, która ma rocznego synka i była z nim w przychodni, u pielęgniarki ponieważ miał ostrą biegunkę spowodowaną bolesnym ząbkowaniem. Pielęgniarka poleciła jej iść do polskiego sklepu i kupić herbatkę dla dzieci. Niestety nazwy tego magicznego napoju nie pamięta... a ja do dziś zachodzę w głowę, co to za herbatka dla dzieci na biegunkę, którą można kupić tylko w polskim sklepie?

Właściwie fakt, że obcokrajowcom smakują nasze polskie produkty szczególnie mnie nie zdziwił. Mi też smakują nasze polskie wyroby. Ale wiadomość, że pielęgniarka poleciła kupić herbatkę dla dzieci w polskim sklepie powaliła mnie z nóg. 

Poza tym, na kursie języka angielskiego dla obcokrajowców można wynieść wiele innych, ciekawych doświadczeń. W grupie jest około 12 osób. Połowa z nich to kobiety z Maroka i Algierii. Są one bardzo otwarte i towarzyskie. Podczas rozmowy często łapią mnie za rękę lub klepią po ramieniu. Jedna z nich wita mnie zawsze słowami: heloł sister!
Myślałam, że te ukrywające się za chustami kobiety są niedostępne i stronią od towarzystwa. Okazuje się, że jest odwrotnie. To właśnie ja, na początku czułam się onieśmielona.

Zaintrygowało mnie jeszcze to, że dwie z nich bardzo dobrze mówią po angielsku. Zastanawiałam się nawet po co chodzą na taki kurs dla początkujących. Ale jak się okazało, one nie potrafią pisać ani czytać. Znają  tylko ten swój piękny, arabski alfabet, a języka angielskiego nauczyły się ze słuchu.

Na początku kursu, kiedy się poznawałyśmy, często pytały mnie, jaki jest mój drugi język? Kiedy odpowiadałam, że znam tylko polski były bardzo zaskoczone. I dopytywały z niedowierzania, jaki panuje język urzędowy w moim kraju? A ja ciągle tylko odpowiadałam, że polski. One mówią (nie piszą) w dwóch, trzech językach... język angielki jest ich trzecim lub nawet czwartym językiem.
No cóż, poliglotka ze mnie żadna. Czas nadrobić straty!

Kalendarz Adwentowy

Obecnie mamy już drugą połowę listopada. W zawrotnym tempie zbliżamy się do grudnia. W tym roku nie dam się tak szybko zaskoczyć i zrobiłam już kalendarz adwentowy. Zeszłoroczne gapiostwo nie poszło w las*. 

Zrobiłam kalendarz tylko dla mojej sześcioletniej chrześnicy. Stwierdziłam, że Artur jest jeszcze za mały. Oczywiście nie ominie go przygotowanie kartek z życzeniami, ozdób na choinkę czy malowanie ciasteczek. O nie! Ale kalendarz adwentowy zrobię dla niego za rok. Z pudełek po zapałkach lub z rolek po papierze toaletowym. Ten dla Zuzi, tegoroczny, jest z papierowych kubeczków, połączonych sznurkiem. Do zawieszenia nad kominkiem lub na ścianie. 



W każdym kubeczku ukryte są słodycze i małe karteczki z różnymi zadaniami. 






W niektórych kubeczkach znajdują się małe karteczki z symbolem prezentu i numerkiem do niego.




Zapakowane i ponumerowane prezenty będą czekać głęboko w szafie na swój dzień. Ukryłam tam w większości książki. Ale jest też świąteczna bajka na DVD i specjalny prezent na Mikołajki. 


Mam nadzieję, że Zuzia będzie zadowolona.

*Kalendarza pozazdrościłam dziewczynom z O tym, że... ale wtedy było już za późno :)

Poniżej ściąga zadań, jakie znajdują się w kalendarzu:
- Upiecz ciasteczka dla Świętego Mikołaja.
- Zrób laurkę dla Świętego Mikołaja w ramach podziękowania za prezenty.
- Zrób łańcuch na choinkę. 
- Wykonaj kartki z życzeniami dla najbliższych.
- Ubierz choinkę z rodzicami. 
- Naucz się kolędy.
- Posprzątaj swój pokój. Pomóż swojej mamie w porządkach świątecznych.
- Przeczytaj fragment o narodzinach Pana Jezusa w swojej Biblii.

Zaległe foto z wyzwania i Migawki Tygodnia

Ostatnim tematem wyzwania foto jest Niedzielny poranek. Niestety wczoraj miałam typowo rodzinny dzień i minuty spędzone przed komputerem można policzyć na palcach u jednej ręki. Dlatego nadrabiam dzisiaj. Niedzielne poranki wyglądają u nas różnie. Czasem jest tak, że Artur wstaje bardzo wcześnie i ogląda bajki, a my dosypiamy. Czasem jeździ po nas autkami i buduje garaż pod kołdrą, a my... dosypiamy. Czasem jest też tak, że Artur ogląda książki, ja piję kawę i czytam blogi, a mąż dosypia. 

Ale jedna rzecz jest zawsze stała... wygłupiamy się pod kołdrą, na kołdrze... robimy sobie pierdziochy, podgryzamy Arturowe stopy. A gwoździem porannych wygłupów jest rodzinna kanapka. Leżymy plackiem, jedno na drugim, Artur oczywiście na samej górze i chichramy się. Po takiej kanapce nie chce nam się ani jeść, ani płakać, ani narzekać. 

Oto kilka kadrów z naszego wczorajszego, niedzielnego poranka:






A poniżej migawki z minionego tygodnia:






Wyzwanie foto - Kwiat

Kwiat jadalny...


... mój syn doskonale o tym wie


Inne kwiaty zobaczycie TUTAJ

Wyzwanie foto - Dom

Po sprzedaniu swojego mieszkania chlipałam jak głupia nad pustym breloczkiem. Jednak owy breloczek, po czterech miesiacach leżenia w szufladzie, znów wrócił do łask. Znów zawisły na nim klucze. I mimo, że jeszcze nie raz te klucze się zmienią, już wiem, że dom tworzymy my sami. Gdziekolwiek. 



Foto innych TUTAJ

Wyzwanie foto - Czerwony

Kiedy zobaczyłam dzisiejszy temat od razu pomyślałam o Świętym Mikołaju.
Do świąt pozostało jeszcze tylko 38 dni!
Kto już słyszał snujące się "Last Christmas" ze sklepowych głośników?



Czerwony możecie podziwiać TUTAJ

Wyzwanie foto - Ciepły

Ostatnio oglądałam z mężem polski film pt. "Układ zamknięty" i padł tam mniej więcej taki dialog:
- A co słychać w Londynie?
- Zimno, pada, jak to w Londynie.

W tym momencie oboje z mężem parsknęliśmy śmiechem.
Dlaczego nawet filmy poszerzają tą nagonkę o zimnym Londynie? Przecież tutaj jest znacznie cieplej niż w Polsce.

Dziś mówię stop stereotypom.
Londyn jest ciepły.





Inne foto możecie podziwiać TUTAJ

Wyzwanie foto - Listopad kojarzy mi się z...

... kolorem czerwonym, pomarańczowym i brązowym, zadumą, ciepłą herbatą, kocem, deszczem, krótkimi dniami, liśćmi, tęsknotą, domem pachnącym różnymi ciastami i potrawami...
... i tutaj przystanę. Bo jesień to dla mnie taka pora roku, kiedy więcej czasu spędzam w kuchni... kiedy uwielbiam ogrzewać się przy piekarniku, podglądając potrawy, które tam "dochodzą". Dlatego dziś będzie kulinarnie. 

Taki listopad to ja lubię:



Poniżej przepis na pyszny, pieczony pasternak:

Składniki:
  • 4-5 korzeni pasternaku
  • łyżka oliwy
  • łyżka miodu (lub syropu klonowego)
  • 1/2 łyżeczki soli
  • 2 ząbki czosnku
  • szczypta rozmarynu 
Pasternak obrać i pokroić na dość grube słupki.
Czosnek obrać i przecisnąć przez praskę. W dużej misce wymieszać wszystkie składniki ze sobą.
Tak przygotowany pasternak rozłożyć równomiernie na blaszce wyłożonej uprzednio papierem do pieczenia. Piec około 30 minut w piekarniku rozgrzanym do 200 st.




P.S. Powinnam jeszcze napisać, że w listopadzie zaczynam przybierać na wadze... nie wiem tylko dlaczego? Czyżby to ogrzewanie przy piekarniku było takie kaloryczne?

Inne skojarzenia zobaczycie TUTAJ


Wygrana na loterii

Jak już niektórzy zauważyli, mój blog przybrał nowe szaty. Wszystko za sprawą pewnej zdolnej kobiety, która jakiś czas temu zorganizowała candy, gdzie między innymi, do wygrania był szablon bloga. Oczywiście ustawiłam się w kolejce po tego fanta. Szczęście i tym razem się do mnie uśmiechnęło. Stąd takie pozytywne zmiany na moim blogu. Wszystko co widzicie jest zasługą Sroki.

Wiedząc, że szykują się takie zmiany, zmobilizowałam się i uzupełniłam też zakładkę z zabawami, o którą tak często pytaliście.

Mam nadzieję, że jesteście zauroczeni szablonem, tak jak ja. 
No cóż, nie pozostaje mi nic innego, jak polecieć moim pongliszem: indżoj!


A teraz takie skromne, publiczne wyznanie: Kochana Sroko, dziękuję za wszystko!

Migawki Tygodnia

Wyjątkowo dzisiaj. Bo jutro zaczyna się tydzień wyzwania foto u Uli. I oczywiście mam zamiar wziąć udział w tej fajnej zabawie. Was też zachęcam :)


Poranny przegląd... książki
 

Czekoladowa sobota



Jeśli macie ochotę na coś czekoladowego to upieczcie sobie brownie... gwarantuję Wam, że już jeden kawałek zaspokoi tęsknotę za tym smakiem.

Brownie z białymi łatkami

Składniki:
  • 150 g masła
  • 180 g gorzkiej czekolady (tylko nie takiej, gdzie w składzie na pierwszym miejscu znajduje się cukier)
  • 3 jaja
  • 200 g cukru pudru
  • pół szklanki mąki
  • czubata łyżka kakao
  • 100 g białej czekolady

Jesienne drzewo

Warto jeszcze, przed świąteczną gorączką, która zaraz będzie biła ze sklepowych półek, pomyśleć o czymś jesiennym... o pięknym obrazku na przykład.

Do jego wykonania będą potrzebne:
- karton
- farby
- pędzel
- ziemniak
- mała rączka


A oto obrazkowa instrukcja wykonania jesiennego drzewa:



Mocz atakuje

Artur siedzi na nocniku. Wychodzę na chwilę do kuchni. Wracam po ułamku sekundy dosłownie i widzę mojego pierworodnego syna pochylonego nad nocnikiem, który w pełni korzysta z ciekłego stanu skupienia moczu i zanurza w nim rączki, uskuteczniając ruchy jakie zwykły człowiek wykonuje podczas mycia rąk.

I nadchodzi ta chwila, kiedy zwykły człowiek po umyciu rąk, chce odświeżyć twarz. Mam wrażenie, że czas zatrzymuje się w miejscu. Artur w zwolnionym tempie zbliża do twarzy swoje rączki, z których leniwie opadają krople moczu. Potrafię wydusić z siebie tylko jedyne dwa wyrazy:
- Aaaaaarrrtuuur, nnniiiieeeeeee!!!
Wzdryga się. Czas zaczyna nabierać zwykłego tempa. Artur przerywa czynności związane z higieną osobistą.
Kurtyna.




Artur siedzi w swoim kąciku, bawi się autkami. Wykorzystuję okazję i idę do kuchni zrobić śniadanie. Wyjmuję z lodówki paprykę, masło i jaja. Myję i kroję paprykę. Wkładam kromki chleba do opiekacza. Jeszcze nie przyszedł? Idę do pokoju, ale staję tylko w drzwiach, nie chcę go rozpraszać. Jeździ sobie autkami po swojej macie... w swoim kąciku. Super. Wracam szybko do kuchni. Smaruję grzanki masłem. Myję i kroję szczypior. Rozgrzewam olej na patelni. Nasłuchuję. Cisza. Idę znów zerknąć, co robi. No jeździ sobie tymi autkami. Co prawda, widzę tylko głowę i kawałek jego rączki i autka. Ale to mi wystarczy, żeby zaspokoić sumienie i iść dalej do garów. Kładę paprykę na patelnię, wybijam w nią jajka. Zaczyna skwierczeć. Teraz to już na pewno przyjdzie... chociażby sprawdzić, co tak hałasuje? Nic. Nadal zaszyty jest w swoim kąciku. Wstawiam wodę na herbatę. Sprzątam naczynia z suszarki. Nie chowam tylko kubka. Wsypuję do niego na oko liście herbaty. O kończy się. Ciekawe, gdzie tutaj dostanę czerwoną herbatę? Idę zerknąć na mojego synka. Jaki on jest dzisiaj grzeczny. Tak pięknie się bawi. Zaparzam herbatę. Mam cudowne dziecko. Jeszcze nie przyszedł. Ach te jego autka. Wykładam jajka na grzankach. Posypuję szczypiorem, solę, pieprzę. Wszystko tak na spokojnie. Bez pospiechu. Bez Artura wiszącego i wołającego am-am. Żeby tak było cały dzień, taki grzeczny chłopiec. Biorę talerze. Idę do pokoju. I teraz widzę całą scenerię zabawy. Artur owszem leży na swojej macie, w swoim kąciku i jeździ autkami... po kałuży ze swojego moczu. Każde autko, każde kółko, każde podwozie zamoczone jest w żółtej cieczy.
Kurtyna!

Migawki Tygodnia

To będą zdecydowanie halloweenowe migawki.


Dynie spotkane podczas "Trick or treat"