Pożegnanie ze smoczkiem

Od urodzenia synka pilnowałam, żeby nie nadużywać uspokajających zalet smoczka. Podawałam go tylko w czasie wielkiego kryzysu i do zasypiania. Myślałam już wcześniej o odstawieniu go, ale na plan pierwszy wysunęła się u Artura umiejętność wołania potrzeb fizjologicznych. Pragnienie książkowego wychowania dwulatka zostało chwilowo zaspokojone. Usiadłam na laurach. Na dodatek te ciągłe przeprowadzki, rozłąka z mężem, pakowanie i rozpakowywanie gratów, nowe otoczenie... smoczek był świetnym plastrem na wszelkie łzy i humory mojego synka. A ja spokojnie mogłam zająć się wszystkim, co jest związane z wyjazdem do obcego kraju.

Ale jakieś dwa tygodnie temu coś mnie uszczypnęło. To był zdrowy rozsądek. Powiedziałam mężowi, że musimy pomyśleć nad odsmoczkowaniem Artura i dalej rzuciłam się w wir załatwiania i robienia różnych innych spraw. 


Aż przyszedł wtorek 15 października. Było już bardzo późno, a Artur nadal nie spał. I za nic nie chciał się położyć. Wtedy mój mąż dał mu jajo niespodziankę mówiąc "oddasz smoczka za jajo?" Artur przytaknął z zacieszem, wyjął smoka z buzi i wcisnął go w dłoń taty. Ale w tamtej chwili nie zdawał sobie jeszcze sprawy, na co się zgodził. Po pobawieniu się zabawką z jajka, wszedł do łóżeczka i zażądał smoczka. Wytłumaczyłam mu, że smoczka już nie ma, że smoczek się zmęczył i teraz odpoczywa. Pokazał na szczelinę za łóżeczkiem mówiąc "bam". No i taka wersja się przyjęła. Smoczek upadł i tam sobie odpoczywa. Artur był już bardzo zmęczony, po pojękiwaniach i marudzeniu zasnął przed 23:00.

W ciągu dnia nie było większego problemu. Artur po żłobku padł jak mucha. Jeśli zawołał smoka to mówiłam, że nie ma bo upadł lub odwracałam jego uwagę. I przyszedł drugi wieczór, którego nie zapomnę już nigdy. Były łzy, jęczenie, żal. Arturo strasznie rozpaczał. Nasze współczucie mieszało się ze złością. Na zmianę z mężem pocieszaliśmy strapionego synka. Kiedy mi już brakowało cierpliwości mąż przejmował pałeczkę, a ja chodziłam sobie walnąć przysłowiowego baranka w ścianę. Później mąż, później ja... i tak w kółko. Nawet z ust męża padł pomysł, żeby dać mu tego smoka. No dobra, przyznaję, mi też przeszło to przez myśl. Ale szkoda było mi tamtej, wczorajszej nocy i tego siedzenia do 23:00... i tego całego mijającego dnia... i połowę tego wieczoru. O nie! Ja się nie poddaję. No i zasnął... po 22:00.

Trzeciego dnia obudziły mnie wyrzuty sumienia. Jaką jestem okropną matką! Ale zaraz poprawił mi się humor bo Artur zaczął więcej gadać. Próbował powtarzać każde moje słowo, kiedy czytałam mu książeczkę. Odetkałam moje dziecko! 1:0 dla mnie! 

I tego dnia kupiłam latarkę. Z halloweenowej edycji, gdzie wśród szkiełek z wampirami, pająkami i wiedźmami był słodki kotek.


Tego wieczoru na suficie pojawił się kotek, który opowiedział bajkę, zaśpiewał piosenkę, ziewnął i powiedział, że idzie spać i nie potrzebuje do tego smoczka. Pobawił się jeszcze z Arturem na podłodze i na ścianie. Pożegnał się z nim i obaj zasnęli... przed 22:00.

Czwartego dnia Artur wszedł do łóżeczka i zawołał "okek!" Oczywiście kotek przybył, znów zaśpiewał piosenkę, opowiedział bajeczkę, ziewnął i zniknął mówiąc, że idzie spać. A Artur odwrócił się na boczek i też zasnął... po 21:00.

Obecnie, każdego wieczoru Artur zasypia z kotkiem. Niestety, usypianie trwa teraz dłużej. Poranna pobudka jest wcześniej. Na dodatek Arturo często wkłada palce do buzi lub różne zabawki. Ale cieszę się, że mamy to już za sobą. Wczoraj wyrzuciłam smoczki, zostawiając jeden na pamiątkę.
Nie było łatwo. Największy kryzys przypadł drugiego wieczoru. Odpieluchowanie, mimo, że trwało dłużej, było przyjemniejsze. I wiecie co? Jeśli będę miała drugie dziecko, to nie będzie ono wiedziało, co to jest smoczek uspokajający.


27 komentarzy:

  1. u nas smoczek też był wykorzystywany w kryzysach lub do spania, aż pewnego - ząbkującego dnia w wieku 9mies B. odrzucił smoczka i już:) akurat w czasie kiedy myślałam nad tym aby go oduczać...jednak mimo, że sam go nie chciał to i tak bardzo ciężko to przeżył, ciągle budził się w nocy - do tej pory są gorsze noce i zasypianie jest nieporównywalnie gorsze. Mimo wszystko cieszę się, że już nie ma smoka:)) dobrze, że wytrwaliście:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Anonimowy10/22/2013

    Oj, znam to :) też przez to przechodziłam, ale Li była młodsza wtedy niż Artur.
    U obecnej oduczałam na spacerze i w domu ale tak że po prostu było coś ciekawszego do roboty :P A wiem, że rodzice Podopiecznej używają i na spacerku i czasem w domu..nawet wcz. do mnie dzwonili bo nie mogli po urlopie znaleźć spacerowego smoka. I jakież było ich zdziwienie, jak powiedziałam, że nie wiem gdzie jest bo my nie używamy... :P Pozdrawiam serdecznie i trzymam kciuki, żeby Artur zasypiał wcześniej :)

    www.swiat-wg-anuli.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  3. Mój syn nie używa smoczna, od początku go nie chciał, ale widać, że czegoś mu brakuje, zasypia z butelką w buzi. Teraz nie wiadomo co jest lepsze.

    OdpowiedzUsuń
  4. Kai mimo bardzo silnego odruchu ssacza - około 3 miesiąca sam odrzucił smok. Dzieciak w żłobku widzi, że inne dzieci mają i ostatnio jak odtworzyłam drzwi ujrzałam Kaia ze smoczkiem w buzi. Po tym widoku wszystkie smoki walające się po domu wylądował w koszu.

    OdpowiedzUsuń
  5. brawooo! my pożegnaliśmy się ze smokiem jak synek miał 1,5 roku...nic na siłe..próbowałam obcinać, zabierać - ale to nic nie dało...w końcu przyszedł ten odpowiedni dzień kiedy Synuś zasnął bez smoka sam z siebie - wtedy go schowałam i juz nigdy więcej nie pokazałam..płaczu nie było:)

    OdpowiedzUsuń
  6. u nas nunus byl dlugo atrybutem malenkiej, i tez pamietam rozstanie z nim:-(

    OdpowiedzUsuń
  7. Gratuluję! Mój Wojtek od początku niemal bezsmoczkowy, więc problem z odsmoczkowaniem mam głowy :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Super że się udało :) U nas najcięższe były nocne pobudki z płaczem, jeszcze na dodatek zęby męczyły, były myśli żeby jednak tego smoka dać ale że został odcięty to nawet nie było jak go dać. I tak już nam minęło pół roku bez smoka ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. Brawo dla Artura i dla Was za cierpliwość i konsekwencję :) Fajnie, ze się udało :) My tego problemu nie mamy, bo Junior od urodzenia bez smoczka się obywał, więc chociaż to nas ominęło..

    OdpowiedzUsuń
  10. Córka w ogóle nie była zainteresowana smoczkiem. Zamiast tego miała pierś :)

    OdpowiedzUsuń
  11. BRAWO!!!
    Maja też była smoczkowa ale już prawie dwa miesiące jest bez :) sama go wyrzuciła do kosza ale przedtem nagadałam jej że didi ma ała :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Gratuluję :) I brawo za cierpliwość! U nas odsmoczkowanie poszło łatwo, dlatego bardzo boję się odpieluchowania. Sprawy nie ułatwia moja mama, która twierdzi cytuję: jak takie chłonne te pampersy to będzie długo z nimi chodził!!
    Jestem mimo wszystko pełna wiary, że będzie dobrze :)
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  13. król Artur rządzi i brawo dla rodziców ;)

    OdpowiedzUsuń
  14. oj to jeszcze przed nami... ale zostawiam to jak wrocimy z urlopu ze wzgledu na samolot, moze tez dlatego że Maja tylko do zasypiania Go ma a potem odkladam na bok... mimo wszystko boję się jak nie wiem ...
    Wam gratuluję bardzo :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja gdybym wiedziała, że tak będzie ciężko drugiej nocy to też bym jeszcze poczekała... ale nie chciałam się wycofywać.

      Usuń
  15. Anonimowy10/23/2013

    Po przeczytaniu wpisu natchnęło mnie. Wieczorem córka rzuciłą smoczka za łóżeczko i zarządała podniesienia, powiedziałam ze smoczuś bam i nie ma. Usypianie tragedia, w nocy 3 pobudki i długi płacz, w żłóobku dziś poprosiłam żeby nie dawać, ale gdyby przyszdł kryzys to smoczek w szafce dziecka. Teraz jestem w pracy i sie zamartwiam jak daje radę. Ma 16 miesięcy. Dzis i jutro postaram się nie odpuścić, ale jak będzie horror to chyba ulegnę i wróce do tego za kilka miesięcy. Będę obstawiać, żę smoczuć bam, wpadł za szafe i nie ma skoczusia, zobaczymy...Pozdrawiam, Martonellaa

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Anonimowy10/23/2013

      ps. odebrałam dziecko ze żłobka ze smoczkiem w buzi, panie jej dały po podobno długo krzyczała. Dostała smoka i przestała...i tak pół dnia w żłobku z tym skokiem chodziła. Resztę dnia w domu bez smoka, dziś druga noc, ciekawe jaka będzie

      Usuń
  16. Co się oczytałam o tych smoczkach, to głowa mała, zostawić źle, odstawić też źle, a co rodzinka to inna historia, i bądź tu człowieku mądry:P moja córa np. upodobało sobie smoka aventowego, co to świeci w nocy, nie dość, że ją uspokajał jak zasypiała, to jeszcze miała zabawkę świecącą w ciemności:) A po jakichś dwóch latach, już nawet nie pamiętam dokładnie kiedy, smoczek poszedł w odstawkę. Ale nie było jakichś historii dziwnej treści, że sobie poszedł do innej dzidzi czy coś. Po prostu jej się odwidziało i zaczęła zasypiać bez:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też słyszałam, że dzieci same powinny zdecydować o oddaniu smoczka. Niestety Artur ma ponad dwa lata i w ogóle nie wykazywał niechęci do smoczka :) Wręcz przeciwnie, im starszy tym bardziej był do niego przywiązany.
      No i bardzo mało mówił - po odstawieniu od smoczka od razu się rozgadał :)

      Usuń
  17. A ja właśnie walczę o to, żeby mój synek przyjął smoczka, bo zaczyna ssać kciuka i to mnie bardziej martwi. Już wolę odzwyczajanie od smoczka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Racja... poza tym, słyszałam, że ssanie kciuka bardzo źle wpływa na zgryz.

      Usuń
  18. Mojego smoczka zabrała sroka - przyfrunęła przez okno, chwyciła smoka i uciekła. A mojej chrześnicy smoka zabrała dobra wróżka, która oddała go biednemu dziecku. Sposobów jest wiele a wszystko jak widać zależy od wieku malucha. Twój pomysł z latarką bardzo mi się spodobał - dał Twojemu synkowi coś w zamian. Super.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trochę żałuję, że wpadłam na to dopiero trzeciego dnia. Ale pomysł "wypalił" :)

      Usuń
  19. Na mnie odsmoczkowanie wciąż czeka :( u mnie będzie gorzej, bo planuję zrobić to u obojga jednocześnie. Na razie nie mam siły psychicznej żeby to zrobić :)

    OdpowiedzUsuń