Miesiąc na obczyźnie

Ponad trzydzieści dni chodzę po londyńskich chodnikach. Wydaje mi się, że jestem tutaj dłużej. Tyle się już wydarzyło. Tak dużo już zrobiłam. I to tylko w miesiąc? Owszem nadal mam ręce pełne roboty. Ciągle usuwam obcy brud z mieszkania... mój mi tak nie przeszkadza, ale poprzedniego muszę się pozbyć. Często też jeszcze robię roszady w szafkach, przenoszę, układam... tak, żeby było wygodnie, swojsko. 

Poza tym, dość opornie idą nam sprawy urzędowe związane z nowym adresem, rachunkami i samozatrudnieniem męża. Zdarza się tak, że z dnia na dzień dowiaduję się, że muszę gdzieś jechać, coś załatwić. Szczerze się przyznam, że póki nie zamkniemy tych spraw, nie będę spała spokojnie.

Przyjeżdżając tutaj, najbardziej obawiałam się, że zgubię się w tym wielkim mieście. Bo ja mam nadzwyczajne zdolności błądzenia w terenie. Potrafię stracić orientację nawet w galerii  handlowej. Ale na szczęście mam wsparcie. W jednym Urzędzie była ze mną moja siostra... później, trafiłam już sama. Do drugiego dotarłam dzięki mojemu mężowi, który narysował mi mapkę i cierpliwie pokazał na Google Street View jak wygląda budynek i otoczenie. Ale nadal wizja nieznanego terenu spędza mi sen z powiek.

Migawki Tygodnia

Pierwsza praca przyniesiona ze żłobka
 


Przygotowania do Halloween


Tęczowa wieża

Gdzie nie spojrzeć, tam wieża. Och jak ja lubię podglądać półki z książkami u obcych. I te wieże też podziwiam. A wszystko dzięki Oldze.

I my przyłączamy się do akcji, choć połowa książek została w Polsce. Tutaj mamy tylko te najulubieńsze i te, które Artur naprawdę lubi ze mną czytać.

Ale żeby nadrobić kompleks niższości, nasza wieża ułożona jest według kolorów grzbietów książek*. Od czarnego, po żółty... prawie jak tęcza.



Jesienna wymianka

Anja na swoim blogu zorganizowała wymiankę z jesienią w tle. Moją "parą" była Joanna. Ucieszyłam się bardzo bo wiedziałam, że tworzy ona nietuzinkowe cuda. Wygrałam kiedyś u niej candy i moje oko do dziś cieszy szydełkowa mucha i pacynka.

Tym razem w moje ręce trafił  ręcznie malowany bodziak, który będzie jak znalazł na Halloween i filcowa chmurka, którą Artur powiesił sobie już w swoim kąciku. Wszystko pięknie zapakowane oczywiście w ręcznie uszytą torebkę. Asiu jesteś niesamowita :)


Dynia na Halloween

Bardzo, ale to bardzo cieszy mnie fakt, że po raz kolejny będzie mi dane spędzić Halloween w Anglii, gdzie naprawdę czuć klimat tego wydarzenia. W tamtym roku jeszcze sceptycznie podchodziłam do tego święta, dopóki nie wyszłam wieczorem z dzieciakami na Trick or Treat. Możecie przeczytać o tym TUTAJ.


Mimo, że do Halloween został jeszcze tydzień, wspólnie z Arturem już zaczęliśmy przygotowania i zrobiliśmy maski.



Pożegnanie ze smoczkiem

Od urodzenia synka pilnowałam, żeby nie nadużywać uspokajających zalet smoczka. Podawałam go tylko w czasie wielkiego kryzysu i do zasypiania. Myślałam już wcześniej o odstawieniu go, ale na plan pierwszy wysunęła się u Artura umiejętność wołania potrzeb fizjologicznych. Pragnienie książkowego wychowania dwulatka zostało chwilowo zaspokojone. Usiadłam na laurach. Na dodatek te ciągłe przeprowadzki, rozłąka z mężem, pakowanie i rozpakowywanie gratów, nowe otoczenie... smoczek był świetnym plastrem na wszelkie łzy i humory mojego synka. A ja spokojnie mogłam zająć się wszystkim, co jest związane z wyjazdem do obcego kraju.

Ale jakieś dwa tygodnie temu coś mnie uszczypnęło. To był zdrowy rozsądek. Powiedziałam mężowi, że musimy pomyśleć nad odsmoczkowaniem Artura i dalej rzuciłam się w wir załatwiania i robienia różnych innych spraw. 


Przepiśnik za komin

Dzisiaj nie będzie migawek tygodnia. Ale będzie bardzo dużo zdjęć bo znów będę się chwalić moim rękodziełem. Tym razem zrobiłam przepiśnik dla Ani.
Wygrałam u niej bransoletkę i zaproponowałam, że zrobię jej przepiśnik w zamian za komin do kompletu. Aniu dziękuję. Komin i bransoletka świetnie sprawdzają się w swojej roli. No i moje ulubione Maltesersy... robiłam zdjęcia i je pożerałam :)


Kurczak po meksykańsku

W mojej własnoręcznie prowadzonej "książce kucharskiej" szwęda się kilkadziesiąt karteluszek z przepisami, które wydzieram z różnych gazet lub ulotek. Ostatnio wpadła mi w ręce karteczka z przepisem na kurczaka po meksykańsku. Danie skradło moje podniebienie. Arturowe zresztą też. 


Wszechobecny język polski

Stoimy z siostrą w kolejce do kasy, rozmawiamy po polsku, się wie. Przychodzi nasza kolej. Zostajemy obsłużone, siostra wskazując na jednorazówkę pyta:
- Can I take?
Ekspedientka odpowiada:
- Tak, proszę.

Podobna sytuacja, tym razem stoimy w kolejce z mężem, gadamy. Pan kasjer "pika" nasze produkty. Bierze do ręki awokado i mówi:
- Przepraszam, to jest mango czy awokado?

Wracamy sobie ze spaceru. Z naprzeciwka idzie pani z pieskiem. Artur wyrywa się, żeby go pogłaskać. Już układam w głowie zdanie. Już chcę zapytać moją łamaną angielszczyzną, czy piesek jest przyjacielski. Aż nagle słyszę:
- Możesz pogłaskać pieska. On bardzo lubi dzieci.

Pierwsza zapoznawcza wizyta z pielęgniarką w przychodni. Jak się okazuje po przybyciu, jest to młody, bardzo sympatyczny pielęgniarz. Wchodzimy do gabinetu. Pan pokazuje nam monitor komputera na którym widnieje strona Google tłumacz, a w okienku po polsku przetłumaczone zdanie
- Witaj. Jestem pielęgniarką. Sprawdzę dziś twoją wagę, wzrost i ciśnienie.
 
Po krótkich oględzinach pielęgniarz robi wywiad dotyczący chorób w mojej rodzinie. W trakcie rozmowy z jego ust pada zdanie:
- Your father has high ciśnienie (wypowiedział to słowo bezbłędnie - jak rodowity Polak!)

We wszystkich tych sytuacjach czułam się dziwnie, ale swojsko. Zaczynam się przyzwyczajać.


Dopasowywanie kształtów

 Artur na pierwsze urodziny dostał sorter, do którego nigdy nie pałał szczególną miłością. Nie wiem dlaczego bo z dopasowywaniem kształtów radzi sobie bardzo dobrze. Stał więc tak ten sorter rok i się kurzył. W końcu postanowiłam wykorzystać go, a właściwie drewniane klocki, które są w zestawie. I stworzyłam nową zabawę, którą Artur bardzo polubił. 
Ta dam!

Migawki Tygodnia


Moja nowa lektura - dla początkujących



Jest Ulica Czereśniowa i nie ma Artura


Jeden z pierwszych przepiśników

Do tej pory zrobiłam dwa przepiśniki. Pracowałam nad nimi właściwie jednocześnie. Ten, który Wam dziś pokażę, poczyniłam z myślą o mojej siostrze, która bardzo mnie teraz wspiera. Chciałam jakoś jej to wynagrodzić. 
Moja siostra uwielbia "siedzieć" w kuchni, dlatego zrobiłam jej przepiśnik, a nie na przykład notes :)


Zmysłowy piątek - Wzrok

Z przykrością muszę stwierdzić, że to już ostatni zmysłowy piątek. Autorce bloga Projekt Człowiek bardzo dziękuję za zaproszenie do tego przedsięwzięcia. Było mi niezwykle miło współtworzyć taki zacny projekt.


Dziś, w ramach wspierania zmysłu wzroku, zaproponuję Wam grę, którą możecie sami zrobić dla dzieciaków. 



Matka się uczy, a dziecko w żłobku

Zapisałam się na ESOL, czyli kurs nauki języka angielskiego dla obcokrajowców, który odbywa się raz w tygodniu i trwa dwie godziny. Bezpłatnie. W przykościelnym Children's Centre. W pakiecie jest też możliwość oddania dziecka do żłobka na czas trwania lekcji. No więc, postanowiłam, że skorzystam ze wszystkich dobroci i oddam Artura pod opiekę obcym.

Dziś byliśmy pierwszy raz. Szłam na te zajęcia z duszą na ramieniu. Myślałam, że albo Artur w ogóle nie będzie chciał sam zostać, albo po paru minutach zabawy zacznie rozpaczać i będę musiała z nim po prostu wyjść. Taki właśnie widziałam koniec mojej edukacji. Ale było inaczej. Znów okazało się, że mam cudowne dziecko. Owszem, jedna z opiekunek była Polką, na dodatek znajomą mojej siostry, ale to nie wyklucza tego, że Artur jest cudowny i świetnie poradził sobie w nowej sytuacji. Bawił się pięknie przez całe dwie godziny.

A na koniec, kiedy opiekunka przyprowadziła go do sali, gdzie odbywały się moje zajęcia i zapytała go:
- Where is your mom?
To Artur pokazując palcem w moją stronę z radością odpowiedział;
- Tu!

Najwidoczniej Artur nie potrzebuje żadnych kursów angielskiego :)

Ryżowe dukaty z sosem serowym



Zostaje Wam czasem ugotowany ryż z obiadu? Ja mam na to sposób. Bardzo smaczny zresztą. Arturowi takie wykorzystanie resztek ryżu też się podoba.



 

Migawki Tygodnia

Dzisiaj zaczyna się październikowe Wyzwanie Foto u Uli. Niestety w tym miesiącu muszę spasować. Nie mam jeszcze internetu w nowym mieszkaniu. Poza tym, czasowo też niedomagam. Zostawiam kilka zdjęć z minionego tygodnia i idę dalej układać swoje życie w nowym miejscu.


 Na zabawę zawsze znajdzie się czas


Dzielny Niedźwiedź

Kiedy mój synek był jeszcze w brzuszku lekarz powiedział nam, że to będzie ogromne dziecko. Z tygodnia na tydzień rósł jak szalony, a mój brzuch już w 13 t.c. wyglądał dość pokaźnie. Postanowiliśmy wtedy, że nazwiemy go Maksymilian (Maksimus - największy). Owszem, mieliśmy jeszcze kilka innych imion do rozważenia, ale ostatecznie stwierdziliśmy, że jeśli syn urodzi się duży, to nazwiemy go Maksymilian.

Oczywiście życie jak zwykle potoczyło się innym torem i w 30 tygodniu ciąży dopadła mnie gestoza. Nasze dzieciątko przestało wtedy przybierać na wadze i rosnąć. W 32 t.c. trafiłam do szpitala. Byliśmy bardzo zaniepokojeni o życie naszego synka. Stwierdziliśmy, że jest mu potrzebne silne imię. I postawiliśmy na Artura (Ard - szlachetny, dzielny) Brunona* (Bruno - Niedźwiedź).

1 września 2011 r., w 34 t.c. stanął nad moim łóżkiem zespół lekarzy i poinformował mnie, że dziś musimy "ciąć" bo organizm jest już bardzo zatruty. Pamiętam, że zadzwoniłam wtedy do mojego męża, którego zresztą obudziłam telefonem i powiedziałam, że to już dzisiaj nasz synek przyjdzie na świat i że miał być wielki Maksymilian, a będzie malutki Artur.

A kilka miesięcy później, zaglądając do kalendarza, dowiedziałam się, że Artur Bruno obchodzą imieniny w tym samym dniu. Właśnie dzisiaj.


* Z tym imieniem wiąże się jeszcze jedna, krótka anegdotka, ale o tym napiszę może za rok :)

Zmysłowy piątek - Smak

W tym tygodniu, w ramach zmysłowego piątku, sięgnę po klasykę... a mianowicie będzie to  wiersz "Na straganie" Jana Brzechwy.


Scrapek na pamiątkę

Mój drugi scrapkowy album. W przeciwieństwie do pierwszego, wykonany przy niższym nakładzie pracy, co można od razu zauważyć. Niestety brak czasu z powodu przeprowadzki nie pozwolił mi poszaleć w papierze. 
Album został podarowany babci na pamiątkę od Artura.