Kto jest winny?

Artur ma katar. Całą noc popłakiwał. W ciągu dnia czuje się lepiej, chociaż też jest marudny. Staram się mu ulżyć, jak tylko mogę. Nawilżam mu nosek solą morską. Smaruję Pulmexem klatkę piersiową. Skraplam poduszkę i rękawek Olbasem. Maść majerankowa, witamina C i wapno też są w użytku. Artur potrafi nawet bardzo ładnie wydmuchiwać nosa... czasem wciąga powietrze zamiast dmuchać, ale wychodzi mu to nie najgorzej. Mam nadzieję, że katar szybko minie i nie jest początkiem poważniejszej infekcji.

Moja mama oczywiście przeanalizowała już wszystkie dni sprzed miesiąca, kiedy mogłam (ja!?) go tak zaziębić? Kiedy to ja go tak chłodno ubrałam? Kiedy to ja czapki mu nie założyłam?


Powiedziałam jej tylko, że dzieci chorują też z przegrzania. A Artur odkąd u niej mieszkamy jest zdecydowanie przegrzewany. Kiedy tylko wracam do domu Artur szaleje po domu w podkoszulce i bluzie i oczywiście ma mokre plecy. 

Zresztą, czy ważne jest, kto jest winny? Dziecko się przeziębiło. Trzeba otoczyć go teraz większą opieka i troską, poświęcić mu więcej czasu i cierpliwości i wspomóc się medykamentami. I tyle. A nie obwiniać się wzajemnie. 

Co jeszcze ciekawego u nas? Wykorzystuję karnet na fitness, który dostałam od męża na urodziny. Niestety nie chodzę codziennie tak jak to zaplanowałam bo nie ma kto zostać z Arturem. Mąż jak zwykle (w Polsce) pracuje całymi dniami, żeby chociaż na chleb było. Moja mama też albo pracuje, albo ma wizytę u okulisty/stomatologa albo spotkanie z koleżanką... ot, życie normalnie. W przyszłym tygodniu już w ogóle nie pójdę na fitness bo mama wyjeżdża na działkę na dwa tygodnie, a mąż calutki tydzień będzie pracował. Tak więc, zbytnio się nie naskakałam. Efekty są marne... zauważyłam tylko minimalne ujędrnienie ciała. O zrzuceniu nawet kilograma nie ma mowy. Chyba muszę zastosować dietę MŻ i nie czarować się, że coś innego mi pomoże.

Jeśli chodzi o nasz wyjazd to stoimy w martwym punkcie - kategoria C się robi. W piątek mąż ma egzamin. Jednego już nie zdał... i wcale nie jest powiedziane, że ten zda. Ciężko jest, nie ma się co oszukiwać. Ale wierzę w niego, trzymam kciuki.

Jak tylko mąż będzie miał prawko w ręku to wyjeżdża... i to będzie krok milowy w realizacji naszych planów. Czekamy więc i nie załamujemy się. Marzenia się przecież spełniają.


A jeśli chcecie dowiedzieć się więcej o maści majerankowej odsyłam Was TUTAJ KLIK



37 komentarzy:

  1. Oj. Szybkiego powrotu do zdrówka !

    OdpowiedzUsuń
  2. Mężowi sie uda, wierzę w to!!!! i mocno trzymam kciuki...wiem co to znaczy stać w miejscu z planami....A co do Artura, powody kataru moga być różne - oby na katarze się skończyło! a przegrzewanie w istocie może być przyczyną...

    OdpowiedzUsuń
  3. Szukanie winnego i u mnie było zmorą. Ozmajmiłam, że jak tak dalej będą się zachowywać, to po prostu nie będę im o niczym mówić, żeby zaoszczędzić sobie nerwów. I skończyło się :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Dużo zdrówka dla Arturka! Za męża mocno trzymam kciuki a Tobie kochana życzę jak najlepiej jak zawsze:* Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  5. Zdrówka dla małego. I pamiętaj wiara czyni cuda. to w kwestii spełnienia marzeń :)

    OdpowiedzUsuń
  6. jak mnie wkurza to dochodzenie dlaczego/przez kogo dziecko zachorowało wrrrrrrrrr
    przez wirusy zachorowało
    ja nie mogę z siebie wykrzesać motywacji do ćwiczeń

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szczerze mówiąc to mnie też by się nie chciało ćwiczyć w domu. Ale zajęcia grupowe uwielbiam... w kupie siła :)

      Usuń
  7. A ja wiem co jest winowajca.. jakis wstretny wirus na ktory Arturek sie akurat zalapal. Co do przegrzewania dzieci to mysle ze to jest typowe dla tej czesci Europy.. Po czym poznac na wyspach dziecko Polskiego/Czeskiego/Litwinskiego/itp... emigranta :p ? Po czapce na glowie wiosna/jesienia.. cieplym swetrze i czesto chustce na szyji :p

    Pozdrawiam i kciukam byscie jak najszybciej poszli "na swoje" :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak to prawda, tam zupełnie inaczej ubierają dzieci. Ale muszę przyznać, że kiedy był listopad i widziałam małego dzidziusia z gołymi stópkami to aż mnie trzęsło... miałam ochotę podejść i przykryć te czerwone stópeczki :)

      Usuń
  8. zdrówka dla Artura i powodzenia dla męża w egzaminie!!

    OdpowiedzUsuń
  9. Dla Artura zdrówka życzę, dla męża powodzenia na egzaminie, a dla ciebie więcej czasu na fitness :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Mój mąż do C podchodził 4 razy.Nie zdał...Dał sobie czas i spróbuje znowu.Ale za Was trzymam kciuki.Na przeziębienie i wzmocnienie polecam bańki lekarskie,u nas są niezawodne;)Duuużo zdrówka!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak mam bańki i właśnie zastanawiam się czy na katar też postawić? Stwierdziłam, że poczekam, jeśli infekcja się rozwinie to postawię.

      Usuń
  11. Anonimowy7/16/2013

    Hej:)
    Ach te mamy i teściowe swoimi dobrymi radami czasami potrafią człowieka wykończyć ;)
    Co do fitnessu to ja chodzę tylko w soboty i niedziele na 9 rano. Nie chce mi się ale czuję się lepiej.
    Pozdrawiam i dużo zdrowia życzę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie fitness jest nieczynny w niedziele przez całe wakacje... a szkoda bo wtedy na pewno bym skorzystała. Pozdrawiam :)

      Usuń
  12. Dużo zdrówka dla Arturka, niech szybko wraca do formy :) a za męża trzymam kciuki, żeby tym razem się udało.

    OdpowiedzUsuń
  13. Pewnie, że się spełniają. Tym bardziej, że działacie w tym kierunku. Wytrwałości i dużooo zdrowia dla Artura!

    OdpowiedzUsuń
  14. Trzymam kciuki za Twoich chłopaków - uda się wszystko!!! Musi się udać :). A katar - możliwy i z jakiegoś uczulenia - sprawdzałaś?
    My wg teściowej stosujemy zimny chów i nasze dzieciaki też po domu porozbierane latają. Ale pamiętam, jak mi 12 godzinnego Księciunia przynieśli do karmienia i jak tylko przyssał się do piersi, to miał cały nosek spocony. Lubi chłopak zimno i tyle. Po tatusiu tak ma ;)
    Poza tym - wszyscy pediatrzy wkoło trąbią, że 19 stopni w pomieszczeniu to idealna temperatura dla dzieci i więcej nie trzeba...
    Będzie dobrze! Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że to nie alergia... jeśli sytuacja będzie nagminna będę musiała to sprawdzić. Być może też przez ząbkowanie, wychodzą mu górne kły. Zimny chów jest najlepszy :) Ale przy 19 stopniach moja mama zakładałaby już Arturowi kożuch :)

      Usuń
  15. A próbowałaś odciągać gile Katarkiem podpinanym do odkurzacza?
    Szybko i skutecznie oczyszcza nos, dzięki czemu można uniknąć późniejszego kaszlu.
    Oby Artur szybko wyzdrowiał!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie mam tego urządzenia, ale słyszałam o nim wiele dobrego. Dotychczas Artur praktycznie nie chorował dlatego jakoś odkładałam ten zakup... może teraz też ten katar to tylko chwilowe osłabienie a później znów będzie długo, długo nic. Oby!

      Usuń
  16. Trzymam kciuki bo się spełniają. Na poczatek za prawko Twojego męża

    OdpowiedzUsuń
  17. Oczywiście że marzenia się spełniają ;-)
    I dużo zdrowia dla Arturka ;-)
    Dla pocieszenia Ci powiem że my też ciągle walczymy z Dziadkami o nieprzegrzewanie Młodego ;-)

    OdpowiedzUsuń
  18. Choroba nie wybiera :(( Dużo zdrówka dla Arturka ! :*

    OdpowiedzUsuń
  19. Moja mama zawsze mówi - od pierwszych objawów odejmij trzy dni :D U mnie zawsze się sprawdza :) Zapraszam na mój blog http://zyciewpakiecie.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  20. Dużo zdrowia dla Arturka! Moje obie dziewczyny też maja katar...
    Mój mąż zdał za 4 czy 5 razem ;-) Ale zdał!
    Pozdrawiamy :)

    OdpowiedzUsuń
  21. o rany, babcie tak mają, dziecko się rozchoruje, albo zapłacze, albo się zadrapie i jest 'jak mogłaś na to pozwolić??'. typowe :)

    OdpowiedzUsuń
  22. Jak to się mówi - wina leży po środku :)))) - środku noska :)))

    OdpowiedzUsuń
  23. Zupełnie jakbym o sobie czytała.. I co do katarku, nadopiekuńczej babci i karnetu na fitness, który się marnuje, bo.. no bo kto zostanie z dzieckiem? A miało być tak pięknie, co? ;))
    Pozdrawiam
    gabi-mum.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  24. Zdrówka!! A Ty mamuś dzielna bądź i nie daj się :*

    OdpowiedzUsuń
  25. Właśnie sobie popłakiwałam w kącie... dzięki za słowa otuchy :)

    OdpowiedzUsuń