Miski, miseczki, misunie

Dawno temu prosiliście mnie, żebym podzieliła się swoją opinią na temat miseczki B.BOX. Dość długo zwlekałam z tym wpisem, ale już się poprawiam. I przedstawię Wam wszystkie miseczki z przykryciem jakie Artur posiada. O!

Pierwszy zestaw miseczek jakie w ogóle nabyłam to miseczki Tommee Tippee, w skład zestawu wchodzą dwie miseczki i jedna przykrywka z łyżeczką. Zdjęcie pożyczyłam ze strony Bangla.pl ponieważ Arturowe miseczki są już spakowane i czekają na przeprowadzkę. Zresztą przykrywki i łyżeczki już nawet nie posiadam.



Miseczek używamy do dzisiaj... ale bez przykrywki i łyżeczki. Niestety łyżeczka już od samego początku wypadała z tego trzymania. Na domiar złego w przykrywce są dwa małe otworki, które zakrywane są przez wieczko trzymające łyżeczkę, a skoro ono ciągle się otwierało to tym samym przykrywka całej miseczki nie była szczelna. Często przez te właśnie małe dziurki był przeciek. No chyba, że transportowałam w nich suchy prowiant... wtedy się sprawdzały. Ale nie po to kupowałam te miseczki. Tak więc używamy ich tylko w domu. Łyżeczka nadaje się dla małych dzieci rozpoczynających przygodę z jedzeniem.  Ogólnie miseczki mają fajną rączkę do trzymania i są bardzo poręczne. Zaletą jest jeszcze to, że mieści się w nich cała porcja obiadku dla Artura.

Na ich stronie nie ma już tych miseczek. Są inne, ulepszone wersje z trójkątnym dnem. Więc być może moja opinia jest zbędna... ale jeśli byście jeszcze spotkali je w sprzedaży, pomyślcie nad ich kupnem.

Kolejny zakup był kontrolowany... czyli najpierw u koleżanki, na własne oczy zobaczyłam, że wieczko miseczki nie przecieka, a następnie popędziłam po nią do sklepu. Jest to miseczka z Rossmanna. 


To jest miseczka, którą szczerze polecam. Posiada gumową podstawę, co sprawia, że miseczka "nie ucieka" dziecku podczas jedzenia. Sztućce są szczelnie schowane w sprytnej szufladce i są na tyle duże, że Artur spokojnie się z nich naje. Miseczka też jest odpowiedniej wielkości, mieści obiadek dla dwulatka-łasucha. Jej spłaszczony kształt sprawia, że możemy podać w niej nie tylko zupkę, ale i ziemniaki, mięsko i surówkę i wszystko może "leżeć" obok siebie, nie jedno na drugim, jak to bywa w innych miseczkach. No i największym plusem jest szczelna pokrywka... żadnych przecieków.



I właściwie nie posiadałabym już innej miseczki, bo ta rossmannowska zaspokoiła moje potrzeby, ale wygrałam w konkursie organizowanym przez Hafiję dwukomorową miseczkę B.BOX.  



Miseczka jest fikuśna, poręczna i posiada gumową podstawę, dzięki której nie ślizga się po powierzchni stołu. Łyżeczkę podarowałam innemu, młodszemu dziecku, ponieważ zdecydowanie była dla dzieci rozpoczynających naukę jedzenia stałych pokarmów. 
Niestety miseczka nie jest w stanie pomieścić tyle zupki czy kaszki, ile Artur zjada, dlatego używam jej tylko do przekąsek. Ale codziennie zabieramy ją na spacery, więc to dobrze o niej świadczy. I jest kolejną miseczką, która zaskakuje pod względem szczelności przykrywki. Gdyby Artur był młodszy i mniej jadł, to na pewno w 100% by się sprawdziła i byłaby maksymalnie eksploatowana.Mamom małych pociech, które zaczynają swoja przygodę z jedzeniem, szczerze polecam.



* zdjęcie pochodzi z wczesnej wiosny... widać jak długo przygotowywałam się do tego postu :)


11 komentarzy:

  1. też używaliśmy miseczki TT:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Anonimowy6/22/2013

    Fajne te miseczki, my miałyśmy kupione na allegro z antyposlizgowym spodem (Córcia z uporem maniaka zrzucala jedzenie ze stolika). Teraz się przydaje też - można zabrać jogurcik na dwór i nie bać się że wyleje się na przykład:) tak więc dobre i dla malucha i trochę większego dziecka.
    Blogowa mama

    OdpowiedzUsuń
  3. Kwestia miseczek jeszcze przede mną:)
    Ale wiem już na co zwracać uwagę:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Super! Powoli rozglądam się za takimi akcesoriami, więc Twój post bardzo mi się przyda :) Ta rossmanowska do mnie przemawia :)

    OdpowiedzUsuń
  5. fajne takie miseczki :)

    OdpowiedzUsuń
  6. oj u nas to już po takich miseczkach ;))))

    OdpowiedzUsuń
  7. super te miseczki! i chyba w Rossmanie poszukam tej o której napisałaś :)
    p.s. zrobiłam wczoraj pulpeciki z twojego przepisu - Artek zajadał aż mu się uszy trzęsły!! DZIĘKUJĘ za ten przepis :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Ja to wiecznie na koncu sie o takich super rzeczach dowiaduję. Teraz to juz nam nie potrzebne, ale kiedys... Super sprawa.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Takie miseczki bardzo sprawdzają się u dzieci, których rodzice uwielbiają spędzać duuużo czasu poza domem. Mój Artur jest łasuchem i lubi zjeść na czas... ale nie pozwolę sobie, żeby jedzenie ograniczało nasze wyjścia w teren :)

      Usuń