Zupa Shreka

Jest to po prostu zupa szpinakowa z lanymi kluskami. Ale o ile szpinakowa brzmi dla dziecka koszmarnie o tyle zupę Shreka zje z wielkim smakiem.


Zabawy z niemowlakiem

Dziś przed Wami Żanetka, mama Mateuszka, autorka bloga Tere Fere Kuku.

7 miesięcy to już taki wiek, że mamy coraz większe pole do popisu jeśli chodzi o zabawy z maluszkiem. Mateuszek już siedzi, więc dodatkowo dochodzą nam wszelkie atrakcje, które były niemożliwe do wykonania w pozycji leżącej. 

Tym samym na tapecie ostatnio jest piłka o'ball. Od samego początku cieszyła się u Matiego ogromnym zainteresowaniem. Z racji kształtu łatwo udaje się ją schwytać w małą dłoń, można ją lizać, a nawet próbować włożyć do buzi, bo piłka jest dość podatna na zginanie. 

Dzień Przytulania, co jemy na śniadanie i gdzie to słońce?

24 czerwca był Ogólnopolski Dzień Przytulania. I po raz trzeci z tej okazji byłam na akcji darmowych uścisków... tym razem zabrałam ze sobą całą moja rodzinkę. Dwa lata temu byłam tylko z Arturem... który siedział sobie jeszcze w brzuszku. A trzy lata temu byłam sama i moje wrażenia z akcji opisałam TUTAJ

O tegorocznej akcji  możecie przeczytać TUTAJ. Zdjęcia Artura są autorstwa mojej koleżanki, która też jest organizatorką tej zacnej akcji w naszym mieście :)



Dlaczego nie mogłabym mieszkać z moją mamą?

Ano dlatego. Cytuję jej słowa:

- zielony ogórek i papryka dla tak małego dziecka? co najwyżej pomidor bez skórki!
- on chodzi boso! zaraz będzie miał zapalenie płuc!
- taką całą kanapkę mu dajesz? pokrój mu na małe kwadraciki, będzie mu się łatwiej jadło.
- niedobra mamusia, zrób mamusi nu-nu!
- wodę mu dajesz? soczek mu daj do picia!
- posłódź mu tą miętę, kto by taką gorycz pił?
- znów go kąpiesz? przecież  takiego małego dziecka nie trzeba myć codziennie.
- pokrój mu to jabłuszko na malutkie kawałeczki, przecież się zachłyśnie!
- daj mu banana/rogalika/czekoladkę/ciastko/kanapeczkę/pączka (mówi to średnio co 20 minut, zaraz po obiedzie też)
- chodź do babci, babcia założy ci skarpeteczki/kamizeleczkę... i pod nosem dodaje... eh te nowoczesne matki.

Oprócz tego nosi go cały czas na rękach i "zatyka" go smoczkiem.
Ja wysiadam.

Elmer na niepogodę.

Moje doświadczenie w pracy z dziećmi pozwala mi śmiało stwierdzić, że dzieci już od najmłodszych lat lubią naklejać i wyklejać. Postanowiłam wypróbować w tym kierunku Artura. Oczywiście zdał test - też uwielbia zabawę w wyklejanie... a najbardziej podoba mu się smarowanie klejem kartki i pokazywanie paluchem, gdzie matka ma przykleić wycinek papieru.

Robiąc z nim zwykłą wydzierankę pomyślałam... a może by tak wykleić Elmera? Fajny, kolorowy... no i Artur go uwielbia.

Potrzebne będą:
- dwie kartki z bloku rysunkowego
- kolorowy papier
- nożyczki
- klej
- czarny mazak

Najpierw wycinamy kolorowe kwadraciki z papieru kolorowego. Starsze dziecko może zrobić to samodzielnie.


Miski, miseczki, misunie

Dawno temu prosiliście mnie, żebym podzieliła się swoją opinią na temat miseczki B.BOX. Dość długo zwlekałam z tym wpisem, ale już się poprawiam. I przedstawię Wam wszystkie miseczki z przykryciem jakie Artur posiada. O!

Pierwszy zestaw miseczek jakie w ogóle nabyłam to miseczki Tommee Tippee, w skład zestawu wchodzą dwie miseczki i jedna przykrywka z łyżeczką. Zdjęcie pożyczyłam ze strony Bangla.pl ponieważ Arturowe miseczki są już spakowane i czekają na przeprowadzkę. Zresztą przykrywki i łyżeczki już nawet nie posiadam.


Ubrankowy szał

Dzisiaj pierwszy wpis z zabawami w ramach projektu "Kreatywne wakacje z dzieciakami"



Przed Wami Magda, autorka bloga Moja Mała Bee:

Nie wiem jak Wy, ale ja strasznie lubiłam przebierać moją ukochana papierowa lakę, długo szukałam odpowiednika drewnianego, aż w sklepie TkMax znalazłam, może nie takie jak sobie wymarzyłam ale zawsze to coś:))
Misie są trzy, mama, tata i mały miś - ubolewam że to nie dziewczynka ;-) Zabawka zajmuje nam codziennie wiele czasu, nie ukrywam że ja również mam frajdę ;) jak się znudzi chowamy na tydz. i od nowa jest super zabawa :)


Kobiety też lubią gry



                                                                                                                                Wpis sponsorowany*


Gry to podobno domena mężczyzn. Kobiety zdecydowanie częściej uchodzą za przeciwniczki rozrywki przed komputerem. Mimo to coraz więcej pań relaksuje się właśnie w ten sposób. W dodatku całkiem spora grupa wybiera typowe strzelanki w Sieci.

Rozrywka w Internecie to już zdecydowanie norma. Każdego dnia szukamy odskoczni właśnie przed komputerem. Dowodem na to jest popularność serwisów z memami i dowcipnymi obrazkami, które komentują już każdą dziedzinę naszego życia. Domeną mężczyzn jest spędzanie nocy na eksploracji bunkrów albo lasów w poszukiwaniu wroga, bo gry podobno relaksują, trzymając w napięciu. Krąży opinia, że kobiety nie mają przekonania do przemocy i sensacji w grach, ale coraz więcej z nich sięga nawet po Battlefielda. Dużą popularnością cieszą się gry przeglądarkowe.

Jeszcze o trójce z przodu...

Kochani chciałabym Wam wszystkim bardzo podziękować za życzenia... i nie tylko. Jest mi ciepło w serce. Bardzo dziękuję.

Był tort, życzenia, prezenty i mała imprezka. I były też badania lekarskie. Z dumą przyznaję się, że pozytywnie przeszłam przegląd. Zrobiłam cytologię, USG piersi, wyleczyłam wszystkie zęby, odbębniłam wizytę u okulisty. I jeszcze tylko ogólne badanie krwi zrobię sobie na dniach. I mogę powiedzieć: Jestem zdrową Trzydziestką!

I Wam też przypominam o badaniach... kontrolujcie swoje zdrowie, bo przecież ono jest najważniejsze.

Poza tym, od lipca znów zacznę chodzić na fitness... sa sa sa sa sa sa :D
A to dzięki mojemu kochanemu mężowi, który podarował mi na urodziny karnet w wersji full, czyli dwie godziny dziennie fitnessu i nieograniczony wstęp na salę do treningu funkcjonalnego i cross fitu. Jestem wniebowzięta. Ostatni raz na fitnessie byłam przed ciążą, czyli prawie trzy! lata temu. Postaram się nie zaniedbać synka, domu i Was... ale jeśli tak się stanie to wybaczcie. Ewentualnie wiecie gdzie mnie szukać?  :)

A sobie na urodziny kupiłam to:


Chciałam mieć tą książkę... chyba nikomu nie muszę mówić, dlaczego?


Projekt na wakacje!

Muszę się Wam pochwalić, że zostałam zaangażowana w projekt "Kreatywne Wakacje z Dzieciakami". Głos oddaję Magdzie, która wszystko wyjaśnia:

Rusza nowy cykl postów

Tort

Uwielbiam cukierki Maltesers. W Anglii jadłam je niemal codziennie. Dlatego wymarzyłam sobie na swoje 30 urodziny taki tort:



20 lat... do pięćdziesiątki!

Dziś są moje 30 urodziny. Chyba czas zrobić rachunek sumienia. Ale... po głębszym zastanowieniu się, dochodzę do wniosku, że niczego nie żałuję, nikogo nie będę przepraszać, niczego nie chcę zmienić. Nie było cukierkowo, nie wychowałam się na ptasim mleku, ale nie było też tragicznie. Cieszę się, że życie doświadczyło mnie w taki, a nie w inny sposób, dzięki temu doceniam to, co mam. Dzięki temu, codziennie zadzieram głowę w stronę nieba i szczerzę zęby ze szczęścia.

Mam cudowne wspomnienia z dzieciństwa, pachnące zalewajką z kurkami, jagodziankami i sianem. Mam wspaniałe wspomnienia ze szkolnych lat... i akademickich... nie zliczę ilości wypitych kaw i win, zaliczonych kolokwiów i imprez, szalonych pomysłów i myśli. Nie zliczę nawet ilości wspaniałych dusz, które spotkałam na swojej drodze i które sprawiły, że jestem lepsza. Nie chcę wymazać żadnego mojego wspomnienia. Każde, dobre czy złe, jest moim bagażem doświadczeń. Cennym bagażem, którego nikt mi nie zabierze.

A dziś? Mam cudownego męża, który jest dla mnie wielkim oparciem. I mam też to wyczekane, wymodlone dziecko, które diametralnie zmieniło moje spojrzenie na świat. Oni są dla mnie wszystkim.

Wiem, że spotka mnie jeszcze dużo dobrego i dużo złego, ale nie boję się. Trzeba zawsze szukać pozytywnych stron. Świat jest przecież taki piękny.

Jak się czuję mając te 30 lat? Czuję się młodo. O! I czuję, że jeszcze tyle przede mną!

A czego sobie dzisiaj życzę? Żeby świat był dla mnie nadal taki łaskawy. I oby spełniały się moje marzenia... te kolejne i kolejne i kolejne.

A tort będzie jutro. Razem z przepisem, cobyście mogli od razu sobie zrobić i zjeść :)

Na Waszą prośbę załączam zdjęcie mojej nowej fryzury.




Zeszyt zabaw

Pamiętacie zeszyt zabaw, który zrobiłam dla mojej chrześnicy? Obiecałam pokazać jego zawartość kiedy prezent trafi już do jubilatki.

Oto zdjęcie zeszytu, które już widzieliście:


A to jego zawartość:

Pierwsza wizyta u fryzjera

Artur od urodzenia miał bujną czuprynkę. Do tej pory sama podcinałam mu włoski podczas kąpieli. Wtedy mogłam na spokojnie zająć się jego fryzurą podczas gdy Arturo przelewał wodę z kubeczka do kubeczka. Ale niestety moja interwencja kończyła się  tylko skróceniem włosków i grzywki. Nie było mowy o cieniowaniu czy nadaniu kształtu czuprynie. Z czasem na głowie Artura wyrósł "kask" bądź "grzybek"... jak kto woli. Dlatego postanowiłam zaprowadzić Artura do fryzjera.

Obawiałam się, że Artur zacznie rozpaczać i z postrzyżyn nici,  ale mój odważny synek i tym razem mnie nie zawiódł. Owszem, kiedy pani na koniec włączyła suszarkę (nieco większą i głośniejszą od tej, którą mamy w domu) to zaczął się lament. Dlatego zrezygnowaliśmy z opcji suszenia. Oto Arturo u fryzjera:


Zaaklimatyzowaliśmy się



Emocje powoli opadają, dochodzę do siebie, rozpakowałam się w miarę możliwości... na tyle, na ile można rozpakować się na dwa miesiące. Bo z naszych obliczeń prawdopodobnie jeszcze tyle czasu pozostaniemy w Polsce. Mąż jest w trakcie robienia prawka na kat C. Jeśli wszystko odbędzie się zgodnie z planem wyjedzie za miesiąc. Ja z Arturem dojedziemy do niego za dwa miesiące.

Nie rozpaczam już za naszym mieszkankiem. Miałam dwa dni słabości...  zaczęło się w piątek, kiedy pojechałam oddać klucze i wróciłam z pustym breloczkiem… ależ mnie wzięło na smutek i łzy. Pół nocy przepłakałam smarkając w rękaw męża. Później jeszcze w sobotę co chwila oczy łzą zachodziły, bo wspomnienia nie chciały mnie opuścić. Czułam, że muszę się porządnie zagilać, bo inaczej pękłabym od środka. I ryczałam po kątach. Pozwoliłam sobie na ten luksus... dałam upust swoim emocjom i bardzo mi to pomogło. Od niedzieli czuję się już dobrze. Zadomowiłam się… w końcu tutaj się wychowałam, wystarczyło tylko odkurzyć wspomnienia. Poza tym lokalizacja tego mieszkania jest o niebo lepsza niż naszego. Blisko centrum, sklepy, parki… szał ciał.  Wiem, że jeszcze nie raz wspomnę, że jeszcze nie raz zapłaczę za naszym mieszkaniem, ale realizacja marzeń wymaga też poświęceń. 

Tylko foto

Kiedy się ogarnę, otrząsnę i zorganizuję to napiszę powieść o tym, jak to jest sprzedać swoje mieszkanie, spakować swoje życie w kartony, chwilowo zamieszkać u mamy i płakać nad pustym breloczkiem, na którym były zawieszone klucze do ukochanego mieszkanka. Ale o tym wszystkim później... nie mam siły. Wybaczcie. Dziś tylko kilka fotek... dla tych, którzy się stęsknili.

 
"Podczas gdy rodzice się pakują, trzeba jakoś zabić nudę"



"W końcu mogę pobawić się w szafie"




 "Nie zapomnijcie o mnie"



"Na Dzień Dziecka dostałem trochę nowej literatury...



... kilka małych autek, pfff...



... i porządną furę. Jednym słowem - się postarali"