Sprzedane!

Decyzja z banku jest pozytywna. Kupiec, który zasadza się na nasze mieszkanie dostał kredyt. Pod koniec maja zamkniemy ten rozdział. Czuję się dziwnie. Sentymenty zaczynają panoszyć się w mojej duszy. Jestem trochę podłamana, trochę szczęśliwa, trochę wystraszona... właściwie to wkurza mnie ten brak skrajnych emocji. Nie odczuwam ani wielkiej euforii i szczęścia (a powinnam, bo przecież w końcu udało nam się sprzedać to mieszkanie, kolejny duży krok do przodu w drodze do realizacji planów), ani też wielkiego smutku, żalu, strachu. Jestem jakaś taka obojętna na to wszystko. Dzieje się? Dobrze, niech się dzieje... jakby w ogóle mnie to nie dotyczyło... jakbym oglądała z boku jakąś cudzą historię. 

I w tym moim obojętnym jestestwie będę robić czynności, które należy wykonać. Spakuję nasze życie w kartony, zamieszkamy u mojej mamy i będę czekać na wieści od męża. Tak po prostu. Mam nadzieję, że TAM odzyskam radość, chęć do działania i w końcu będę zdolna do odczuwania wielkiej radości lub wielkiej rozpaczy. Cokolwiek!

Zaszła też mała zmiana w planach - kolejny powód do radości, której niestety nie odczułam a powinnam. Nie musimy kupować drugiego mieszkania, żeby uniknąć płacenia podatku od wzbogacenia, ponieważ mamy to mieszkanie ponad pięć lat. Postanowiliśmy, że w takiej sytuacji nie kupimy mieszkania, bo na razie nie potrzebujemy lokalu w Polsce. A z wynajmowaniem komuś mieszkania bywa różnie. Poza tym, będziemy wtedy do przodu miesiąc lub dwa, bo wtedy mąż wyjedzie zaraz po sprzedaży mieszkania. A tak, musiałby zostać coby kupić mieszkanie, odświeżyć je i pomóc mi w ulokowaniu się.

Dostała mi się też fucha... dwie kolejne niedziele będę pracować jako animatorka zabaw dla dzieci podczas poczęstunku w restauracji po uroczystości Komunii Świętej. Na chwilę poczułam radość... złapałam za zeszyt i ołówek, za notatki ze studiów i kursów... zaczęłam tworzyć plan, obmyślać zabawy, spis potrzebnych rzeczy. Nawet mój mąż zauważył błysk w moich oczach, dziarsko się uśmiechnął i powiedział "lubisz to". Ale to było dwa dni temu... emocje opadły... znów jest nijak.

Staram się cieszyć, powinnam odtańczyć jakiegoś oberka, skakać pod chmury same... wszystko idzie zgodnie z planem... ba! nawet bardziej niż zgodnie. Siedzę i skupiam się, żeby zapłakać... wypłakać żale, zagilać się porządnie... i nie mogę! To samo w drugą stronę... siedzę, szukam uczucia szczęścia i radości, które gdzieś się zagubiły w moim sercu... gdzieś na dnie może? Nic! 

No i ta pogoda! Gdzie to słońce? Jak nie pada jakieś białe gówno to znów deszcz! Polecę Adasiem Miauczyńskim "dżizus, kurwa, ja pierdolę!" *

*wrażliwych i o słabym sercu proszę o wybaczenie, to się więcej nie powtórzy... mam nadzieję!

15 komentarzy:

  1. Haha podsumowanie idealne!!
    Na razie musisz ochłonąć. Później pewnie przyjdzie czas na emocje. W każdym razie dużo czekania, nerwów i może wkradło się jakieś niedowierzanie które nie pozwala Ci w pełni okazać co czujesz :)

    Gratulacje sprzedania! I trzymam kciuki za jak najszybsze spełnienie marzeń i szczęście :)

    OdpowiedzUsuń
  2. ja za to mam ostatniego czasu az zanadto emocji :/

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja mysle, ze po prostu to jakby zamkniecie pewnego etapu, do ktorego musisz przywyknac. A zapewne masz i dobre i zle wspomnienia, stad ten stan zawieszenia. Ja mialam przed wyjazdem do UK taki stan - strach , ale rownoczesnie ekscytacja przed nowym. Bylo ciezko przez pierwszy rok, ale teraz juz sobie nie wyobrazam powrotu do Polski :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To co piszesz, to miód na moje uszy.

      Usuń
  4. Duzo radosci zycze :-) Ciesze sie bardzo z pozytywnego obrotu spraw :-)

    My tez z m rozwazamy wyjazd do UK, bo nasza kochana Irlandia jakos nas nie chce z powrotem..

    Pozdrawiam cieplutko :-)

    OdpowiedzUsuń
  5. Taka rewolucja i brak emocji? Wierze, ze jak zaczerpniesz slonca to bedziesz nas tu na maksa raczyc postami skrajnie emocjonalnymi. Bo to przeciez przewrot niesamowity jest. Cieplo pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pokładam wielkie nadzieje w słońcu :)

      Usuń
  6. bedzie dobrze musi byc:*
    ja z emocjami tez mam ciezko, za malo sil nawet na zlosc:(
    bezsilnosc mnie ogarnia wszem i wobec!!!

    OdpowiedzUsuń
  7. Powoli się ułoży. Jestem pewna.
    A o pogodzie to nawet nie będę wspominać :/

    OdpowiedzUsuń
  8. Uwielbiam ten tekst:)
    Kochana zdarzają się gorsze i lepsze dni. Czarne chmury znad Twojej głowy rozwieje lada chwila słońce. Ciesz się rodziną, nadchodzącym nowym życiem obok siostry, tym, że naprawdę nie jest źle.
    Odpowiedziałam u mnie na blogu na Twoje pytania w komentarzu:)

    OdpowiedzUsuń
  9. Przeczytałam jednego posta, ale już zabieram się za pozostałe i zostaję na dłużej! ;)

    OdpowiedzUsuń
  10. Zyczę powodzenia...żeby wszystko się ułożyło i żebyś odzyskała werwę do życia:) Będzie dobrze!

    OdpowiedzUsuń
  11. trzymam kciuki, żeby po trochu przybywało Ci przekonania do tego co robisz i radości życia. Ta pogoda faktycznie nie nastraja ale przecież nie może trwać wiecznie.
    Mam nadzieję, że to taki "groszy dzień" (tylko trochę dłuższy), który niedługo rozwieje się nawet we wspomnieniach.

    OdpowiedzUsuń
  12. Nadrabiam zaległości :) Bardzo się cieszę, bo wiem jak na to czekaliście - i szczerze życzę zrealizowania całego planu w jak najszybszym czasie.

    OdpowiedzUsuń
  13. Może emocje dojdą do głosu, gdy na własne oczy zobaczysz te wszystkie zmiany :)

    OdpowiedzUsuń