Kolorowe szaleństwo!

Do pójścia na salę zabaw z Arturem przymierzaliśmy się już od dawna, ale dopiero wczoraj udało nam się ten zamiar zrealizować. Artur był w siódmym niebie. Biegał, piszczał, śmiał się i wszędzie go było pełno. Chciał wejść i zwiedzić każdy kąt, nie wiedział na czym skupić wzrok... a to dzieci, a to piłeczki, autka, domki, zjeżdżalnie... szał!

Artur na widok piłek oniemiał



 Zabawa była przednia










Nawet nie miałam pojęcia jakie zwinne mam dziecko... byłam w szoku ;)


Dobre 15 minut Artur spędził w pałacu u księżniczki... robiąc tam za odźwiernego.


A jak dziecko pięknie śpi po takich szaleństwach... marzenie każdego rodzica.

Myjusie

Dzięki firmie Konwil miałam przyjemność przetestować Myjusie, czyli jednorazowe myjki dla dzieci i niemowląt.





Kilka słów od producenta.

Myjusie to kawałki miękkiej gąbeczki o wymiarach 19 cm x19 cm i grubości 3,5 mm wykonane z wysokiej jakości polietylenu. Zostały stworzone do codziennej pielęgnacji dzieci i niemowląt oraz utrzymania higieny intymnej kobiet ciężarnych. 

Są bezpieczne i ekologiczne, nie zawierają żadnych związków organicznych, barwników czy substancji perfumowanych. Są to po prostu suche gąbeczki, które po zwilżeniu wodą lub wodą z mydełkiem stają się doskonałym wynalazkiem myjącym. Myjki są świetną alternatywą dla gąbek i myjek wielorazowych, które są siedliskiem bakterii. Opakowanie (50 sztuk) kosztuje 10 zł.

Moja opinia.

Myjusie rzeczywiście po zwilżeniu wodą lub środkiem myjącym są bardzo miękkie, delikatne i dobrze się pienią. Moim zdaniem mogłyby być trochę większe lub grubsze bo podczas mycia "uciekają" z reki. Rozwiązaniem tego problemu jest używanie dwóch myjek na raz... wtedy wielkość jest w porządku. 


Jednorazowość myjek zdecydowanie do mnie przemawia - nie są siedliskiem bakterii i grzybów. Ale w większości przypadków jest tak, że jeśli coś jest jednorazowe to nie jest ekologiczne.

Myjusie były mi bardzo pomocne podczas rekonwalescencji mojego synka. Ponieważ po zabiegu nie mógł moczyć brzuszka przez siedem dni więc musiałam myć go prawie "na sucho" i w tej czynności doskonale sprawdziły się Myjusie. Myślę, że takie myjki znajdą także zastosowanie w opiece nad osobami obłożnie chorymi. Niestety, nie używam myjek do odświeżenia pupy podczas przewijania synka, używam do tego celu nadal chusteczek nawilżanych, które są dla mnie najbardziej wygodne. Ale wiem, że gdybym miała małego alergika, to na pewno zmieniłabym nastawienie i poświeciłabym te kilka sekund więcej, aby obmyć pupę zwilżoną myjką.

Myjusie oprócz tego, że miały swój intensywny wkład w rekonwalescencji Artura i ciągle są eksploatowane podczas kąpieli, znalazły zastosowanie także w mojej codziennej higienie... twarzy. Tak, myję tym wynalazkiem codziennie twarz i nie zostawiam już na ręczniku śladów po pudrze. Poza tym, moja cera jest jaśniejsza i gładsza. Próbowałam też użyć myjek do demakijażu oczu, ale jednak to jest zbyt wrażliwe miejsce i myjka się nie sprawdziła.

Mam zastrzeżenie co do opakowania myjek, ponieważ są one pakowane próżniowo i kiedy już rozetniemy paczkę opakowanie pęcznieje, co bardzo utrudnia wyjecie pojedynczej myjki. Czasem potrafią nawet ulec rozdarciu. Drugie opakowanie rozcięłam całkowicie po trzech bokach, co spowodowało, że zostałam z wielką górą myjek bez żadnego opakowania. Owszem, wtedy myjki mogłam brać z "kupki" bez problemu, ale trudno przechowywać taką stertę białych gąbek.



Podsumowując Myjusie mimo wszystko mają więcej zalet niż wad i jestem w stanie ponownie je nabyć, chociażby do mycia twarzy. Poza tym Artur uwielbia kąpiele z myjkami, bawi się nimi, w miarę swoich możliwości myje się nimi i wysysa z nich wodę.

Więcej o Myjusiach możecie przeczytać tutaj KLIK.


Debiut na ścianie i skutki biegania

U nas bez zmian. Czekamy na sprzedaż mieszkania (właściwie to na pozytywną decyzję banku, który udzieli bądź nie kredytu naszemu potencjalnemu kupcowi), planujemy, zbieramy pudła kartonowe, w które spakujemy swój dobytek i cieszymy się ostatnimi wspólnymi tygodniami.  

Artur uwielbia spędzać czas z tatą. Szaleństw i buziaków nie ma końca. Już mi serce pęka, jak pomyślę o naszej rozłące... oby krótkiej.

Poza tym, korzystamy z pięknej pogody i wychodzimy na długie spacery. Chyba nie muszę nikomu mówić jak szybko dziecko zasypia po takim "przeciągnięciu" na świeżym powietrzu? Jedynym problemem jest to, że gdy tylko puszczę rękę Artura to on zaczyna biec... i nie pozwoli się już ponownie złapać, kiedy uprzednio dozna tej wolności. Wczoraj te jego biegi miały tragiczny finał... to znaczy bardzo tragicznie to wyglądało, ale ofiara na szczęście zbytnio nie ucierpiała. Ot jedynie nosek i jego okolice zostały naruszone.


 A tak Artur szaleje:










Artur tak okupuje drzwi po powrocie do domu, z nadzieją, że zaraz wrócimy na dwór.


I żeby nie było, że mam idealne dziecko... jego debiut na ścianie. Nie mam pojęcia kiedy to zrobił, bo jeśli ma kredki lub pisaki w ręku to nie spuszczam go z oka ;) A jednak udało mu się. Czyżby wyczuł, że sprzedajemy mieszkanie i trzeba zostawić po sobie ślad?





* Dziękujemy za inspirację czapeczkową Hanuszce i jej mamie ;)

Pulpeciki

Pogoda sprawia, że nie mam na nic czasu... całymi dniami tylko spacery i zabawy w piaskownicy. Przyznam, że bardzo mi się to podoba. Co tam brudne naczynia w zlewie, sterta prania, porozrzucane zabawki... w końcu mam czego chciałam. Wiosny!

Właściwie wpadłam tylko na chwilkę, z przepisem na pulpety. Szybki obiadek, który można zamrozić i ratować się zapasami, w te piękne, słoneczne dni.

Składniki:
  • 25 dag zmielonej cielęciny lub mięsa drobiowego
  • 1 jajo
  • 2 marchewki
  • 2 pomidory
  • 1 pietruszka
  • 2 łyżki pokrojonego koperku
  • 2 łyżki kaszy manny lub kaszki ryżowej lub kukurydzianej błyskawicznej
Marchewki i pietruszkę obrać i zetrzeć na tarce na dużych oczkach.  Pomidory sparzyć i pokroić w kostkę. W garnku zagotować 2 litry wody, dodać startą pietruszkę i półtorej startej marchewki. 
 
Do mięsa wbijamy jajo, pół startej marchewki i dwie łyżki kaszy manny lub innej kaszki. Z masy formujemy pulpeciki wielkości orzecha włoskiego. Jeśli masa mięsna będzie się rozpadać dodajemy jeszcze kaszki. Wszystko zależy od wielkości jaja i rodzaju mięsa. 
 
Uformowane pulpeciki wkładamy do gotującej się wody ze startymi warzywami i gotujemy około 15 minut, po czym dodajemy pokrojone pomidory i koperek i gotujemy jeszcze jeszcze około 5 minut. 

Pulpeciki można podawać z kaszą, makaronem lub ziemniaczkami. Smacznego. 







Liebster Blog

Michasiowa94, Simon's Mummy i Poczciwa Gaduła zaprosiły mnie do zabawy



Zabawa polega na tym, że osoba blogująca wskazuje 11 blogów, które lubi i zadaje 11 pytań osobom, które prowadzą dane blogi. Nominowane blogi nie powinny mieć więcej niż 200 obserwatorów. 
W tamtym roku brałam już udział w tej zabawie, więc nie będę nominować kolejnych blogów. Ograniczę się tylko do odpowiedzenia na pytania. 

Oczywiście wszystkim nominującym bardzo dziękuję za uznanie i wyróżnienie.

Moje odpowiedzi:


1. Wózek duży spacerowy czy wózek parasolka?
- duży wózek spacerowy.

2. Kawa czy herbata?
- zielona herbata.

3 Czemu prowadzisz bloga? ( w jednym zdaniu)
- bo lubię.

4. Pizza czy frytki?
- pizza.

5. Pozytywny Test ciążowy. Pierwsza reakcja?
- łzy szczęścia.

6. Czekolada słodka czy gorzka?
- mleczna

7. Statek czy samolot?
- statek

8. Spodnie czy legginsy?
- spodnie

9. Szpilki czy baletki?
- baleriny

10. Twoje największe marzenie?
- już się spełniło... teraz gonię za tymi mniejszymi :)

11. Masz kogoś kim się inspirujesz?
- nie, to nie jest jedna osoba.


  
1. Czym jest dla Ciebie macierzyństwo? 
Pasmem szczęścia, uśmiechów, zmartwień, pytań, wzruszających momentów, bezsilności, zmęczenia, najpiękniejszych uczuć i spełnieniem.

2. Jaką książkę ostatnio przeczytałaś?
Arthur Agatson "Dieta South Beach"

3. Jaka piosenka sprawia, że na Twojej buzi mimowolnie pojawia się uśmiech?
"Kołysanka dla okruszka"

4. Za co cenisz swojego mężczyznę?
Za to, że jest ostoją spokoju i daje mi poczucie bezpieczeństwa.

5. Który moment dnia lubisz najbardziej?
Poranek, kiedy piję kawę.

6. Jakie kwiaty lubisz najbardziej?
Tulipany

7. Jaką cechę cenisz w sobie najbardziej, a jaką najmniej?
Odpowiedzialność... brak asertywności.

8. Jakie wydarzenie z Twojego życia chciałabyś przeżyć jeszcze raz?
Ślub (z tym samym mężczyzną oczywiście :)

9. Kim chciałaś być w dzieciństwie?
Nauczycielką lub piosenkarką

10. Dlaczego czytujesz inne blogi?
W poszukiwaniu inspiracji i sprawdzonych rad

11. Komu i za co chciałabyś podziękować, a jeszcze nie miałaś okazji tego zrobić?
To pytanie jest dla mnie zbyt osobiste.


Poczciwa Gaduła pyta: 

1. Dzień zaczynam od... kawy.

2. Najmilsze co mnie dziś spotkało to... sympatycznie spędzony czas z rodziną.


3. Gdybym wygrała 1 milion złotych to przeznaczyłabym go na... spełnianie marzeń.


4. Ostatni film obejrzany w kinie to... zabij mnie, ale nie pamiętam... to było jakieś dwa lata temu ;)


5. Marzeniem w dzieciństwie było, aby w przyszłości zostać... nauczycielką lub piosenkarką.


6. Najwygodniejsze buty to... japonki.


7. Popisowe danie to... hmmm, mój mąż uwielbia spaghetti carbonara w moim wydaniu.


8. Marzę, aby wybrać się w podróż do... Włoch.


9. Ulubione perfumy to...
Kenzo L'Eau Par

10. Na rozgrzewkę lubię wypić... grzańca.

11. Gdybym mogła być zwierzęciem jeden dzień to wcieliłabym się w (uzasadnij)... ptaka... by poczuć wiatr i wolność we włosach, tfu znaczy w piórach.







  

Wesołe jest życie... matki

Artur robi kolejne małe kroczki na drodze nocnikowania. Ekhm... właściwie maciupeńkie kroczki. Po mieszkaniu biega bez pieluchy. Nie sygnalizuje potrzeby załatwienia się, ale kiedy ma zamiar już sikać, staje w miejscu i patrzy jak powiększa się kałuża przed nim. Kiedy uda mi się go wysadzić "na czas" i zaczyna sikać do nocnika, natychmiast chce wstawać i patrzeć na strumień. Wtedy też zdarza mu się wstrzymać potrzebę i za 5-10 minut znów stoi w kałuży. No tak... pomyślałam, który facet sika na siedząco?!? Próbowałam go namówić na załatwianie się na stojąco... ale widzę, że nic z tego nie będzie... Artur wtedy po prostu ucieka. 

Jednak widzę mały postęp. Nawet kiedy Artur ma pieluchę to i tak pokazuje, że robi siku. Staje wtedy w miejscu i czeka na charakterystyczną kałużę. Lub pokazuje na siusiaka, że zrobił siku. Więc świadomość załatwiania się ma... tylko jeszcze musi nauczyć się ją kontrolować. Staram się, żeby nie chodził już w pieluszce... wiem, że konsekwencja jest ważna. Ale na spacer czy na sen Artur musi mieć pieluszkę... nie ma zmiłuj. 

Poza tym, Artur dwa razy zasygnalizował, że chce kupę i zrobił ją do nocnika. Następnie pomachał jej łapką na pożegnanie przy spuszczaniu do wc. Później jeszcze parę razy wchodził do łazienki i mówił "ma" (czyt. nie ma). O zgrozo! Czy ta kupa i siku to musi być taki trudny temat do ogarnięcia?

Wczoraj ok 17:00 uświadomiłam sobie, że od rana jeszcze nie piłam herbaty. Owszem miałam jedną w ręku, ale Artur chciał się przytulić i cały płyn znalazł się na podłodze. Spokojnie... herbata oczywiście była już zimna. Ale rano wypiłam gorącą kawę... nie mogę narzekać. Poza tym, w końcu jest wiosna! Moje pranie, które suszę na balkonie, znów pachnie słońcem... wesołe jest życie matki!


Artur zimowo... 




... i dwa dni później



Zakup kurtki "przejściowej"  nie ma sensu. Rozglądam się za sandałkami. Howgh.



Ja to mam szczęście!

Kilka dni przed zabiegiem Artura wygrałam w sklepie internetowym Bumzabawki kupon rabatowy. Bardzo się ucieszyłam i nie mogłam uwierzyć, że to akurat mnie wybrała maszyna losująca. Kiedy już zasiadłam do realizowania kuponu było mi ogromnie ciężko coś wybrać. Wszystkie zabawki są świetne, każda bawi, uczy i cieszy oko. Po wspólnych obradach z mężem wybraliśmy Piramidkę i Traktor firmy Bajo.


Piramidka to zabawka składająca się z podstawy i 10 kolorowych kul. Jest to pewnego rodzaju sorter, który zachęca dziecko do dopasowywania i odwzorowywania, a tym samym ćwiczenia koordynacji wzrokowo-ruchowej. Artur uwielbia układać wieżę z owych kul... oczywiście do tego celu wykorzystuje wszystkie 10 sztuk.



Poza tym lubi je układać według własnych upodobań. No i Artur nie byłby sobą gdyby nie sprawdził jak szybko kule spadają na ziemię... i jaki robią hałas, kiedy uderzają o dywan, a kiedy o panele na przykład. Tak więc, po każdej zabawie jakość kul jest intensywnie poddawana testom... podłoga zresztą też :/
 


Już dziś wiem, że piramidka przyda nam się do nauki liczenia, bo świetnie sprawdzi się jako uproszczone liczydło. Kolory też Artur będzie oswajał dzięki tej zabawce. Do piramidki dołączonych jest też sześć kart z zestawieniem kulek, tak aby dziecko mogło ułożyć kule według wzoru. Wobec tego, zabawka posłuży nam na lata.



Traktor jest już mniej edukacyjny, ale posiada przyczepkę z trzema klockami, które też usprawniają  motorykę małą u dzieci. Wybierając traktor myślałam, że ta zabawka będzie taka "na teraz", że bardziej przypadnie do gustu Arturowi niż piramidka. Ależ się myliłam! Kule mają większe wzięcie i potrafią zająć syna na dłużej. Traktorem Artur owszem jeździ, oddając odpowiednie odgłosy i odczepiając przyczepkę i dopasowując klocki, ale trwa to krótko... przynajmniej dla mnie ;) Zatem, traktor czeka na moment, kiedy Artur będzie na etapie zabaw tematycznych.

 




Słodki podwieczorek

Uwielbiałam ciasto drożdżowe mojej babci. Niestety czas, kiedy wyczarowywała pyszności w kuchni minął bezpowrotnie. Pozostaje tylko słodkie wspomnienie. I próba przywołania ukochanych smaków w swoich własnych potrawach. 

Jeśli chodzi o ciasto drożdżowe to bardzo bałam się je upiec. Zaczyny, ściereczki, zero przeciągów... nie, to nie dla mnie. Ale siostra podesłała mi link do ciasta drożdżowego, które jest proste w wykonaniu i nie wymaga zbyt dużych nakładów pracy. Upiekłam raz, trzymając się sztywno przepisu... eh, dużo mu brakowało do tego babcinego. Ale mimo tego, było bardzo dobre. 

Wczoraj upiekłam kolejny raz, modyfikując trochę przepis. Wyszedł pyszny. Nie odważę się na stwierdzenie, że jest taki sam jak ten babci. Ale polecam. Do porannej kawy lub dla maluchów na podwieczorek. 

Składniki na ciasto:
  • 600 g. mąki;
  • 3 jaja;
  • 8 pełnych łyżek cukru;
  • 1 cukier waniliowy;
  • 80 g. drożdży;
  • szczypta soli;
  • 1 szklanka mleka - przyjemnie ciepłego;
  • pół kostki masła - roztopionego i ostudzonego;
  • opcjonalnie rodzynki lub owoce.
W misce wymieszać jaja, cukier i cukier waniliowy,  sól, ciepłe mleko i drożdże. Następnie dodać roztopione masło i mąkę. Wymieszać łyżką. Wyłożyć do foremki wysmarowanej masłem (używam do tego celu opakowania po maśle)... bo druga połowa masła będzie nam potrzebna do kruszonki, wiec można ją już włożyć do miski, a papierek ubrudzony masłem wykorzystać. Foremka powinna mieć rozmiary około 22x30 cm. Zostawić do wyrośnięcia na 30 minut. W tym czasie robimy kruszonkę. Przepis też od Aleex.

Składniki na kruszonkę:
  • pół kostki masła;
  • pół szklanki cukru;
  • 12 łyżek mąki.
Masło miękkie, wyjęte trochę wcześniej z lodówki, ucieramy z cukrem. Dodajemy mąkę i zagniatamy na charakterystyczne grudki. 

Po 30 minutach ciasto posypujemy kruszonką i pieczemy w piekarniku 50 minut w 170 st. Moim zdaniem najlepsze jest zaraz po wyjęciu z piecyka lub na drugi i trzeci dzień. Połowę ciasta pokroiłam na mniejsze porcje i zamroziłam, żeby mieć gotowca na podwieczorek czy drugie śniadanie dla Artura.

Smacznego!



Wyzwanie fotograficzne - Ulubione w kwietniu

W kwietniu to ja lubię święta Wielkanocne... ale w tym roku akurat wypadły w marcu. Lubię też słoneczne i długie dni... i soczystą zieleń trawy. Tak, w szanownym miesiącu kwietniu to ja zdecydowanie najbardziej uwielbiam kolor trawy. Ale niestety w tym roku wiosna tak długo do nas szła, przedzierając się przez zaspy, że pogubiła wszystkie pędzle i zieloną farbę. I słońca zapomniała...o! I dlatego dziś tylko takie zdjęcie mojej trawy przed blokiem... bo zazwyczaj ta trawa jest piękna, zielona, gęsta, soczysta... i niestety obsrana przez psy... ale nie psujmy klimatu. 

Suma sumarum, moje ulubione w kwietniu widoki:




To już koniec kwietniowego wyzwania fotograficznego u Uli. Dziękuję wszystkim za miłe komentarze i odwiedziny. Do pstryknięcia w maju!

Wyzwanie fotograficzne - Żółty

Uwielbiam kolor żółty. Dodaje mi energii i siły do działania. Kojarzy mi się ze świętami Wielkanocnymi, kurczaczkami, słońcem i żonkilami. Żółty kolor ociepla moją kuchnię i pokój synka. Poniżej na zdjęciu przedstawiam moich żółtych, kulinarnych pomocników.



Życzę Wam żółtego weekendu!
A jeśli czujecie niedosyt, więcej tego koloru znajdziecie TUTAJ.

Wyzwanie fotograficzne - Blisko

Przyznam, że dość długo nie miałam pomysłu na dzisiejszy temat. Początkowo myślałam, że zrobię zdjęcie z mojego balkonu... na okna sąsiadów i pokaże Wam, jak blisko siebie stoją nasze bloki... zaglądamy sobie wręcz do okien, a wyjść na balkon, znaczy tyle samo, co wyjść przed blok. Ale nie bedę tego rozstrząsać, bo i tak niedługo się stąd wyprowadzam ;)

No i przyszedł moment, że mnie olśniło... usłyszałam piosenkę Piaska "Szczęście jest blisko". Bo ja właśnie mam takie szczęście... "na wyciągnięcie ręki", które zbieram do słoika. Za każdym razem, kiedy spotka mnie szczęście, zapisuję to na karteczce i wrzucam ją do owego słoika. W chwilach smutku, wyciągam sobie jedną, dwie lub trzy takie karteczki, w zależności od tego jak bardzo jest mi źle i czytam... i wspominam... i szczerzę zęby. I od razu lepiej mi się robi na duszy... i życie znów cudem jest. Warto mieć szczęście tak blisko.



Kliknijcie TUTAJ i zobaczcie jak inni uczestnicy wyzwania poradzili sobie z dzisiejszym tematem.

Wyzwanie fotograficzne - Zimny

Z góry przepraszam za brak kreatywności. Dziś bardzo "goni" mnie czas. Ale znalazłam chwilę, żeby kupić polerkę do paznokci... i tak sobie pomyślałam, że pasuje do dzisiejszego tematu. Niebieski kojarzy mi się z zimnym. Na dodatek polerka połyskuje niczym śnieg.



Inne foto możecie podejrzeć TUTAJ

Wyzwanie fotograficzne - W torbie

Mam dwie torby. Właściwie mogłabym stwierdzić, że ta jedna należy w większości do Artura. Dlatego skupię się tylko na mojej osobistej, którą zabieram, gdy wychodzę z domu sama.


W torbie znajduje się kolejno:
  • błyszczyk;
  • perfumetka;
  • klucze;
  • gumy;
  • okulary;
  • portfel;
  • tabletki przeciwbólowe;
  • żel do mycia rąk na sucho;
  • pilniczek;
  • błyszczyk... tym razem bardziej kolorowy;
  • chusteczki higieniczne;
  • telefon zawsze w pokrowcu;
  • torba wielorazowa.

Czasem, według potrzeb, mam jeszcze w torebce okulary do czytania, książkę, apaszkę, długopis i tampony/podpaski, ale akurat dziś miałam tylko to co widać na zdjęciu. 

Teraz czuję się tak, jakbym się przed Wami rozebrała. Dziwnie i nieswojo. Nie lubię, kiedy ktoś zagląda mi do torebki. A no i oczywiście niech Was nie zmyli ilość rzeczy... i tak nie mogę nigdy nic w niej znaleźć. 
-

To dzieje się naprawdę!

Sprzedaliśmy mieszkanie. Prawie. Dziś podpisujemy umowę przedwstępną i bierzemy zaliczkę. Wszystko znów zaczyna się układać. Niestety zdarzenia nabrały trochę innych kształtów niż to sobie zaplanowaliśmy na samym początku, ale takie wyjście z sytuacji też jest dobre. I finisz jest najważniejszy - wyjazd. 

Niektórzy pukają się w czoło i mówią, że to głupi pomysł zamieniać nowe, dwupokojowe mieszkanko na mniejsze w kamienicy. Ale tak jak pisałam wcześniej, nie wyobrażam sobie wynająć świeżo wyremontowanego mieszkania. Serce by mi pękło, gdybym zobaczyła, że ktoś je dewastuje... a wiem jak to jest wynająć mieszkanie. Widziałam i słyszałam dużo złego na ten temat. Poza tym utrzymanie tego mieszkania to koszt 1000 zł. Teraz kupimy takie, gdzie opłaty wyniosą nas góra 500 zł. Co miesiąc zostaje w kieszeni kilkaset ładnych złotówek. Mieszkanie, które kupimy tylko odświeżymy. Nie będziemy w ogóle w nie inwestować. Tak, żebyśmy bez obaw mogli je wynająć. I zarobić dodatkowo jeszcze kilka złotówek. Czy to jest głupie rozwiązanie? My i tak nie zamierzamy długo tam mieszkać. Naszą niedaleką przyszłość wiążemy z życiem w Anglii, a i tam też na początku nie będzie luksusów jeśli chodzi o mieszkanie. Liczę się z tym... wiem o tym.

Poza tym, mieszkanie które teraz mamy nie jest naszą własnością... my mamy tylko wykupione udziały i te udziały właśnie sprzedajemy. I niektóre meble. Nie będzie z tego dużych pieniędzy. Nie będzie nas stać nawet na kawalerkę w blokach. Ale na małe mieszkanko w kamienicy, na własność jak najbardziej. Mamy jedno na oku. Byliśmy już nawet je oglądać. Narwańcy! Mnie się bardzo podoba. Kamienica jest położona w spokojnej dzielnicy. Jest odnowiona i wyremontowana. Instalacje wodna i elektryczna też jest wymieniona. Najbardziej jednak przekonuje mnie cena utrzymania tego mieszkania i akt notarialny własności.

Ogólnie, plan jest taki, że po sprzedaniu tego mieszkania kupujemy inne, na czas odświeżania i urządzania zatrzymamy się u mojej mamy. Później ja z Arturem zamieszkamy w nowym mieszkaniu, a mąż wyjedzie. A po około 2 góra! 3 miesiącach spotkamy się TAM wszyscy razem.

Tak wygląda to w skrócie. Nie myślę już o tym, że czegoś mi żal. Nie oglądam się za siebie. Najważniejsze jest to, co przede mną. Mam marzenia... mój mąż nauczył mnie, jak je spełniać. Powoli dochodzę do wniosku, że im mniej mam rzeczy materialnych, tym jestem bardziej wolna... niezależna.

Na blogu u Surrealistki przeczytałam piękny cytat. Znałam już te mądre słowa, tylko o nich zapomniałam. Przytoczę je tutaj... bo od dziś to moje motto życiowe numer jeden. Już nigdy o nim nie zapomnę!

“Za dwadzieścia lat bar­dziej będziesz żałował te­go, 
cze­go nie zro­biłeś, 
niż te­go, co zro­biłeś. 
Więc od­wiąż li­ny, opuść bez­pie­czną przys­tań. 
Złap w żag­le po­myślne wiat­ry. 
Podróżuj, śnij, odkrywaj.” 

Mark Twain


Kochani, życzę Wam wszystkim odwagi w spełnianiu swoich marzeń!




Wyzwanie fotograficzne - Gra

Uwielbiam gry planszowe. Kiedyś godzinami z kuzynostwem czy znajomymi siedzieliśmy przy Eurobiznesie. Na studiach podczas praktyk w świetlicy środowiskowej, dzieci zaraziły mnie Rummikubem. Później ja zaraziłam innych, w tym swojego męża... wtedy jeszcze narzeczonego. Od 2006 roku gramy na zapisy... mam tą kartkę do dziś i myślę, że jak tylko Artur trochę podrośnie to dodamy rubrykę dla niego. Ale wtedy zapewne będziemy musieli wyzerować licznik, żeby było sprawiedliwie.

Niestety, według kartki okazuje się, że już dawno razem nie graliśmy. Owszem, na imprezach ze znajomymi  wyciągamy Rummikuba lub Pokera, ale tych wyników nie rejestrujemy. Grę biorę ze sobą do Anglii, tam będziemy mieć więcej czasu dla siebie... w tym celu tam emigrujemy ;)

Polecam wszystkim grę Rummikub... naprawdę wciąga!





TUTAJ możecie podejrzeć w co graja inni uczestnicy wyzwania.

P.S. TUTAJ możecie przeczytać reguły gry, o które prosiłyście :) Ja sama lepiej chyba tego nie wytłumaczę. 

Wyzwanie fotograficzne - Twój profil

Od dziś przez 7 dni będzie u mnie znów fotograficznie. Ponieważ biorę udział w wyzwaniu organizowanym przez Ulę. O szczegółach akcji możecie poczytać TUTAJ.

Tematem pierwszego dnia jest Twój Profil. Oto on:




Na kolczyku umieszczone jest zdjęcie mojego śpiącego, małego synka :)

Zobaczcie profile innych osób biorących udział w wyzwaniu -KLIK-

Pamiątka na chrzest, roczek lub inną piękną okazję

Przed roczkiem Artura pisałam na blogu o pamiątce w postaci zmetalizowanego bucika, którą miałam zamiar kupić. Niestety wyjazd do Londynu i późniejsze perypetie zdecydowały, że zakup pamiątki zszedł na plan dalszy. Gdzieś tam "z tyłu głowy" czułam ten brak... wiedziałam, że mam takie jedno małe marzenie, taki fajny gadżet do kupienia. Postanowiłam jednak, wrócić do tego w drugie urodziny synka.

Ale stała się rzecz nieoczekiwana. I bardzo miła jednocześnie. Sklep, do którego wkleiłam wówczas link, postanowił się odwdzięczyć za reklamę. A ja tak bezinteresownie przecież działałam... chciałam pokazać Wam tylko, jakie cudeńka tam robią. Dlatego tak ciepło mi się w serduchu zrobiło... że ktoś to docenił i chciał się odwdzięczyć... bo przecież nie musiał.

No i mam! Bucik Artura. Zmetalizowany. Z ramką i dedykacją. W realu pamiątka robi jeszcze większe wrażenie. Co chwilę podchodzę do niej i podziwiam... i szczerzę zęby do niej... i wzdycham. Majstersztyk po prostu. Muszę przyznać, że cokolwiek napiszę to i tak będą to same pozytywy... jestem tutaj jednostronna niestety. I nie dlatego, że dostałam tą pamiątkę w ramach prezentu, ale dlatego, że kiedy tylko natknęłam się na te cuda od razu się zauroczyłam. I tak mi już zostało. Z resztą sami zobaczcie i podziwiajcie.












Pamiątkę w postaci zmetalizowanych bucików lub innego przedmiotu dziecka możecie nabyć TUTAJ