Smutno

Zuzia wyjeżdża dziś wieczorem. Wczoraj odbyło się pożegnalne spotkanie. Ja, moja siostra i nasze dzieci... fajnie było, ale niestety wszystko co dobre szybko się kończy. Kiedy dziewczyny od nas wychodziły Artur strasznie płakał... nawet jak mąż wychodzi do pracy to Artur tak nie rozpacza. Moje serce pękało. Chciałam odwrócić jego uwagę i postawiłam go w oknie na parapecie, żeby pomachał Zuzi. Ale kiedy ją zobaczył to było jeszcze gorzej. Czarna rozpacz. 

Zuzia też płakała. Szkoda, że musimy żyć w takich rozjazdach. Ale pociesza mnie fakt, że niedługo będziemy mieszkać blisko siebie... i Artur i Zuzia będą się częściej spotykać.

Nasze dzieci bardzo się kochają, Artur robi wszystko to, co Zuzia... a Zuzia jest opiekuńcza i troskliwa w stosunku do Artura. I chociaż czasem są o siebie zazdrośni i zabierają sobie zabawki, to i tak między nimi jest dużo przyjaźni i miłości.

Zobaczcie sami jak fajnie jest razem obejrzeć bajkę:



i się poprzytulać
 


 i powygłupiać się w tunelu



 i pobawić się w chowanego



i pojeździć razem autkiem
 


i tysiące innych rzeczy można razem.




Chlip, chlip... już bardzo tęsknimy :(

Wzruszające wspomnienia

Ostatnio dostałam piękny prezent od koleżanki... niby zwykła płyta ze zwykłymi zdjęciami... ale poruszyła moje serce i zmoczyła oczy łzami wzruszenia. Bo na tych zdjęciach byłam ja... z brzuchem... a w środku mały chłopiec...





Niby nic takiego. Przecież mam kilka zdjęć z okresu ciąży (może nie tak wczesnej, bo to koniec trzeciego miesiąca był), ale chwyciło mnie za serce... obudziły się we mnie wspomnienia. Usiadłam wieczorem i zaczęłam wertować komputer w poszukiwaniu zdjęć z brzuszkiem... później tych już z Arturem. 

Mam mnóstwo zdjęć, a jakoś tak czasu brak na ich przeglądanie... ale tym razem było inaczej... i w ten sposób na cały wieczór zastygłam we wspomnieniach... pięknych wspomnieniach.






Na poprawę humoru

Dziękuję wszystkim za słowa wsparcia i otuchy. Staram się nie myśleć już tak intensywnie o zabiegu syna. Nie ma się co smutać... przecież nie mogę tylko siedzieć i zadręczać się myślami, bo to i tak w niczym nie pomoże. Zresztą, jest jeszcze prawie miesiąc czasu i tak naprawdę zdążę się jeszcze porządnie zestresować i wypłakać. 

Mam też obok Artura i męża, o których trzeba zadbać. Poza tym, intensywne spotkania rodzinne, spowodowane przylotem mojej siostry, skutecznie zagłuszają moje myśli. I dobrze!

Wczoraj przyszła do nas paczka... na otarcie łez... jakby nie patrzeć :) Wzięłam udział w konkursie organizowanym przez sklep LELU. Muszę się pochwalić, bo wygrałam bardzo fajne puzzle do kąpieli. Są piankowe i po zmoczeniu przyklejają się do śliskich powierzchni, na przykład do wanny lub szafek łazienkowych.

Artur oszalał na ich punkcie... jest jeszcze za mały, żeby tworzyć wyrazy z owych liter, ale przyklejał je do wanny w sposób dowolny, później zlizywał z nich wodę i je ssał, następnie wyrzucał je poza wanienkę i próbował zatopić z marnym skutkiem, a później intensywnie mieszał je z wodą i kładł je sobie na głowę i twarz... jestem pewna, że przy kolejnych kąpielach Arturo znajdzie kolejne mega zastosowania do tychże puzzli.






Do puzzli dołączona jest siateczkowa torebka, którą można powiesić nad wanną i przechować w niej puzzle do następnych wodnych wojaży. Lubię takie wynalazki. A jeszcze bardziej lubię wygrywać je w konkursach :)


Jestem przerażona!

Zabieg Artura odbędzie się 18 marca. Termin może ulec zmianie, jeśli Arturo zostanie zaatakowany przez wirusy tudzież bakterie... nawet katar dyskwalifikuje go z zabiegu. Także od dziś dmucham i chucham na synka... i przeganiam z jego otoczenia wszelkie zasmarkane nosy.

Artura będzie operował ten sam doktor, u którego byliśmy na prywatnej wizycie... to chyba dobrze. Nadal przeraża mnie narkoza... na dodatek z intubacją. Lekarz powiedział, że to konieczne. Zabieg będzie trwał około godziny. Dziecko na drugi dzień wychodzi do domu. Pan doktor powiedział, że jeśli bardzo mi zależy, to może wypisać Artura do domu już tego samego dnia wieczorem... oczywiście pod warunkiem, że wszystko przebiegnie bez komplikacji. Wolę jednak, żeby synek pozostał w szpitalu na obserwacji przez tą noc... "a nóż widelec"?

15 marca Artur powinien być zaszczepiony przeciw różyczce, śwince i odrze...  i znów muszę przełożyć termin, bo trzy dni przed zabiegiem szczepienie jest wykluczone. Nie ważne, że Artur na tą szczepionkę powinien być ukłuty w listopadzie... i jesteśmy do tyłu z dwiema szczepionkami. No cóż, co się dowlecze to nie uciecze... byle zdążyć przed wyjazdem do UK.

Co do wyjazdu, to powolutku, małymi kroczkami realizujemy nasz plan emigracyjny. Mąż lada dzień będzie całkowicie bezrobotny... zostaniemy bez żadnego źródła utrzymania. Zaczyna mnie to wszystko bardzo przerażać. Mam nadzieję, że zdarzy się cud i znów trafi mu się jakaś dorywcza praca... tak jak to było ostatnio. Wiem, że mam zaradnego męża... bardzo w niego wierzę :)

Mąż na pewno do czasu zabiegu zostanie z nami w Polsce... Artur tego potrzebuje... ja też. Chyba nie dam rady sama tego udźwignąć... nie jestem stworzona do życia w pojedynkę. Razem można wszystko... przetrwamy ten ciężki okres... tak jak zawsze. I razem czekamy z utęsknieniem na słońce... pod londyńskim niebem... w Polsce już nawet na nie nie patrzymy.




Szybkie sprawozdanie i biegnę dalej...

Jest Nana. 
W sobotę wieczorem przyleciała moja siostra z rodzinką. Artur od razu poznał swoją siostrę cioteczną Zuzię, dał jej buziaka, uśmiechnął się. Później szaleli razem jak za dawnych... miesięcy :) Czeka nas tydzień pełen wrażeń i wspólnych spotkań. Z tego powodu zdaję szybką relację i pędzę dalej.

Moja babcia...
... już chodzi. Co prawda przy balkoniku, ale chodzi. A "mówili", że po operacji będzie tylko siedzieć. Jestem już o nią spokojna. Wczoraj wyglądała tak pięknie. Cała jaśniuteńka. Białe włosy, spięte w zgrabny koczek, biała bluzeczka, cera koloru truskawkowego mleka i jasnoszare spodnie dresowe... moja osiemdziesięciosześcioletnia babcia w dresach... całe życie widziałam ją tylko w spódnicach. Fajnie wyglądała. Kocham ja strasznie:)

Po wizycie.
Jesteśmy świeżo po  wizycie u chirurga dziecięcego, w związku z wnętrostwem u Artura. Tym razem dowiedzieliśmy się wszystkiego. Artur ma niezstąpione prawe jądro... do tej pory lekarze operowali pojęciem "jadro wędrujące", co ma się nijak do jądra niezstąpionego. I w tym przypadku zabieg jest niezbędny. Owszem można zrobić go za rok, ale lekarz nie daje gwarancji, że podczas tego okresu nie zajdą żadne niepożądane zmiany. Dlatego najlepiej zdecydować się na zabieg teraz. Pan doktor wszystko nam wytłumaczył, opisał jak wygląda zabieg, gdzie będzie cięcie, jakie są przygotowania do zabiegu. Wszystko na spokojnie nam opowiedział. Okazało się też, że przy tym jąderku jest wodniak. Tylko dlaczego wcześniej żaden lekarz nas o tym nie poinformował? To niesamowite ile można dowiedzieć się na wizycie za 140 zł, a ile na wizycie na NFZ. Chociaż nie chcę być niesprawiedliwa, bo nie wiem jak ten lekarz "obsłużyłby" nas na NFZ. Mam jednak wrażenie, że prywatnie to zawsze lepiej człowieka traktują.

Jutro umówię Artura na zabieg. Terminy są "na już"... więc przed nami smutne i stresujące dni. Tłumaczę sobie, że to wszystko dla jego dobra. Artur jest bardzo dzielny... ja nie mogę zostać w tyle.

Picture Tag

Rodzinka, inKa, Niezła Żona i Zorra zaprosiły mnie do zabawy. Bardzo Wam dziękuję.




Zasady:
1. Umieść w poście baner z tytułem tagu i linkiem do Kirei - inicjatorki tagu.
2. Odpowiedz na 17 pytań w formie zdjęcia - może to być pojedyncze zdjęcie, kolaż złożony z kilku zdjęć, sfotografowany rysunek, PrintScreen. Ważne, żeby odpowiedź była w formie graficznej, a nie tekstowej - ewentualnie krótki podpis dozwolony.
3.Postarajcie się, aby większość zdjęć była Wasza własna, a nie np. pobrana z internetu z podaniem źródła. Wtedy ten tag będzie bardziej "osobisty" i ciekawy, choć kilka pytań trochę utrudnia to zadanie (np. w przypadku pytania o życzenie). 
4. Otaguj 7 osób.
Pytania:
  1. Codziennie widzisz...  
  2. Ubranie, w którym "mieszkasz"?
  3. Ulubiona pora dnia?
  4. Coś nowego?
  5. Właśnie tęsknisz za...
  6. Piosenka, która za tobą chodzi...
  7. "Nagłówek" Twojego tygodnia to...
  8. Najlepszy moment tygodnia?
  9. Kim chciałaś/eś być jako dziecko?
  10. Nigdy nie rozstajesz się z....
  11. Co można znaleźć na Twojej liście życzeń.
  12. Twoja miłość od pierwszego wejrzenia.
  13. Coś, co robisz przez cały czas.
  14. Zdjęcie tygodnia?
  15. Ulubione słowo/wyrażenie?
  16. Najlepszy moment roku? 
  17. Ktoś, kto zawsze potrafi Cię uszczęśliwić.  
Moje odpowiedzi: 
Codziennie widzę...
Ubranie, w którym mieszkam:
Ulubiona pora dnia:
... kiedy mąż staje w tych drzwiach (znaczy się wrócił z pracy)
Coś nowego:
Właśnie tęsknię za:
 
Piosenka, która za mną chodzi:
 
Nagłówek tygodnia:
 
Najlepszy moment tygodnia:

Jako dziecko chciałam być:


Nigdy nie rozstaję się z:
 
Na mojej liście życzeń jest:
Moja miłość od pierwszego wejrzenia:

Robię to przez cały czas:
KOCHAM


Zdjęcie tygodnia:

Ulubione słowo:

MASAKRA
(przepraszam, za brak kreatywności)

Najlepszy moment roku:

Ktoś, kto zawsze mnie uszczęśliwia:



Do zabawy zapraszam:


Walentynki

Nie przepadam za tym dniem, ale skoro pizza i naleśniki mają swoje święto, to dlaczego zakochani mieliby nie? Zresztą każda okazja jest dobra, żeby zrobić jakieś dzieło z dzieckiem.

My zrobiliśmy wielkie serducho... to znaczy ja narysowałam, a Artur malował. Całe trzy dni mu to zajęło... bo kiedy maluje się taakie serce to i czasu potrzeba :)







Na koniec coś, co lubię.


Jeśli miłość

najpierw nie chcieli uwierzyć
więc mówili do siebie
że ich miłość za wielka
nieobjęta jak liście
za wysokie za bliskie
potem że to nieprawda
przecież tak jest ze wszystkim

lecz Ty co znasz ptaki po kolei
i buki złote
wiesz że jeśli miłość to tak jak wieczność
bez przed i potem.

 ks. Jan Twardowski

Sprzedam ubranka

Od dawna już sprzedaję ubranka po Arturze na Allegro. Ale teraz zależy mi na czasie, bo muszę pozbyć się możliwie szybko zbędnych balastów. Postanowiłam więc rozesłać wici na blogu o moich aukcjach z ubrankami. Osoby zainteresowane ciuszkami po chłopcu mogą zostawić maila w komentarzu pod postem lub napisać do mnie na mordoklejka838@gmail.com... wtedy podam linka do aukcji.

Można znaleźć tam ubranka w rozmiarach od 3 do 12 miesięcy, firmy t.j. Early Days, Next, F&F, Carter's, H&M.

Oto kilka fotek orientacyjnych.














Pierwszy zwycięski konkurs Artura

Artur wygrał pierwszy w swoim życiu konkurs. Pierwsze koty za płoty... jak to się mówi... teraz będzie odnosił już tylko same sukcesy. A ja będę puchnąć z dumy i chwalić się osiągnięciami syna.

Konkurs w którym braliśmy udział (ja też miałam swoje pięć minut) zorganizowany był na fanpage Ty też byłaś dzieckiem. Zadaniem było wykonanie wymarzonego opakowania tranu Moller's. 
Zrobiłam zarys rybki, dałam Arturowi pędzel i farby i pod moim okiem Arturo malował dzieło. Ogon zrobiliśmy z jego odcisków paluszka. Tak mu się to spodobało, że tułów ryby też "machnął" tą techniką.

Oto wymarzone opakowanie tranu Artura:





Właściwie nie spodziewałam się wygranej. Grunt to dobra zabawa i miło spędzony czas. Ale udało się! Wygraliśmy buteleczkę tranu Moller's o smaku cytrynowym i miarkę wzrostu. Jednak banan zszedł mi z twarzy, kiedy nagroda dotarła do nas potłuczona, a cały eliksir zdrowia wyciekł.





Napisałam do zespołu Ty też byłaś dzieckiem i otrzymałam bardzo szybką odpowiedź... na dodatek bardzo satysfakcjonującą... postanowili, że nagrodę wyślą jeszcze raz, i że tym razem tak zapakują, że nic się już nie rozbije. Jak powiedzieli tak zrobili. Nagroda dotarła w jednym kawałku. To się nazywa kompetentna i dobrze zorganizowana firma :)






Bardzo cieszę się z wygranej, bo właśnie kończy nam się tran, a podaję go synkowi codziennie. Arturo uwielbia go pić... i kiedy chowam butelkę do lodówki jest straszny bunt.

Na zdrowie synku!*




* Wpis nie jest sponsorowany.