Chyba już wiem

Tydzień mija mi na wizytach u koleżanek lub ich goszczeniu... jednym słowem bardzo sympatycznie. Tym bardziej, że mąż całymi dniami pracuje i jak wychodzi z domu o 10:00 to z powrotem jest o 22:30 :(

Oczywiście na każdym takim spotkaniu poruszany jest temat dotyczący naszych dalszych planów. Podczas rozmów o emigracji okazuje się, że dużo moich znajomych albo myślą o wyjeździe, albo marzą, albo żałują, że nie wyjechali, kiedy mieli okazję. I tak, jedna koleżanka by wyjechała, ale mąż nie chce... druga z kolei wysłałaby tylko męża na wyspy, coby zarobił na mieszkanie. Kilka osób też już wyjechało. Nie wiem, czy tylko mi się wydaje, bo ten temat mnie dotyczy, czy tak naprawdę jest, ale zaobserwowałam w swoim środowisku ponowny boom na wyjazd z Polski. Kiedyś, zaraz po naszym ślubie,był taki czas, że dużo znajomych wyjechało lub mieli taką ewentualność na uwadze... i wydaje mi się, że to zjawisko powróciło.

Nie będę się tu rozpisywać, czy warto wyemigrować, czy nie. Ciągle słyszę, że jest coraz trudniej tam się osiedlić, że nie dają już takich benefitów, że pracy coraz mniej. Nie wiem jak to będzie z nami, ale zdecydowaliśmy się w koncu na wyjazd.Cały czas się wahaliśmy. Zrobiłam nawet spis wad i zalet życia tu i tam. Wad było tyle samo, ale już zalet było więcej w rubryce pod tytułem Anglia. Jednak szala zdecydowanie przeważyła, kiedy okazało się, że mąż będzie miał tutaj pracę tylko do początku marca.

Plan jest taki, że najpierw wyjedzie mąż. Z tym, że termin wyjazdu zależny jest od decyzji chirurga co do wnętrostwa występującego u Artura. Jeśli będzie potrzebny zabieg, to mąż jeszcze przez ten trudny czas zostanie z nami. Jeśli nie, to wyjedzie na początku lutego. Praca w Anglii "niby" dla męża jest... musi jeszcze zadzwonić i się upewnić. Jak już wyjedzie to wynajmie dla nas mieszkanie, złoży podanie o benefity, może znajdzie lepszą pracę... a ja w tym czasie miedzy doglądaniem Artura i wycieraniem łez tęsknoty za mężem, spakuję nasze życie w kartony, znajdę agencję, która zajmie się wynajmem naszego mieszkania, złożę wypowiedzenie umowy w swojej pracy, załatwię jakąś firmę od przeprowadzek, opuszczę moje kochane mieszkanko, wsiądę z Arturem do samolotu i wyląduję w Londynie... w ramionach mojego męża. Ależ to brzmi pięknie! Takie poukładane życie przed nami... wszystko zaplanowane. Tylko nie wiedzieć czemu drżę... ze strachu, nie z podniecenia... Jednego dnia jestem strasznie pozytywnie nastawiona do tej emigracji, czuję taką siłę, że mogłabym wyjechać już tu i teraz... a drugiego dnia chowam głowę w piasek i dopada mnie bardzo dużo wątpliwości.

Boję się tego wszystkiego jak cholera... ale najbardziej podoba mi się koniec tej drogi... i żyli razem długo i szczęśliwie.

35 komentarzy:

  1. Jak ja Cię rozumiem....Mam ten sam dylemat...i też już niby zdecydowaliśmy...trzeba tylko zacząć działać....ściskam mocno i trzymam kciuki:*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A więc Ty też... czyli to zjawisko wyjazdu wcale nie jest dla mnie złudzeniem... to się dzieje naprawdę.
      Pozdrawiam i trzymam za Was kciuki :)

      Usuń
  2. Zmiany zawsze niosą ze sobą jakiś niepokój. Wierzę jednak, że podjęta decyzja okaże się słuszna i będziecie szczęśliwi :) Grunt, że będziecie wszyscy razem :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, po dwóch-trzech miesiącach rozłąki będziemy już razem... szczęśliwi... i właśnie tego etapu nie mogę się doczekać najbardziej :)

      Usuń
  3. do odważnych świat należy.
    zostawiacie sobie furtkę na powrót? czy to juz tak forever?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zostawiamy tutaj mieszkanie, do którego zawsze możemy wrócić... ja niestety z pracy muszę zrezygnować, więc jedna furtka otwarta, druga zamknięta... mam nadzieję, że nie będziemy musieli wracać :)

      Usuń
    2. swoją drogą, że też doczekaliśmy czasów rozstrzygania takich dylematów :/

      Usuń
    3. No właśnie, bardzo to smutne, że w naszym kraju nie możemy zaznać spokojnego życia :(

      Usuń
  4. Anonimowy1/09/2013

    Jejciu! Podziwiam Was! Ale i poniekąd rozumiem. My z mężem kilka lat temu byliśmy na podobnej drodze. Mieszkaliśmy na wynajętym lokum, mąż tylko pracował, ale kokosów nie było. Długo zastanawialiśmy się zostać i szukać dalej roboty, czy wracać do rodziców... Parę ładnych miesięcy zajęło nam szukanie pracy dla mnie i podjęcie ostatecznej decyzji (że zostajemy). A Wam to szybko poszło:-D Teraz po kilku latach okazało się, że decyzja była słuszna. Wam też się tam ułoży :-D

    Anula

    OdpowiedzUsuń
  5. My też taką listę plusów i minusów zrobiliśmy przed wyjazdem. Wyjazd tutaj dawał więcej możliwości, więcej szans. Dlatego wyjechaliśmy.
    W naszym przypadku jest trochę inaczej niż u Was. Przyjechaliśmy "w ciemno", nie mamy też tutaj ani jednej znajomej duszy:( Jednak powoli się układa.

    Najważniejsze, że Twój mąż ma pewną pracę. Reszta się ułoży.
    Sama wiesz, że na Wyspach
    żyje się znacznie lżej.

    Powodzenia. Trzymam kciuki:)


    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, Wy zdecydowanie byliście w trochę gorszej sytuacji... nie wiem, czy zdecydowałabym się na Waszym miejscu... tym bardziej, że masz Maliznę :)i raczej nie podejmiesz na razie pracy.
      Ale dzięki temu, że byłam tam trzy miesiące mam obraz życia i jego standardu... na pewno jest lepszy od naszego tutaj, dlatego wyjeżdżamy :)
      Pozdrawiam.

      Usuń
    2. Wspaniale.
      Podjęliście już decyzję- kiedy wyjazd?

      Usuń
    3. 29 stycznia idziemy na wizytę do chirurga dziecięcego, jeśli nie będzie potrzebny zabieg to mąż wyjedzie na początku lutego, ja ureguluję kilka spraw w Polsce i jakoś do niego dojadę z Arturem :)

      Usuń
  6. Czyli jednak... no to Kochani! Powodzenia na nowej drodze i żyjcie dluuugo i szczęśliwie!

    OdpowiedzUsuń
  7. Gratuluję podjęcia decyzji! :) najważniejsze żeby być razem. Na Twoim miejscu zrobiłabym tak samo :) niestety nas trzyma tu za dużo... :( trzymam kciuki żeby Wasz plan był zrealizowany pkt po pkt i wszystko ułożyło się po Waszej myśli :))))

    OdpowiedzUsuń
  8. wierzę że wszystko pójdzie po waszej mysli :)

    pozdrawiam i zapraszam do na www.swiat-karinki.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  9. podziwam Waszą decyzję ja na dzień dzisiejszy bym się nie zdecydowała wyjechać drugi raz a też nie mamy tutaj luksusu :) gratuluję i życzę powodzenia!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Emigracja nie jest dla wszystkich... dlatego niektórzy wracają... mam nadzieję, że my się tam zaaklimatyzujemy :)

      Usuń
  10. ja czasem żałuję, że kiedyś zabrakło odwagi by wyjechać i spróbować tam... tu rzeczywistość jest coraz trudniejsza ... życzę Wam wszystkiego dobrego

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda, tu jest coraz trudniej.

      Dziękujemy :)

      Usuń
  11. powodzenia oby bylo tak pięknie jak sobie to wyobrażacie

    OdpowiedzUsuń
  12. wiedziałam, ze wyjedziecie ;) powodzenia, bądźcie tam szczęśliwi! :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Dobrze, że podjecie decyzji za Wami i choć łatwe to nie było to jestem pewna, że wszystko się Wam pięknie ułoży. W końcu najważniejsze, że razem:)) Wszystkiego dobrego dla Was:**

    OdpowiedzUsuń
  14. Widzę, że decyzja podjęta, trzymam kciuki za realizację planów. Powodzenia

    OdpowiedzUsuń
  15. Przypomniało mi się coś jeszcze:) Napisałaś, że Twój mąż będzie składał dokumenty o benefity nim Ty wyjedziesz. A czy masz NIN? Bo wydaje mi się (pewności nie mam), że w formularzach wpisuje się numer obojga partnerów/małżonków.
    Jeżeli nie masz to warto spotkanie w job center umówić już teraz, bo się czeka ok.3 tygodni na termin.
    Na stronie job center można złożyć aplikację online.

    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj nie mam NIN, bo mam tutaj umowę o pracę, a to chyba nie idzie w parze z NIN? Bardzo cenne info, dziękuję Ci bardzo.
      Muszę poszperać jeszcze w tym kierunku i coś zaradzić. Sprawy się skomplikują pewnie jeszcze nie raz... mam nadzieję, że jakoś wszystko ogarniemy.

      Usuń
  16. Nie zrażaj się tym. Z wytrwałością i determinacją wszystko się poukłada.
    Nie wiem kiedy planujecie wyjechać, ale tak 2tyg. przed podróżą możesz już zabukować sobie spotkanie w job center by przyspieszyć procedury.
    Jeżeli w Polsce pracowałaś przez 2 lata to tutaj będziesz mogła pobierać zasiłek dla bezrobotnych. Tylko nie wiem jaki formularz z Polski jest potwierdzeniem przepracowanych lat. Nie wiem czy nie jest to U1 (dawniej E303)? Można go otrzymać z wojewódzkiego urzędu pracy (czeka się ok. miesiąca).
    Jakbyś miała jakieś pytania, pisz śmiało:)

    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeszcze raz bardzo dziękuję.
      W razie pytań będę pisać :)

      Usuń
  17. Kciukam Wam mocno.. by Wam sie zycie na wyspie ulozylo :-) Ja mieszkalam ponad 5 lat w Irlandii.. i zaluje, ze ja opuscilam. Teraz staramy sie tam wrocic, jesli nam sie uda to juz tam zostaniemy :p Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń