Nana?!?

Byliśmy dziś z Arturem na wizycie kontrolnej u lekarza. Artur jest zdrowy, nie ma już zmian w oskrzelach i odstawiamy antybiotyk. Dostaliśmy też zielone światło na spacery, tak więc jutro idziemy na podbój osiedla. U lekarza, w poczekalni przewijało się dużo dzieci. Ale szczególną uwagę Artura przyciągnęła dziewczynka wzrostowo przypominająca Zuzię. Ależ Artur się ucieszył jak ją zobaczył. Podbiegł do niej z okrzykiem wołająco-pytającym - Nana? Ale kiedy zobaczył, że dziewczynka niechętnie się do niego zbliża, a nawet go ignoruje, strasznie posmutniał. Szkoda mi się go zrobiło. Mój bidulek... w końcu trzy miesiące mieszkał pod jednym dachem z Zuzią, zdążył ją pokochać i przywiązać się do niej, a teraz bardzo tęskni.

Wczoraj ubrałam choinkę. Artur był zafascynowany. Uśmiechał się marszcząc ten swój nosek, wymachiwał do niej rączkami i piszczał. Jak tylko postawiłam go na ziemi i ocenił, że choinka jest poza jego zasięgiem zaczęła się czarna rozpacz. Chciał wdrapać się po krześle, uwiesił się na półce, ale niestety bez żadnych rezultatów... na szczęście dość szybko skapitulował. Dziś choinka nie robi już na nim wrażenia. Z zapalonymi światełkami lub nie, mogłaby nie istnieć... obraził się na nią i koniec.

Czuję rozgoryczenie. Im dłużej jestem w Polsce, tym bardziej chcę wracać do Anglii. Ceny mnie przerażają. Niestety mogłam kupić Arturowi tylko jeden (najtańszy) prezent z mojej utworzonej wcześniej listy. Z mężem nic sobie nie kupujemy... nie w tym roku. Całe święta spędzimy w rozjazdach, piekę tylko jedno ciasto i robię sałatkę i rybę po grecku... ze względu na Artura, ale mimo wszystko wydam na święta mnóstwo kasy... tylko nie wiem na co? Przecież nic takiego nie kupuję. I robię zakupy w Biedronce, gdzie "codziennie są niskie ceny!" Nawet nie chcę myśleć, ile pieniędzy wydadzą ludzie, którzy robią prawdziwą Wigilię na kilka osób, do tego obiad na drugi dzień... chyba kredyt biorą? Albo odkładają cały rok?

Poza tym, wczoraj koleżanka uświadomiła mi bardzo ważną rzecz... zapytała jak rodzina zareagowała na Artura? Czy wszyscy już nas odwiedzili? Czy nie mogę odgonić się od gości? Tjjja... nikt jeszcze, oprócz mojej mamy, nie widział Artura. Nikt nas jeszcze nie odwiedził. Wszyscy są zabiegani, zaoferowani zbliżającymi się świętami, zajęci swoim życiem i pracą. I już wiem, że rodzina to żaden argument żeby zostać w Polsce. Moja rodzina to mój syn i mąż. A z resztą można zobaczyć się po prostu... od święta, na święta!

A oto efekt postrzyżyn Artura.
Przed:



Po:

Tak jak ostrzegałam, zdjęcia są niewyraźne, bo Artur cały czas jest w ruchu... odkąd nauczył się chodzić :)

I na koniec instrukcja obrazkowa, jak można się bawić z dzieckiem podczas zmiany pościeli. 

Gdzie jest Artur?



Tu jest!



Gdzie jest Artur?



Tu jest!


16 komentarzy:

  1. rewelacja, fryzura pierwsza klasa!! A mały to bomba energi jak widać, mój też taki rośnie:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Jak widać nawet podczas zmiany pościeli można się świetnie bawić!
    A gdzie choinka? :)

    OdpowiedzUsuń
  3. hmmmm, to może rzeczywiście lepiej byłoby Wam w tej Anglii... a Arturek przecudny! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Już coraz bardziej jestem na TAK dla Anglii :)

      Usuń
  4. Arturek jak zwykle uśmiechem leje miód na serce :D

    tak myślę, że nie diabeł straszny, gdyby nie to, że póki co mam dobrą pracę to pewnie też myślelibyśmy poważniej nad wyjazdem

    a co do rodziny... mój brat przyjeżdża do Katowic co najmniej 2 razy w miesiącu do swojej dziewczyny, ostatni raz był u nas ze 3 miesiące temu... :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak właśnie jest z rodziną :)

      Usuń
  5. Witaj. Myślę, że musicie trochę ochłonąć po powrocie. Z tymi cenami, to podobnie jak Ty jestem w szoku. Teraz gdy Maluszek z nami, tym bardziej.

    U mnie na Wigilii w Domu Rodzinnym jest ok. 25 osób, i rzeczywiście pochłania to mnóstwo pieniążków, które się nie przelewają.

    Takie uroki rosnących cen, a stojących płac. Spokoju życzę. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję.
      Tak, dziecko to taka mała, słodka skarbonka :)

      Usuń
  6. Nie wiem kim jest Zuzia, ale poczytam ipewnie sie dowiem :) a fryzurka elegancka!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zuzia to moja chrześnica... siostra cioteczna Arturka :)
      Poczytaj, zapraszam!

      Usuń
  7. to prawda ceny są kosmiczne, a zrobienie świąt to masa pieniędzy, zwłaszcza na prezenty dla dzieciaków idzie sporo.. ale przecież święta są raz w roku, a radość dzieci bezcenna ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, radość dzieci jest bezcenna, dlatego mogłabym wszystkie pieniądze wydać na zabawki i książeczki :)

      Usuń