Jaki był ten rok?

I przyszedł taki czas, kiedy człowiek podsumowuje to, co się wydarzyło w tym roku, co dobrego i złego nas spotkało. I ja sięgam pamięcią do stycznia i wertuje wspomnienia przez kolejne miesiące. I co się okazuje? Że rok 2012 był zakichany... w sense, że raczej był zły niż dobry.

W czerwcu działalność gospodarcza prowadzona przez mojego męża zbankrutowała, zostawiając nas w  dołku finansowym. Dlatego w lipcu mąż wyjechał za chlebem do innego kraju. Dwa miesiące rozłąki były dla mnie ogromnym wyzwaniem i smutnym okresem.
We wrześniu zginął w wypadku mój brat cioteczny... do dziś nie mogę się z tego otrząsnąć, ciągle myślę o jego żonie i synku... i o kruchości naszego życia. Dzień po pogrzebie mieliśmy zaplanowany wylot do Londynu, żeby we trójkę zobaczyć jak wygląda życie na obczyźnie. I tam doznałam nirwany... zakochałam się w tamtym miejscu, odzyskałam spokój, czułam się tak, jakbym uciekła od wszystkich problemów świata.

Niestety z frontu polskiego dotarły do nas kolejne złe wieści. Babcia mojego męża ma złośliwego raka kości. Moja babcia złamała nogę w biodrze i prawdopodobnie już nigdy nie będzie chodzić. Obie wiadomości bardzo nas zasmuciły.

Na początku grudnia trzeba było wracać do Polski... powrót do rzeczywistości był bolesny. Pozostanie w naszym kraju nie rokuje nic dobrego... mąż niby ma pracę, ale cóż z tego, skoro w ogóle się nie widujemy. Nie podjęliśmy ostatecznej decyzji o wyjeździe do Anglii. Może nowy rok podsunie nam jakieś gotowe rozwiązania? Oby był dla nas łaskawszy i lepszy.

Dla Artura ten rok na pewno był bogaty w doświadczenia i nowe umiejętności. Po małym podsumowaniu stwierdzam, że dla niego był to jednak dobry rok. Na dowód tego zrobiłam małe zestawienie zdjęć z całego roku.


Styczeń. Artur rozszerza swoją dietę.. zjada pierwsze jabłko.

Luty. Artur zwiedza łóżeczko pełzając we wszystkich możliwych kierunkach.

Marzec. Artur ujarzmia niekapek i ćwiczy jogę.


Kwiecień. Chrzest Święty Artura.

Maj. Artur potrafi siadać, wstawać i raczkować (kolejność nieprzypadkowa)

Czerwiec. Artur żegna tatę, który wyjeżdża "za chlebem".

Lipiec. Artur doskonali swoje umiejętności pod każdym względem.

Sierpień. Artur nabył pierwsze buty do chodzenia. Powrót taty.

Wrzesień. Pierwsze urodziny Artura. Wyjazd do Londynu.

Październik. Artur potrafi sam stać i chodzić.


Listopad. Ostatnie spacery po angielskich chodnikach.

Grudzień. Piękne, rodzinne drugie święta Artura.


25 komentarzy:

  1. Prześlicznego masz synka :)

    ZAPRASZAM NA SWOJEGO BLOGA I SUPER NOWOROCZNE CANDY

    OdpowiedzUsuń
  2. Trzymam kciuki oby ten rok był duuuużo lepszy :)) powiem Ci że gdyby nie nasz kredyt hipoteczny i w miarę stała praca w Polsce pewnie też byśmy gdzieś wyjechali. Na Twoim miejscu chyba bym się nie zastanawiała gdzie żyć... Będzie dobrze :))) grunt to pozytywne myślenie :))) pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  3. ach dziewczyno... co Ci mogę napisać... oby nadchodzący rok był dla Ciebie łaskawszy i byś mogła być tam gdzie naprawdę chcesz i robić to co kochasz... a Artur jest uroczy i na pewno rozwesela każdy Twój dzień.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję.
      Artur dba o moje dobre samopoczucie :)

      Usuń
  4. Super podsumowanie!mały słodki jest. Sama byłam na obczyźnie i stwierdzam że w pl jest lepiej dlatego że rodzina,znajomi są z nami, kultura, ludzie i pogoda :) a finanse zostają za granicą :( :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja część rodziny mam na obczyźnie :) więc to dla mnie żaden argument :) Ale co do pogody to się zgodzę.

      Usuń
  5. Mimo wszystko zawsze trzeba patrzeć na te jaśniejsze strony życia.
    Tego życzę Ci w Nowym Roku.
    A co do Anglii, to Wasza decyzja. Myślę, że każda będzie dobra. Ale czy któraś lepsza?
    Powodzenia i trzymam kciuki!

    OdpowiedzUsuń
  6. Śliczny. Fajnie widać te zmiany :)

    OdpowiedzUsuń
  7. w takim razie oby Nowy Rok był o niebo lepszy ! :]
    Arturek to już duży chłopczyk - cięzko jest uwierzyć, że ten mały szkrab ze stycznia próbujący jabłuszka to ten sam, duży chłopiec z grudnia !

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki :)
      Artur zmienia się z miesiąca na miesiąc :)

      Usuń
  8. Widzę, że jednak ciągnie cię zagranicę i żałujesz chyba powrotu do Pl. Ja nigdy nie żałowałam i mój mąż też nie, tutaj żyje nam się lepiej. Jesteśmy u siebie, tam (czy w UK czy innym kraju) nigdy nie będziecie u siebie, bo bęziecie emigrantami, bęziecie "obcy". Ale plusem jest to, że macie tam rodzinę, bo my byliśmy sami(poza kilkoma znajomymi) Powodzenia w podejmowaniu decyzji, na pewno będzie trudna. Ale coś czuję, że wyjedziecie.. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciężko podjąć ostateczną decyzję :)

      Usuń
  9. dobrych decyzji na nowy rok :) nieważne gdzie - ważne aby razem (mówię to ja migrantka krajowa ;) )

    OdpowiedzUsuń
  10. Wspaniale się przeżywało w skrócie ten rok z Wami:) Artur jest cudnym chłopczykiem i na prawdę wiele przeszliście. Życzę Wam dużo szczęścia i miłości w Nowym Roku :) Buziaki

    OdpowiedzUsuń
  11. ciężkie decyzje, mam nadzieję, że ten rok będzie dla ciebie łaskawszy

    jednak będąc obiektywną to muszę przyznać, że wszędzie słychać, że 2013 będzie ciężkim rokiem

    OdpowiedzUsuń
  12. Echhh dla Artura to był ważny rok, tyle nowości i umiejętności nabył :) a dla Waszej rodziny faktycznie ciężko :( ale mam nadzieję, że 2013 będzie lepszy!!

    OdpowiedzUsuń
  13. na pewno 2013 będzie dla Was dużą odmianą na plus!!!!! trzymam kciuki!!! :))))

    OdpowiedzUsuń
  14. A mój rok był taki nijaki, ani dobry, ani zły. Mam nadzieję, że przyszły będzie lepszy, czego i Tobie życzę :))

    OdpowiedzUsuń
  15. Jaki słodki śmieszek :)

    OdpowiedzUsuń