Do pracy by się szło, postrzyżyny i gdzie się podziały moje cukierki?

Mąż dostał pracę. Jupijajej!
W sobotę był pierwszy dzień. Cieszę się niezmiernie, bo nasze oszczędności stopniały jak śnieg w moim mieście. Oczywiście to, że mąż ma pracę, nie przesądza o tym, że zostaniemy w Polsce. "Rozkminiamy" nadal, co zrobić? Mąż zdecydowanie woli zarabiać funty. Na czas świąteczny zawieszamy dyskusje o naszej dalszej egzystencji.

Przyszła paczka. Alleluja!
Trochę poturbowana, otwarta i posklejana... ale jest! Nie ważne, że fabrycznie zamknięte pudełko cukierków było otwarte... a cukierków ubyło... doznałam szoku, no ale cóż, przemilczę to. Nie był to żaden prezent, cukierki kupiłam od tak, na święta, więc machnęłam ręką. Rzecz stała się już w Polsce... dlaczego mnie to nie dziwi?

Tak więc etap rozpakowywania uznaję za zamknięty. Ze sprzątaniem jestem na finiszu. Dziś ubieram choinkę. Wymieniłam się na choinki z moją mamą. Dałam jej dużą, od podłogi po sufit, w zamian za małą, którą postawię na komodzie. W ten sposób uniknę ciągłego pilnowania Artura... a raczej ciągłego pilnowania choinki :)

Wczoraj cały dzień spędziłam z Arturem. Nic nie robiłam, tyko się bawiłam, turlałam, czytałam, obserwowałam... nawet kawę piłam siedząc na podłodze i  bawiąc się z nim. Ot, taki mega dzień dziecka! Przez te ostatnie porządki i rozpakowywanie trochę go zaniedbałam... a nie powinnam! Przecież Artur jest najważniejszy... zdążę się jeszcze nasprzątać w domu... niedługo pójdzie do kolegów i tyle będę miała z mojego malutkiego, słodkiego syneczka. Dlatego właśnie taki dzień... dzień zadośćuczynienia. Było nam bardzo miło. Uwielbiam mojego syna.

W przypływie tych emocji i radości obcięłam mu włoski. Pierwszy raz leciały pukle spod nożyczek. Zazwyczaj miał tylko skracaną grzywkę. Tym razem podcięłam mu tył. Już od dawna myślałam o nowej fryzurze Artura i o wizycie u fryzjera, ale miałam wątpliwości, co do reakcji Artura na obcą osobę z ostrzem. Tak więc zdecydowałam, że najbezpieczniej dla niego będzie, jeśli postrzygę go ja!
Byłam bardzo zestresowana, bo nie mam jakichś specjalnych zdolności fryzjerskich, ale Artur nadal wygląda ludzko... więc nie jest ze mną tak źle :)
I jeden loczek się ostał na pamiątkę.


Ciuchcia od chrzestnej na pamiątkę Chrztu...



... a w niej loczek na pamiątkę...



A bombki nie mogą się już doczekać... 




12 komentarzy:

  1. piekny prezent:))
    nam nigdy sie nie zdarzylo aby paczk byla otwarta, przez co wysylaliscie??

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przez firmę OPEK. Co prawda paczka otworzyła się, bo była duża i karton nie dał rady, ale styl przewożenia jej też pewnie miał wpływ na jej rozpad... a poza tym, jeśli paczka się otworzyła, to wystarczyło ją tylko zakleić, a nie częstować się cudzą własnością :)

      Usuń
    2. rany..:( zglosisz to?

      Usuń
    3. Moja siostra działała w tym kierunku, ale nie mamy numeru paczki i trudno teraz znaleźć winowajców. Ale zgłoszone zostało... nie wiem tylko z jakim skutkiem?

      Usuń
  2. masakra z tą paczką, no w szoku jestem! jak tak można?!

    ps. ja też sama podcinam włoski Juniorowi ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Śliczna ta ciufcia :)
    Czekamy na zdjęcie Arturko w nowym look'u :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie z tym będzie problem bo ostatnio Artur w ogóle nie chce pozować... chodzenie tak bardzo go fascynuje, że zrobienie mu zdjęcia graniczy z cudem :)

      Usuń
  4. Jejku to tylko moje dziecko takie "lysiutenkie"... Tez często bawie sie z Bobo całymi dniami na dywanie porządki poczekają... a synu niekoniecznie :/

    OdpowiedzUsuń
  5. Przekonaj Arturka ja tez chce zobaczyć efekt twojej pracy z nożyczkami:)

    OdpowiedzUsuń
  6. Prezent z okazji chrztu naprawdę bardzo ładny.
    Czyżby kupowany w UK? :)

    Pokaż choinkę!

    OdpowiedzUsuń